sobota, 28 lutego 2009

Wielki Po...rno Tydzień

Jak donosi serwis wiara.pl, W czasie gdy chrześcijanie na całym świecie wchodzą w okres Wielkiego Postu, studenci trzech jezuickich uczelni w USA: Georgetown University, Loyola University of Chicago i Seattle University zajmują się na studenckich kampusach pornografią, homoseksualizmem i wolnym seksem.

W dniach 22-28 lutego w Stanach Zjednoczonych obchodzony jest „Narodowy Tydzień Uczelni Katolickich” - specjalny czas sprzyjający refleksji nt. edukacji katolickiej w szkołach wyższych. W tym samym tygodniu trzy prominentne katolickie uczelnie stały się miejscem wolnej wypowiedzi dla propagatorów wolnego seksu.

„To obsceniczne wykorzystanie wartości katolickich pojawiło się właśnie wtedy, gdy chrześcijanie rozpoczynają święty okres pokuty, postu i zadośćuczynienia - ubolewa Patrick J. Reilly, przewodniczący the Cardinal Newman Society. - Katolicy mają powód aby być zbulwersowani tym co dzieje się w Georgetown, Loyola Chicago i Seattle University, trzech historycznych instytucjach jezuickich”

A co takiego się dzieje?

Georgtown Univeristy:
Studenci z Georgetown University w dniach 23-28 lutego, zorganizowali „tydzień pozytywnego podejścia do seksu”, sponsorowany przez środowiska feministyczne i homoseksualne. W poniedziałek do studentów mówił przedstawiciel organizacji Black Rose prowadzącej forum „na temat wielu form wyrażania miłości i zabawy" - podaje cardinalnewmansociety.org. Zacytujmy: "Różnorodność ta włącza dominację, poddanie, fetyszyzm (…)"

W Środę Popielcową odbyła się dyskusja „Podział dotyczący porno?”. Temat miał być zaproszeniem do “dyskusji wokół wzbudzających sprzeciw form alternatywnej pornografii, której nie powinno uważać się za wykorzystującą, ale raczej za radykalną i wspomagającą”.

Niewątpliwą „perełką” dla studentów katolickiego uniwersytetu jest sobotnia prelekcja reżyserki filmów porno, Tristany Taormino - „Związki partnerskie ponad monogamią”. Taormino jest autorką m.in książki: “Prawdziwa rozkosz: Przygody z seksem, porno i perwersjami".

Loyola University of Chicago:
We wtorek, przed Środą Popielcową, Studenckie Biuro ds. Różnorodności i Kultury zaprezentowało film “Brat do brata", opowiadający o homoseksualiście, Afroamerykaninie, który przenosi się w czasie na spotkanie z rzekomo homoseksualnym pisarzem Langstonem Hughes’em. Film został wyświetlony w ramach semestralnego cyklu “Color of Queer Film Series”, sponsorowanego przez uniwersytet. Kolejny film w ramach cyklu to “Dojrzewanie Maximo Olivera” opowiadający historię 12-letniego chłopca, który zakochuje się w oficerze policji.

Seattle University
Dla Seattle University rozpoczynający się tydzień Wielkiego Postu to z kolei okazja do poświęcenia uwagi transseksualizmowi. W trakcie spotkań znalazło się miejsce na omówienie rzekomego transseksualizmu niektórych bohaterów i bohaterek biblijnych. Imprezy są sponsorowane przez uniwersyteckie Biuro do Spraw Międzykulturalnych i Trans and Allies Club.

„To że katolickie uniwersytety mogłyby pozwolić na tego typu zdarzenia w jakimkolwiek czasie w roku jest nie do pomyślenia, ale żeby zrobić to w świętym czasie Postu to przechodzi wszelkie pojęcie - mówi przewodniczący the Cardinal Newman Society - Najsmutniejszą częścią tej historii jest, że nie ma informacji, iż uniwersytety te się wstydzą, że wyrażają zakłopotanie, z powodu tego, co ma miejsce na uniwersyteckich kampusach. Rodzice i potencjalni studenci mogą zacząć się zastanawiać, jak te uniwersytety mogą z czystym sumieniem określać siebie jako katolickie, skoro pozwalają by dochodziło do tak perwersyjnego zniekształcania katolickich wartości".


