niedziela, 31 sierpnia 2008

Jesteśmy dziećmi gwiazd

Tak przynajmniej twierdzi redakcja "katolickiego" tygodnika "Gość Niedzielny", w którym możemy m.in. przeczytać iż:

Nie ma sensu rozważanie, co było przed Wielkim Wybuchem, bo nie istniało … przed.

Nie wiem, w co wierzą "dzieci gwiazd" z Gościa Niedzielnego, ale za to wiem dobrze, co wyznają w Credo dzieci Boże. które z radością wyśpiewują podczas niedzielnej Mszy świętej:

Credo ... in unum Dominum Iesum Christum, Filium Dei unigenitum, et ex Patre natum ante omnia saecula. (...który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami)

Może ktoś zada redakcji GN niewygodne pytanie - co było najpierw? Wielki Wybuch, czy Zrodzenie Syna z Ojca?

środa, 27 sierpnia 2008

Proboszcz winien cieszyć się stałością

Proboszcz winien cieszyć się stałością i dlatego ma być mianowany na czas nieokreślony. Na czas określony biskup diecezjalny może mianować tylko wtedy, gdy zezwala na to dekret Konferencji Episkopatu.
(Kodeks Prawa Kanonicznego, Kan. 522)


Biskupi polscy, zapewne w ramach wzmacniania "stałości" i stabilności polskiego Kościoła domagają się wprowadzenia kadencyjności (5-9 lat) dla proboszczów. Zapewne w celu umożliwienia rzeszom młodych, "ambitnych" kapłanów szybszego "awansu" w "korporacji" (świadczy o tym niezbicie sugestia JEm. Stanisława kard. Dziwisza, aby "zużytych" proboszczów "usuwać" już w wieku 70 lat (Prawo Kanoniczne przewiduje wiek 75 lat). Miejmy nadzieję, że - jeśli Konferencja Episkopatu Polski podejmie (nie)stosowną decyzję - Stolica Apostolska jej nie zatwierdzi.

Bp Stanisław Budzik, sekretarz Konferencji Episkopatu Polski stwierdził, że wprawdzie potrzebny jest w parafii pewien element stabilności, ciągłości i trwałości, ale zmiany mają mieć charakter inspirujący duszpastersko. Kapłan przechodzący na inną parafię, podejmuje z nową energią swoje działania. Zmiany dla współczesnej mentalności człowieka są czymś normalnym, a także inspirującym - powiedział hierarcha.

Tak się zastanawiam, skoro "zmiany mają być inspirujące", dlaczego by nie wprowadzić "dekanalnej puli kapłanów", czy też "lotnych proboszczów", którzy obsługiwaliby kilka parafii na raz... Bierzmy przykład z krajów zachodnich, które to już przetrenowały, a zachodnie parafie od lat cieszą się stałością - stałym odpływem wiernych i stałym spadkiem liczby powołań.

A może jeszcze małżeństwa kadencyjne wprowadzić? Jak szaleć - to szaleć!

wtorek, 26 sierpnia 2008

Parafia św. Andrzeja Boboli w Lublinie




foto za stroną internetową parafii

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Parafia obchodzi okrągłą rocznicę 666 lat

24 sierpnia br. parafia Świętego Bartłomieja w Staszowie Diecezja Sandomierska organizowała uroczystości odpustowe i wspólną modlitwę dziękczynną za 666 lat opieki Patrona miasta i parafii św. Bartłomieja.

wtorek, 19 sierpnia 2008

Rzymska liturgia - wspaniały klejnot sztuki

Poniżej zamieszczamy fragment dzieła ks. Mikołaja Gihr'a, wydanego w Polsce w 1933 r., pt. "Ofiara Mszy Świętej, wykład dogmatyczny, liturgiczny i ascetyczny dla duchowieństwa i świeckich".

