Gdyby ktoś zapytał mnie jaka jest najwspanialsza lektura religijna, która doskonale wyraża zarówno katolicki charakter naszego narodu, jak też pozwala wczuć się w kontrreformacyjne uniesienie pierwszych lat po zakończeniu Soboru Trydenckiego, bez wahania odparłbym, że są to "Żywoty Świętych" o. Piotra Skargi. Dzieło to, napisane piękną polszczyzną, wychowało niejedno pokolenie Polaków, niejedno pokolenie gorliwych obrońców wiary, którzy przeniknięci jego lekturą, byli w stanie, bez wahania, ponieść śmierć męczeńską za każdy (pozornie najmniej ważny) jej artykuł.
Co znamienne, od pewnego czasu "Żywoty Świętych" wpisane są na "posoborowy indeks ksiąg zakazanych". Bogate wydawnictwa kościelne nie są dzisiaj zainteresowane wznowieniem w komplecie tego monumentalnego dzieła polskiej myśli katolickiej. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat ukazały się jedynie wypisy z żywotów niektórych, najbardziej poprawnych, świętych z całkowitym pominięciem komentarzy, noszących tytuł "Obroków duchownych" czyli "nauk przeciw kacerstwom dzisiejszym", w jakie o. Skarga zaopatrzył żywot każdego świętego na pohybel różnorakim herezjom.
Ten testament świętego Antoniego około wiarowania i przestrzegania się heretyckich spółek terazby miał wielkie miejsce, by się czuć katolicy chcieli. Pospolita to była u świętych Apostołów i u innych ducha Bożego pełnych, iż ludzi takich bardzo strzegli. Sam Apostoł już nie ludowi pospolitemu, który łacniej w ich sidłach uwięznąć może, ale samemu biskupowi, który na takie rzeczy ostrożniejszy był, to rozkazuje: po wtórem, powiada, napominaniu (i trzeciego nie czekając) abyś się heretyka warował, wiedząc, iż taki przewrócony jest i grzeszy, własnem się swem sumieniem potępiając. I o Janie świętym Ewangeliście napisał Euzebjusz, iż do łaźni wszedłszy w Efezie, gdy w niej ujrzał Cerynta heretyka, do swych zawołał: wychodzimy stąd, aby się ta łaźnia nie zapadła, w której się myje Cerynt, nieprzyjaciel prawdy Bożej. Tegoż sam nauczył Jan ś., mówiąc: Jeśli kto przychodzi do was, a tej nauki nie niesie, w dom go nie przyjmujcie i nie pozdrawiajcie go, bo kto go pozdrawia, uczestnikiem jest złośliwych jego uczynków. Także od mistrza swego Jana świętego nauczony Polikarpus, jako pisze Ireneusz, stary Doktor, gdy spotkał na ulicy Marcjona heretyka, a on mu rzekł: znaj się do mnie, Polikarpie, odpowiedział: znam cię być pierworodnym synem djabelskim. I w Starym Zakonie zakazał P. Bóg prorokowi swemu z heretykami i odszczepieńcami jeść i pić, i gdy tego w nieroztropności swej odstąpił, lwu go zabić kazał. Wszakże mojem zdaniem to się właśnie o kacermistrzach, nie tylko ministrach, ale innych upornych a złe jady przeklętej nauki rozsiewających, rozumie, iż się ich towarzystwa tak czujnie i ostro strzec mamy. Bo takiem z nimi pospolitowaniem bliźni się gorszy, tego, co oni są, na nas się, domniemając; uszy się nasze mażą, bluźnienia Bożego i Kościoła Jego słuchając; wdajem się sami w niebezpieczeństwo, w ich sieci i samołowki naglądając. Są bowiem słowa ich, wedle Apostoła, jako ciało