piątek, 31 sierpnia 2007

Siostra Dorota Brylak SMMP

Siostra Dorothea Brylak SMMP (ur. 1965) pochodzi z Holandii. Jest członkiem zgromadzenia Sióstr Świętej Marii Magdaleny Postel, do którego wstąpiła w 1988 r. Swego czasu weszła nawet w skład pierwszej europejskiej rady prowincji ww. zakonu. Na zdjęciu poniżej stoi jako czwarta od lewej (piąta od prawej).

Po rozpoczęciu studiów teologicznych w 2002 r. w Utrechcie, s. Dorota zamieszkała przy parafii Taborparochie w Nieuwegein, gdzie objęła funkcję... pastora. Warto zauważyć, że w języku holenderskim (dutch) pastorem nazywa się zwykle księdza. Pracę w parafii zakończyła 3 czerwca 2007 r. W fotokronice, zamieszczonej na stronie internetowej, można zapoznać się jak wygląda praca siostry zakonnej w tej przeciętnej, postępowej, posoborowej parafii. A jest ona bardzo widowiskowa.
Przed swoim odejściem z parafii, s. Dorota była zaangażowana w działalność ekumeniczną. 17 czerwca wzięła udział w ekumenicznym nabożeństwie, odprawionym na pontonie, pływającym na jednym z kanałów. Siostrze Dorocie towarzyszył, przebrany tak jak ona, protestancki pastor Jochem Stuiver.



A to już zdjęcia z pożegnalnego nabożeństwa siostry Brylak:


foto: Ad Schuurman, taborparochie.nl

środa, 29 sierpnia 2007

Wielki Czwartek w wiedeńskim szpitalu

Nikomu nie życzymy, aby trafił do szpitala, tym bardziej, aby trafił do szpitala w Wielkanoc, a już zdecydowanie nikomu nie życzymy, aby trafił do szpitala w Wielkanoc w Wiedniu...

Poniżej "Msza Wieczerzy Pańskiej", odprawiona w kaplicy Szpitala Ogólnego w Wiedniu w Wielki Czwartek przez "Krankenhaus-Seelsorgera" Siegberta Neubauer i jego asystentkę Karin Koller.

Celebrans prezentuje placek, specjalnie upieczony na tę okazję.

Dwie "Kommunionspenderinnen" przy "łamaniu chleba".

Kommunionhelferin rozlewa wino do kubeczków.

foto: akh-seelsorge.at

Zobacz zdjęcia z ubiegłorocznej i tegorocznej Wielkanocy.

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Liturgiczny szalik klubu Groclin


Kapelan Dyskobolii ksiądz Piotr Loba w asyście księdza Jacka Markowskiego odprawił w kościele poklasztornym tradycyjną mszę święta przed inauguracją rozgrywek rundy wiosennej

foto: dyskobolia.com

piątek, 24 sierpnia 2007

Kongres apostatów

Już po raz 44 Chianciano gościło ekumeniczny kongres Ruchu Międzyreligijnego Świeckich (S.A.E. - Segretariato Attivita’ Ecumeniche). Ruch ten narodził się z rozmów pomiędzy religiami chrześcijańskimi a judaizmem.
W tym roku spotkanie to odbyło się w dniach od 29 lipca do 4 sierpnia i było poświęcone tematowi: „Powołani do Wolności. Wiara, kościoły, historia”.
Intensywny tydzień w swoim programie przewidywał spotkania, konferencje, refleksje, medytacje, rozmowy, pracę w grupach oraz modlitwy prowadzone przez różne wyznania.
Prelegenci pochodzili z różnych religii i kultur, a sesją przewodniczyli: przedstawiciel kościoła waldejskiego Gioachino Pistone, z centrum kultury protestanckiej; przedstawiciel kościoła katolickiego Simone Morandini, profesor Instytutu Franciszkańskiego św. Bernardyna ds. studiów ekumenicznych we Wenecji oraz przewodniczący ruchu S.A.E. Mario Gnocchi.
Wolność w Chrystusie, w Duchu Świętym, w historii, ale także potrzeba wolności oraz relacje pomiędzy wolnością, ekonomią i prawami człowieka były tematami przedstawionymi w relacjach przez Fulvio Ferrario – profesora na Wydziale teologii waldejskiej; przez Traiana Valdman – archimandrytę kościoła rumuńskiego; przez Syrenę Noteci – teologa katolickiego; przez Janique Perrin – pastora waldejskiego; przez Valdimira Zelinsky – kapłana ruskiego kościoła prawosławnego; przez Antonio Autiero – kierownika Instytutu nauk religijnych w Trydencie; przez Luigino Bruni – profesora ekonomii politycznej na Uniwersytecie Mediolańskim (Bicocca) oraz przez Petera Ciaccio – pastora metodystycznego.
Medytacje biblijne zaś przygotowali i prowadzili: rabin Roberto Della Rocca, arcybiskup Tommaso Valentinetti, biblista katolicki Piero Stefani, kapłan prawosławny Viorel Sapun oraz teolog waldejski Paolo Ricca.
Nie tylko katolicy uczestniczący w kongresie byli gośćmi naszego Sanktuarium i uczestniczyli wspólnie z nami w liturgiach w naszym kościele modląc się wspólnie w ciągu ubiegłego tygodnia „w duchu Asyża” o jedność w kościele Katolickim oraz jedność i pokój na świecie.

Info za: franciszkanie.pl

...urządzają, zjazdy, zebrania i odczyty z nieprzeciętnym udziałem słuchaczy i zapraszają na nie dla omówienia tej sprawy wszystkich, bez różnicy, pogan wszystkich odcieni, jak i chrześcijan, ba, nawet tych, którzy - niestety - odpadli od Chrystusa, lub też uporczywie przeciwstawiają się Jego Boskiej naturze i posłannictwu. Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań, ponieważ one polegają na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile, że one w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania. Wyznawcy tej idei nie tylko są w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie i wpadając krok po kroku w naturalizm i ateizm. Z tego jasno wynika, że od religii przez Boga nam objawionej, odstępuje zupełnie ten, ktokolwiek podobne idee i usiłowania popiera.
Pius XI. Encyklika Mortalium Animos.

czwartek, 23 sierpnia 2007

Franciszkanie lansują herezje na swoim forum internetowym

Wyłożyliśmy niedawno na naszych stronach naukę katolicką na temat Sakramentu Chrztu św. w kontekście błędów głoszonych w tej materii przez ks. Lisowskiego - Administratora oficjalnego forum internetowego Diecezji Tarnowskiej. Widocznie zbyt dużo było w naszym tekście cytatów z dokumentów Kościoła podawanych w języku łacińskim, gdyż ks. Lisowski znalazł godnego siebie obrońcę w osobie o. Pacyfika - Administratora oficjalnego forum internetowego Prowincji św. Franciszka z Asyżu Braci Mniejszych w Poznaniu. Zapewne dla Ojca franciszkanina cytowana na naszej stronie nauka katolicka to zwykłe ploty, powstałe w historii Kościoła w atmosferze skandalu, których nie traktuje poważnie. Pisze on bowiem:

"Podawana przez Ciebie strona [breviarium.blogspot.com] ZAJMUJE sie plotami i wynajdywaniem skandali (takie internetowe "Fakty"). Nie traktowal bym informacji tam publikowanych powaznie. "

Zakrawająca na śmieszność jest więc snuta dalej przez o. Pacyfika teoria, zaprzeczająca nie tylko skutkom Chrztu św., ale także nauce o jednym Kościele Chrystusowym:

"Chrzest udzielony w Kosciele Katolickim wlacza tylko do Kosciola Katolickiego. A w kosciele protestacnkim - tylko do kosciola Protestanckiego. Nie inaczej. I nie oznacza to interkomunii.... "

Pomijamy całe, bogate nauczanie Kościoła, przytoczone już w miejscu, w którym zbijaliśmy fałszywe twierdzenia ks. Lisowskiego. O. Pacyfik nie zna nie tylko nauczania Kościoła na temat chrztu św, które wykształciło się w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, ale nie zna nawet ostatniego dokumentu Kongregacji Nauki Wiary, który potwierdza, że wspólnoty protestanckie nie są żadnym "kościołem". Przerażające i smutne.

Idąc po myśli franciszkańskiego nauczyciela, zwodzącego swych uczniów, w dalszej części forum wypowiada się osoba podpisana jako Magda MChR, co pozwala sugerować, że jest to siostra zakonna, członkini wspólnoty o nazwie Misjonarki Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej. Z treści jej wypowiedzi wynika, że chrzest przyjęty z "intencją ochrzczenia w wierze katolickiej" włącza do Kościoła katolickiego, zaś chrzest przyjęty z "intencją ochrzczenia w wierze" np. protestanckiej czy prawosławnej włącza odpowiednio do tego "kościoła".

Tak oto mamy nie jeden chrzest, zgodnie z Credo: Confiteor unum baptisma in remissionem peccatorum, ale dwa albo i nawet więcej "chrztów" w zależności od intencji. Tak samo nie mamy jednego Kościoła, zgodnie ze słowami: Et unam, sanctam, catholicam et apostolicam Ecclesiam, ale tyle "kościołów", ile sekt są w stanie ludzie stworzyć.

Wszystkim katolikom, którym na sercu leży troska o stan swojej wiary, odradzamy wchodzenie na internetowe forum franciszkańskie. Prosimy także o modlitwę za piszące tam osoby.

Zobacz też: 11 "Kościołów" przeciwko nauce o Sakramencie Chrztu Św.

środa, 22 sierpnia 2007

Gott, mein Kapitän!

Na zakończenie roku szkolnego 2006-2007 ks. Gabriel Kozuch z Duszpasterstwa Młodzieżowego z Neusiedl (Austria) postanowił zrobić niespodziankę swoim podopiecznym, zabierając ich na niezapomniany rejs, w czasie którego odprawił coś co przypomina "mszę św.". Rejs odbył się pod hasłem "Bóg, moim kapitanem!".