Mszał nasz powstał przede wszystkim z sakramentarza Grzegorza Wielkiego (590-604). Za tego papieża kanon otrzymał ostatni dodatek. Lecz i pozostałe najważniejsze części rzymskiej liturgii mszalnej – Introit, Kyrie, Gloria, Kolekty, Lekcja, Graduał, Ewangelia, Sekrety, Prefacja, Pater noster, Komunia, Postkomunia – sięgają co najmniej V względnie IV wieku. Mniej więcej w końcu średniowiecza Mszały były znacznie zniekształcone przez wprowadzenie samowolnych zmian oraz nieodpowiednich dodatków; to wymagało nieodzownie reformy. Dokonano jej za papieży Piusa V (1566-1572), Klemensa VIII (1592-1605) i Urbana VIII (1623-1644), którzy starannie poprawili Mszał. Obrządek gregoriański został odnowiony w swej pierwotnej czystości, prostocie i godności, o ile to było rzeczą możliwą, a przez to została osiągnięta jednocześnie tak pożądana jednostajność nabożeństwa.
W ten sposób Kościół z niebiańską mądrością i artyzmem nadał z biegiem czasu drogiemu kamieniowi swej ofiary jak najwspanialszą oprawę, otaczając ją kosztowną ozdobą świętych modlitw, śpiewów, czytań i ceremonii ku chwale Bożej i zbudowaniu wiernych. Ukrył on sprawowanie swych czcigodnych tajemnic ofiarnych pod mistyczną osłoną, by napełnić serca i umysły wiernych religijną bojaźnią i czcią głęboką oraz pobudzić ich do poważnych i pobożnych kontemplacji i rozmyślań. Piękno, zalety i doskonałość rzymskiej liturgii mszalnej budzą uznanie i podziw powszechny.
„Liturgia Mszy św. stała się już w biegu pierwszych wieków prawdziwym dziełem sztuki, które musi w każdym z nas wywołać podziw niekłamany, o ile je całkowicie zrozumiemy i z miłością ocenimy. Właściwą czynność ofiarną otacza najprzód wieniec modlitw, z których znaczna liczba sięga najgłębszej starożytności chrześcijańskiej. Ich niewymuszona prostota dopasowuje się jak najlepiej do słów biblijnych, przez które dokonuje się sama tajemnica. Dokoła tego stałego jądra, czyli tak zw. kanonu, który otrzymał później tylko nieliczne dodatki i tak pozostał niezmiennym, kształtuje się drugi wieniec modlitw i czytań, który jest ruchomy odpowiednio do różnych uroczystości i czasów świątecznych, posiada tym niemniej artystyczną jedność myśli, nastroju i formy dla każdego pojedynczego święta. W ten sposób modlitwy mszalne podają co dzień niezmiennie te same podniosłe myśli, słowa i prośby, dokoła których jakoby koło niewzruszonych biegunów, obraca się całe objawienie oraz całe życie nadprzyrodzone pojedynczych ludzi; co dzień przynoszą one jednak coś nowego, co w ciągu roku kościelnego żywo uprzytomnia historię odkupienia i jego dalsze działanie wśród ludzi. Żadne dzieło poezji nie wyraziło w sposób bardziej porywający wzniosłych tajemnic wcielenia, zmartwychwstania, zesłania Ducha Świętego, jak to czynią modlitwy mszalne Bożego Narodzenia, Wielkanocy i Zielonych Świątek.” (Pr. Baumgartner S.J.. Geschichte der Weltliteratur IV, 3-4, 237.) „Chociaż kierownictwo ducha Bożego w Kościele jest bardzo widoczne we wszystkich, nawet w drugorzędnych sprawach, jednak nigdzie wpływ wyższy nie zaznaczył się w sposób bardziej wyraźny, jak w katolickiej liturgii mszalnej, która jakkolwiek jest dziełem monumentalnym, przedstawia tym niemniej w swym obecnym wykończeniu przepiękną, doskonale zamkniętą w sobie całość, wspaniały klejnot sztuki, budzący podziw w każdym myślącym człowieku. Nawet najzaciętsi przeciwnicy Kościoła na swój sposób uznają słuszność powyższego twierdzenia, a nieuprzedzeni krytycy-esteci orzekają, że nawet z ich punktu widzenia należy uważać Mszę św. za jedno z największych dzieł sztuki, jakie powstały na ziemi. Tak więc pełną głębokiego znaczenia czynność ofiarną tacza cykl najwspanialszych ceremonii: naszym zaś obowiązkiem jest coraz więcej i więcej wnikać w ich myśli i zrozumieniem, a to, co tą drogą zdobędziemy, wykładać ludowi, stosując się do jego pojętności” (Oswald).
Rzymska liturgia mszalna została wykończona przed wielu wiekami jako prześliczna budowla artystyczna o harmonijnym, organicznym układzie. Najświętsze, czcinajgodniejsze, pełne siły oraz namaszczenia modlitwy i pieśni powiązane w genialnym układzie ze sobą i z jaknajbardziej odpowiednimi a pełnymi głębokiego znaczenia czynnościami i ceremoniami, łączą się w niej w jedną piękną całość, która Boskiemu misterium ofiarnemu służy za szatę ochronną i za dostojną ozdobę. Język – na swój sposób i odpowiednio do swego celu – jest czymś wprost niedościgłym: jest biblijnym starożytny, prosty, poważny, jędrny, pełen ducha wiary, pokory i nabożeństwa, przepojony wonią pobożności i świętości.

