Wspomnieliśmy poprzednio o obecnym w Kościele posoborowym zakazie wydawania licznych dzieł, które przez wieki kształtowały katolicką pobożność. Warto przyjrzeć się temu bliżej, gdyż problem ten nie dotyka jedynie uciążliwości pewnych fragmentów starych książek, lecz generalnej zmiany treści nauczania forsowanego w Kościele posoborowym kosztem nauki katolickiej. W nawiązaniu do zmowy milczenia nad książką św. Alfonsa Liguori pt. "Uwielbienia Maryi" oraz na przykładzie prac o. Stanisława Napiórkowskiego, możemy postarać się zrozumieć, dlaczego zasadniczo nie wydaje się dzisiaj katolickich książek o tematyce mariologicznej.
O. Napiórkowski znany jest przeważnie jedynie z tego, że prowadzi bezpardonową walkę z katolicką teologią. Atrakcyjność jego twierdzeń i popularność jego osoby zasadzają się w gruncie rzeczy na odważnym i nowatorskim podkopywaniu utrwalonych prawd wiary, pod płaszczykiem wprowadzania w życie posoborowej odnowy na wszelkich szczeblach katolickiego życia. Świadomość doniosłości jego misji wzmaga dodatkowo przeświadczenie, że po soborze wszystkie istniejące podręczniki do mariologii stały się już nieaktualne a co za tym idzie zabrakło specjalistów - mariologów, którzy potrafiliby nauczać w duchu Vaticanum II. O. Napiórkowski, w oparciu o te cenne obserwacje, zmuszony jest więc rozwinąć pracę w duchu autentycznie posoborowej mariologii, świadomy swojego pionierskiego zadania: "Uderzenie głową w mur protestanckiego sprzeciwu zapaliło gwiazdy w mojej głowie, przyprawiło o wielki teologiczny ból głowy. Otworzyło też moje oczy na niektóre (niestety, dość liczne) niewłaściwości w katolickiej czci maryjnej, jak przeciwstawianie dobroci Matki surowości Syna". Do czasu napisania w 1988 r. podręcznika z wykładem prawidłowej nauki o NMP, uskarżał się nad tym, że kapłani i biskupi wciąż uczą chrystotypicznej mariologii przedsoborowej, co za tym idzie przedkładają ludowi Bożemu naukę o Współodkupicielce, namawiają do wzywania Maryi, zamiast przede wszystkim skoncentrować się na Jej naśladowaniu, a w ich artykułach, kazaniach i listach pasterskich ujawnia się wybiórczość w recepcji mariologii soborowej.
O. Napiórkowski ubolewa, że do czołowych kaznodziejów polskich nie dotarła jeszcze w ogóle teologia soborowa. W oparciu o prace o. Napiórkowskiego o tematyce mariologicznej możemy prześledzić drogę zasadniczych zmian wprowadzanych w ostatnich latach w kulcie maryjnym.
Podstawową wadą tradycyjnej mariologii jest zdaniem popularnego franciszkanina... zbytnie odwoływanie się do nauczania papieży. Efektem tego staje się rzekome wybcowanie mariologii z szeroko pojętej teologii oraz zejście na dalszy plan Pisma św. i patrystyki; jeśli już nawet odwoływano się do nich, interpretowano je tendencyjnie, na modłę "maryjnej mody" i tekstów nowszych świętych i apostołów maryjnych. Taka mariologia była nie tylko zła, ale nadto utrudniała dialog ekumeniczny. Na całe szczęście Sobór Watykański II odrzucił przygotowany nań schemat mariologiczny, utkany prawie wyłącznie ze 117 wypowiedzi papieży, a przyjął schemat biblijny i historiozbawczy, w którym zachowało się jedynie 14 wypowiedzi papieży.
Zdaniem o. Napiórkowskiego mariologia przedsoborowa była mariologią chrystotypiczną, tzn. rozważała Maryję jako wielkość paralelną do Chrystusa, przedstawiając ją z tytułami, przynależnymi przede wszystkim Chrystusowi (Wszechpośredniczka, Odkupicielka itp.). Ta paralela Chrystusa i Maryi wychodziła często na korzyść Maryi, w której upatrywano źródło miłosierdzia, nierzadko przeciwstawiając je sprawiedliwości Syna (por. św. Bernard, bł. Maksymilian). Stąd jakże niepoprawne, ale jakże popularne, nauczanie, że lepiej powierzać się bezpośrednio Maryi, a nie Chrystusowi. Takie ujęcie problemu alienowało Maryję z Ludu Bożego i stawiało ją obok Chrystusa.
