Jak wynika z informacji przekazanej przez KAI, podczas Mszy św. odprawionej w auli kard. Wyszyńskiego KUL w sobotę, w dniu 5 lipca , abp Józef Życiński stwierdził, że liturgia zreformowana przez Pawła VI nie pozostaje w żadnym związku z tradycją liturgiczną Kościoła katolickiego. Zgromadzenia, powołane przez Papieża dla kultywowania tradycji liturgicznych, nazwał muzeami, którym daleko jest "do wspólnoty ożywianej obecnością Chrystusa”. Stwierdził też, wbrew zdrowemu rozsądkowi, że nie można dzisiaj odprawiać uroczystych Mszy św. w nadzwyczajnym rycie rzymskim, gdyż do tego potrzeba subdiakonów, a tych nie wyświęca się dzisiaj w seminariach. Dostało się także przewodniczącemu papieskiej Komisji Ecclesia Dei kard. Castrillonowi Hoyosowi, którego abp. Życiński uznał za oderwanego od rzeczywistości, opowiadającego fantazyjne historyjki, w związku z jego ostatnią wypowiedzią dla angielskiej prasy. Abp Życiński dał to do zrozumienia zebranym podkreślając, że nie należy absolutyzować jednej tradycji liturgicznej, a marzenia o coniedzielnej Mszy w trydenckiej w każdej parafii są „zupełnie surrealistyczne”.
Metropolita lubelski poświęcił swoje wystąpienie pacyfikowanej od lat, niszowej mniejszości, spychanej permanentnie na obrzeża Kościoła przez wszystkich pasterzy, zatroskanych o najmniejszą z powierzonych im owiec. Podobno nie kopie się leżącego, jednak nawet sprawdzając jego tętno czy jeszcze dycha, można niby niechcący lekko go przydusić. O tym, że w polskim Kościele nie lubi się "tradycjonalistów" wiadomo wszystkim od lat. Oficjalnie nie lubi się ich dlatego, że jest to mała ale bardzo agresywna grupka. Abp Życiński dodaje, że grupka ta składa sie z narcyzów, zapatrzonych w siebie, którzy w miejsce Ewangelii i Chrystusa wprowadzają piękne szmatki, nie są więc godni by nazywać ich nawet chrześcijanami.
Możemy śmiało zadać pytanie - co polscy biskupi zrobili pozytywnego dla "tradycjonalistów", oprócz stosowania swoistych "Sądów Bożych"w rodzaju "jeżeli tradycyjna liturgia jest sprawą Bożą, to przetrwa wszelkie trudności"? Czy ktoś z nich, w Konferencji Episkopatu Polski zechciał gruntownie zbadać ich sytuację? Co zrobiono, aby zapobiec rozgoryczeniu setek tych młodych ludzi i zbadać przyczyny tej agresji, o której często się mówi? Czy w ogóle ktoś zaprosił "tradycjonalistów" do tego dialogu katolicko-katolickiego, o którym wspomina abp Życiński? Na wołanie o własne duszpasterstwo, czy też inne rozwiązanie pozwalające na "zagwarantowanie szacunku dla ich słusznych życzeń" (Jan Paweł II, motu proprio "Ecclesia Dei") na płaszczyźnie ogólnopolskiej, wciąż brak jest odzewu.
Zamiast zaproszenia do dialogu, odczuć daje się ustawiczny wzrost atmosfery wrogości i szykan. Przy tym aż nazbyt wyraźnie dostrzegalna jest dysproporcja sił i środków jakie używa się do polemiki z "tradycjonalistami". Wobec słabo zorganizowanych grup przeważnie młodych ludzi, rozbitych po wielu diecezjach w kraju, staje Episkopat Polski ze swoimi możliwościami i zapleczem. Wyolbrzymiony obraz tych stosunkowo nielicznych środowisk używa się w homiliach w charakterze przestróg i straszaków.
Słuchając takich kazań, jakie wygłosił abp Życiński ma się wrażenie, że tradycyjna liturgia cieszy się wspaniałą wolnością, jest obecna wszędzie tam, gdzie pojawia się potrzeba, a nawet więcej - księża oficjalnie zachęcają do zapoznawania się z jej bogactwami, a biskupi dają z góry przykład swoim zaangażowaniem i rozległą wiedzą. I tylko jacyś nienormalni maniacy, którym wciąż jest mało, walczą uparcie o zupełne już wyrugowanie liturgii zreformowanej, nie chcąc przyznać jej nawet skrawka należnego miejsca w Kościele.