Ciekawe czy podróż barką była okazja do odśpiewania "Barki", której tytuł po niemiecku brzmi "Das Boot".

Ministrant przytrzymuje ręką mszał, zaś zebranym ukazują się piękne słoneczniki na kapłańskiej stule.

Handkommunion niczym w neokatechumenacie - na siedząco i na rąsię. Pani Helga, siedząc w łódeczce, robi regulaminową "łódeczkę", kładąc lewą grabę na prawej.


Foto: Katholische Jugend und Jungschar Burgerland

wtorek, 21 sierpnia 2007

W pięknych okolicznościach przyrody

W tak pięknych okolicznościach przyrody, swoją "mszę" plecakowo-przydrożną, odprawia ks. Mirosław Lonczak - salezjanin, na codzień katecheta w katolickim LO we Wrocławiu.



link do strony źródłowej z fotografiami

środa, 15 sierpnia 2007

Kościół to nie korporacja - karierowiczom dziękujemy!

Często zdarza się, że biskup małej diecezji w przypadku wystąpienia wakatu w większej metropolii jest mianowany i przenoszony do tejże archidiecezji. Pytanie: Czy ta polityka jest dobra dla Kościoła?

Kilka lat temu, gdy Bernard kard. Gantin, prefekt Kongregacji Biskupów odchodził na emeryturę, w swoim pożegnalnym przemówieniu przypomniał, że w starożytności biskupi nie byli przenoszeni z diecezji do diecezji, tylko biskup zamianowany na ordynariusza jednej diecezji kierował nią do śmierci, gdyż uważano iż biskup "poślubia" swój Kościół partykularny, czyli wchodzi z nim w nierozerwalny związek na wzór nierozerwalnego związku między mężem i żoną.

Obecna polityka nie jest dobra dla Kościoła, gdyż promuje kleryków z chorą ambicją, pożądających "fioletów i czerwieni", którzy starają się "zaplanować" swoją "karierę" tak, aby jak najszybciej uzyskać "promocję" na wyższe "stanowisko". Ambicja dominowania nad innymi i posiadania władzy w Kościele z pewnością nie świadczy o byciu człowiekiem skromnym i świętym. Od biskupa oczekuje się przede wszystkim, aby był świętym kapłanem, gdyż jego naczelnym zadaniem jest uświęcenie i doprowadzenie do zbawienia wiecznego powierzonej mu trzody. A - jak wiadomo - nie da, kto nie ma. Jeśli kapłan planuje sobie "ścieżkę kariery", aby stale "awansować" w "świecie klerykalnym", zostać biskupem, potem arcybiskupem, aż w końcu - kardynałem, nie można o nim powiedzieć, że jest skromny, ani że jest święty. Powiem więcej - taki kapłan nigdy nie powinien zostać wyświęcony na biskupa!

Wyróżniający się w przeszłości biskupi to święci i męczennicy, którzy przede wszystkim sami żyli wiarą katolicką i wskazywali innym kierunek na drodze do świętości. Pierwszych trzydziestu papieży, to bez wyjątku męczennicy, którzy oddali życie za Wiarę. Pamiętamy o świętych biskupach takich jak Chryzostom, Jan Fisher, Mindszenty i wielu innych.

Główna przyczyna, którą Kościół uzasadnia przenoszenie biskupów między diecezjami to przyczyna "praktyczna" - biskup mniejszej diecezji nabiera doświadczenia w kierowaniu diecezją, jeśli mu się to udaje, dostaje promocję do większej diecezji. Nie sposób odmówić pewnego sensu temu rozumowaniu, gdyż doświadczenie w "przywództwie" jest wskazane przy kierowaniu większą diecezją. Tak to przynajmniej działa w świecie biznesu i w dużych korporacjach, ale Kościół przecież nie jest korporacją jak IBM czy General Motors.

Negatywnym aspektem tejże polityki jest to, iż promuje ona ambicjonalizm u biskupów mniejszych diecezji. Jeśli taki ambitny biskup chce się koniecznie "wybić", ma ogromną motywację, aby "kombinować", czyli starać się o swój "pozytywny wizerunek", unikać jak tylko może jakichkolwiek konfliktów, a przede wszystkim - dbać o swoją "dobrą prasę". Powszechnie wiadomo, że biskupi, którzy autorytarnie rządzą swoimi diecezjami i bezpardonowo dbają o utrzymanie wśród swoich kapłanów i diecezjan przestrzegania zasad katolickiej doktryny i moralności, mają wielu przeciwników i są notorycznie krytykowani w mediach, gdyż media z reguły krytykują jakiekolwiek przejawy używania autorytetu w celu utrzymywania porządku. Zdając sobie sprawę z powyższego, wielu biskupów rządząc swoimi diecezjami nie podejmuje decyzji dla dobra wiary i dla duchowego dobra swoich diecezjan, tylko raczej dla dobrej opinii o sobie, promowania własnego wizerunku i własnej "kariery". Starają się dopasować do kultury czasów, w jakich przyszło im żyć i zbytnio nie nalegają na przestrzeganie zasad katolickiej wiary i moralności. Przykładów nie trzeba daleko szukać - większość naszych biskupów od wielu lat unika potępienia antykoncepcji, tylko nieliczne jednostki odmawiają udzielenia komunii świętej politykom "katolickim", którzy są zwolennikami aborcji.

Zdecydowanie uważam, że gdyby wszyscy biskupi ordynariusze wiedzieli, że nie zostaną już przesiesieni do innej, "lepszej" diecezji, byliby bardziej staranni w uświęcaniu i rządzeniu swoimi diecezjami, ponieważ wiedzieliby, że są tam już na zawsze, do śmierci.

Sugeruję, aby na ordynariuszy mianować tylko świętych biskupów pomocniczych i kapłanów, którzy udowodnili, że są dobrymi duszpasterzami. Takie "szkolenie" jest całkowicie wystarczające dla przyszłego biskupa ordynariusza, lepszego nie potrzebują. Nauczą się jak rządzić diecezją - poprzez bycie biskupem. Patrząc na rozliczne skandale, które wstrząsają episkopatem jasne jest, że "stara" polityka "awansowania" nie sprawdziła się. Spróbujmy zastosować "nową" politykę "dożywocia w diecezji" i zobaczmy, jak będzie działać. Jeśliby ją wprowadzono - przewiduję, że nasze diecezje będą zarządzane znacznie lepiej niż obecnie. A nasi biskupi będą mieć wyższe poważanie wśród swoich diecezjan niż mają dziś.

o. Kenneth Baker SJ
redaktor naczelny

Homiletic & Pastoral Review
Sierpień 2007

wierzę w jeden wszechogarniający wszechświat

Onet opublikował wywiad z Ramónem M. Noguesem, kapłanem-apostatą, w którym czytamy m.in.:

w co ksiądz wierzy?

W jeden wszechogarniający wszechświat, a istotę tej rzeczywistości nazywam Bogiem. Ale rozmawiając na takie tematy musimy być ostrożni. Bardzo łatwo możemy dać się ponieść fantazji. (...)

A co ksiądz sądzi na temat Ducha Świętego?

To jedno z wyobrażeń Boga wykorzystywane przez tradycję chrześcijańską, zgodnie z którą wszyscy jesteśmy ożywieni tym, co Hebrajczycy nazywają boskim tchnieniem. Duch Święty to metafora Boskiej siły, która oddziaływuje na nas, gdy Mu zaufamy.

Czy Bóg interweniuje w nasze życie?

Moim zdaniem idee religijne są dziełem kultury, a twierdzenie, że Bóg interweniuje w nasze życie, to w pewnym sensie archaizm. Kiedyś w ten sposób uzasadniano zjawiska, których nie umiano wytłumaczyć w inny sposób. Ponieważ nasza kultura rozwija się, nie potrzebujemy dziś takich uzasadnień.

Jednak w Ewangelii Świętego Mateusza czytamy: "Proście, a będzie wam dane".

Moim zdaniem dzisiaj do lektury Ewangelii powinniśmy podejść z pewnym sceptycyzmem. Może się bowiem zdarzyć, że doprowadzi nas ona do błędnych wniosków na temat Boga.

Na przykład?

Dwie matki modlą się o uzdrowienie swoich dzieci – jedno z nich umiera, a drugie wraca do sił. Można by wtedy dojść do mylnego wniosku, że Pan Bóg jest stronniczy. Kiedyś nie rozumowano by w ten sposób, ale dziś to co innego. Dlatego trzeba nieustannie korygować niewłaściwe interpretacje Pisma Świętego. Ewangelie powinniśmy odczytywać wciąż na nowo, nawet te fragmenty, które wydają nam się zupełnie zrozumiałe.

Nie zauważyłem, aby Kościół specjalnie przejął się tym zadaniem.

Na tym właśnie polega problem. Nowy Testament mówi, że Bóg posłał swojego Syna na śmierć, aby odkupił nasze grzechy. To akt barbarzyństwa zrozumiały tylko w kontekście kultury antycznej. Podobnie jest z wyobrażaniem sobie Boga godzącego się na piekło będące miejscem wiecznych tortur. (…) Pamiętajmy, że chodziło o piekło i o poświęcenie zrozumiałe dla uczestników archaicznej kultury. Na szczęście nowe pokolenia nie łączą już idei Pana Boga ze strachem.

---------

ostrzegamy, że ks. Nogues znajduje się w tzw. "pełnej łączności"!!!

biskup Bredy - bredzi

Jak donosi PAP-a, ordynariusz Bredy, biskup Cinek Muskens (na chrzcie Mu dali: Marcin Piotr, ale jak widać te imiona go chyba gryzą, więc zamiast nich używa ksywy Tiny czyli (Mar)cinek) powiedział w holenderskiej telewizji, że Boga nie interesuje to, jak jest nazywany i że w Indonezji, gdzie duchowny pracował przez osiem lat, księża podczas odprawiania mszy świętej nazywali Boga "Allahem".