O. Napiórkowski cieszy się, że styl nauczania mariologów, opierających się głównie na nauczaniu papieży przedsoborowych, skoncentrowany zanadto na pośrednictwie i współodkupicielstwie Maryi, został odrzucony przez sobór. W jego dokumentach zwrócono za to uwagę na nauczanie o Jej pośrednictwie poprzez skoncentrowanie się na jedynym, doskonałym i wystarczającym pośrednictwie Chrystusa: celowo zrezygnowano z nazywania Jej Współodkupicielką i Wszechpośredniczką; nazwano Ją Pośredniczką, Orędowniczką, Wspomożycielką i Pomocnicą, lecz nie w znaczeniu dogmatycznym, lecz modlitewnym, liturgicznym i pobożnościowym. Przynależą się Jej (jak i każdemu wierzącemu, lecz Jej w sposób wyjątkowy) te tytuły z racji tego, że partycypuje w jedynym pośrednictwie Chrystusa.
Najważniejszą przeszkodą w nowatorskim podejściu do NMP jest dla o. Napiórkowskiego jej kult. Cześć oddawana świętym musi mieć odniesienie do Boga i musi być kultem ze względu na Boga, ze względu na to, co im uczynił, kim dla nich był i jak ich wykorzystał. Więcej Chrystusa w kulcie Maryi - woła Ojciec profesor! Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel oraz jedyna Droga do Ojca, jako ośrodek chrześcijańskiego kultu religijnego, który w swej łasce uczynił Maryję pierwszą chrześcijanką, musi stać w centrum wszystkich aktów religijnych. Katolicka pobożność maryjna wymaga wyakcentowania tego punktu, ponieważ nie zauważa się w niej tej jasności chrystocentrycznej. Należy więc odnowić każdy możliwy przejaw kultu, w którym, w celu uwypuklenia osoby Maryi, Chrystus schodzi na plan dalszy. Gdy Maryja staje się autonomicznym przedmiotem kultu, należy zapytać, czy mamy jeszcze do czynienia z kultem chrześcijańskim? W kulcie maryjnym uwzględniać należy także osiągnięcia nauk o człowieku, co pozwoli przestawiać Maryję jako wzór do naśladowania dla współczesnego człowieka. Unikać trzeba niewłaściwych i przesadnych form kultu, które zrażają do katolicyzmu chrześcijan innych wyznań. O. Napiórkowski z radością zauważa, że w odniowionym Mszale nie ma ani jednej modlitwy do Matki Najświętszej.
Pobożność ludowa widzi Maryję pomiędzy sobą, a Chrystusem, albo też, pomiędzy sobą a Bogiem. Taki rodzaj pośrednictwa implikuje wg o. Napiórkowskiego jego niedoskonałość, nie jest bowiem doskonałym pośrednikiem ten, kto stoi pomiędzy powaśnionymi stronami (tu: świętym Bogiem i grzesznym człowiekiem) i próbuje je skleić. Doskonałe pośrednictwo wymaga podjęcia takich działań, aby powaśnione strony mogły się spotkać twarzą w twarz, w miłości i pojednaniu. Teologicznie rzecz ujmując, z takim pośrednictwem mamy do czynienia wtedy, kiedy człowiek spotyka się bezpośrednio z Chrystusem lub z Bogiem, a nie poprzez osoby trzecie. Aby więc maryjne mediatio było doskonałe, musi prowadzić do bezpośredniego spotkania w przyjaźni człowieka z Bogiem. Nieuwzględniane tego postulatu w przepowiadaniu o Maryi i świętych budzi obawy, że jako katolicy tylko werbalnie uznajemy jedyne i absolutnie doskonałe pośrednictwo Chrystusa podczas, gdy nasza pobożność zapełnia innymi pośrednikami przestrzeń pomiędzy nami a Chrystusem.