Mikołaj Gihr, Ofiara Mszy Świętej, wykład dogmatyczny, liturgiczny i ascetyczny dla duchowieństwa i świeckich, Poznań – Warszawa – Wilno – Lublin 1933, s. 322-323.

niedziela, 17 sierpnia 2008

Dom Prosper Guéranger zdegradowany

Przeglądając wszystkie opracowania poruszające temat dziejów liturgii, wydane przed okresem wdrażania posoborowej reformy, ich autorzy przyznają niekwestionowaną rolę inspiratora ruchu liturgicznego benedyktyńskiemu mnichowi Dom Prosper Guéranger'owi. Zaszczytne to miano nadane przez badaczy i miłośników liturgii nie wytrzymało niestety zderzenia z rzeczywistością reformy liturgicznej roku 1969. Znane jest przecież twierdzenie stosowane do różnego rodzaju sztucznych doktryn: "jeżeli rzeczywistość nie zgadza się z teorią - tym gorzej dla rzeczywistości". Teoria posoborowej odnowy nie jest tutaj żadnym wyjątkiem.
Wobec wiekopomnych dokonań reformy liturgicznej okazało się bowiem, że rola o. Guéranger'a jako twórcy ruchu liturgicznego nie jest taka bezdyskusyjna. Gdy bowiem eksperckie komisje międzywyznaniowe stworzyły w latach sześćdziesiątych XX wieku, od podstaw, zupełnie nowe rodzaje obrzędów liturgicznych, z zakłopotaniem spostrzeżono, że wynik ich pracy ma się nijak do założeń, na jakich oparł ruch liturgiczny ów benedyktyński mnich. Co więcej - kierunek całej reformy stoi w radykalnej sprzeczności z twierdzeniami o. Guéranger'a i całego ruchu liturgicznego.
Jedyne rozsądne rozwiązanie, które wymyślili w takiej sytuacji pionierzy odnowy, to oczyszczenie ruchu liturgicznego z elementów wrogich i wywrotowych. Jego dorobek miał zostać odczytany na nowo i tak dobrany, aby można go było ukazać jako podstawę naturalnego pojawienia się Novus Ordo Missae.
Aby zobrazować właściwe miejsce w którym uszeregowano o. Guéranger'a oddajmy głos autorowi portalu liturgista.pl:

W skrócie można stwierdzić, iż Guéranger bardziej niż ojcem nowoczesnego Ruchu liturgicznego jest raczej perfekcyjnym realizatorem Tridentinum. Liturgia jego zdaniem nie tyle wymagała zmian, co doskonałej realizacji jasnych zaleceń soborowych, skądinąd wcale nie pozbawionych wysokiego waloru teologicznego. W ruchu liturgicznym propagowanym przez niego zabrakło jednakże dwóch założeń, dziś charakterystycznych, mianowicie właściwej elastyczności do zreformowania ceremonii i ksiąg liturgicznych, a z drugiej strony możliwości użycia języka narodowego. Niemniej w Solesmes przy udziale mnichów miał Guéranger możność zademonstrowania praktycznie swojego projektu, tak że klasztor przez niego przywrócony do świetności stał się centralnym punktem odniesienia dla Kościoła w ogóle.
Niemniej we Francji było to coś rewolucyjnego, dlatego na poziomie Francji można mówić już o zawiązkach Ruchu liturgicznego. Wraz z początkiem Ruchu liturgicznego, Guéranger razem z innymi pionierami nie tylko dawał do zrozumienia biskupom we Francji, że nadszedł czas na porzucenie indywidualizmu liturgicznego. Miał on również zasługę w uświadomieniu wiernym obecności Ducha Świętego w celebracji liturgicznej: i nie chodziło tu tylko o kwestię zbiorowości, ale o osobiste pojęcie owej szczególnej obecności w świadomości każdego chrześcijanina. Poza tym Guéranger chciał promować powrót do śpiewu gregoriańskiego, w którym upatrywał oficjalny śpiew Kościoła Rzymskiego, i pragnął wprowadzić go w miejsce śpiewów ludowych (por.Cattaneo, Il culto cristiano in Occidente). Punktem odniesienia dla śpiewu gregoriańskiego stał się klasztor w Solesmes, gdzie benedyktyni poświęcili się odkurzeniu tradycji tego śpiewu, którego przywrócenie do tradycji kościelnej nie było łatwe.
Podsumowując – niektórzy uczeni utrzymują, że Guéranger mimo iż nie da się zaprzeczyć jego niewątpliwym zasługom na polu liturgicznym, przez fakt ominięcia w swoich badaniach okresu patrystycznego, gdzie mógłby odkryć teologię Ojców podkreślającą Eucharystię i rozmaite świadectwa patrystyczne w kwestii obrzędów Kościoła antycznego, niestety nie może być uznany za prawdziwego założyciela ruchu liturgicznego. Zatrzymał się bowiem na podkreśleniu dorobku okresu średniowiecza, co sprawiło, iż dzieło zdaje się pozostawać niekompletne. Nie idąc więc w badaniach aż do źródeł pierwotnego Kościoła nie mógł Guéranger poznać dogłębnie tradycji kościelnej w jej punkcie powstania.

