środa, 31 stycznia 2007

Kościół łaciński tylko z nazwy

Język łaciński w Kościele wymiera - uważa o. Reginald Foster. 68-letni karmelita od 38 lat tłumaczy na łacinę papieskie teksty. Ostatnio przełożył encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est". Zakonnik jest przekonany, że znajomość języka łacińskiego zaniknie, gdyż "nikt we właściwy sposób nim się nie zajmuje".

- Nie jestem optymistą co do łaciny. Młodzi księża i biskupi nie studiują go - powiedział pochodzący z Milwaukee w USA zakonnik, który tłumaczy na łacinę papieskie przemówienia i listy. Z drugiej strony z pewną dozą optymizmu patrzy w przyszłość wskazując na utworzoną niedawno Akademię Łacińską w Rzymie. - Jest to ostatnia próba, aby uchronić ten język przed wymarciem - powiedział w rozmowie z brytyjskim dziennikiem "Sunday Telegraph". O. Foster ma 130 studentów. Nie zdradził jak finansowana jest uczelnia.

Karmelita z żalem mówi, że klerycy w seminariach duchownych nie są już zobowiązani do nauki łaciny przez co nie mogą czytać podstawowych traktatów teologicznych. Jego zdaniem nie można dobrze poznać pism św. Augustyna np. w języku angielskim.

- On myślał w łacinie - podkreślił i dodał: - To tak jakby słuchać Mozarta z szafy grającej. Jego codzienność była przesiąknięta łaciną. Zakonnik podkreślił, że w jego klasztorze w San Pancrazio podobnie jak przed 45 laty cały czas rozmawia się po łacinie. - Dzisiaj studenci nie rozumieją już tego języka i nie obwiniam ich za to, gdyż nie jest to ich wina - powiedział zakonnik.

Zakonnik jest przekonany, że Benedykt XVI nie zgodzi się na szerokie rozpowszechnienie Mszy trydenckiej w języku łacińskim przede wszystkim dlatego, aby uniknąć kontrowersji. Jego zdaniem choć Paweł VI przystał na to, aby łacina była w większym stopniu używana w Watykanie to młodzi członkowie katolickiej hierarchii nie podchodzą do niej z wielkim entuzjazmem. - Ten język nie jest wcale trudny. Nie trzeba specjalnych zdolności, aby opanować łacinę. W Rzymie rozmawiali kiedyś po łacinie prostytutki, żebracy i stręczyciele, dlatego musi to być dla nas nadzieją - powiedział tłumacz papieskich tekstów.

KAI

poniedziałek, 29 stycznia 2007

Katolik - co to właściwie dzisiaj oznacza?

Czy zwróciliście uwagę iż słowo "Katolik" nie posiada już jednego, konkretnego znaczenia? Zauważcie, że przed Drugim Soborem Watykańskim, słowo "Katolik" było jednoznaczne i wszyscy wiedzieli, co dokładnie ono oznacza. Katolikiem nazywano człowieka, który wierzył we wszystko, czego naucza Kościół, bierze udział w niedzielnej Mszy świętej i jest posłuszny Ojcu świętemu i swojemu biskupowi. Oczywiście, i wtedy byli tacy, którzy niezbyt przestrzegali powyższych reguł, ale przynajmniej 99% wierzyło tak samo i w to samo.

Wiele osób, nadal uważających się za Katolików, obecnie odrzuca podstawowe elementy doktryny katolickiej i nauczania moralnego, jak np. nieomylność papieską, Rzeczywistą Obecność Pana Boga w Najświętszym Sakramencie, ofiarny charakter Mszy świętej, Bóstwo Jezusa Chrystusa, jako drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej; albo fakt iż antykoncepcja, aborcja czy homoseksualizm to grzechy śmiertelne, itd.

Poważną konsekwencją tego "fenomenu" jest fakt, iż słowo "Katolik" jest obecnie określeniem nad wyraz wieloznacznym, ma ono różne znaczenie dla różnych osób. Jeśli więc ktoś mówi wam iż "jest Katolikiem", nie będzie głupie spytać się go, aby sprecyzował, do której "odmiany" Katolików się zalicza.