Tymczasem najpopularniejszy holenderski dziennik "De Telegraaf" opublikował wyniki ankiety, w której 92% z ponad 4 tys. pytanych osób nie zgadza się z opinią biskupa. "Pewnie, nazywajmy Boga 'Allahem'. Następnie zacznijmy nazywać kościoły meczetami i modlić się pięć razy dziennie. Ramadan też brzmi ciekawie" - napisał w liście do gazety jeden z czytelników.

Gerrit de Fijter, prezes synodu "Kościoła" Protestanckiego w Holandii, powiedział "De Telegraaf", że cieszy go każda inicjatywa mająca na celu wzmacnianie dialogu między religiami. Dodał jednak, że nazywanie Boga "Allahem" byłoby wyrzeczeniem się zachodniej tożsamości i nie przyniosłoby żadnego pożytku.


Co za czasów dożyliśmy, gdy o podstawowe zagadnienia Wiary i o prostowanie pokrętnych głupot serwowanych przez post-katolickiego biskupa-apostatę muszą dbać wierni świeccy, a nawet... protestanci... Przypomnijmy, ze jest to biskup, który swego czasu pojechał do Ugandy popierać akcję rozdawania kondomów ubogiej ludności.

Przypomnijmy wcześniejsze wybryki Jego Ekstrawagancji Cinka Muskensa:

za KAI:

Holandia: biskupi wzywają do misji we własnym kraju

Biskupi Holandii wezwali katolików do misji we własnym kraju. W pierwszym od 1974 r. liście na temat misji zachęcili wiernych, aby przez osobiste zaangażowanie w społeczeństwie, które odsunęło się od Kościoła, bardziej przybliżali ludzi do Chrystusa i Jego Kościoła. List biskupów przedstawił dziennikarzom w Utrechcie biskup Bredy, Tiny Muskens.

"Można odnieść wrażenie, że staliśmy się Kościołem w ukryciu i ze strachu zamknęliśmy drzwi przed światem zewnętrznym" - powiedział bp Muskens. Zachęcił wiernych, aby w debacie społecznej odważnie głosili argumenty katolickie i dawali dobry przykład życia wiarą.

Biskup Bredy zwrócił uwagę, że "wielu katolików staje się niemowami, gdy chodzi o ich wiarę". Nie potrafią oni wyjaśnić, co oznacza dla nich być chrześcijaninem i kim jest Bóg w ich życiu.

- W nabożeństwach należy wykorzystać każdą możliwość przybliżania Ewangelii wszystkim - podkreślił bp Muskens. Zwrócił uwagę, że dobrą okazją ku temu są nabożeństwa w czasie Bożego Narodzenia i Wielkanocy, gdy do kościoła przychodzi najwięcej osób, ale może nią być także bezpośrednia rozmowa ze stojącymi z dala od Kościoła, prowadzona z okazji chrztu lub ślubu.

Ponadto wspólnoty parafialne powinny szeroko otworzyć drzwi, by ułatwić ludziom kontakt z Kościołem, dotychczas bardzo luźny. Może to się odbywać na przykład poprzez utworzenie otwartych ośrodków spotkań, a także przez występy chórów kościelnych poza obrębem świątyń.

- Zadanie misji wypełnia się nie tylko przez głoszenie Ewangelii - przypomnieli w swoim liście biskupi Holandii. Prowadzić misje można także przez otoczenie troską osób, które znalazły się w trudnej sytuacji we własnym środowisku, a także przez solidarność z najbiedniejszymi na świecie. Biskupi uważają, że kontakt z biednymi w często kwitnących Kościołach ubogiego Południa może dodać otuchy ludziom w Europie, "na zlaicyzowanej wyspie w świecie ludzi wierzących", aby nie tracili odwagi.


---

Amsterdam, 04.03.1998 (KAI/CWN)

Katolicki biskup Bredy Martinus P.M. Muskens nocował wraz z bezdomnymi pod jednym z amsterdamskich mostów, ubrany w znoszoną świecką odzież i żywiąc się w garkuchni. W wypowiedzi dla holenderskiej gazety "Algemeenen Dagblat" stwierdził, iż doświadczenie to "nie było przyjemne". Dodał, iż noc ta uzmysłowiła mu, w jaki sposób przebiega życie bezdomnych: jest ono ciągłym poszukiwaniem schronienia, tak iż nie starcza czasu na cokolwiek innego. Biskup stwierdził, że doświadczenie bycia bezdomnym było bolesne również dlatego, iż "przez cały dzień spogląda się na domy, do których nie wolno wejść". Tenże hierarcha naraził się rok temu na publiczną krytykę stwierdzeniem, iż kradzież chleba przez biednych jest moralnie dopuszczalna. Skrytykował również rząd holenderski za skąpstwo w dziedzinie pomocy społecznej.


---

Biskup rozmawia z premierem o cięciach budżetowych

Rzym, 23.10.1996 (KAI/CNS)

Przewodniczący Komisji ds. Stosunków Społecznych Holenderskiej Konferencji Biskupów bp Martinus Muskens z Bredy spotka się 28 października z premierem Wimem Kokiem, aby zaprotestować przeciw nadmiernym cięciom budżetowym."Po raz pierwszy od wielu lat będziemy mogli spotkać się z premierem - powiedział biskup. - I to tylko dlatego, że urządziliśmy wielką kampanię publiczną". Bp Muskens stał się głośny w Holandii dzięki nauczaniu, iż Kościół czasami wybacza kradzieże. "Wartość życia powinna być ceniona wyżej niż wartość własności" - powtarza bp Muskens. Podkreśla, że rozumie, że rząd holenderski próbuje zlikwidować wiele usług socjalnych po to, aby utrzymać zdrowy budżet krajowy i przystąpić do Unii Monetarnej. "Problem polega na tym, iż czyni się to bezlitośnie i jedynie wzmaga się nierówny podział dóbr" - dodał. Biskup przyznał, że nie wie, jakie będą wyniki rozmów, ale spodziewa się pewnej poprawy. "Będziemy się starać o utrzymanie stałych kontaków między episkopatem a rządem i będziemy nalegać" - zapewnił.


---

Za ONET.PL

Katolicki biskup Bredy, Martinus Muskens, opowiedział się w programie holenderskiej TV, który będzie transmitowany w sobotę wieczorem, za zniesieniem obowiązkowego celibatu dla księży - podała holenderska agencja ANP.

"Jest tylu dobrze wykształconych i oddanych Kościołowi żonatych mężczyzn, cieszących się autorytetem w środowisku wiernych, że z powodzeniem mogliby otrzymywać święcenia kapłańskie" - powiedział biskup Muskens.
Zdaniem Muskensa ta kwestia powinna stać się przedmiotem obrad przyszłego, III Soboru Watykańskiego.

Holenderski biskup uważa, że być może warto też zastanowić się nad odejściem od praktyki dożywotniego wybierania papieży. Muskens proponuje, aby zwierzchnika Kościoła wybierano na 10 do 15 lat i aby papieże pełnili to najwyższe stanowisko w Kościele nie dłużej niż do ukończenia 85. roku życia.


Prosimy Was, nasi Drodzy Czytelnicy, o dziesiątkę Różańca w intencji nawrócenia księdza biskupa na świętą Wiarę katolicką!

wtorek, 14 sierpnia 2007

Warsztaty dla kapłanów chcących się nauczyć celebracji "starej" Mszy

organizuje Merton College, w Oxfordzie. Do udziału zgłosiło się już 50 kapłanów, dziesięciokrotnie więcej niż przewidywali organizatorzy. Jest to również (tak myślę) liczba o 50 wyższa od tej, o której marzyli członkowie Brytyjskiej Konferencji Episkopatu.

Biskupi angielscy w swoich ornatach z elastanu będą mieć jeszcze jeden zgryz - średnia wieku chętnych do nauki kapłanów jest o kilkadziesiąt lat niższa od średniej wieku katolickiego kleru w Anglii, w dodatku istnieje "niebezpieczeństwo", że po "zakażeniu" tridentinozą będą się domagać od swoich pryncypałów równie godnego sprawowania parafialnych NOM-ów albo nawet - nie daj Duchu Soboru - reinstalacji starych ołtarzy!

Konferencję rozpocznie odprawiony po łacinie... NOM. Widocznie metropolita Birmingham, Abp Wincenty Nichols już nie pamięta, jak się drzewiej odprawiało...

ekumaniackie rozmowy o zmianie wyznania

Jak donosi Serwis Opoka, niedawno zakończyło się pięciodniowe spotkanie teologów reprezentujących Światową Radę "Kościołów" oraz Papieską Radę do spraw Popierania Jedności Chrześcijan. Odbyło się ono w dniach od 8-12 sierpnia w Tuluzie. W naradzie wzięło udział 34 teologów katolickich, prawosławnych, anglikańskich, oraz przedstawicieli różnych nurtów protestantyzmu. Grupa ta stawia sobie za cel zredagowanie do roku 2010 kodeksu postępowania, w którym dokonano by jasnego rozróżnienia między świadectwem wiary a prozelityzmem. Stoi ona na stanowisku, że podstawową zasadą spotkania wyznawców różnych religii czy odłamów chrześcijaństwa musi być poszanowanie swobody myśli, wolności sumienia a także szacunek dla religii wyznawanej przez innych.

Zastanawiamy się, dlaczego nikt ze zgromadzonych nie wpadł na to, aby zajrzeć do Ewangelii, gdzie św. Jan skrupulatnie zanotował, jak powinno wyglądać spotkanie "ekumeniczne" oraz "szacunek dla religii wyznawanej przez innych" (J 18:12-59)

Mała Diana uczy się odprawiać mszę św.

Katolicka Diecezja w Dodge City w amerykańskim stanie Kansas postanowiła zorganizować kursy dla dzieci, przygotowujące je od małego do "katolickiego życia duchowego".

