Nie wiem, czy wiecie, nasi Drodzy Czytelnicy, że słynny NOM-owy gest "przekazania sobie znaku pokoju" (polegający obecnie na masowym obłapianiu się ludzi, którzy najczęsciej widzą się pierwszy raz na oczy i nie mają sobie nic do zarzucenia i wybaczenia) nie jest obowiązkowy! W obecnie stosowanych Mszałach do NOM-u znaleźć można informację iż MOŻNA go wprowadzić, JEŻELI OKOLICZNOSCI ZA TYM PRZEMAWIAJĄ. Czyli "tłumocząc" na posoborową nowomowę - jest obowiązkowy :-)))
Co ciekawe, jak widać na załączonych skanach, w pierwszej wersji NOM-u z 1970 r. gest ów wogóle nie był przewidziany do stosowania podczas Mszy św. z ludem, co by sugerowało, że był dozwolony do stosowania wyłącznie podczas Mszy konwentualnych, itp. podczas których tylko duchowieństwo w prezbiterium przekazywało sobie ów gest pokoju, czyli tak, jak bywało dawniej, przed soborem.
Proponujemy czytającym nas kapłanom, aby odprawiając Msze święte parafialne, zrezygnowali z tego gestu, który nadaje się wyłącznie dla małych wspólnot, w których wszyscy znają się, jak łyse konie. Ja naprawdę nie muszę niczego wybaczać przypadkowym osobom stojącym obok mnie w ławce, które widzę pierwszy raz w życiu.


piątek, 23 maj 2008
opcjonalne "przekazanie znaku pokoju"
Kolejna 16524 pogłoska o zatwierdzeniu statutu neokatechumenatu
Tym razem pobożne życzenia drukuje agencja CNA, tuba Konferencji Episkopatu USA, powołując się na oficjalną stronę neokatechumenatu, na której podobno napisano (w każdym bądź razie ja tego nie potrafię znaleźć, może za głupi jestem?) iż Benedykt XVI zatwierdził statut na stałe w dniu 22.05.2008 r. a zaskoczeni Kiko i Carmen właśnie pakują się w Izraelu i przebukowują bilety aby jak najszybciej przylecieć do Rzymu i szykować uroczystość przekazania statutu.
Jak widać na załączonym obrazku, wyznawcy sekty neokatechumenalnej nadal (24.04.2008 r.) nie wiedzą, co to klęcznik i do czego służy. W Rzeczywistą Obecność Pana Jezusa pod postacią chleba też chyba nie wierzą, skoro przyjmują Go do łapy i na siedząco mimo iż Ojciec święty surowo im tego zabronił w grudniu 2005 r.
Miejmy nadzieję, że informacja o papieskiej aprobacie dla tego podejrzanego towarzystwa to tylko kolejna plotka emitowana przez neokatechumenalne "centrum zarządzania kryzysowego" w Rzymie w celu dalszego ogłupiania nieświadomych swojej sytuacji wiernych i zmanipulowanych do cna kapłanów.
Oremus...
Co to jest klęcznik i do czego służy?
Panika w szeregach posoborowików! Podczas wczorajszej Mszy świętej odprawionej na Lateranie, nie dość, że Ojciec święty Benedykt XVI odprawiał Najświętszą Ofiarę sam (chodzą słuchy, że chce poważnie ograniczyć jedną z plag rozpowszechnionych wśród posoborowych leni i partaczy liturgicznych - wszędobylską koncelebrę), to jeszcze przed Komunią świętą dwóch umyślnych przyniosło i postawiło przed ołtarzem potężny klęcznik, po czem Ojciec święty komunikował wiernych. Oczywiście klęczących wiernych. Komunikował do ust! O przyjęciu Ciała Chrystusa na stojąco czy na łapę nie było mowy!
W posoborowych merdiach zapanowała panika! Amerykańska agencja CNA (tuba tamtejszej Konferencji Episkopatu) cytuje "oficjeli watykańskich", którzy natychmiast zaczęli uspokajać: Owe gesty (sic!) podczas Mszy na Lateranie nie oznaczają wprowadzenia zmian na stałe w papieskich celebracjach, ale zostały wprowadzone, aby uwydatnić uroczystość tego święta i ukazać łączność z praktykami, które w przeszłości miały miejsce podczas celebracji Mszy świętych.
Może by ktoś "watykańskim oficjelom" pokazał IGMR ("instrukcję obsługi" posoborowej Mszy), w której przyjmowanie Komunii świętej do ust i w pozycji klęczącej, to nadal praktyka jak najbardziej przewidziana przez przepisy liturgiczne, której nikomu nie wolno nigdy zabronić. Ale co się dziwić? Bajzel legislacyjny w Kościele jest już tak ogromny, że chłopaki same nie pamiętają, co uchwalili parę lat wcześniej.