Kim jest więc Maryja Panna dla o. Napiórkowskiego? Wwyjaśnia to na jednym ze spotkań ekumenicznych, gdy powołuje się na teorię jednego z protestanckich pastorów. Dzień, w którym poznał tą teorię nazywa zaś "jednym z najpiękniejszych w swoim życiu":
"Dlatego, że wszyscy ochrzczeni przez chrzest są zanurzeni w Chrystusie, głęboko złączeni z Chrystusem. Chrystus zaś jest kapłanem, a kapłaństwo jest pośrednictwem. Kto przez chrzest łączy się z Chrystusem kapłanem, staje się również kapłanem, czyli pośrednikiem. Nie ma chrześcijanina, który nie byłby w Chrystusie kapłanem, a więc pośrednikiem. Oczywiście, nie ma pośrednictwa zbawienia poza Chrystusem, ale przecież nie chodzi ani o pośrednictwo poza Chrystusem, ani bez Chrystusa, ani przeciw Chrystusowi, ale o pośrednictwo w Chrystusie. Kto wierzy Słowu Bożemu, kto wierzy św. Pawłowi, ten wierzy, iż każdy ochrzczony jest pośrednikiem zbawienia, pośrednikiem w Pośredniku, w jedynym Pośredniku. Im kto głębiej zakorzeniony w Chrystusie, tym pełniej jest pośrednikiem. A ponieważ Matka Pana była w szczególny sposób zjednoczona z Chrystusem, w szczególny sposób jest pośredniczką."
Problem Matki Bożej zostaje więc ostatecznie rozwiązany przez o. Napiórkowskiego poprzez pozbawienie Jej jedynej i wyjątkowej roli w Boskim planie zbawienia. Staje się Ona wyłącznie jakimś "pośrednikiem zbawienia" na tej samej zasadzie jak każdy ochrzczony, zaledwie z uwzględnieniem charakterystycznego dla siebie sposobu. Maryja Panna zostaje zdegradowana z Matki Boga, Niepokalanie Poczętej, Wniebowziętej, wybranej z wielu pokoleń, pełnej łaski, która znalazła łaskę u Boga, tej która zmiażdży głowę węża, Niewiasty obleczonej w słońce z wieńcem z gwiazd dwunastu. Nie przeszył jej już miecz boleści, nie została przez Chrystusa powierzona nam jako Matka, tym samym nie wysłuchuje Ona modlitw wiernych, nie wstawia się za nami przed Swoim Synem jak w Kanie Galilejskiej. Próżno by wymieniać inne piękne określenia, których wiara katolicka używa w zachwycie nad Maryją, a które ustąpiły miejsca oschłym i wyważonym zwrotom rodem z podręczników o. Napiórkowskiego. Wraz ze wszystkimi świętymi i ich rozprawami teologicznymi, cześć do Najświętszej Panny została złożona na ołtarzu posoborowej odnowy. O. Napiórkowski pod pozorem dostosowania mariologii do wymogów aggiornamento nie czyni niczego nowego, jak tylko odważnie odświeża stare, protestanckie herezje. Gdy odrzucimy naukę papieży i świętych o Najświętszej Maryi Pannie, znajdujemy bowiem nieuchronnie sprzymierzeńca w tych, którzy z nieustannego sprzeciwu wobec niej urządzili sobie zasadę swojej wiary.
O. Napiórkowski znany jest przeważnie jedynie z tego, że prowadzi bezpardonową walkę z katolicką teologią. Atrakcyjność jego twierdzeń i popularność jego osoby zasadzają się w gruncie rzeczy na odważnym i nowatorskim podkopywaniu utrwalonych prawd wiary, pod płaszczykiem wprowadzania w życie posoborowej odnowy na wszelkich szczeblach katolickiego życia. Świadomość doniosłości jego misji wzmaga dodatkowo przeświadczenie, że po soborze wszystkie istniejące podręczniki do mariologii stały się już nieaktualne a co za tym idzie zabrakło specjalistów - mariologów, którzy potrafiliby nauczać w duchu Vaticanum II. O. Napiórkowski, w oparciu o te cenne obserwacje, zmuszony jest więc rozwinąć pracę w duchu autentycznie posoborowej mariologii, świadomy swojego pionierskiego zadania: "Uderzenie głową w mur protestanckiego sprzeciwu zapaliło gwiazdy w mojej głowie, przyprawiło o wielki teologiczny ból głowy. Otworzyło też moje oczy na niektóre (niestety, dość liczne) niewłaściwości w katolickiej czci maryjnej, jak przeciwstawianie dobroci Matki surowości Syna". Do czasu napisania w 1988 r. podręcznika z wykładem prawidłowej nauki o NMP, uskarżał się nad tym, że kapłani i biskupi wciąż uczą chrystotypicznej mariologii przedsoborowej, co za tym idzie przedkładają ludowi Bożemu naukę o Współodkupicielce, namawiają do wzywania Maryi, zamiast przede wszystkim skoncentrować się na Jej naśladowaniu, a w ich artykułach, kazaniach i listach pasterskich ujawnia się wybiórczość w recepcji mariologii soborowej.