Jak widać, nasz serwis powoli staje się niepotrzebny, skoro nawet nasz ulubiony postępowy portal wiara.pl zaczyna nieśmiało zauważać, że coś jest "nie halo" z katolicyzmem posoborowym i do tego nie boi się okrasić swojego doniesienia pikantnym komentarzykiem.

piątek, 27 lutego 2009

Czesio zaprasza do Kościoła

Poniższe zaproszenie zostało znalezione na stronie internetowej Centralnego Ośrodka Duszpasterstwa Akademickiego we Wrocławiu "Maciejówka". Zostało jednak szybko zdjęte wraz z zakończeniem spotkania. Zarchwizowaliśmy je, nie przeczuwając w pierwszym momencie, jakiego diabolicznego problemu dotyczy. Dopiero, gdy zrobiło się głośno na temat filmu "Włatcy móch", możemy przekonać się, do czego zdolni są członkowie niektórych duszpasterstw akademickich w Polsce.

Chcielibyśmy zaprosić wszystkich fanów, wszystkich przeciwników a przede wszystkim tych którzy są ciekawscy na spotkanie "Czesio zaprasza do Kościoła".

Jest to spotkanie z twórcami "Włatców móch".
Będziemy rozmawiać:
- po co taka produkcja
- dlaczego takie a nie inne postacie
- jak ma się serial do polskiej rzeczywistości

Spotkanie będzie także podparte fragmentami.

27 listopada - czwartek
godz. 20:15
sala u "Wujka" prze CODA "Maciejówka"
róg Szewskiej i Nankiera
Wrocław



Ks. dr Aleksander Posacki SJ, Nasz Dziennik:
"Oprócz wielu podobnych okultystycznych i satanistycznych motywów we "Włatcach móch" - co można stwierdzić szczególnie we wcześniejszych telewizyjnych odcinkach - widzimy używanie wszystkich możliwych ciężkich wulgaryzmów, przekleństw, a nawet bluźnierstw, dotyczących chrześcijańskiej wiary. W tym względzie kreskówka, a następnie pełnometrażowy film przejawiają swoiste kreatywne słowotwórstwo, które w połączeniu z prymitywnym "upadłym" humorem zamienia zdrowy ludzki śmiech na nieludzki i profaniczny rechot. Rechot Belzebuba."
[...]
"Profanacja i bluźnierstwo dotyczą też katolickich sakramentów. W odcinku "Piersza komunja" jeden z bohaterów doświadcza piekła. Ale to przebywanie w konfesjonale podczas spowiedzi porównane jest do piekła. W odcinku "Memęto Mori" chłopcy idą do zakrystii, gdyż chcą zostać ministrantami, ale tam wypijają całą butelkę wina. Dolewają wtedy do kielicha coca-colę. Ksiądz konsekruje Krew Pana na tym napoju, a ponieważ ma uczulenie na kofeinę, traci przytomność i Msza św. zostaje przerwana - i tym podobne bezbożne brednie. W tym samym odcinku jest podważany dogmat, że Jezus zasiądzie po prawicy Ojca, krytykowany jest też "katolicki zaścianek". W jednym z odcinków ("Radyjko babci") wyśmiewane jest Radio Maryja. Profanacja dotyczy także samej osoby Maryi. W odcinku "Pochót" na transparencie Czesia widnieje jego koleżanka Andżelika w szatach Matki Bożej."

sobota, 21 lutego 2009

Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak ten celnik!