I tak - etykieta badacza ograniczonego do jakiegoś epizodu zwanego Tridentinum, brak "elastyczności do zreformowania ceremonii i ksiąg liturgicznych" oraz "możliwości użycia języka narodowego", to grzechy główne wielkiego propagatora liturgii katolickiej i obrońcy jej piękna oraz czystości. Grzechem najcięższym o. Guéranger'a jest wreszcie pominięcie odwołania do liturgii starożytnej - tej pożywki wszelkich fantastów, którzy nawiązując do tych zapomnianych i niejasnych czasów, negują rolę Ducha Świętego w rozwoju chrześcijańskiego kultu i w rzekomym powrocie do starożytności dopuszczają się najbardziej niedorzecznych fanaberii liturgicznych.

sobota, 16 sierpnia 2008

Prymas Tysiąclecia o noszeniu sutanny

(...) Nie mogę odłożyć pióra, zanim nie dotknę tu jeszcze jednej sprawy, która ma dla wspólnoty kleru większe, niż się wydaje znaczenie, a dla Ludu Bożego jest społecznym wyznaniem wiary. Mam na myśli sutannę kapłańską. Sutanna nie jest ubiorem w szeregu innych strojów, ale jest wyznaniem wiary przed ludźmi, jest odważnym świadectwem danym Chrystusowi, jest przyznaniem się do Kościoła. Kiedy raz przybrałem ten strój, muszę nie tylko pytać siebie, czy go noszę, ale w rachunku sumienia pytać - jeśli to miałoby się zdarzyć - dlaczego zdjąłem znak wiary i kapłaństwa. Czy z lęku? Ze słabości? Nie! Zdjęcie stroju duchownego to to samo, co usunięcie krzyża przydrożnego, aby już nie przypominał Boga. (...)

(Stefan kard. Wyszyński, List do moich kapłanów, Paryż 1969 r., tom III, s. 76–77)

Paranoja eklezjologii ekumenicznej

Idący za Barankiem, niosący bóle i nadzieje ludzkości, będący źródłem nadziei, uosabiający wizerunek Jezusa Chrystusa, wywodzący się z nauki stanowiącej piękną całość, na którą złożyły się katecheza, pobożność, formacja teologiczna i chrześcijańskie świadectwo... Spytacie cóż to za święty, o którym mówi kard. Kasper?
Jest to święty na miarę naszych czasów - kaznodzieja i pastor kalwiński Roger Schutz, założyciel międzywyznaniowej wspólnoty, propagującej indyferentyzm religijny w najbardziej wyrazistej postaci, za przyzwoleniem wielu włodarzy Kościoła posoborowego.
Chociaż nigdy w życiu nie przystąpił do Sakramentu Pokuty, pozostając wiernym swojemu protestanckiemu wyznaniu - codziennie przystępował do Komunii św. Jego świadectwo zasadzało się na niespotykanej w dziejach syntezie: "Odnalazłem swoją własną tożsamość chrześcijanina, kiedy pojednałem w samym sobie wiarę moich przodków z tajemnicą wiary katolickiej, nie zrywając komunii z nikim". Zdało by się powiedzieć - "i wilk syty i owca cała", "zjadłem ciastko i mam ciastko". Do kogo może przemawiać bardziej naiwne podejście w sprawach tak istotnych jak Prawda wiary?
Otóż, m.in. do kard. Kasper'a. Mówi on o zmarłym protestancie: "W swoim sumieniu wszedł w misterium wiary katolickiej jak ktoś, kto wzrasta, bez konieczności „porzucenia” lub „zerwania” z tym, co wcześniej otrzymał i czym żył. Można długo dyskutować o znaczeniu pewnych terminów teologicznych lub kanonicznych. Niemniej jednak, przez szacunek dla drogi w wierze Brata Rogera byłoby lepiej nie mówić o nim w kategoriach, które on sam uważał za niedostosowane do jego doświadczenia...".
Czekamy na naśladowców tego nowego, posoborowego, świętego spadkobiercę Marcina Lutra i Jana Kalwina. Jego wzór jest bardzo czytelny dla wielu nowoczesnych katolików. Można go streścić w słowach - szukaj własnej tożsamości, łącząc w sobie co ci się podoba z religią katolicką, a "terminy teologiczne" takie jak herezja czy grzech, traktuj jako niedostosowane do swojego górnolotnego doświadczenia.