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że Ojciec święty powoli acz konsekwentnie otwiera różne zapomniane szafy, składziki i szuflady i przypomina swoim konfratrom, jak wygląda i do czego służy ornat (nie mylić z poplamionym prześcieradłem z dziura na głowę), pluwiał, dalmatyka, patena komunijna, ombrelino, klęcznik...
To co? Kiedy w Gościu Niedzielnym, Niedzieli czy Przewodniku katolickim ujrzymy ogłoszenia typu:
AAAAA Balaski i balustrady, tanio, szybko, solidnie. telefon ...
?
Zanim do naszych kościołów powrócą balustradki, może by nasi biskupi i proboszczowie, tak wiernie (jak deklarują) stojący przy Ojcu świętym, poprzynosili ze strychów zapomniane klęczniki i podążyli za dobrym przykładem papieża Benedykta?
środa, 21 maj 2008
po Vaticanum II uważa się, że wszystko jest dozwolone
Oświadczenie kardynała Noe: “Gdy Paweł VI doniósł o dymie szatana w Kościele odniósł się do nadużyć liturgicznych, jakie nastąpiły po Vaticanum II”
Bruno Volpe
Miasto Watykan – Mówi cienkim głosem, a duszność jest czasem tak ciężka, że musi się zatrzymać. Umysł jednakże jest przejrzysty, a serce w dobrym stanie. Wywiad z kardynałem Wirgiliuszem Noe (86 lat), Mistrzem Papieskich Ceremonii Liturgicznych za pontyfikatu Pawła VI, Jana Pawła I i Jana Pawła II, byłym Arcyprezbiterem Bazyliki św. Piotra i Wikariuszem Papieskim Państwa Watykańskiego, jawi się jako poruszający i intrygujący.
Purpurat, który już dawno temu wycofał się z życia publicznego z racji swego podeszłego wieku, pomaga nam - prowadząc nas za rękę – lepiej poznać namiestnika, niesłusznie i pośpiesznie zapomnianego przez historię: Giovanniego Battistę Montiniego (Paweł VI). I po raz pierwszy zdradza, do czego dokładnie odnosił się Paweł VI, zgłaszając w roku 1972 pojawienie się w Kościele dymu szatana.
- Eminencjo, kim był Papież Paweł VI?
“Dżentelmenem, świętym. Pamiętam jeszcze, jak żył tajemnicą Eucharystii, z pasją i zaangażowaniem. Kiedy o nim myślę płaczę, ale nie tak jak hipokryci. Szczerze się wzruszam. Tyle mu jestem dłużny, tyle mnie nauczył, żył i zawsze udzielał się dla Kościoła.”
- Wasza Eminencja miał zaszczyt być Mistrzem Papieskich Ceremonii Liturgicznych właśnie dzięki nominacji otrzymanej z rąk Papieża Montiniego w czasie reformy posoborowej. Jak Eminencja wspomina tamte czasy?
“Były wspaniałe. Pewnego razu Ojciec Święty powiedział mi osobiście i w sposób zażyły, jak ceremoniarz ma spełniać to zadanie w tym określonym okresie historii. Miało to miejsce w zakrystii. Przybliżył się do mnie i powiedział: ceremoniarz musi wszystko przewidzieć i zająć się wszystkim. Ma za zadanie upraszczać drogę papieżowi.”
-Dodał coś jeszcze?
“Tak. Twierdził, iż spokój ducha ceremoniarza nie może nigdy nic zmącić, żadne jego małe czy wielkie problemy osobiste. Ceremoniarz – podkreślił – musi pozostać zawsze panem samego siebie i być dla papieża tarczą, ponieważ Msza Święta musi być sprawowana godnie, ku chwale Bożej i Jego ludu.”
-Jak Ojciec Święty przyjął reformę liturgiczną wprowadzoną przez Vaticanum II?
“Chętnie”.
-Mówi się, że Paweł VI był człowiekiem bardzo smutnym. Prawda to czy legenda?
“To kłamstwo. Był dobrym i łagodnym ojcem, dżentelmenem i świętym. Jednocześnie był zasmucony faktem, że Kuria Rzymska zostawiła go samego. Wolałbym aczkolwiek o tym nie mówić.
- Ogólnie rzecz biorąc i abstrahując od opinii historyków, Wasza Eminencja – jeden z jego najbliższych i zaufanych współpracowników – opisuje papieża Montiniego jako osobę pogodną.
“Taki był. I wie pan dlaczego? Ponieważ twierdził, iż ten, kto służy Panu nie może być nigdy smutny. A on służył Mu szczególnie w Ofierze Mszy Świętej.”
-Niezapomniane pozostaje zawiadomienie Pawła VI o pojawieniu się w Kościele dymu szatana. Właśnie dziś owe słowa wydają się być niesamowicie aktualne. Co dokładnie papież miał na myśli?