Stykając się z takim spojrzeniem na sytuację "tradycjonalistów" ma się nieodparte wrażenie, że bardziej niż oni nie nadarzają rzekomo za duchem czasu, polscy Biskupi nie chcą wiedzieć i nie wiedzą, o co naprawdę im chodzi. Wypowiedź kolejnego hierarchy, tym razem metropolity Życińskiego jest tego kolejnym, smutnym dowodem.
Metropolita lubelski poświęcił swoje wystąpienie pacyfikowanej od lat, niszowej mniejszości, spychanej permanentnie na obrzeża Kościoła przez wszystkich pasterzy, zatroskanych o najmniejszą z powierzonych im owiec. Podobno nie kopie się leżącego, jednak nawet sprawdzając jego tętno czy jeszcze dycha, można niby niechcący lekko go przydusić. O tym, że w polskim Kościele nie lubi się "tradycjonalistów" wiadomo wszystkim od lat. Oficjalnie nie lubi się ich dlatego, że jest to mała ale bardzo agresywna grupka. Abp Życiński dodaje, że grupka ta składa sie z narcyzów, zapatrzonych w siebie, którzy w miejsce Ewangelii i Chrystusa wprowadzają piękne szmatki, nie są więc godni by nazywać ich nawet chrześcijanami.
Możemy śmiało zadać pytanie - co polscy biskupi zrobili pozytywnego dla "tradycjonalistów", oprócz stosowania swoistych "Sądów Bożych"w rodzaju "jeżeli tradycyjna liturgia jest sprawą Bożą, to przetrwa wszelkie trudności"? Czy ktoś z nich, w Konferencji Episkopatu Polski zechciał gruntownie zbadać ich sytuację? Co zrobiono, aby zapobiec rozgoryczeniu setek tych młodych ludzi i zbadać przyczyny tej agresji, o której często się mówi? Czy w ogóle ktoś zaprosił "tradycjonalistów" do tego dialogu katolicko-katolickiego, o którym wspomina abp Życiński? Na wołanie o własne duszpasterstwo, czy też inne rozwiązanie pozwalające na "zagwarantowanie szacunku dla ich słusznych życzeń" (Jan Paweł II, motu proprio "Ecclesia Dei") na płaszczyźnie ogólnopolskiej, wciąż brak jest odzewu.
Zamiast zaproszenia do dialogu, odczuć daje się ustawiczny wzrost atmosfery wrogości i szykan. Przy tym aż nazbyt wyraźnie dostrzegalna jest dysproporcja sił i środków jakie używa się do polemiki z "tradycjonalistami". Wobec słabo zorganizowanych grup przeważnie młodych ludzi, rozbitych po wielu diecezjach w kraju, staje Episkopat Polski ze swoimi możliwościami i zapleczem. Wyolbrzymiony obraz tych stosunkowo nielicznych środowisk używa się w homiliach w charakterze przestróg i straszaków.
Słuchając takich kazań, jakie wygłosił abp Życiński ma się wrażenie, że tradycyjna liturgia cieszy się wspaniałą wolnością, jest obecna wszędzie tam, gdzie pojawia się potrzeba, a nawet więcej - księża oficjalnie zachęcają do zapoznawania się z jej bogactwami, a biskupi dają z góry przykład swoim zaangażowaniem i rozległą wiedzą. I tylko jacyś nienormalni maniacy, którym wciąż jest mało, walczą uparcie o zupełne już wyrugowanie liturgii zreformowanej, nie chcąc przyznać jej nawet skrawka należnego miejsca w Kościele.
Stykając się z takim spojrzeniem na sytuację "tradycjonalistów" ma się nieodparte wrażenie, że bardziej niż oni nie nadarzają rzekomo za duchem czasu, polscy Biskupi nie chcą wiedzieć i nie wiedzą, o co naprawdę im chodzi. Wypowiedź kolejnego hierarchy, tym razem metropolity Życińskiego jest tego kolejnym, smutnym dowodem.