skancerowane, które się na zarażenie przyległych członków szerzą. W ustach ich Chrystusa, Ewangelja i Pismo brzmi, a w skutkach ich fałsz, swawolność i cielesność (na którąśmy z przyrodzenia łaskawi) do wszystkich grzechów drzwi otwiera, i do pogańśtwa i zaprzenia się Boga wiedzie. Iż się to ziści co o nich w osobie nierządnicy, ku cudzołóstwu przybranej, Pismo mówi: miód z plastru ściekający usta jej, i śliczniejsze niźli olej słowa jej, ale koniec jej gorzki jako piołun, a język jej jako ostra strzała i miecz z obu stron siekający. Zakwaszona dzieża ich, przaśnice dobrej wiary i świętych obyczajów kwasem swoim zaraża, a szukanie na oście i cierniu jagód ręce przebadza. Tacy widzą dobrze, iż źle czynią, jako mówi Apostoł, a prawdę Bożą tępią, i długo się jej sprzeciwiając, do onej czartowskiej zakamieniałości przychodzą, iż na to wszystką duszę swoją ważą, aby prawda Boża pod ich nogami poległa, żeby się tylko oni przy swej w rozumie hardości zostać mogli. Co się dotyczy innych pospolitych nieumiejętnością zwiedzionych, a nikogoż nie zarażających heretyków (których się tak wiele namnożyło, iż się sąsiedztwem i towarzystwem ich bawić musim), potrzeba ich znosić, a użalenie nad ich upadkiem mieć, wszakże tem prawem. Naprzód, aby ich społeczność najmniej wierze i nabożeństwu naszemu nie szkodziła. Bo inaczej lepiej, jako Pan mówi, i oko, i rękę, i nogę utracić, niźli takie ubliżanie na zbawieniu z towarzystwa i przyjaźni ludzkiej odnosić. Ku temu, aby się z dobrego naszego zachowania budowali i do wiary katolickiej wstęp mieli. Bo lepiej przed nimi kryć niedostatki obyczajów naszych, któremi się do wiary świętej odrażają. Nakoniec abyśmy kwoli przyjaźni ich żadnej rzeczy, nabożeństwu ich i wierze służącej, nie czynili, to jest ani do ich schadzek szli, ani uszu słuchaniem baśni ich nie mazali, ani umarłych ich do grobu prowadzili, ani się w małżeństwo z nimi wdawali. Bo to są rzeczy, katolikowi od Boga i Kościoła zakazane, i w wielki grzech wpada, kto tak wiele dla ich przyjaźni czyni, czego się i dla ojca i matki czynić nie godzi, o czem, zwłaszcza o małżeństwie z heretykami, przy lepszej pogodzie szerzej się mówić może.
Piotr Skarga, Żywoty świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień przez cały rok do których przydane są niektóre duchowne obroki i nauki przeciw kacerstwom dzisiejszym, tam gdzie się żywot którego doktora położył. Ku temu kazania krótkie na te święta, które pewny dzień w miesiącu mają, Kraków 1933, Tom I, s. 128-129.
Co znamienne, od pewnego czasu "Żywoty Świętych" wpisane są na "posoborowy indeks ksiąg zakazanych". Bogate wydawnictwa kościelne nie są dzisiaj zainteresowane wznowieniem w komplecie tego monumentalnego dzieła polskiej myśli katolickiej. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat ukazały się jedynie wypisy z żywotów niektórych, najbardziej poprawnych, świętych z całkowitym pominięciem komentarzy, noszących tytuł "Obroków duchownych" czyli "nauk przeciw kacerstwom dzisiejszym", w jakie o. Skarga zaopatrzył żywot każdego świętego na pohybel różnorakim herezjom.