W czasie kursów dziewczynki zdobywały wiedzę na temat Sakramentu Chrztu Św. "chrzcząc" lalki.

Jedna z sesji szkolenia nosiła nazwę "Kościół." Dzieci, ubrane w małe szaty liturgiczne, udawały podczas niej kapłana i ministranta. Zabawa polegała na celebrowaniu mszy z wykorzystaniem miniaturowego kompletu naczyń liturgicznych oraz na wypowiadaniu tekstów modlitw. Jak głosi podpis pod zdjęciem: "mała Diana uczy się odprawiać mszę św."

poniedziałek, 13 sierpnia 2007

starsi panowie trzej

Co to? Kto to?


Są to biskupi: Kryspin Hollis, Krzysztof Budd i Declan Lang podczas "L&C 2007"

Chodzi o "warsztaty" socjologiczne organizowane od 7 lat pod hasłem "Loud and Clear" (głośno i wyraźnie) przez biskupów angielskich diecezji Clifton, Plymouth i Portsmouth.

A o czym sobie nasi milusińscy rozmawiali podczas Warsztatów, to napiszemy jutro (jak znajdziemy czas na przetłumaczenie co smaczniejszych kawałków). Chyba,że ktoś chce już dziś w lengłidżu poczytać - proszę bardzo - jest na stronie Diecezji Clifton.

Tu es Petrus

Niektórym naiwniakom wydaje się wciąż, że znany twórca (ma)sacro-polo, niejaki Piotr Rubik (zdjęcie za blogiem) jest katolikiem. My zadajemy jednak pytanie - czy jakikolwiek wierny katolik z własnej i nieprzymuszonej woli zaśpiewałby coś takiego:

LITANIA DO KAŻDZIUTKIEGO NA ZIEMI (fragment)

(...)

W imię Boga Chrześcijan
W imię Boga Żydów
W imię Boga Arabów
W imię przeszłych i przyszłych lat
Ratujmy świat
W imię Buddy
W imię Konfucjusza
W imię Boga tych, którzy nie znają Boga
W imię przeszłych i przyszłych lat
Ratujmy świat


I pomyśleć, że powyższy tekst stanowi fragment ORATORIUM...

Prosimy naszych czytelników o ratunek; o otoczenie Piotra Rubika intensywną opieką modlitewną.
W imię OJCA i SYNA, i DUCHA ŚWIĘTEGO, Amen.

sobota, 11 sierpnia 2007

Sakramentologia po tarnowsku

Na jednej ze stron Forum Internetowego Diecezji Tarnowskiej jeden z internautów zamieścił pytanie do administratora Forum - ks. Piotra Lisowskiego (foto © Tarnowski Gość Niedzielny):

do którego Kościoła zostanie włączone przez sakrament Chrztu świętego dziecko prawosławnych rodziców ochrzczone przez prawosławnego kapłana?

na co ks. Lisowski z pewnym takim ociaganiem odpisał:

Jeżeli dziecko ma rodziców prawosławnych, ochrzczone jest przez kapłana prawosławnego, w wierze prawosławnej to Bóg szanuje decyzję człowieka. Dziecko zostaje włączone do Kościoła prawosławnego (zgodnie z wiarą rodziców) a nie Katolickiego (wbrew wierze rodziców) ... Taka jest prawda.

autor pytania natychmiast ripostował:

Nie, takie są poglądy ks. Piotra z Tarnowa. Prawda jest taka, że jest JEDEN Kościół założony przez Chrystusa Pana, jest to Kościół katolicki i to własnie do NIEGO włącza Chrzest święty udzielony ważnie, niezależnie od tego, kto chrzci i kogo chrzci. Byle ochrzcił WAŻNIE.

---

Każde ochrzczone dziecko, nawet rodziców heretyckich, dopóki nie przyjdzie do używania rozumu i samo nie oderwie się od Kościoła katolickiego, należy do tego Kościoła.
Źródło: Ks. dr. M. Sieniatycki, Zarys dogmatyki katolickiej. Tom IV. O sakramentach i rzeczach ostatecznych, Kraków 1931, strona 115

Człowiek, który otrzymał WAŻNIE sakrament Chrztu świętego zostaje włączony W PEŁNI do Kościoła katolickiego. Jeśli potem składa niekatolickie wyznanie wiary (np. podczas konfirmacji u protestantów) wyłącza się z Kościoła i popada w ekskomunikę z mocy samego prawa.

może zacytujmy klasyka:

Benedykt XIV, Breve Singulari nobis... ad Henricum card. ducem Eborac., 9.2.1749; De incorporatione in Ecclesiam vi baptismi (cytaty za H. Denzinger - Enchiridion Symbolorum..., Herder Verlag, Freiburg 2005).

DS 2566 12. ... Haereticus aliquem baptizando, si formam adhibeat, et materiam legitimam, ... is sacramenti charactere insignitur. ...

Heretycy, którzy chrzczą zachowując formę i materię właściwą, sakramenty charakterystycznie podpisują...

DS 2567 13. Deinde id etiam compertum est, eum qui baptisma ab haeretico rite suscepit, illius vi Ecclesiae catholicae membrum effici; privatus siquidem baptizantis error hac eum felicitate privare nequit, si sacramentum conferat in fide verae Ecclesiae, atque eius instituta servet in his quae pertinent ad validitatem baptismi. Egregie hoc confirmat Suarez in sua Fidei catholicae defensione contra errores sectae Anglicanae lib. I cap.24, ubi probat baptizatum Ecclesiae membrum fieri, hoc etiam addens, quod si haereticus, quod saepius accidit, infantem lustret impotem ad fidei actum eliciendum, hoc impedimento non est, quominus ille habitum fidei cum baptismo accipiat.

Ten, kto otrzymuje chrzest w rycie heretyckim, zostaje członkiem Kościoła katolickiego (...) nawet prywatny błąd tego, kto chrzci nie może pozbawić wartości sakramentu (...) o ile zachowuje dyscyplinę niezbędną do ważności Chrztu. (...)

DS 2568 14. Postremo exploratum habemus, ab haereticis baptizatos, si ad eam aetatem venerint, in qua bona a malis dispicere per se possint atque erroribus baptizantis adhaereant, illos quidem ab Ecclesiae unitate repelli, iisque bonis orbari omnibus, quibus fruuntur in Ecclesia versantes, non tamen ab eius auctoritate et legibus liberari, ut sapienter Gonzalez disserit in Cap. 'Sicut' n. 12 de haereticis.

Wreszcie utrzymujemy, że ochrzczeni przez heretyków, jeśli dojdą do wieku, w którym potrafią odróżnić dobre od złego, jeśli wtedy przystąpią do błędów tego, kto ich ochrzcił, z pewnością wyłączają się sami z jedności z Kościołem i pozbawiają się łask, którymi cieszą się członkowie Kościoła, ale nie uwalniają się spod władzy Kościoła oraz spod jego praw (...)


niestety, riposta utrzymała się na forum tylko kilka godzin. Dzisiaj została usunięta przez ks. Piotra, a sam temat - zablokowany.

Czy Bp Wiktor Skworc zdaje sobie sprawę z fałszywych twierdzeń rozsiewanych pełnymi garściami przez swojego podwładnego, który jest na bakier ze znajomością podstawowych prawd Wiary?

----

Aktualizacja (Niedziela, 12.08.2007, godz. 11:25)

Na tymże oficjalnym Forum Diecezji Tarnowskiej znaleźć można obrażający wielu polskich hierarchów, znanego kapłana i wielu wiernych katolików wierszyk (ponieważ ks. Piotr Lisowski regularnie czyta nasz blog, poniżej zamieszczam zrzut ekranu, gdyż nie wątpię, że za chwil parę post zostanie stosownie wyedytowany w celu zatarcia wstydliwych śladów. Co ciekawe, mimo zamieszczenia go 24 lipca 2007 (a więc 3 tygodnie temu), nie został on skasowany, ani jego autor nie otrzymał formalnego ostrzeżenia od moderacji. Jak widać rewolucyjna czujność ks. Piotra i jego towarzyszy każe dbać jedynie o niezwłoczne usuwanie z Forum cytatów z podręczników dogmatyki katolickiej, Katechizmu Kościoła Katolickiego, encyklik papieskich i cytatów z Enchiridion Symbolorum... o. Henryka Denzingera SJ.

czwartek, 9 sierpnia 2007

bł. Jan XXIII - Konstytucja Apostolska Veterum Sapientia

I kolejny zapomniany dokument, podpisany w 1962 r. - po przeczytaniu jasno widać, że został "posłusznie przyjęty" w całym Kościele posoborowym.

KONSTYTUCJA APOSTOLSKA „O PODNIESIENIU STUDIUM JĘZYKA ŁACIŃSKIEGO” OJCA ŚWIĘTEGO JANA XXIII, PAPIEŻA Z OPATRZNOŚCI BOŻEJ - JAN BISKUP, SŁUGA SŁUG BOŻYCH NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ

(L'Osservatore Romano Nr 4 z 24 lutego 1962 roku) *)

Mądrość starożytnych zawarta w pismach Greków i Rzymian, tudzież najwspanialsze pomniki nauki istniejących przed wiekami narodów musimy uważać za jakby jutrzenkę zwiastującą prawdę ewangeliczną, którą Syn Boży „Pan i nauczyciel łaski i prawdy, oświeciciel i przewodnik rodzaju ludzkiego” [1] ogłosił na tej ziemi. Ojcowie i Doktorzy Kościoła dostrzegli w tych najznakomitszych pamiątkach starożytnych czasów pewne przygotowanie dla dusz ludzkich do przyjęcia tych skarbów, które Jezus Chrystus „z nadejściem pełności czasów” [2] przekazał ludziom. Z tego to faktu jasno wynika, że w nowej rzeczywistości chrześcijańskiej nic nie zginęło, co powstało przed wiekami a było rozumne, sprawiedliwe, szlachetne i piękne.