“To był bardzo dobry krok z Waszej strony, ze strony ‘Petrus’, tak że po raz pierwszy jestem w stanie zdradzić, co Paweł VI miał na myśli tym swoim oświadczeniem. A zatem, papież Montini do szatana klasyfikował owych kapłanów, biskupów i kardynałów, którzy nie czcili Pana poprzez złe sprawowanie Mszy Świętej – wskutek błędnej interpretacji i błędnego zastosowania wytycznych Vaticanum II. Mówił o dymie szatana, ponieważ uważał, iż księża, którzy w imię kreatywności oszpecali Mszę Świętą, byli w rzeczywistości opętani przez próżność i pychę Nieprzyjaciela. Dym szatana nie był więc niczym innym jak mentalnością, która chciała przeinaczyć tradycyjne kanony liturgiczne w sprawowaniu Eucharystii.”
- I pomyśleć, że Pawłowi VI przypisuje się całe zło posoborowej liturgii. Ale wracając do tego, co Wasza Eminencja zdradza, Montini porównał liturgiczny chaos – nawet jeśli nie tak otwarcie - wprost do czegoś piekielnego.
„Potępiał protagonistyczne zapędy, delirium wszechmocy, które miały miejsce w liturgii posoborowej. Msza to święta ceremonia, powtarzał często, wszystko musi być przygotowane i adekwatnie przestudiowane szanując kanony, nikt nie jest panem Mszy. Niestety, po Vaticanum II wielu tego nie zrozumiało, a Paweł VI cierpiał z tego powodu uważając owe zjawisko za atak demona.”
-Eminencjo, w ramach konkluzji: czym jest prawdziwa liturgia?
“To oddawanie chwały Bogu. Taka liturgia jest zawsze sprawowana przyzwoicie: także źle uczyniony znak krzyża to wyraz pogardy i niedbalstwa. Niestety, powtarzam, po Vaticanum II uważa się, że wszystko jest dozwolone. Teraz należy odzyskać i to pośpiesznie poczucie sacrum w ‘ars celebrandi’, zanim dym szatana zupełnie ogarnie cały Kościół. Dzięki Bogu mamy Papieża Benedykta XVI: jego Msza i styl liturgiczny są przykładem poprawności i godności.”
źródło: Petrus
tłumaczenie: Yishana
wtorek, 20 maj 2008
ks. Valdemar
"Na samym początku mojej drogi do kapłaństwa też się bałem! Jednak na pewnym etapie tej drogi przestałem się bać! W moim przypadku ten lęk, który mnie doświadczał wcześniej był spowodowany tym, że bałem się, że będę musiał bezpiecznie powtarzać sprawdzone w Kościele formuły! Jeśli komuś się wydaje, że tak wlaśnie jest – to jest w błędzie! W tradycji oraz pięknie Kościoła… w przestrzeni mojej wiary odnalazłem się na 100%... a oprócz tego czuję się wolny i swobodny!"

"Mój największy oraz najwierniejszy przyjaciel JCH (Jesus Christ) jakiś czas temu pojawił się w Jerozolimie… a miasto oszalało na Jego przyjazd. Jesus Christ Superstar – tak w dzisiejszych czasach mówi się o tym kim był Jezus oraz czego dokonał!"
"Wydarzenia męki, śmierci oraz Zmartwychwstania Jezusa zmusiły mnie po raz kolejny dając szansę do ponownego zastanowienia się nad moim powołaniem do kapłaństwa… rockowym powołaniem, powołaniem rockowca! (Jesus and me… we rock the World!!!) Wielu z Was ciągle pyta mnie o moje powołanie więc z przyjemnością podzielę się z Wami kilkoma refleksjami na ten temat. W Wielki Czwartek, w dzień ustanowienia Eucharystii oraz Kapłaństwa zamknąłem się w kaplicy na moje prywatne modlitwy i rozmyślanie. Podczas tego “magicznego” czasu spędzonego w obecności Boga starałem się ogarnąć już prawie 11-ście lat mojego kapłaństwa oraz 6 lat spędzonych w seminarium. Ku własnej radości doszedłem do wniosku, że ta moja “duchowa przygoda” to bardzo ciekawa, interesująca i urozmaicona historia."
"...sposób w jaki demonstruję na zewnątrz swoją przynależność do Boga – dla mnie może to być np. „szaleństwo z gitarą na scenie" - nie musi wcale negować lojalności wobec Niego!"
Na szczęście doczekaliśmy wreszcie normalnych czasów, w których ksiądz to nie jakiś sztywniak, bredzący o piekle i wyrzeczeniach. Kapłaństwo posoborowe nie musi krępować ludzkiej wolności. Widzieliśmy już na łamach naszego bloga, że w tych pięknych czasach ksiądz może być zarówno np. cyrkowcem, bokserem, zapaśnikiem, magikiem, Elvisem, czarodziejem, raperem, motocyklistą, pinokiem, balonem, baletnicą, błaznem, itp.