W nowym numerze "Gościa Niedzielnego", w rubryce "nasza wiara.pl", pojawił się jak co tydzień komentarz Andrzeja Macury, redaktora naczelnego wiara.pl, zatytułowany "Walka o Kościół":

Wywołaliśmy małą burzę. W naszym serwisie informacyjnym (info.wiara.pl), nie bacząc na przestrogi, pozwoliliśmy pod tekstem ks. Mariusza Piecyka "Tradycjonalista w gimnazjum" na dyskusję o tradycjonalizmie. No i doczekaliśmy się. To co widzi czytelnik, może wydawać się dość wyważone. To jednak wynik naszej pracowitej moderacji. Co bardziej złośliwe osobiste uwagi pod adresem autora tekstu nie zostały opublikowane. Dla człowieka znającego realia internetowych forów taka temperatura dyskusji o tradycjonalizmie nie jest niczym nadzwyczajnym. Problem istnieje. Bardzo poważny. Tradycjonaliści koncentrują swój sprzeciw wobec posoborowego Kościoła na trzech punktach: sprzeciwu wobec dialogu międzyreligijnego, ekumenizmu i reformy liturgii. Sęk w tym, że walcząc o to, co wydaje im się słuszne, swoich braci w wierze traktują mało ewangelicznymi metodami. Naciąganie faktów (np. oskarżanie Soboru o zniszczenie Kościoła, interpretowanie wbrew wyraźnym wypowiedziom Stolicy Apostolskiej zdjęcia ekskomuniki z biskupów - lefebrystów jako przejawu uznania ich poglądów), obrzucanie przeciwników inwektywami, no i uznanie za heretyków tych, którzy ośmielają się mieć inne zdanie, to stałe metody tej walki. Chrystus i Jego nauczanie są w tym wszystkim najmniej istotne. Jakby dla słusznej spawy można było zasady Ewangelii zawiesić na kołku. Chętnie wziąłbym udział w Mszy trydenckiej. Ale jak mam modlić się razem z ludźmi, którzy za mój entuzjazm do soborowej wizji Kościoła najchętniej by mnie z niego, jako heretyka, wykopali?

A teraz nasz komentarz do komentarza "Gościa Niedzielnego":

Poziom dyskusji pod internetowym artykułem jest najczęściej odbiciem poziomu samego artykułu. Redakcja wiary.pl powinna się więc martwić, że jej poziom obniża się do tego stopnia, iż zaczyna skupiać wokół siebie tak "prymitywnych" czytelników. Przytoczona wyżej, zaczepna i niemerytoryczna wypowiedź redaktora naczelnego wytycza kolejny punkt na orbicie, po której stacza się wiara.pl i Gość Niedzielny. Doskonale pokazuje też, na jak słabych podstawach budowana jest przez redakcję formacja religijna czytelników. Bardzo płytkie dotykanie złożonej problematyki dotyczącej współczesnego świata i Kościoła wydaje owoce. Bardzo bolesne musi być więc dla redakcji, gdy topniejącą masę klakierów z na siłę kreowanego pokolenia JP2 wypiera coraz bardziej pokolenie "gimnazjalistów-tradycjonalistów", czyli młodych ludzi, którzy zaczynają stawiać niewygodne pytania. Przykro, że redakcja najbardziej poczytnego pisma katolickiego w Polsce obrasta w piórka, zamiast przygotować się merytorycznie do stawienia czoła tej problematyce. Przykro, że nie stara się ona w ogóle zmierzyć z pytaniami podnoszonymi przez rozgoryczonych gimnazjalistów, mimo że sama je sygnalizuje. Odnosi się wrażenie, że redakcja Gościa Niedzielnego zupełnie nie jest świadoma misji największego pisma katolickiego w Polsce. Umieszcza ona na jednym poziomie potencjał tradycjonalistycznych gimnazjalistów z potencjałem wielkonakładowego pisma, czyniąc z nich dwóch partnerów równorzędnej polemiki. Swoją ostatnią wypowiedzią po raz kolejny redakcja Gościa Niedzielnego dolewa oliwy do ognia i w swoiście chrześcijański sposób obraża wszystkich uczestników tradycyjnych Mszy św. Tym bardziej więc robi się przykro, gdy widać jak pismo przyjmuje zwyczaje pochodzące z najczarniejszych kanonów medialnej manipulacji, polegające na oczernianiu, straszeniu, biadoleniu i obrzucaniu inwektywami. Pocieszające jest natomiast to, że tak wielkie działa wytaczane są wobec tak znikomej grupki młodych ludzi. Oznacza to, że powaga poglądów głoszonych przez tę garstkę wzbudza histerię i odbiera zdolność logicznego myślenia.