piątek, 15 sierpnia 2008

z posoborowej prasy diecezjalnej

Tym razem zdjęcie okładki lipcowego numeru Vachana Jyothis, oficjalnego organu prasowego diecezji Neyyattinkara (India). Komentarz chyba jest zbyteczny.

środa, 13 sierpnia 2008

Pierwsze lata posoborowia

Przenieśmy się do pełnych uniesienia, pierwszych lat wcielania w życie posoborowego eksperymentu. Przed nami kościół św. Ludwika w Ibbenbüren w Niemczech, diecezja Münster. Został on zbudowany w 1971 r. w duchu odnowy i nowoczesności. Okrągły, szklany stoliczek, pełniący rolę ołtarza stoi na tle wizerunku przedstawiającego rozkrojone na pół jajko.

Poniżej znajdują się fragmenty nagrania zreformowanej liturgii Novus Ordo Missae z 1973 r., odprawianej w wyżej opisanym przybytku.



Bery i bojki Stanisława Soyki

Rzeczpospolita zamieszcza ciekawy wywiad z "katolikiem niepraktykującym" Stanisławem Soyką:

Czy płyta „Matko, która nas znasz” z 1982 r. miała związek ze stanem wojennym?

Pomysł powstał kilka lat wcześniej. To album z pieśniami ruchu żywego Kościoła – jedna z nich jest protestancka. Wiążąc się z Oazą, zostałem animatorem muzycznym: byłem kantorem! Jako czternastolatek degustowałem się tradycyjną religijnością, bywa, że nietolerancyjną. Oaza uratowała mnie dla Kościoła. To była ważna sprawa dla całego mojego pokolenia, wymyślona przez Karola Wojtyłę i księdza profesora Franciszka Blachnickiego, by wprowadzić młodzież w ducha Soboru Watykańskiego II. Dzięki niej nauczyłem się, co to znaczy być chrześcijaninem. Że najważniejsze nie jest to, co wiem i mówię, ale to, co robię. Jak bliźniemu żyje się ze mną: dobrze czy źle? To dla mnie podstawa do dziś. Bo chociaż jestem tzw. katolikiem niepraktykującym, modlę się.


"Katolik niepraktykujący" Stanisław Soyka w prostych, żołnierskich słowach przyznaje, że najważniejsze dla niego jest to, co robi. Ciekawe, czy chodzi tutaj również o niegdysiejsze porzucenie żony i dzieci? W posoborowym rycie Mszy świętej do rytu pokutnego Confiteor dodano również grzech zaniedbania, a zatem dla Stanisława Soyki powinno być najważniejsze również to, czego nie robi, a co powinien robić, jako katolik. A skoro nie praktykuje, nie korzysta ze skarbnicy Sakramentów świętych to znaczy, że jest martwy. Jak jego przyjaciele, świadomi protestanci. Prosimy o modlitwę o łaskę nawrócenia dla błądzącego Stanisława.

niedziela, 10 sierpnia 2008

Ignacjańskie Dno Młodzieży

Rapujący na koncertowej estradzie ojcowie Fabian Błaszkiewicz, czyli „DJ Fabbs”, i o. Marcin Baran, czyli "Baranek", kursy tańca współczesnego z musicalu „Moulin Rouge”, ilustrujące piosenkę o kobiecie rozwiązłej, ćwiczenia walki bushido w ogrodzie klasztornym, prowadzone przez o. Wojtka Kowalskiego, zakonnika śpiewającego punk i reggae, a także ogłoszenie Staszka Kostki patronem wspólnoty Magis, o której jedna z uczestniczek wypowiada się, że to nie żadne zbiorowisko dewotów, którzy gadają wyłącznie o Bogu, ale sporo ludzi zakręconych na punkcie muzyki, tańca i sportu. To tylko część atrakcji, która przyciągnęła młodzież (uff... zadanie spełnione!) na tegoroczne V Ignacjańskie Dni Młodzieży, organizowane przez jezuitów. Relacja z ich przebiegu została zamieszczona w Gościu Niedzielnym.