Z tych też względów Kościół Święty otaczał najwyższą czcią pomniki mądrości, szczególnie języki greckie i łacińskie, które były jakby szatą starożytnej mądrości. Podobnie Kościół Święty skorzystał i z innych języków, które jaśniały w krajach Wschodu, zwłaszcza, gdy wiele wnosiły dla dobra ludzkości i kształtowania obyczajów; posługuje się nimi w obrzędach religijnych, przy tłumaczeniu Pisma świętego, a w niektórych krajach w chwili obecnej mają tę samą starożytną żywotność i tę samą moc obowiązującą.

Spośród starożytnych języków na czoło niewątpliwie wysuwa się ten, który najpierw rozwinął się w granicach Lacium, a stąd następnie tak bardzo przyczynił się do rozszerzenia imienia chrześcijańskiego na Zachodzie. Jak nie bez pomocy Bożej stało się to, że ten język zjednoczył w wielką wspólnotę narody pod władzą imperium rzymskiego, tak też stała się ta mowa językiem Stolicy Apostolskiej [3], a zachowana dla przyszłości związała różne narody Europy ścisłym węzłem jedności. Język łaciński z natury swojej był dostosowany do rozszerzania wśród różnych narodów każdego przejawu kultury ludzkiej: gdyż nie pobudzał do nienawiści, dla każdego narodu okazywał się łagodnym, nie sprzyjał żadnej ze stron, wreszcie dla wszystkich był drogi i przyjazny.

Nie można i tego nie doceniać, że język łaciński odznacza się jasnymi pojęciami i ścisłymi terminami, gdyż posiada „zwięzły, bogaty, rytmiczny sposób mówienia, pełen wzniosłości i piękna” [4], co jedynie prowadzi do jasności i pewności doktrynalnej. Z tych to przyczyn Stolica Święta zawsze okazywała troskę o staranne zachowanie języka łacińskiego i zawsze miała go w cenie, posługując się nim w wykonywaniu swego urzędu nauczycielskiego „jakby wspaniałą szatą zewnętrzną niebieskiej nauki i świętych prawd” [5] i jego też używali słudzy ołtarza. Duchowni mową Rzymian w łatwiejszy sposób mogą otrzymywać wiadomości Stolicy Apostolskiej i łatwiej się mogli porozumiewać między sobą.

Ten więc język, tak bardzo związany z życiem Kościoła „zdobyty był przez uczenie i posługiwanie się, nie tyle ze względu na wykształcenie czy literaturę, co ze względu na jego użyteczność religijną” [6]. Podkreślił to już niezapomnianej pamięci Nasz Poprzednik Pius XI, który idąc właściwą i rozsądną drogą w tej sprawie wskazał na trzy przymioty tego języka, tak dostosowanego do natury Kościoła: „Kościół, który rozciąga się na wszystkie narody i mający trwać aż do skończenia świata... z istoty swojej domaga się języka, który by był uniwersalny, niezmienny i szlachetny” [7]. Jeśli bowiem konieczną jest rzeczą, aby z Kościołem Rzymskim „zgadzały się wszystkie kościoły” [8] jakiegokolwiek obrządku, jakiejkolwiek narodowości i języka, gdyż właśnie nad wszystkimi i poszczególnymi kościołami jak i nad wszystkimi i pojedynczymi pasterzami i wiernymi” [9], to wydaje się rzeczą zupełnie odpowiednią, aby we wzajemnym porozumiewaniu się posługiwano się jakimś środkiem powszechnym i jednolitym, szczególnie między Stolicą Apostolską i kościołami obrządku łacińskiego.

Dlatego tak papieże, gdy chcą o czymś pouczyć narody katolickie jak i Urzędy Kurii Rzymskiej, jeśli załatwiają jakieś sprawy, lub sporządzają jakieś dekrety odnoszące się do wszystkich wiernych, zawsze posługują się nie innym jak tylko łacińskim językiem, aby w ten sposób usłyszany był matczyny głos przez niezliczone narody świata.

Wypada, aby Kościół posługiwał się nie tylko językiem powszechnym, ale także językiem odznaczającym się przymiotem niezmienności. Gdyby bowiem prawdy Kościoła katolickiego były podawane czy to w nielicznych, czy we wielu spośród zmieniających się współczesnych języków, które by pozostałych nie przewyższały swoją powagą, to staje się jasne, że treść tych prawd nie byłaby dostępna dla wszystkich ani w sposób dość ścisły, ani dość jasny, ze względu na różnorodność tych języków. Brak bowiem byłoby jakiejś stałej i wspólnej miary, z którą możnaby porównywać znaczenie wszystkich innych języków. Przecież w rzeczy samej, język łaciński przez długi czas chronił się przed różnymi naleciałościami, które życie codzienne zwykło było wprowadzać do słownictwa. Z tego względu trzeba ten język uznać za stały i niezmienny, gdyż nowe pojęcia, których domaga się postęp, tłumaczenie i obrona nauki chrześcijańskiej, już od dawna były ustalone i ugruntowane. Gdy wreszcie Kościół katolicki – jako że założony przez Chrystusa Pana – przewyższał od dawna swoją godnością wszystkie społeczności, to rzeczywiście głosił swoją sławę nie językiem potocznym, ale pełnego godności i majestatu.

Oprócz tego język łaciński „który możemy nazwać katolickim” [10], ponieważ został uświęcony ciągłym posługiwaniem się nim przez Stolicę Apostolską, wszystkich Kościołów matkę i nauczycielkę, ma być uważany za „skarbnice niezrównanej pomocy” [11] i za pewnego rodzaju bramę, przez którą każdy ma przystęp do prawd chrześcijańskich, już od wieków przyjętych [12], a także do wyjaśnienia pomników kościelnego nauczania. Język ten jest odpowiednim węzłem łączącym w sposób cudowny przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Nie można poddawać wątpliwości, że mowa i znakomite pisma Rzymian prowadzi do rozwijania i wykształcenia zdolności młodzieńców, zwłaszcza, że wtedy dojrzewają i doskonalą się władze rozumu i duszy; wtedy wyrabia się zręczność umysłu i zdolność trafnego wydawania sądów; wtenczas umysł młodzieńca zaczyna odpowiednio pojmować i oceniać, w końcu opanowuje poprawność myślenia i mówienia.

Z rozważania powyższych rzeczy dobrze rozumiemy, dlaczego papieże często i wiele z taką godnością podkreślali nie tylko doniosłość i pierwszeństwo języka łacińskiego, ale dopatrując się niebezpieczeństw wynikających z jego zaniedbania, wskazywali duchownym diecezjalnym i duchownym zakonnym na konieczność uczenia i posługiwania się tym językiem.

Powodowani tymi samymi przyczynami co Nasi Poprzednicy i Synody prowincjonalne, My także z całą stanowczością dokładamy się, aby studium tego języka ustawicznie postępowało naprzód.

W obecnych bowiem czasach w licznych miejscach posługiwanie się mową Rzymian zaczyna być przedmiotem sporu, a nadto wielu chciałoby wiedzieć, jakie stanowisko w tej sprawie zajmuje Stolica Apostolska.

Z tego też względu przypominamy i postanawiamy odpowiednimi wskazówkami zawartymi w tym wielkiej wagi dokumencie strzec tego, aby w całej mocy był zachowany stary zwyczaj posługiwania się językiem łacińskim, a gdzieby już prawie zanikał, tam należy go w pełni na nowo przywrócić.

Zresztą, jakie jest właśnie w tej sprawie Nasze zdanie, już jak nam się wydaje dostatecznie określiliśmy, zwracając się do studiujących język łaciński tymi słowami: „Należy ubolewać nad tymi, a wielu jest takich, którzy bez miary pochłonięci niezwykłym postępem nauk odrzucają lub ograniczają studium języka łacińskiego i inne nauki tego rodzaju. Tą samą pobudzeni koniecznością sądzimy, że trzeba naprzód kroczyć inną drogą. Im bardziej zakorzeni się w duszy ludzkiej to, co odpowiada naturze i godności ludzkiej, tym bardziej będziemy się czuli zmuszeni zdobywać to, co duszę uszlachetnia i przyozdabia, by nieszczęśni ludzie nie stali się podobnie jak wytwarzane przez nich maszyny, zimne, szorstkie i pozbawione serdeczności” [11].

Co zauważywszy, a równocześnie do głębi zastanawiając się nad tymi sprawami z pełną powagą i świadomością Naszego obowiązku, postanawiamy i nakazujemy to, co następuje:

1. Biskupi i najwyżsi przełożeni zakonów niech przedsięwezmą odpowiednie starania, aby już to w swoich seminariach, już to w swoich szkołach, w których przygotowują się młodzieńcy do kapłaństwa, wszyscy gorliwie przestrzegali zarządzenie Stolicy Apostolskiej w tej sprawie i okazywali jak największe posłuszeństwo tymże Naszym postanowieniom.

2. Ci sami przełożeni niech dbają z ojcowską troskliwością o to, by ci, którzy są wykształceni w nowoczesnych naukach nie odważyli się na własną rękę występować przeciwko językowi łacińskiemu czy to w nauczaniu głównych przedmiotów kościelnych, czy to w liturgii, ani z uprzedzeniem nie pomniejszali lub mylnie nie interpretowali dotyczących tej sprawy rozporządzeń Stolicy Apostolskiej.

3. W jaki sposób alumni, zanim rozpoczną ścisłe studia kościelne, mają być wykształceni w języku łacińskim przed odpowiednich nauczycieli i w odpowiednim czasie stanowią przepisy Kodeksu Prawa Kanonicznego (1364) i przepisy Naszych Poprzedników: „w ten sposób, aby w chwili, gdy rozpoczną studium głównych przedmiotów kościelnych... nie okazało się, że na skutek niezrozumienia wykładów nie mogli zdobyć pełnej wiedzy, nie mówiąc o tym, że nie będą mogli uczestniczyć w dysputach, w których tak bardzo kształtuje się zdolność młodzieńców do obrony prawdy” [15]. Będzie się to także odnosić do tych, którzy w późnym wieku zostali powołani do służby Bożej i na skutek tego bardzo mało, lub wcale nie oddawali się naukom humanistycznym. Nikomu nie powinno się pozwolić na studium filozofii czy teologii katolickiej, jak długo nie wykaże się, ze jest w tym języku wykształcony i posiada zdolność posługiwania się nim.

