piątek, 4 lipiec 2008

Trudności w dialogu tradycyjno-reformistycznym

Stykając się ze szczególnie aktywną ostatnio w Kościele opozycją przeciwko liturgii tradycyjnej, możemy zaobserwować, że wśród jej zagorzałych przeciwników są praktycznie w 100% ludzie, którzy albo dawno ją zapomnieli, albo bardzo niewiele wiedzą na jej temat. Jednocześnie wśród zagorzałych orędowników jak najszerszego upowszechniania katolickich tradycji liturgicznych są w 100% ludzie, którzy bardzo dobrze poznali liturgią odnowioną, stykając się z nią z konieczności na co dzień. Z tego powodu bardzo trudno jest między tymi dwoma grupami nawiązać jakikolwiek sensowny dialog. Ciężko jest po prostu rozmawiać z kimś o czymś, co jest mu zupełnie obce.
W takim podejściu wyraża się równocześnie zdecydowana przewaga intelektualna i empiryczna obrońców tradycji liturgicznych Kościoła. Nie ważne bowiem jakie stopnie naukowe posiadałby niewidomy od urodzenia starzec, bo i tak nie mógłby równać się w dyskusji o kolorach z widzącym dzieckiem.
Niedouczenie liturgiczne implikuje także o wiele dalej idące skutki. Wrogowie Mszału św. Piusa V nigdy nie sięgają po argumenty najważniejsze dla chrześcijan. Dla nich stara liturgia nie jest zła, dlatego że oddala człowieka od Boga, wpływa ujemnie na jego pobożność, osłabia wiarę, czy zagraża zbawieniu. W ogóle niepewność zbawienia kogokolwiek jest dla przeciwników dawnego Mszału kompletnie abstrakcyjnym problemem. Posługują się oni za to argumentami zupełnie pozareligijnymi, takimi jak np. szybkość, atrakcyjność, łatwość, dowolność, czy różnorodność liturgii. Formy Mszy św. nie oceniają w relacji do Pana Boga, lecz do człowieka. Nie analizują liturgii pod kątem wiary katolickiej lecz w stosunku do niemalże dogmatyzowanej reformy liturgicznej lub Soboru Watykańskiego II.
Reformiści, atakując "starą" Mszę św., powołują się także z upodobaniem na kryterium postępu - kroczenie naprzód przeciwstawiane jest przez nich wracaniu się wstecz. Liturgia nie jest wg nich doskonalsza dzięki zgodności z Tradycją lecz wbrew Tradycji, która traktowana jest pejoratywnie, jako coś co nakłada na nią zbyt krępujące więzy.
Liturgia św. Grzegorza Wielkiego i św. Piusa V staje się w takim rozumieniu niepełna. Jest bowiem swoistą niewolnicą Tradycji, gdyż kształtowała się w czasie prowadzenia przez Kościół różnorakich sporów religijnych z heretykami. Skutkiem tego, liturgię tradycyjną cechuje przesadne akcentowania różnic, zamiast wolne od uprzedzeń odkrywanie jej prawidłowego kształtu niezależnie od ludzkich podziałów.
Dawniej można było spotkać się z twierdzeniem, że dzięki herezjom wiara katolicka mogła pełniej się rozwinąć i wyraźnie formułować swoje dogmaty. Dzisiaj mówi się raczej o tym, że przez herezje, którymi niesłusznie określano różne opinie teologiczne, wiara katolicka ulegała wypaczeniu, zbytnio akcentując przeciwieństwa, zamiast wypośrodkowywać swoje twierdzenia.
Potężne skutki związane z zastąpieniem tradycyjnej liturgii, liturgią unowocześnioną widać nie tylko w kościele, gdy osoby uczestniczące w niej pierwszy raz nie bardzo wiedzą jak się zachować. Jest to wina wyłącznie zaniedbania edukacji i odpowiedniej katechezy. Ogromne skutki wiążą się przede wszystkim z upadkiem wiedzy liturgicznej i wywróceniem do góry nogami świadomości znaczenia tego, czym jest sama liturgia.