Nie znam wszystkich "rodzajów" czy "odmian" Katolików, ale oto kilka z nich, które przychodzą mi do głowy: Ortodoksi (czyli: wierni nauczaniu Kościoła), tradycjonaliści (czyli: liturgia i Msza św. tylko po łacinie), liberałowie/postępowcy (czyli: kawiarenka "katolicyzm" - dla każdego coś miłego), marksiści, przedsoborowcy, soborowcy, indyferentyści, sedewakantyści (czyli: Pius XII ostatnim legalnym papieżem), lefewryści (członkowie i sympatycy Bractwa św. Piusa X), itd. Co najdziwniejsze - oni wszyscy nazywają się "Katolikami". Ale ich postawę można w pewnym stopniu usprawiedliwić tym, iż od wielu dziesięcioleci władze Kościoła tolerowały i tolerują nadal wszelkie odstępstwa, nieposłuszeństwa i herezje.

Od kiedy w 1965 r. zakończono Drugi Sobór Watykański, w Kościele katolickim panoszy się totalny brak dyscypliny. Każdy robi głównie to, co lubi, a żadna z władz Kościoła nie czyni niczego, aby się temu trendowi przeciwstawić. Nie jestem odosobniony w tym przekonaniu - słyszałem podobne słowa na wykładzie jednego z kardynałów, wygłoszonym w sali hotelowej, 200 jardów od Watykanu. Wśród wielu błędów, jakich dzisiaj swobodnie naucza się na katolickich uniwersytetach i w seminariach, prawdopodobniej najbardziej szkodliwym jest zachęcanie młodych ludzi do stosowania zasad "etyki sytuacyjnej", pewnej odmiany konsekwencjalizmu
(przeciwieństwa pryncypializmu - przyp mój - Dextimus). Jest to moim zdaniem jedna z przyczyn tego iż obecnie mamy tak wielu homoseksualistów wśród duchowieństwa i tak wiele spraw sądowych o molestowanie nieletnich.

W Kościele katolickim przez ostatnie 40 lat możemy zauważyć ziejącą przepaść między tym, czego Kościół naucza i sposobem, w jaki rządzi i jest rządzony. Nauczanie jest z reguły spójne z przeszłością, ale rządy - już nie. Kościół został zaatakowany przez współczesnego ducha demokratyzacji, czego wynikiem jest iż osoby posiadające władzę bardzo niechętnie podejmują jakiekolwiek decyzje lub wydają polecenia, jeśli uprzednio nie otrzymają stosownego zalecenia wyprodukowanego przez jakiś komitet czy komisję.

To nie jest sposób, w jaki działał św. Paweł. Nie wierzycie? Poczytajcie jego listy pasterskie i ostrzeżenia przed fałszywymi nauczycielami. To nie jest sposób, w jaki rządzili bł. Pius IX, Leon XIII, św. Pius X, Pius XI albo Pius XII. To byli szefowie, przełożeni pełną gębą i każdy zdawał sobie z tego sprawę. Moderniści byli ekskomunikowani, a osoby nieposłuszne były karane. Np. pewien kardynał jezuita sprzeciwił się Piusowi XI w latach 20-tych XX wieku i papież odebrał mu czerwony kapelusz i zdegradował go z powrotem do statusu zwykłego kapłana
(mowa zapewne o ks. Ludwiku Billot SJ zmuszonym do rezygnacji w 1927 r. - przyp. mój - Dextimus).

Nie wiem, gdzie leży rozwiązanie powyższego problemu, ale wydaje mi się iż silne i sprawiedliwe sprawowanie władzy papieskiej i biskupiej oraz wymaganie posłuszeństwa i ortodoksji powinno przywrócić sprawom ich właściwe miejsce. Ci, którzy już nie wierzą w to, co Kościół do wierzenia podaje, powinni być zmuszeni do uznania iż już nie są prawdziwie Katolikami i że sprawą elementarnej uczciwości i honoru jest dla nich opuszczenie Kościoła, gdyż Katolikami są jeno z nazwy; w rzeczywistości są protestantami, agnostykami lub kimś jeszcze gorszym.