4. Postanawiamy, że jeśli gdzieś na skutek dostosowania się do programu obowiązującego w szkołach świeckich w jakiś sposób troska o język łaciński byłaby pomniejszona ze szkodą dla istotnego i solidnego wykształcenia, tam należy nauczanie języka łacińskiego uzupełnić w wymaganym stopniu. Każdy bowiem winien być przekonany o tym, także i w tej sprawie, że sumiennie trzeba się troszczyć o program nauczania instytucji kształcących księży nie tylko odnośnie do liczby i rodzaju przedmiotów, ale także w stosunku do tego, co dotyczy czasu nauczania. Gdyby zaś ze względu na czas lub miejsce należało uwzględnić jakieś nowe przedmioty, wtedy dla tej przyczyny albo przedłuża się okres studiów, albo wykłada się je w krótszym okresie czasu, albo wreszcie naukę tychże przerzuca się na inny czas.

5. Główne przedmioty kościelne, jak to było już często nakazywane, mają być wykładane w języku łacińskim. Jak nas bowiem poucza doświadczenie wielu wieków, język ten był najstosowniejszy przy wyjaśnianiu w sposób odpowiedni i przejrzysty najtrudniejszych i najsubtelniejszych zagadnień. Język ten został od dawna wzbogacony właściwymi i stałymi terminami, dostosowanymi do zachowania nienaruszalności wiary katolickiej, a także w wysokim stopniu nadaje się do uniknięcia niepotrzebnej wielomówności. Dlatego ci, którzy czy to na uniwersytetach, czy to w seminariach wykładają wyżej wspomniane przedmioty, mają się posługiwać językiem łacińskim i książkami pisanymi w tym języku. Tych, którzy nie są w stanie zastosować się do tych przepisów Stolicy Świętej z powodu nieznajomości języka łacińskiego, czy też na skutek brak biegłości w nim, należy stopniowo zastąpić profesorami, którzy są do tego zdolni. Konieczną jest rzeczą, aby trudności wynikające już to ze strony profesorów, już to ze strony alumnów były pokonywane przy życzliwym poparciu profesorów a z wielką stanowczością biskupów i przełożonych.

6. Język łaciński jest żywym językiem Kościoła. Dla zaradzenia więc wzrastającej z dnia na dzień potrzebie nowego słownictwa, a także celem wzbogacenia go nowymi, stosownymi i odpowiednimi terminami, dla dorównania ogólnym wymaganiom, zgodnie z duchem języka łacińskiego – jak to stosowali święci Ojcowie i najwybitniejsi pisarze, zwani scholastykami – nakazujemy Kongregacji dla Seminariów i Uniwersytetów, aby powołała do życia Akademię Języka Łacińskiego. Szczególnym zadaniem tego Instytutu, w którym zgromadzą się uczeni ze wszystkich stron świata, znawcy języka łacińskiego i greckiego – będzie to, aby – nie inaczej, jak akademie poszczególnych państw, ustanowione dla podnoszenia poziomu języka swego narodu – podobnie dbał o należyty rozwój języka łacińskiego, o słownictwo łacińskie; jeśli będzie tego wymagał konieczność, uzupełni nowymi słowami z właściwym dla nich znaczeniem i odcieniem. Zadaniem Instytut będzie prowadzić studium nad rozwojem języka łacińskiego w poszczególnych wiekach, przede wszystkim chrześcijańskiego. Na tych studiach mają zdobyć głębszą znajomość łaciny dla właściwego i poprawnego posługiwania się nią w mowie i w piśmie ci, którzy będą wykładać język łaciński w seminariach, kolegiach, układać dekrety, wyroki, prowadzić korespondencję w Kongregacjach, w Kuriach Diecezjalnych, w Zakonach.

7. Język łaciński był bardzo związany z językiem greckim naturalnym pokrewieństwem i wpływem dawnych autorów. Z tego też względu, jak to często nakazywali Nasi Poprzednicy, zachodzi potrzeba, aby do niego przygotowywali się w szkołach typu niższego i średniego ci, którzy mają zamiar stać się sługami ołtarza. Chodzi o to, aby, gdy mianowicie rozpoczną wyższe studia, a w szczególności, gdyby chcieli osiągnąć stopnie akademickie z Pisma świętego, czy świętej Teologii, niech łatwość w dojściu i solidnym zrozumieniu, już nie filozofów greckich, których nazywać się zwykło scholastykami, ale przynajmniej oryginalnych kodeksów Pisma świętego, liturgii i świętych Ojców greckich.

8. Tejże samej Kongregacji polecamy, aby program nauczania języka łacińskiego przez wszystkich najdokładniej był zachowany. Okaże się, że ci, którzy będą się trzymać tego programu osiągną doskonałe poznanie i biegłość w tej mowie. Tego rodzaju program, jeśli rzecz tego będzie wymagać, mogą wprawdzie inaczej sformułować zebrania biskupów, ale w żaden sposób nie mogą umniejszać, ani zmieniać natury tegoż programu. Jednakże ci sami ordynariusze niech nie usiłują realizować sowich uchwał jak długo nie będą one rozpatrzone i zatwierdzone przez Świętą Kongregację.

Wreszcie to, co Naszą Konstytucją postanowiliśmy, rozstrzygnęliśmy i oznajmiliśmy, nakazaliśmy, żądamy i rozkazujemy Naszą Apostolską władzą, aby to wszystko jako prawomocne i ugruntowane we wszystkich swoich częściach trwało i pozostawało, bez względu na wszelkie przeciwne zarządzenia, chociażby godne szczególnej wzmianki.

Dane w Rzymie u św. Piotra, dnia 22 lutego 1962 r. w bazylice św. Piotra Apostoła, w czwartym roku Naszego Pontyfikatu

*) Tłumaczył z łaciny Ks. Prof. Jan Wieczorek – Opole

1. Tertull., Apol. 21., Migne, pl. 1, 394.
2. Eph. 1, 10.
3. Epis. S. Congr. Stud. Vehementer sane, ad Ep. universos, 1 iul. 1908: Ench. Cler., N. 820. Cfr. etiam Epist. Ap Pii XI. Unigenitus Dei Filius, 19 mar. 1924: A.A.S 16 (1924) 141.
4. Pius XI, Epist. Ap. Officiorum omnium, 1 aug. 1922: A.A.S 14 (1922) 452-453.
5. Pius XI, Moto Propio Litterarum latinarum, 20 oct. 1924: A.A.S. 16 (1924) 417.
6. Pius XI, Epist. Ap. Officiorum omnium, 1 aug. 1922: A.A.S. 14 (1922) 452.
7. Ibidem.
8. S. Iren., Adv. Haer., 2; Migne. PG 7, 848.
9. Cfr. C.I.C. Can. 218, § 2.
10. Cfr. Pius XI, Epist. Ap. Officiorum omnium, 1 aug. 1922 A.A.S. 14 (1922) 453.
11. Pius XII, Alloc. Magis quan, 23 nov. 1951: A.A.S. 43 (1951) 737.
12. Leo XIII. Epist. Encycl. Depuis le jour. 8 sept. 1899: Acta Leonis XIII, 19 (1899) 166.
13. Cfr. Collecio Lacensis, praesertim: vol. III, 1018 s. (Conc. Prov. Westmonasteriense, a. 1859); vol IV, 29 (Conc. Prov. Parisiense, a. 1849); vol IV, 149, 153 (Conc. Prov. Rhemense, a. 1849); vol. IV, 359, 361 (Conc. Prov. Avenionense, a. 1849); vol. IV, 349, 396 (Conc. Prov. Burdigalense, a. 1850); vol. V, 61 (Conc. Strigoniense, a. 858); vol. V, 664 (Conc. Prov. Colocense, a. 1863); vol. Vi, 619 (Synod. Vicariatus Suchnensis, a. 1803).
14. Ad Conventum interpat. „Ciceronianis Studiis provehendis”, 7 sept. 1959; in Discorsi Messaggi Colloqui del Santo Padre Giovanni XXIII, I, pp. 234-235; efr. Etiam Alloc. Ad cives dioecesis Placentinae Romam peregrinantes habita, 15 apr. 1959, L'Osservatore Romano, 16 apr. 1959; Epist, Pater misericordiarum, 22 aug. 1961: A.A.S 53 (1961) 667; Alloc. In sollemni auspicatione Collegii Insularum Philippinarum de Urbe habita, 7 ect. 1961: L'Osservatore Romano 9-10 ect. 1961: Epist, Iucuda laudatio, 8 decemb. 1961: A.A.S. 53 (1961) 812.
15. Pius XI, Epist. Ap. Officiorum omnium, 1 aug. 1922; A.A.S. 14 (1922) 453.
16. Epist. S. C. Studiorum, Vehementer sane, 1 iul. 1908: Ench. Cler. n. 821.
17. Leo XIII, Litt. Encycl. Providentissimus Deus, 18 nov. 1893: Acta Leonis XIII, 13 (1893) 342; Epist. Plane quidem intelligis, 20 maii 1885, Acta. 5. 63-64: Pius XII, Alloc. Magis quam. 23 sept. 1951: A.A.S. 43 (1951) 737.