Zobacz też relację z ubiegłorocznych Ignacjańskich Dni Młodzieży.

środa, 6 sierpnia 2008

...żeby przystąpić do komunii, trzeba było zdjąć spodnie

Inicjatywa powstała w zeszłym roku i wygląda na to, że będzie kontynuowana. Mowa oczywiście o żeglarskiej mszy na wodzie na powidzkim "sitku", w okolicach Przybrodzina.
Ponad 50 jednostek pływających, prawie setka osób, tackowy po pas w wodzie, a żeby przystąpić do komunii, trzeba było zdjąć spodnie - msza na wodzie w intencji tych, których woda zabrała, została odprawiona w minioną sobotę - 16 lipca 2008 r. Pływający ołtarz zbudowano na zbiornikach po paliwie, mszę odprawiał ksiądz proboszcz z Powidza, którego eskortowała straż wodna. Nie zabrakło organisty na perkusji i jednego z żeglarzy grających na akordeonie. Podobnie jak w zeszłym roku nie zabrakło także mieszkańców okolicznych miejscowości, którzy na rowerach wodnych czy małych łódkach dopłynęli na uroczystość. "Organizatorem" mszy jest Kapitan Miś z Ośrodka Bryza w Przybrodzinie.

Tekst za: slupca.pl

niedziela, 3 sierpnia 2008

Rwa kulszowa w służbie Nowej Ewangelizacji

Artykuł niniejszy otrzymaliśmy na adres redakcyjnej poczty. Publikujemy go bez skrótów i adjustacji.

Grupa wiernych z parafii św. Marcelina w Rogalinie prosiła już o Mszę w rycie nadzwyczajnym, ale prośba ta została potraktowana przez Kurię i proboszcza per nogam. Odesłano ich do oddalonego o 30. km Poznania, gdzie w kościele św. Antoniego dawną liturgię torturuje ks. prał. Stanisławski.

W tej sytuacji trzeba było zadbać o to, by parafialny NOM dał się przeżyć i nie wszczepił najmłodszym nieprawidłowych odruchów liturgicznych. A idzie tu szczególnie o sposób przyjmowania Komunii św. Przyjmowanie Jej na klęcząco stanowi bowiem dla proboszcza Kaźmierczaka akt „rozbijania jedności wspólnoty”, co wg posoborowej teologii jest grzechem większym niż kwestionowanie wszystkich orzeczeń dogmatycznych dwudziestu jeden Soborów Powszechnych.

Proboszcz groził, straszył, pohukiwał. Nic to nie dało. Banda oszalałych tradycjonalistycznych dewotów uroiła sobie, ze Ciało Pańskie należy przyjmować na klęczkach. Cóż było robić, trzeba było we mszalnej „modlitwie wiernych” publicznie modlić się za nierozumnych bigotów. I znów nic. Ci cały czas swoje.

I tak przyszło Boże Ciało AD 2008 i powrót tradycyjnej praktyki komunikowania podczas papieskich celebracji. Zdawało się, że Proboszcz ustąpi wiedziony przykładem samego Ojca Świętego. Nic z tego! Wielebny postanowił wziąć wiernych na litość. W ubiegłą niedzielę podczas Mszy ogłosił wszem i wobec, że jest niedysponowany, że doskwiera mu rwa kulszowa i w związku z tym nie jest w stanie schylać się i udzielać Komunii klęczącym. Prosił, by przyjmować na stojąco. Kulał przy tym, pojękiwał i sapał. Polacy są ckliwi, więc poskutkowało. Po Mszy ksiądz proboszcz cudownie ozdrowiał w takim tempie, że złośliwcy mogliby pomyśleć, iż wszystko to była tania komedia. A jak wiadomo złośliwców nie brakuje.

Szanowni Parafianie z Rogalina, bądźcie bezlitośni! Gdy przed bodaj trzema laty kurialni urzędnicy odmawiali ciężko chorej kobiecie udzielenia Namaszczenia wg dawnego Rytuału, też nie znali miłosierdzia. Dość komedii!