O. Napiórkowski ubolewa, że do czołowych kaznodziejów polskich nie dotarła jeszcze w ogóle teologia soborowa. W oparciu o prace o. Napiórkowskiego o tematyce mariologicznej możemy prześledzić drogę zasadniczych zmian wprowadzanych w ostatnich latach w kulcie maryjnym.
Podstawową wadą tradycyjnej mariologii jest zdaniem popularnego franciszkanina... zbytnie odwoływanie się do nauczania papieży. Efektem tego staje się rzekome wybcowanie mariologii z szeroko pojętej teologii oraz zejście na dalszy plan Pisma św. i patrystyki; jeśli już nawet odwoływano się do nich, interpretowano je tendencyjnie, na modłę "maryjnej mody" i tekstów nowszych świętych i apostołów maryjnych. Taka mariologia była nie tylko zła, ale nadto utrudniała dialog ekumeniczny. Na całe szczęście Sobór Watykański II odrzucił przygotowany nań schemat mariologiczny, utkany prawie wyłącznie ze 117 wypowiedzi papieży, a przyjął schemat biblijny i historiozbawczy, w którym zachowało się jedynie 14 wypowiedzi papieży.
Zdaniem o. Napiórkowskiego mariologia przedsoborowa była mariologią chrystotypiczną, tzn. rozważała Maryję jako wielkość paralelną do Chrystusa, przedstawiając ją z tytułami, przynależnymi przede wszystkim Chrystusowi (Wszechpośredniczka, Odkupicielka itp.). Ta paralela Chrystusa i Maryi wychodziła często na korzyść Maryi, w której upatrywano źródło miłosierdzia, nierzadko przeciwstawiając je sprawiedliwości Syna (por. św. Bernard, bł. Maksymilian). Stąd jakże niepoprawne, ale jakże popularne, nauczanie, że lepiej powierzać się bezpośrednio Maryi, a nie Chrystusowi. Takie ujęcie problemu alienowało Maryję z Ludu Bożego i stawiało ją obok Chrystusa.
O. Napiórkowski cieszy się, że styl nauczania mariologów, opierających się głównie na nauczaniu papieży przedsoborowych, skoncentrowany zanadto na pośrednictwie i współodkupicielstwie Maryi, został odrzucony przez sobór. W jego dokumentach zwrócono za to uwagę na nauczanie o Jej pośrednictwie poprzez skoncentrowanie się na jedynym, doskonałym i wystarczającym pośrednictwie Chrystusa: celowo zrezygnowano z nazywania Jej Współodkupicielką i Wszechpośredniczką; nazwano Ją Pośredniczką, Orędowniczką, Wspomożycielką i Pomocnicą, lecz nie w znaczeniu dogmatycznym, lecz modlitewnym, liturgicznym i pobożnościowym. Przynależą się Jej (jak i każdemu wierzącemu, lecz Jej w sposób wyjątkowy) te tytuły z racji tego, że partycypuje w jedynym pośrednictwie Chrystusa.
Najważniejszą przeszkodą w nowatorskim podejściu do NMP jest dla o. Napiórkowskiego jej kult. Cześć oddawana świętym musi mieć odniesienie do Boga i musi być kultem ze względu na Boga, ze względu na to, co im uczynił, kim dla nich był i jak ich wykorzystał. Więcej Chrystusa w kulcie Maryi - woła Ojciec profesor! Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel oraz jedyna Droga do Ojca, jako ośrodek chrześcijańskiego kultu religijnego, który w swej łasce uczynił Maryję pierwszą chrześcijanką, musi stać w centrum wszystkich aktów religijnych. Katolicka pobożność maryjna wymaga wyakcentowania tego punktu, ponieważ nie zauważa się w niej tej jasności chrystocentrycznej. Należy więc odnowić każdy możliwy przejaw kultu, w którym, w celu uwypuklenia osoby Maryi, Chrystus schodzi na plan dalszy. Gdy Maryja staje się autonomicznym przedmiotem kultu, należy zapytać, czy mamy jeszcze do czynienia z kultem chrześcijańskim? W kulcie maryjnym uwzględniać należy także osiągnięcia nauk o człowieku, co pozwoli przestawiać Maryję jako wzór do naśladowania dla współczesnego człowieka. Unikać trzeba niewłaściwych i przesadnych form kultu, które zrażają do katolicyzmu chrześcijan innych wyznań. O. Napiórkowski z radością zauważa, że w odniowionym Mszale nie ma ani jednej modlitwy do Matki Najświętszej.