List Świętej Kongregacji dla Seminariów i Uniwersytetów do ordynariuszów miejscowych w sprawie należytego pielęgnowania języka łacińskiego

W kolejnym odcinku naszego cyklu: Dokumenty zapomniane po Drugim Soborze:

LIST ŚWIĘTEJ KONGREGACJI DLA SEMINARIÓW I UNIWERSYTETÓW DO ORDYNARIUSZÓW MIEJSCOWYCH W SPRAWIE NALEŻYTEGO PIELĘGNOWANIA JĘZYKA ŁACIŃSKIEGO

(Rok Pański 1958 - 49 lat temu)

(A.A.S., tom 50, str. 292)

Ekscelencjo,

Zachęcano w ciągu wieków alumnów seminariów duchownych słusznymi i uzasadnionymi zarządzeniami do nauki języka łacińskiego i jego umiłowania. Przypuszczamy, że Ekscelencja, tak zabiegając o należyte według swych możliwości wykształcenie młodzieży duchownej, bierze pod uwagę, jak bardzo przepisy Kościoła nalegają na pilne zdobywanie wiedzy humanistycznej w ogóle, a zwłaszcza znajomości języka łacińskiego przez tych, którzy zdążają do kapłaństwa. Dobrze bowiem wiemy, że język ten w wybitny sposób jest właściwy kapłanowi, ma bowiem kapłan posługiwać się tą mową, gdy święte czynności wykonuje, zastępując Chrystusa przed Bogiem. Niewątpliwie już z tytułu świętego urzędu nie tylko ma być obeznany z tym językiem, ale rzeczywiście ma być w nim jak najbardziej biegły.

W naszych czasach utarła się opinia, że kapłani nie są w tej szczytnej wiedzy tak wykształceni, jak ich poprzednicy, którzy w dawnych czasach zyskali sobie dzięki niej powszechne uznanie. Stąd słyszymy często tu i ówdzie, że znajdują się kapłani niedawno wyświęceni, którzy w tych sprawach, dotyczących języka łacińskiego cierpią na taką nieznajomość, że nie potrafią dobrze mówić lub pisać, nie popełniając błędów gramatycznych. Nie rozumieją nawet najprostszych autorów.

Gdzie należy szukać przyczyny tych braków? Będzie to wszystkim jasne, kiedy choć na krótko przyjrzą się w jaki sposób nasi alumni są obecnie nauczani. Przyznać pewnie musimy, że studium języka łacińskiego w naszych seminariach jest zaniedbane i że nasze szkoły wcale nierzadko straciły sławę naukową, dzięki której zażywały autorytetu i były przykładem, umiejąc w sposób doskonały połączyć kulturę języka z umiłowaniem dobra i cnoty. Niestety wiek nasz niczego innego nie czyni, ani chciwiej nie pożąda nad wygody i korzyści życia. Wiek nasz wydaje się odrzucać z pogardą wszystko to, co ma smak piękna i pilności w naukach i w wykształceniu humanistycznym.

Ażeby nikt nie sądził, że przesadzamy, mówiąc o brakach języka łacińskiego w seminariach naszych, przytoczymy kilka przykładów przedłożonych Świętej Kongragacji. Mianowicie przez wizytatorów apostolskich, którzy niedawno w poszczególnych krajach gruntownie badali system studiów, otrzymaliśmy bardzo smutne sprawozdania. Owszem nie brakło i takich, którzy zaniepokojeni widokiem wzmagającego się zła sami od siebie naszą uwagę zwrócili na tę sprawę. Wszyscy ci ludzie z racji urzędu, którzy piastują, są wiarygodni i ponad wszelkie podejrzenie wyżsi, jak przełożeni uniwersytetów, rektorowie i profesorowie seminariów oraz pewni ludzie świeccy, cieszący się wcale niemałym autorytetem i starający się usilnie o dobro Kościoła.

Nas jednak poruszyło przede wszystkim zwrócenie się bardzo wielu biskupów, którzy obszernie i prawie tymi samymi słowami donoszą o szkodach grożących Kościołowi, jeśli się nie użyje odpowiednich i właściwych środków. Skarżąc się na smutny stan języka łącińskeigo, ubolewają głównie nad jego nieznajomością, ponieważ alumni naszych instytutów zdają się zbyt mało zajmować przedmiotami filozoficznymi i teologicznymi, lub słabo je tylko traktować. Jeśli bowiem kandydaci do kapłaństwa nie znają języka łacińskiego bardzo dobrze, co także przewielebni Księża Biskupi słusznie stwierdzają, to pisma Ojców, definicje i edykty soborów, dokumenty papieskie, zdania teologów, słowem najobfitsze dokumenty całej tradycji nie mogą im odsłonić swych skarbów. Dlatego Święta Kongregacja nie wahała się przyjąc licznych wezwań, które zewsząd do niej napływały. Żywiąc nadzieję, że sprawę uczyni pożyteczną oraz zrozumiałą dla wszystkich postanowiła, żeby zebrano w zbiory pewne dokumenty ostatnich Papieży mówiące jasno o tej sprawie. Kto bowiem otworzy ten tomik, łatwo się przekona, z jaką siłą argumentacji naszym młodzieńcom jest zalecany język łaciński, którego z całą pilnościa i troską winni się uczyć. Przytoczyliśmy wypowiedzi Papieży, aby wszystkim do których się to odnosi, bez wątpienia było jasne, co należy czynić i by to, co przez ich usta rozkazuje Kościół, zostało jak najsumienniej i bez zwłoki wprowadzone w czyn. Żeby jednak tym głębiej zrozumieć postanowienia, warto sobie zadać trud pokazania odpowiednich środków, których trzeba użyć, by zaradzić złu. Trzeba je roztropnie dobrać, by ich liczba była wprawdzie mała, ale skuteczność jak największa.

I. Nikt nie może wątpić, że pierwszym krokiem na drodze do przywrócenia językowi łacińskiemu pierwotnego rozkwitu i żywotności będzie odpowiedni dobór nauczycieli. Jasne jest mianowicie, że nie można spodziewać się żadnego postępu w tej dziedzinie, dopóki dziełu temu będą oddani nauczyciele niezdolni. Albowiem wizytatorowie apostolscy zgodnie stwierdzają, że stąd przeważnie pochodzą bardzo smutne następstwa, że urząd nauczania był często powierzany nieodpowiednim nauczycielom. Ordynariusze więc winni się troszczyć o to, żeby uczniów powierzano tylko biegłym nauczycielom, zwłaszcza tym, którzy na postawie głębszych i sumienniejszych studiów na uniwersytetach stali się doświadczonymi w wychowaniu i nauczaniu. W wypadku braku tychże należy usilnie zabiegać o wykwalifikowanie takich nauczycieli.

II. Aby jednak łatwiej i gruntowniej uczyć się języka łacińskiego, alumni seminariów winni zajmować się gorliwie podstawowymi wiadomościami tego języka. Prosta zaś metoda powinna być starannie dobrana: mianowicie tylko tak należy podać materiał uczniom, by go przepracowali, umiłowali, oraz miłując jak najlepiej się go uczyli.

Są i tacy, którzy idąc za ostrzejszą opienią, poświęcają za dużo czasu i staranności filologicznym badaniom, oraz zapełniajac umysły uczniów zbyt naukowymi i nigdy nie kończącymi się dociekaniami. Cóż dziwnego, że alumni będą się opieszale zabierali do tak obszernego materiału i będą odczuwali do niego odrazę?

Inni zaś sprzyjając niektórym poprzednim zarządzeniom są zdania, żeby uczniowie którzy zdobyli niektóre dopiero wiadomości konieczne do pisania i mówienia, jak najprędzej oddali się lekturze dzieł wielkich autorów. Skutek jest taki, że uczniowie pozbawieni podstawowych wiadomości są powstrzymywani róznego rodzaju trudnościami, że nie są zdolni do właściwego wyjaśnienia tego co czytają. Dlatego często się zdarza sytuacja, że uczniowie zniechęceni bezskutecznymi i bezowocnymi początkami upadają tak dalece na duchu, iż tracą nadzieję zdobycia tego, co sobie przedsięwzięli zdobyć.

Ponieważ wszystko, co przekracza granice i miarę jest szkodliwe, winniśmy się trzymać środka. Wydaje się nam więc, że odpowiednim i skutecznym nauczaniem alumnów będzie takie, w którym – po odpowiednim dobraniu dzieł nadających się do nauczania podstaw gramatycznych i konstrukcji zdaniowych – przy pomocy licznych ćwiczeń doszliby do przezwyciężenia trudności i powoli do właściwej interpretacji autorów.

Jakich zaś należy dobierać autorów? Nie powinniśmy się jedynie zadowolić autorami strożytnego Rzymu, ale także winniśmy cenić autorów całego świata łacińskiego, którzy czy to czystościa języka i płynnością mowy, czy rodzajem wymowy zbliżają się do autorów złotego wieku. Język bowiem łaciński nigdy nie był w takim położeniu, by nie znalazł wybitnych wielbicieli odznaczających się nie tylko elegancją, ale i wiedzą. Uczniowie mogą więc czerpać przykład i zachęte u wszystkich autorów każego wieku. Na podstawie dostatecznych argumentów faktycznie będa mogli dojsć do przekonania, że język łaciński nie jest czymś martwym, ani czymś anemicznym pokrytytm prochem wieków, ani czymś nieużytecznym do życia codziennego, lecz narzędziem i nosicielem wiedzy i kultury, przez które nasza kultura pod przewodnictwem Kościoła jako kierownika i nauczyciela została uformowana – i że przeto nadal po dzień dzisiejszy zachowuje swoją prawną i uzasadnioną wartość i skuteczność.