niedziela, 15 lutego 2009

Sól soli nierówna

Ksiądz doktor habilitowany Alfred Marek Wierzbicki, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego imienia Jana Pawła II, dyrektor Instytutu Jana Pawła II Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego imienia Jana Pawła II, zamieścił w Rzepie swoją polemikę z "antykremówkowym" felietonem red. Dominika Zdorta, w której pisze m.in.

Jeszcze nie wiadomo, co wniesie do Kościoła pojednanie z lefebrystami. Przyjazny gest Benedykta XVI skierowany do Bractwa św. Piusa X nie wynika z przekreślenia ducha dialogu, lecz jest gestem na wskroś dialogicznym. Co więcej, warunkiem pełnego pojednania, do którego drogę otwiera zdjęcie ekskomuniki, jest akceptacja przez bractwo nauczania Soboru. To raczej Sobór Watykański II zawiera prawdziwą sól, której potrzebuje lefebrystyczny odłam katolików, aby nie stać się zwykłą sektą.

Biorąc pod uwagę genezę dokumentów soborowych (wspaniale opisaną w książce o. Ralfa Wiltgena SVD Ren wpada do Tybru), spoglądając na zatrute owoce posoborowia i wzbierający ze wszystkich stron nieprzyjemny zapach nie sposób się nie zgodzić z księdzem profesorem, że Sobór Watykański II zawiera sól. Obawiamy się jednak, że księdzu Wierzbickiemu chodziło o sól glauberską (znany, "przedsoborowy" środek przeczyszczający).

piątek, 13 lutego 2009

Gimnazjaliści - jesteśmy z Wami!