Obrok duchowny
do Żywota Ś. Antoniego Pustelnika na dzień 17 stycznia
do Żywota Ś. Antoniego Pustelnika na dzień 17 stycznia
Ten testament świętego Antoniego około wiarowania i przestrzegania się heretyckich spółek terazby miał wielkie miejsce, by się czuć katolicy chcieli. Pospolita to była u świętych Apostołów i u innych ducha Bożego pełnych, iż ludzi takich bardzo strzegli. Sam Apostoł już nie ludowi pospolitemu, który łacniej w ich sidłach uwięznąć może, ale samemu biskupowi, który na takie rzeczy ostrożniejszy był, to rozkazuje: po wtórem, powiada, napominaniu (i trzeciego nie czekając) abyś się heretyka warował, wiedząc, iż taki przewrócony jest i grzeszy, własnem się swem sumieniem potępiając. I o Janie świętym Ewangeliście napisał Euzebjusz, iż do łaźni wszedłszy w Efezie, gdy w niej ujrzał Cerynta heretyka, do swych zawołał: wychodzimy stąd, aby się ta łaźnia nie zapadła, w której się myje Cerynt, nieprzyjaciel prawdy Bożej. Tegoż sam nauczył Jan ś., mówiąc: Jeśli kto przychodzi do was, a tej nauki nie niesie, w dom go nie przyjmujcie i nie pozdrawiajcie go, bo kto go pozdrawia, uczestnikiem jest złośliwych jego uczynków. Także od mistrza swego Jana świętego nauczony Polikarpus, jako pisze Ireneusz, stary Doktor, gdy spotkał na ulicy Marcjona heretyka, a on mu rzekł: znaj się do mnie, Polikarpie, odpowiedział: znam cię być pierworodnym synem djabelskim. I w Starym Zakonie zakazał P. Bóg prorokowi swemu z heretykami i odszczepieńcami jeść i pić, i gdy tego w nieroztropności swej odstąpił, lwu go zabić kazał. Wszakże mojem zdaniem to się właśnie o kacermistrzach, nie tylko ministrach, ale innych upornych a złe jady przeklętej nauki rozsiewających, rozumie, iż się ich towarzystwa tak czujnie i ostro strzec mamy. Bo takiem z nimi pospolitowaniem bliźni się gorszy, tego, co oni są, na nas się, domniemając; uszy się nasze mażą, bluźnienia Bożego i Kościoła Jego słuchając; wdajem się sami w niebezpieczeństwo, w ich sieci i samołowki naglądając. Są bowiem słowa ich, wedle Apostoła, jako ciało skancerowane, które się na zarażenie przyległych członków szerzą. W ustach ich Chrystusa, Ewangelja i Pismo brzmi, a w skutkach ich fałsz, swawolność i cielesność (na którąśmy z przyrodzenia łaskawi) do wszystkich grzechów drzwi otwiera, i do pogańśtwa i zaprzenia się Boga wiedzie. Iż się to ziści co o nich w osobie nierządnicy, ku cudzołóstwu przybranej, Pismo mówi: miód z plastru ściekający usta jej, i śliczniejsze niźli olej słowa jej, ale koniec jej gorzki jako piołun, a język jej jako ostra strzała i miecz z obu stron siekający. Zakwaszona dzieża ich, przaśnice dobrej wiary i świętych obyczajów kwasem swoim zaraża, a szukanie na oście i cierniu jagód ręce przebadza. Tacy widzą dobrze, iż źle czynią, jako mówi Apostoł, a prawdę Bożą tępią, i długo się jej sprzeciwiając, do onej czartowskiej zakamieniałości przychodzą, iż na to wszystką duszę swoją ważą, aby prawda Boża pod ich nogami poległa, żeby się tylko oni przy swej w rozumie hardości zostać mogli. Co się dotyczy innych pospolitych nieumiejętnością zwiedzionych, a nikogoż nie zarażających heretyków (których się tak wiele namnożyło, iż się sąsiedztwem i towarzystwem ich bawić musim), potrzeba ich znosić, a użalenie nad ich upadkiem mieć, wszakże tem prawem. Naprzód, aby ich społeczność najmniej wierze i nabożeństwu naszemu nie szkodziła. Bo inaczej lepiej, jako Pan mówi, i oko, i rękę, i nogę utracić, niźli takie ubliżanie na zbawieniu z towarzystwa i przyjaźni ludzkiej odnosić. Ku temu, aby się z dobrego naszego zachowania budowali i do wiary katolickiej wstęp mieli. Bo lepiej przed nimi kryć niedostatki obyczajów naszych, któremi się do wiary świętej odrażają. Nakoniec abyśmy kwoli przyjaźni ich żadnej rzeczy, nabożeństwu ich i wierze służącej, nie czynili, to jest ani do ich schadzek szli, ani uszu słuchaniem baśni ich nie mazali, ani umarłych ich do grobu prowadzili, ani się w małżeństwo z nimi wdawali. Bo to są rzeczy, katolikowi od Boga i Kościoła zakazane, i w wielki grzech wpada, kto tak wiele dla ich przyjaźni czyni, czego się i dla ojca i matki czynić nie godzi, o czem, zwłaszcza o małżeństwie z heretykami, przy lepszej pogodzie szerzej się mówić może.Piotr Skarga, Żywoty świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień przez cały rok do których przydane są niektóre duchowne obroki i nauki przeciw kacerstwom dzisiejszym, tam gdzie się żywot którego doktora położył. Ku temu kazania krótkie na te święta, które pewny dzień w miesiącu mają, Kraków 1933, Tom I, s. 128-129.