I wcale nie potrzeba żadnych nowych przepisów i praw. Mamy setki z nich, które nie są wprowadzane w życie, np. obowiązek noszenia odpowiedniego stroju duchownego przez kapłanów i zakonników albo obowiązek wykładu całej nauki katolickiej, jaką możemy znaleźć w katechizmie. Jeśli władze Kościoła choćby zaczną wdrażać swoje własne prawa i wymagać stosowania własnych przepisów, w ciągu kilku lat słowo "Katolik" znowu zacznie znaczyć jedno i każdy będzie wiedział, co ono właściwie oznacza. Powinno to również wyeliminować obecny zamęt w Kościele katolickim.

o. Kenneth Baker SJ
redaktor naczelny
Homiletic & Pastoral Review
Styczeń 2007

Święto islamu w Kościele posoborowym

26 stycznia Kościół posoborowy świętuje Dzień Islamu. Różnorakie modernistyczne wspólnoty prześcigają się wówczas w organizowaniu międzyreligijnych "modlitw". O jednej z takich imprez informuje Gaz-Wyb:

Atmosfera pojednania i braterstwa wypełniła kościół akademicki KUL w czasie spotkania z okazji VII Dnia Islamu w Kościele katolickim.

- Witam moich braci i siostry chrześcijan i muzułmanów. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Salam alejkum - powitał zebranych ks. Stanisław Gródź. Wspólna modlitwa uwielbienia Boga zgromadziła zarówno katolików, jak i mieszkających w Lublinie muzułmanów na czele z imamem Nidalem Abu-Tabaqiem.

Zaczynając wspólną modlitwę ks. Gródź podkreślił, że źródło obu religii jest wspólne, a chrześcijaństwo wraz z judaizmem i islamem tworzą jedną rodzinę religii monoteistycznych.

- Międzyreligijny dialog jest dawaniem świadectwa własnej wiary. Jest poznawaniem innych ludzi i wyrazem szacunku dla nich - dodał.

Do modlitwy wezwał po arabsku muezin śpiewając "Allah akbar", po czym muzułmanie cytowali wersy Koranu sławiące wielkość Boga.

- Chcę w tym miejscu przypomnieć, że Allah nie jest obcym Bogiem. Arabscy chrześcijanie też mówią o Bogu "Allah". To nam pokazuje, że wierzymy w tego samego Boga - mówił imam Nidal. Stwierdził też zdecydowanie, że wiara i miłość do Boga nie pozwalają na nienawiść do istot stworzonych przez Niego. - To obłudna miłość - mówił.

Dzień Islamu w Polsce ustanowił Episkopat Polski w 2000 r. Jest to wyjątkowy w chrześcijańskiej Europie wyraz szacunku dla muzułmanów. Podkreślał to przewodniczący rady episkopatu ds. dialogu religijnego bp Mieczysław Cisło. - Kościół polski nawiązuje do wielkiego dziedzictwa naszego narodu, gdy przed wiekami żyliśmy jako Polacy - chrześcijanie, żydzi i muzułmanie. To dziedzictwo teraz ożywa - mówił bp Cisło.

O relacjach chrześcijaństwa z islamem pisaliśmy już w Kronice, w artykule: Chrześcijanie i muzułmanie nie wierzą w tego samego Boga.

niedziela, 28 stycznia 2007

Biskupi jako kościelny gen "p53"

Zaprzyjaźniony serwis msza.net zamieścił świetny tekst diagnozujący obecny stan Kościoła w Polsce. Pozwalamy sobie zamieścić go w całości.

W pewnej bibule FSSPX przeczytałem ongiś tekst bpa Fellay, który koncentrował się wokół tezy: "Kryzys Kościoła jest kryzysem biskupów".

Jest to teza słuszna i prawdziwa.

To biskupi są (powinni być) ikonami, ustami i ramionami Chrystusa - Pana i Głowy Kościoła.
(Kapłani i diakoni to ich pomocnicy i zastępcy do specjalnych poruczeń. Też ważni, bo to w końcu "duchowi lekarze pierwszego kontaktu", ale to biskup - z wyjątkami zastrzeżonymi papieżowi - reprezentuje i uosabia na danym obszarze władzę samego Boga.)