Na portalu wiara.pl ukazał się dzisiaj tekst podpisany nazwiskiem Mariusza Piecyka z Francji pt. Tradycjonalista w gimnazjum. Nota bene – Mariusz Piecyk jest księdzem, lecz zapewne uznał, że lepiej będzie jeśli nie ujawni tego w tym miejscu.
Tekst ks. Piecyka jest swego rodzaju rozpaczliwą próba uświadomienia Kościołowi pewnego zupełnie nowego problemu, przed którym aktualnie staje. Problem ten wydaje się być wciąż zupełnie niedostrzegany. Problemem tym jest zbytnie zainteresowanie pewnego odosobnionego gimnazjalisty niektórymi aspektami historii i nauki Kościoła. Jest ono o tyle nietypowe, że dziecku temu nie wystarcza wiedza uzyskiwana w szkole na lekcji religii, dlatego zmuszone jest do szukania jej w internecie.
Kilka lat temu na tym samym portalu wiara.pl ukazał się tekst zawierający wyniki badań religijności polskich gimnazjalistów przeprowadzone przez prof. Józefa Baniaka z Wydziału Teologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Uczony ocenił świadomość religijną gimnazjalistów na trzy z plusem. Zdaniem teologa, religijność uczniów jest kontynuacją tradycji, a nie świadomym wyborem, praktyki religijne wynikają z rytualizmu, a nie z autentycznej potrzeby, kiepska jest też moralność religijna i społeczna młodzieży. Największy odsetek przebadanych gimnazjalistów, bo ok. 80 proc., przyznaje się do wiary katolickiej. Ale na pytanie otwarte: czym jest dla ciebie wiara? - jedynie 18,7 proc. potrafiło podać przybliżoną definicję wiary Kościoła katolickiego. Reszta opisywała wiarę jako coś z pogranicza magii - uważa prof. Baniak. Aż 75 proc. badanych deklaruje wiarę w Boga, o jakim naucza Kościół katolicki, ale jedynie 11 proc. potrafiło wymienić cechy Boga według nauki Kościoła katolickiego. Pozostali "zmyślali" cechy Boga, w których można się dopatrzyć cech Boga według islamu czy innych religii. Pozostałe wyniki, odnoszące się do uczestnictwa w niedzielnych Mszach św., czy spowiedzi są nie mniej szokujące.
Tymczasem wracając do ks. Piecyka, to wszystko nie jest prawdziwym problemem. Prawdziwym problemem jest bowiem to, że dziecko w szkole czerpie swoją wiedzę religijną z tych nielicznych portali internetowych, na których zawarta jest „całkiem niezła argumentacja, poparta wypowiedziami wysoko postawionych hierarchów z Watykanu”! Oto prawdziwe zagrożenie. Gimnazjalista jest pod zbytnim wpływem zatrutych treści papistów: ksiądz-incognito Piecyk ocenia, że tak manipulowany „uczeń bardzo szybko porzuca ortodoksyjną doktrynę Kościoła rzymskokatolickiego na rzecz marginalnej tradycjonalistycznej”. Mimo, że autor wylewa w swoim tekście litry jadu pod adresem gimnazjalisty, który pragnie żyć wiarą w zgodzie z tradycją katolicką, pisze obłudnie, że nie ma zamiaru dokonywać oceny jego postępowania. Po czym porównuje Kościół do jakiejś demokratycznej komisji: „Zawsze w historii Kościoła istniały ugrupowania prawicowe i lewicowe, działające na marginesie ortodoksji. Zawsze też były dążenia fundamentalistyczne. Chcę tylko zwrócić uwagę, jaki skutek przynosi dyskusja na temat przywrócenia liturgii trydenckiej, zniesienia ekskomuniki lefebrystowskich biskupów i „styl retro”, jaki zdaje się zauważać w kręgach watykańskich.” Znowu ten niepoprawny „styl retro” w kręgach watykańskich, pod którego zgubnym wpływem zatraca się dusza członka prawicowego ugrupowania demokratycznej republiki „Kościół”!
Doprawdy trudno w tym wszystkim zrozumieć tok myślenia ks. Piecyka. Nie liczy się dla niego upadek religijności młodego pokolenia, nie liczą się wzory płynące z Rzymu, nie liczy się gorliwość niewinnego dziecka w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące je pytania. Liczy się jedynie obłęd, obłędny lęk przed własnym ideologicznym tworem: „Boję się, że reakcjonizm w formie zaprezentowanej przez owego gimnazjalistę będzie coraz powszechniejszy. Tymczasem myślenie reakcyjne zawsze jest szkodliwe, nawet jeśli dopiero po pewnym czasie widać negatywne skutki.”
Postawię pytanie jeszcze bardziej radykalnie: A może pozbycie się przez ks. Piecyka liter „ks.” przed jego nazwiskiem świadczy o jakichś zmianach w jego życiu, o nowym etapie, który rozpoczyna od publikacji tego przedziwnego artykułu na portalu wiara.pl? Wskazywać na to może spektakularne zakończenie tekstu, w którym Kościół katolicki porównany został do wykolejonej lokomotywy! Pan Piecyk i wiara.pl przeszli tym razem zupełnie samych siebie.

poniedziałek, 9 lutego 2009

Gdzie diabeł nie może tam abpa Mariniego pośle

Od 1 października 2007 Przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego Kongresów Eucharystycznych jest abp Piero Marini - ceremoniarz papieski Jana Pawła II zdymisjonowany przez Benedykta XVI. Wiele osób zapewne niepokoi się o to, jak mu się wiedzie w nowej roli? Jak widać na zdjęciach z Kongresu Eucharystycznego, zorganizowanego w 2008 r. w kanadyjskim Quebecu, abpowi Mariniemu nie brakuje kolejnych pomysłów.

Na zdjęciu ołtarz ze zbitych patyków oraz monstrancja z Ikei.