Jacques Blutoir

piątek, 1 sierpnia 2008

Wywiad z abpem Ranjithem z "La Republicca"

„Dlaczego Ratzinger przywraca sacrum”

Wywiad z JE Malcolmem Ranjithem, sekretarzem Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów

Marco Politi

„La Repubblica”, 31.07.2008

Sygnał był jednoznaczny. Najpierw Boże Ciało w Rzymie, potem widziało się to podczas transmisji telewizyjnej w Sydney. Benedykt XVI wymaga, aby przed nim Komunia św. była przyjmowana na klęcząco. To jedna z wielu przywróconych rzeczy tego pontyfikatu: łacina, msza trydencka, celebracja plecami do wiernych.
Papież Ratzinger ma plan, a lankijski arcybiskup Malcolm Ranjith, którego papież chciał mieć przy sobie w Watykanie jako sekretarza Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, efektywnie go nakreśla. Uwaga skupiona na liturgii, wyjaśnia, ma na celu „otwarcie się na transcendencję”. Na prośbę papieża, Ranjith zapowiada, że Kongregacja Kultu Bożego przygotowuje „Kompendium Eucharystyczne”, które ma pomóc kapłanom w „dobrym przygotowaniu się do celebracji i adoracji eucharystycznej”.

Komunia na klęcząco zmierza w tym kierunku?
„W liturgii czuje się konieczność odnalezienia poczucia sacrum, przede wszystkim w celebracji eucharystycznej. Ponieważ wierzymy, że to co dzieje się na ołtarzu, przekracza to, co możemy sobie po ludzku wyobrazić. Zatem wiara Kościoła w Rzeczywistą Obecność Chrystusa w Postaciach Eucharystycznych wyrażana jest poprzez adekwatne gesty i zachowania różniące się od tych dnia powszedniego.”

Zaznaczając brak ciągłości?
„Nie jesteśmy przed liderem politycznym czy osobistością współczesnego społeczeństwa, a przed Bogiem. Kiedy przedwieczny Bóg staje się obecny na ołtarzu, musimy przyjąć bardziej odpowiednią postawę adoracji. W mojej kulturze w Sri Lance, powinniśmy upaść twarzą na ziemię, jak to robią modlący się buddyści i muzułmanie.”

Hostia do ręki pomniejsza poczucie transcendencji Eucharystii?
„W pewnym sensie tak. Naraża komunikującego na postrzeganie jej jako normalnego chleba. Ojciec Święty często mówi o konieczności chronienia poczucia transcendencji w liturgii w każdej jej formie ekspresji. Gest wzięcia konsekrowanej Hostii i włożenia jej samemu do ust, a nie przyjmowania jej, redukuje głębokie znaczenie Komunii św.”

Chce się zapobiec banalizacji mszy?
„W niektórych miejscach zatracono poczucie wieczności, sacrum i niebiańskości. Była tendencja do stawiania człowieka, a nie Pana w centrum celebracji. II Sobór Watykański jednakże wyraźnie mówi o liturgii jako o „actio Dei, actio Christi”. W niektórych kręgach liturgicznych zaś, czy to wskutek ideologii, czy pewnego intelektualizmu, rozprzestrzeniła się idea liturgii dopasowywanej do różnych sytuacji, w której ma się dać pole działania kreatywności, aby była akceptowana przez wszystkich. Poza tym są być może tacy, którzy wprowadzili innowacje nie zważając nawet na „sensus fidei” i religijne uczucia wiernych.”

Czasami nawet biskupi chwytają za mikrofon i idą do audytorium z pytaniami i odpowiedziami.
„Współczesnym niebezpieczeństwem jest, że kapłan może myśleć, iż to on jest w centrum akcji. I tak ryt może wyglądać jak teatr czy performance prezentera telewizyjnego. Celebrans widzi ludzi, którzy patrzą na niego jako punkt odniesienia i zachodzi ryzyko, że - aby odnieść możliwie jak najwięcej sukcesu - wymyśli gesty i środki wyrazu zachowując się jak główny bohater.”

Jaka byłaby właściwa postawa?
„Kiedy kapłan wie, że to nie on, a Chrystus jest w centrum. Szanując w pokornej służbie Panu i Kościołowi liturgię i jej reguły, jako coś otrzymanego, a nie wymyślonego, oznacza danie więcej przestrzeni Panu, aby poprzez kapłana, który jest narzędziem, mógł pobudzić sumienia wiernych.”

Czy odstępstwem są także kazania wygłaszane przez świeckich?
„Tak. Ponieważ kazanie, jak mówi Ojciec Święty, to sposób w jaki Objawienie i wielka Tradycja Kościoła są objaśniane, aby Słowo Boże inspirowało życie wiernych w ich codziennych wyborach i czyniło celebrację liturgiczną bogatą w duchowe owoce. I ta tradycja liturgiczna Kościoła rezerwuje kazanie dla celebransa, biskupów, kapłanów i diakonów. Ale nie dla świeckich.”

Absolutnie nie?
„Nie żeby oni nie byli zdolni do kilku słów refleksji, ale dlatego że w liturgii szanuje się role. Istnieje, jak głosił Sobór, różnica „w istocie i nie tylko w stopniu” między powszechnym kapłaństwem wszystkich ochrzczonych, a kapłaństwem samych kapłanów.”