III. Wreszcie pozostaje nam jeszcze jedno ważne polecenie, żeby alumnom została dana odpowiednia możliwość do nauczenia się języka: ażeby bowiem rozumieli się na jego prawidłach i ich użyciu, wymaga się wiele czasu i trudu, zwłaszcza dlatego, że niemałe przeciwstawiają się trudności. Co więc należy sądzić o metodach nauczania (dowiedzieliśmy się, że istnieją takie w pewnych seminariach), które przewidują dla studium języka łacińskeigo tak małą ilość godzin? Niektórzy podają usprawiedliwienie, że zmusiły ich do tego większe konieczności: mówią bowiem, że alumni nie mogą otrzymać stopni akademickich publicznie zatwierdzonych, jeżeli nie będą respektowali sposobu nauczania przepisanego przez władze cywilne. Takiego usprawiedliwienia jednak nie można aprobować. Ponieważ bowiem Kościół w gruntownym kształceniu swoich kandydatów do kapłaństwa ma swoje szczególne cele i do nich zdąża, cieszy się także własnymi prawami z których żadną miarą zrzec się nie może; zreszta wszystkim jest znane, że istnieją seminaria, w których uczniowie uczą się łaciny i zdobywają stopnie akademickie.

Uważaliśmy, że powinniśmy Ekscelencji to zakomunikować; zaiste zdają się to być rzeczy tak wielkiej wagi i znaczenia, że zasługują na jak największą troskę i staranność z Ekscelencij strony. Jesteśmy pewni, że w seminarium wszystko ułoży się według powyższych norm i życzeń i chętnie się to urzeczywistni.

W tej nadziei życzymy Ekscelencji z serca wszystkiego najlepszego i pozdrawiamy w Panu.

(-) I. Kard. Pizzardo, Prefekt
(-) C. Confalonieri, Sekretarz

środa, 8 sierpnia 2007

Msza na rogu ławeczki

Mszę na rogu ławeczki odprawia dominikanin o. Paweł Pobuta z Gdańska.
Majówka 2007 w Górach Sowich.

Foto: DA Górka

wtorek, 7 sierpnia 2007

Saleziomale

Jak donosi Dziennik Łódzki - Ojcowie salezjanie zaproponowali raperom przełożenie słów Chrystusa na język muzyki hiphopowej. Właśnie rozpoczęły się nagrania do awangardowej płyty "Osiem błogosławieństw". To kontynuacja idei hiphopowego dekalogu, który narodziła się kilka lat temu w głowach kleryków Salezjańskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi.

- W tamtym przedsięwzięciu uczestniczyli znani raperzy, teraz poprosiliśmy osoby całkiem nieznane, które nigdy nie miałyby szans na wypromowanie się - mówi salezjanin Przemek "Kawa" Kawecki, zajmujący się młodzieżą zagrożoną przez biedę i patologię.

Jak tłumaczy duszpasterz, to "zawodnicy, którzy snują się po ulicach, a przy okazji chcą zrobić coś pozytywnego. Dlatego tworzą RAP". Olafa z łódzkiego duetu Panaceum, który przygotował siódme błogosławieństwo: "Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię", ksiądz poznał na katechezie w łódzkiej szkole gastronomicznej. Katechetka ostrzegła duchownego, żeby przed wejściem do klasy złożonej ze zwalczających się kibiców ŁKS i Widzewa pomodlił się, bo ona boi się tam wchodzić.

- Praca nad projektem muzycznym zmusiła mnie do przeczytania kawałka Ewangelii. Zauważyłem, że to mądry, prawdziwy, mocny tekst jest - podkreśla Arti, kolega Olafa.

Płycie, której premiera planowana jest tuż po wakacjach, będzie towarzyszyć książka "Siła serca kontra siła pięści". Poznamy w niej skina, który stał się dobrym mężem i ojcem, satanizującego metalowca przemienionego w radykalnego chrześcijanina oraz chuligana, który dzięki pomocy św. Jana Bosko uniknął więzienia. Planowany nakład książki i płyty - ok. 5 tys. egzemplarzy.

- Do gimnazjalistów, którzy przeżywają trudny okres, z pewnością trafią treści opowiedziane ich językiem. Chętnie zaproszę raperów do szkoły - mówi Ewa Ćwikła, dyrektor Gimnazjum nr 40 w Łodzi. (hod.)

czwartek, 2 sierpnia 2007

Korespondencja czytelnika w sprawie sytuacji we Francji

Otrzymaliśmy niedawno list od czytelnika, który podzielił się z nami ciekawym świadectwem.
Ostatnio gościłem - pisze on - przyjaciół z Francji, katolików, którzy ze zgorszeniem komentowali wygodnictwo tamtejszych księży. W jednym z kościołów większego miasta w południowej Francji, jedyną niedzielną Mszę Św. koncelebruje zwykle kilku kapłanów. W tym czasie w promieniu kilkudziesięciu kilometrów z powodu "braku księży" w niedzielę kościoły są zamknięte, Msza Św. odprawiana jest raz na kilka tygodni lub co pół roku. Nie chcieli wierzyć gdy im mówiłem, że polski kapłan na Ukrainie, Białorusi lub na Syberii ciągle jest w drodze obsługując kościoły filialne, jeżdżąc samochodem, pociągiem czy samolotem .
To trudno nam zrozumieć, a właściwie łatwo pojąć dlaczego nie w smak im (Francuzom) powrót Mszy Świętej Wszechczasów!

środa, 1 sierpnia 2007

Przystanek Woodstock - Wersja light dla wrażliwych

Przed paroma dniami rozpoczął się kolejny, coroczny zjazd wyznawców nowej ewangelizacji pod nazwą "Przystanek Jezus". Ta swoista religijna wersja light "Przystanku Woodstock" Owsiaka, ściągnęła do Kostrzyna zastępy wesołej młodzieży.

Zdjęcie z tegorocznego PJ2007. Znajduje się ono w internetowej galerii Przystanku, w albumie Eucharystia. Siedzące w tle postacie sugerują, że scena ma miejsce rzeczywiście podczas niej.

Owsiak - wykreowany przez komercyjne media na młodzieżowy autorytet - prowadzi swoją wielką, demoralizującą akcję w czasie wielkiego show, na wielkiej scenie, przy efektownym oświetleniu i przy perfekcyjnie przemyślanej organizacji. Uderza w młodych ludzi kakofonią pseudomuzycznych dźwięków, podczas gdy oni zbydlęcają się w kurzu lub w błocie, nafaszerowani alkoholem lub narkotykami. Udział w tym przerażającym spektaklu stanowi dla młodzieży swoistą nagrodę za wzorowo przeprowadzaną, coroczną charytatywną zbiórkę pieniędzy przekazywanych biednym dzieciom. Sumienie, uspokojone dokonaniem tego pozornie wielkodusznego aktu, pozwala teraz na tak ordynarne odreagowanie całorocznego trudu życia. Młodzież odzyskuje na nowo siły upadlająco tarzając się w szalonej ciżbie, kosztując przygodnego seksu, wyzwalając się od wszelkich kulturowych i cywilizacyjnych konwenansów. Dokonuje się swoiste zezwierzęcenie, które taktowane jest jako chwila wytchnienia od ciężkiego jarzma bycia człowiekiem.

Kolejna scenka z Eucharystii z przebierańcem u stopni ołtarza.

Patrząc na tą demoniczną imprezę, bardzo szczytnym założeniem staje się obecność na niej chrześcijan, którzy nie pozwolą na całkowite odczłowieczenie jej uczestników. Można tylko doceniać tych odważnych katolików, którzy ze świadomością ciążącej na nich odpowiedzialności, w bezkompromisowy sposób niosą tym zagubionym ludziom zwykłą, ludzką pomoc, a przy tym głoszą jeszcze Dobrą Nowinę.

A to Jutrznia. Jak można się domyślić, przystankowicze rozpoczynają dzień bardzo beztrosko i wesoło.

Tym bardziej więc żal, gdy tak szczytne działanie podejmują osoby, które w kościołach, w czasie Mszy św. i innych nabożeństw, oddają się temu samemu nastrojowi, który panuje nieopodal na owsiakowych bachanaliach. Obserwując zdjęcia z Eucharystii czy Jutrzni, które dotychczas odbywały się na Przystanku Jezus, nieodzownie nasuwają się pytania czy to chrześcijanie mają ewangelizować owsiakowców, czy to raczej tym ostatnim udało się już doszczętnie otumanić ewangelizatorów?

Kolejna scena z Jutrznii. W tle widoczne tabernakulum.

Gdy widzi się błaznów, przebierańców, roztańczony tłum powiewający jakimiś kolorowymi szmatami przed Najświętszym Sakramentem, w czasie Mszy św., można powziąć wątpliwość, czy tym ludziom naprawdę zależy na przekonaniu kogolowkiek do zmiany swojego życia? Na czym atrakcyjność takiej zmiany miałaby polegać, skoro "po drugiej stronie" sposób życia praktycznie się nie zmienia? Odnieść można także wrażenie, że gdzieś w tym wszystkim gubi się sam Bóg, jego łaska, cześć, pomoc, działanie, obecność,... zaś na Przystanek Jezus przyjeżdżają ludzie, którzy chcą zakosztować tego samego rozprzężenia, co radykalni owsiakowcy, tylko w wersji light, w ładnym parareligijnym opakowaniu.

Jutrznia raz jeszcze. Błazeńska parada przebierańców przemierza przez kościół.

Oddzielną kwestią pozostaje prawowierność treści, którymi żyją przystankowi ewangelizatorzy. Na ile ich akcja czerpie ze sprawdzonych wzorców katolickich? Okazuje się, że już sam styl efektownej, rozkrzyczanej, chaotycznej i ekspresyjnej metody prowadzenia nabożeństw przypomina raczej mityngi zielonoświątkowych wspólnot. Do tego weźmy jeszcze oparcie duchowej strony Przystanku na tzw. czterech prawach życia duchowego, lansowanych przez protestancki Ruch Nowego Życia.

Polecamy Rozprawę krytyczną o „czterech prawach duchowego życia”.

Pisaliśmy już o Ruchu Nowego Życia z okazji wizyty w Polsce Josha McDowella.

Zobacz reportaże z ubiegłorocznego Przystanku: Papierowa religia oraz Przystanek Jezus 2006.

Zamieszczone powyżej zdjęcia pochodzą z Galerii Przystanku Jezus 2007.