Pobożność ludowa widzi Maryję pomiędzy sobą, a Chrystusem, albo też, pomiędzy sobą a Bogiem. Taki rodzaj pośrednictwa implikuje wg o. Napiórkowskiego jego niedoskonałość, nie jest bowiem doskonałym pośrednikiem ten, kto stoi pomiędzy powaśnionymi stronami (tu: świętym Bogiem i grzesznym człowiekiem) i próbuje je skleić. Doskonałe pośrednictwo wymaga podjęcia takich działań, aby powaśnione strony mogły się spotkać twarzą w twarz, w miłości i pojednaniu. Teologicznie rzecz ujmując, z takim pośrednictwem mamy do czynienia wtedy, kiedy człowiek spotyka się bezpośrednio z Chrystusem lub z Bogiem, a nie poprzez osoby trzecie. Aby więc maryjne mediatio było doskonałe, musi prowadzić do bezpośredniego spotkania w przyjaźni człowieka z Bogiem. Nieuwzględniane tego postulatu w przepowiadaniu o Maryi i świętych budzi obawy, że jako katolicy tylko werbalnie uznajemy jedyne i absolutnie doskonałe pośrednictwo Chrystusa podczas, gdy nasza pobożność zapełnia innymi pośrednikami przestrzeń pomiędzy nami a Chrystusem.
Kim jest więc Maryja Panna dla o. Napiórkowskiego? Wwyjaśnia to na jednym ze spotkań ekumenicznych, gdy powołuje się na teorię jednego z protestanckich pastorów. Dzień, w którym poznał tą teorię nazywa zaś "jednym z najpiękniejszych w swoim życiu":
"Dlatego, że wszyscy ochrzczeni przez chrzest są zanurzeni w Chrystusie, głęboko złączeni z Chrystusem. Chrystus zaś jest kapłanem, a kapłaństwo jest pośrednictwem. Kto przez chrzest łączy się z Chrystusem kapłanem, staje się również kapłanem, czyli pośrednikiem. Nie ma chrześcijanina, który nie byłby w Chrystusie kapłanem, a więc pośrednikiem. Oczywiście, nie ma pośrednictwa zbawienia poza Chrystusem, ale przecież nie chodzi ani o pośrednictwo poza Chrystusem, ani bez Chrystusa, ani przeciw Chrystusowi, ale o pośrednictwo w Chrystusie. Kto wierzy Słowu Bożemu, kto wierzy św. Pawłowi, ten wierzy, iż każdy ochrzczony jest pośrednikiem zbawienia, pośrednikiem w Pośredniku, w jedynym Pośredniku. Im kto głębiej zakorzeniony w Chrystusie, tym pełniej jest pośrednikiem. A ponieważ Matka Pana była w szczególny sposób zjednoczona z Chrystusem, w szczególny sposób jest pośredniczką."
Problem Matki Bożej zostaje więc ostatecznie rozwiązany przez o. Napiórkowskiego poprzez pozbawienie Jej jedynej i wyjątkowej roli w Boskim planie zbawienia. Staje się Ona wyłącznie jakimś "pośrednikiem zbawienia" na tej samej zasadzie jak każdy ochrzczony, zaledwie z uwzględnieniem charakterystycznego dla siebie sposobu. Maryja Panna zostaje zdegradowana z Matki Boga, Niepokalanie Poczętej, Wniebowziętej, wybranej z wielu pokoleń, pełnej łaski, która znalazła łaskę u Boga, tej która zmiażdży głowę węża, Niewiasty obleczonej w słońce z wieńcem z gwiazd dwunastu. Nie przeszył jej już miecz boleści, nie została przez Chrystusa powierzona nam jako Matka, tym samym nie wysłuchuje Ona modlitw wiernych, nie wstawia się za nami przed Swoim Synem jak w Kanie Galilejskiej. Próżno by wymieniać inne piękne określenia, których wiara katolicka używa w zachwycie nad Maryją, a które ustąpiły miejsca oschłym i wyważonym zwrotom rodem z podręczników o. Napiórkowskiego. Wraz ze wszystkimi świętymi i ich rozprawami teologicznymi, cześć do Najświętszej Panny została złożona na ołtarzu posoborowej odnowy. O. Napiórkowski pod pozorem dostosowania mariologii do wymogów aggiornamento nie czyni niczego nowego, jak tylko odważnie odświeża stare, protestanckie herezje. Gdy odrzucimy naukę papieży i świętych o Najświętszej Maryi Pannie, znajdujemy bowiem nieuchronnie sprzymierzeńca w tych, którzy z nieustannego sprzeciwu wobec niej urządzili sobie zasadę swojej wiary.
Cunctas haereses sola interemisti in universo mundo!