Już kardynał Ratzinger narzekał na utratę poczucia sacrum w rytach.
„Reforma soborowa była często interpretowana albo widziana nie po myśli Vaticanum II. Ojciec Święty definiuje tę tendencję jako „antyduch Soboru”.

Jaki jest bilans w rok po pełnym wprowadzeniu mszy trydenckiej?
„Msza trydencka ma w swej istocie bardzo głębokie wartości, które odzwierciedlają całą Tradycję Kościoła. Jest więcej poszanowania sacrum poprzez gesty, uklęknięcia, ciszę. Więcej jest przestrzeni zarezerwowanej dla refleksji nad działaniem Pana oraz dla osobistej pobożności celebransa, który składa ofiarę nie tylko za wiernych, ale i za własne grzechy i dla własnego zbawienia. Niektóre ważne elementy starego rytu będą mogły sprzyjać również refleksji nad sprawowaniem nowego rytu. Jesteśmy w trakcie drogi.”

Czy pewnego dnia JE ujrzy ryt, który bierze ze starego i nowego rytu to co lepsze?
„Być może, ja aczkolwiek może go nie zobaczę. Myślę, że w następnych dziesięcioleciach będzie się dokonywać całościowej oceny, zarówno nowego jak i starego rytu, chroniąc to co wieczne i ponadnaturalne, mające miejsce na ołtarzu i redukując każdy protagonizm, aby ułatwiać efektywny kontakt między wiernym a Panem poprzez niedominującą osobę kapłana.”

Ze zmieniającymi się pozycjami celebransa? Z kapłanem zwróconym w stronę apsydy?
„Można by pomyśleć o ofiarowaniu, kiedy Panu składane są ofiary i od tamtego momentu aż do końca modlitwy eucharystycznej, która stanowi kulminacyjny moment „trans-substantiatio” i „communio”.”

Ksiądz odwracający się plecami dezorientuje wiernych.
„Błędem jest tak myśleć. Wręcz przeciwnie, razem z ludem zwraca się ku Panu. Ojciec Święty wyjaśnił w swojej książce „Duch liturgii, że kiedy się siedzi wokół, patrząc na siebie, tworzy się zamknięty krąg. Ale gdy kapłan i wierni razem patrzą na wschód, na Pana, który przybywa, to jest to sposób otwarcia na to co wieczne.”

Czy w tej wizji zawiera się także przywrócenie łaciny?
„Nie podoba mi się słowo „przywrócenie”. Realizujemy II Sobór Watykański, którzy głosi jednoznacznie, aby użycie języka łacińskiego – z wyjątkiem szczególnego prawa – było zachowane w łacińskich rytach. Zatem, nawet jeśli wprowadzono języki narodowe, łacina nie jest całkowicie porzucona. Użycie języka sakralnego to element tradycji na całym świecie. W hinduizmie językiem modlitewnym jest sanskryt, który wyszedł już z użycia. W buddyzmie używa się pali, języka, który studiują dziś jedynie mnisi buddyjscy. W islamie używa się koranicznego arabskiego. Użycie sakralnego języka pomaga nam odczuć transcendencję.”

Łacina jako sakralny język Kościoła?
„Oczywiście. Sam Ojciec Święty mówi o niej w adhortacji apostolskiej „Sacramentum Caritatis” w paragrafie 62: >>Aby lepiej wyrazić jedność oraz uniwersalność Kościoła, chciałbym polecić to, co zostało zasugerowane przez Synod Biskupów, zgodnie ze wskazaniami Soboru Watykańskiego II: z wyjątkiem czytań, homilii oraz modlitwy wiernych, dobrze będzie, jeśli takie celebracje będą odprawiane w języku łacińskim.<< Oczywiście podczas międzynarodowych spotkań."

Co chce osiągnąć Benedykt XVI umacniając liturgię?
„Papież chce zaoferować możliwość dostępu do cudowności życia w Chrystusie, życia, które choć trwa tutaj na ziemi, już nam daje odczuć wolność i wieczność dzieci Bożych. I takim doświadczeniem żyje się poprzez autentyczne odrodzenie w wierze, które jest przedsmakiem rzeczywistości nieba w liturgii, w której się wierzy, którą się celebruje i którą się żyje. Kościół jest i musi stać się ważnym narzędziem i drogą do tego wyzwalającego doświadczenia. A jego liturgia tą, która uczyni go zdolnym do zachęcania swoich wiernych do takiego doświadczenia.”