Popularny "arcyszkodnik" stoi pierwszy z prawej na zdjęciu poniżej.


Czyżby abp Marini swiadomie układał sobie stos z tych desek?

Motyw drewnianych kołków wracał w Qebecu jak obsesja.

Foto.

czwartek, 5 lutego 2009

Nowa kultura z Jezusem: Czyli Oaza będzie szaleć na dyskotece

Wtorkowy Dziennik Łódzki informuje o kolejnym pomyśle z cyklu - "jak przyciągnąć młodzież do Kościoła, przy założeniu, że cel uświęca środki".

Katolicy z woj. łódzkiego kręcą z niedowierzaniem głowami. Powód? Młodzież i księża będą szaleć na wspólnej dyskotece. Będą DJ-e i wodzireje oraz modlitwa i spowiedź. Chętnych nie brakuje...

Nawet tysiąc młodych ludzi m.in.: z Łodzi, Zgierza, Pabianic, Piotrkowa i Tomaszowa przyjedzie do Bełchatowa na pierwszą Ogólnopolską Dyskotekę Ewangelizacyjną. Impreza odbędzie się w walentynki, 14 lutego, w dyskotece Manhattan, jednej z największych w kraju.

Wiernym organizatorzy zapewnią darmowy dojazd. - Zarezerwowaliśmy kilkanaście autokarów - mówi ks. Michał Misiak. - Liczymy na duże zainteresowanie. Już mamy deklaracje 600 osób.


Na niestosowany dotąd w Polsce sposób nawracania młodych ludzi wpadł ksiądz z Bełchatowa. - Wymyśliłem to wspólnie z młodzieżą z naszej Oazy. Podobne zabawy odbywały się w bełchatowskm klubie Piwnica. Zainteresowanie było ogromne, dlatego postanowiliśmy zrobić coś większego - mówi ks. Michał Misiak. - Chcemy dotrzeć do miejsc, gdzie zazwyczaj nie głosi się Ewangelii.

Podczas dyskoteki będzie prohibicja, o czym informuje hasło na plakatach wiszących w kościołach archidiecezji łódzkiej: "No sex, No drugs, No alcohol. Only New Culture with Jesus". Impreza jest też promowana w Internecie. Nietypowa dyskoteka nie ograniczy się do tańca. Po północy w wydzielonych zaciemnionych pomieszczeniach młodzi ludzie będą mogli się wyspowiadać. Dla młodzieży wystąpi też grupa artystyczna z pantonimą "Lifehouse". Pomysłowi przyklasnęła nawet łódzka kuria, która pomogła rozpropagować imprezę. - Patrzymy z zaciekawieniem na tę inicjatywę i trzymamy kciuki za jej powodzenie. Nikt tego nowatorskiego pomysłu nie potępia - mówi ks. Jarosław Kłys z Kurii Archidiecezji Łódzkiej.

Rekolekcje de-ewangelizacyjne

Salezjańskie duszpasterstwo akademickie "Pertoklezja", działające w parafii św. Stanisława Kostki "STANISŁAWÓWKA" w Płocku zorganizowało w ubiegłym roku rekolekcje de-ewangelizacyjne pod retorycznym hasłem: „Czystość przedmałżeńska. Szanse i porażki.”

Ze zdjęć zamieszczonych w galerii duszpasterstwa możemy przekonać się, że zagadnienie to było poddawane rzetelnej próbie.



Na szczęście nad wszystkim czuwało czujne oko Księdza Duszpasterza. Tak, to ten pierwszy z lewej na zdjęciu poniżej.

A tutaj podczas tańca ewangelizującego:


Warto zaznaczyć, że wspomniane duszpasterstwo ma więcej pomysłów na robienie sobie kpin z religii katolickiej, organizując tzw. Wieczory chwały, gdzie wszyscy gibają się w rytm nowoczesnej muzyki, identyfikując czerpaną stąd przyjemność z jakimś przeżyciem religijnym.