Z medialnych zadym związanych z osobami abpa Milingo, kard. Law'a, bpa Śliwińskiego, abpa Paetza czy abpa Wielgusa pożytek jest taki, że również na sennych, zachmurzonych, nadwiślańskich równinach pojawia się u ludu wiernego świadomość wagi problemu pt. kondycja współczesnego "epidiaskopu".

Powiem tak: do niedawna miałem jeszcze złudzenia, że w konfrontacji ze zdegenerowanym katolicyzmem zachodnioeuropejskim stoimy na mocnym gruncie, jakim są właśnie nasi arcypasterze.

Ostatnie wypadki skłoniły mnie jednak do porzucenia ogólnikowych ocen bytów zbiorowych oraz do przyjrzenia się poszczególnym jednostkom.

Owóż: nie jest wesoło.

Problemata wyróżniłbym następujące:

1) HIBERNATUSI

Fakt, że Kościół zawsze był (i wciąż jest) obrońcą i ostoją prawdziwej człowieczej wolności i godności, polskości i niepodległości, przyzwoitości i cywilizacji, był, powiadam, widoczny szczególnie jaskrawo - bo w kontraście do komunistycznej barbarii.

Społeczny autorytet duchowieństwa był wtedy bodaj najwyższy w całych dziejach Polski. Gdyby nawet duchowni zarzynali i jedli na surowo małe dzieci, a TVP pokazała trasmisję tego horroru na żywo - ludność cywilna jedynie zacmokałaby nad tym, jakież to nowe technologie trickowe orły Kiszczaka z Holyłudu wykradły.

Teraz skończyły się czasy taktownego zamilczania upadków moralnych lub dogmatycznych, przejawów słabości charakteru czy umysłu, czasy nie pokazywania kwitów, wad, przywar i brodawek koło nosa w imię zwartości frontu narodowego oporu.
Teraz prasa musi wykazać się bezkompromisowością i zarobić kaskę, kaskę, kaskę, jeszcze więcej kaski...! Sezon ochronny skończył się bezpowrotnie.

Takie są (smutne) fakty, z którymi po prostu trzeba się liczyć.

2) FRAKCJA GWIAZDORÓW i FRAKCJA PRZEZROCZYSTYCH (nb. nawzajem się nie znoszące)

Czy pojawią się wkrótce anonse "Kupię radio bez Życińskiego?", "Kupię telewizor bez Pieronka?" Jak wytłumaczyć niektórym hierarchom, że noszące wszelkie znamiona nałogu "parcie na szkło", "mikrofonofilia" i pogrążanie się w politycznej bieżączce podrywa autorytet biskupa i – tak! – zwyczajnie zabiera mu bezcenny czas?

Na przeciwnym biegunie są biskupi, których nagłą śmierć albo emigrację (nie obwieszczoną w mediach) diecezjanie zauważyliby chyba dopiero po paru latach.

Nie każdy ma wrodzoną charyzmę, to prawda.

Ale każdy biskup ma, na mocy święceń, charyzmat przewodzenia, rządzenia, nauczania, uświęcania. Jedyne, co musi zrobić, to otworzyć usta i zdawać się (jak najczęściej i jak najmocniej) na obiecaną mu pomoc Ducha Świętego.

Ale aby te usta otworzyć, trzeba jednak wyjść z pełnego miłego ciepełka grajdołka profesorskiego, z niekończących się imienionowo-rocznicowych posiedzeń przy kawusi i likerku, oderwać się na chwilę od wierszopisania, ogrodnictwa, "pobożnej turystyki" itp.

3) SYNDROM MARTY

Nasze odziane w purpurę Marty troszczą się o wiele. O baaaaaardzo wiele.
Podczas gdy jednego tylko trzeba.

Są przecież ludzie, w tym także duchowni niższego szczebla, którzy świetnie sobie poradzą z kurialnymi formalnościami, ze śledzeniem postępów paleontologii, z robieniem prasówek krajowych i zagranicznych, z lokalnymi układami politycznymi, z zadaniami wstęgowo-orderowo-kropidlanymi, z zacieśnianiem multilateralnych stosunków międzynarodowych umęczonej Ojczyzny naszej... itd.

Natomiast biskupa w jego funkcji proroka, świadka wiary, tego, którego słowa burzą i budują, sadzą i wyrywają, do głębi przenikają serca, mózgi, nerki i inne podroby słuchaczy, w funkcji pierwszego i najważniejszego formatora diecezjalnego duchowieństwa, ale też i zwykłych wiernych – nie zastąpi nikt.

4) DUCHOWA ANTYKONCEPCJA / IMPOTENCJA

Część biskupów umiera "bezdzietnie", bez godnych następców tronu.

I tak być musi, jeśli seminarium traktuje się jako technikum katechetyczne, jako szmuglerski prom, którym na brzeg pn. "kapłaństwo" przewozi się cichcem ludzi, którzy nigdy nie powinni się do niego choćby zbliżyć.

Niechby nawet ci nowowyświęcani księża byli niedouczeni, karmieni nie solidną nauką Papieży, Soborów, Ojców i Doktorów, ale tą współczesną, wtórną, przyczynkarską teologią "impresjonistyczną". Trudno.

Ale niechże taki ksiądz będzie duchowo i liturgicznie uformowany tak, żeby Duch Święty mógł w nim i przez niego działać bez znaczących przeszkód. Żeby zawsze znalazło się choć kilkoro ludzi, którzy powiedzą o nim "święty ksiądz".

Seminarium powinno być obozem szkoleniowym duchowych desantowo-szturmowych jednostek specjalnych, a nie miejscem, gdzie się zdobywa upragnioną magisterkę z pedagogiki umożliwiającą zatrudnienie w szkole, a do tego nasiąka się mentalnością kastową, "duchem korporacyjnym", notablowskim zblazowaniem i wiedzą z zakresu technologii wkręcania się na posadki.

Selekcja powinna być staranniejsza, nawet za cenę braków kadrowych. Jeden święty ksiądz "obskakujący" trzy nieobsadzone parafie potrafi zdziałać dla dusz więcej, niż piętnastu letniawych "funkcjonariuszy kultu", którzy przywdziali sutanny z braku lepszego pomysłu na życie.

Pewnie, że w statystykach wygląda to blado. Ni ma chórów, ni ma, panie, oddziałów Caritasu i Akcji Katolickiej, pielgrzymek autokarowych, itp., itd.

Ale za to więcej narodu naprawdę przejmie się Panem Bogiem i samo będzie takiego księdza szukać, choćby był daleko i trzeba było się z nim umawiać na termin, w kolejce stać w każdej sprawie! A na pewno więcej, niż w obecnych, tworzących coraz gęstszą, coraz bardziej rozdrobnioną sieć parafiach – parafiach, których życie znakomicie opisuje monolog Mamonia o polskim filmie z "Rejsu".

Biskup powinien wiedzieć wszystko o postępach każdego z seminarzystów od drugiego roku wzwyż. Powinien się z nimi spotykać, rozmawiać, poznawać, formować, zarażać swoją gorliwością, tworzyć "ducha drużyny", potwierdzać swój autorytet jako człowieka i jako wodza, któremu wkrótce przyrzekną posłuszeństwo. Każdego, kto mi powie, że to przesada, że władyka ma inne, ważniejsze obowiązki, że od czego są prefekci i profesorowie – z miejsca trzepnę w bańkę, słowo daję...!

5) RDZA NA PASTORALE

Pastorał jest to ozdobne, wielozadaniowe urządzenie wspornikowo-zaczepno-odporno-epidemiologiczne, w swej formie wzorowane na lagach bliskowschodnich pasterzy rogacizny.

Taką długą lagą można na dystans nieźle sprać taką czy owaką hienę, wilka, lisa, węża albo złodzieja.

Zaokrąglonym końcem tejże lagi można ze stada umiejętnie wyłuskać i za szyję wyciągnąć owieczkę oparszywiałą, albo też jakieś podejrzane indywiduum w skórę owieczki przebrane.
(ja bym jeszcze dodał, że lagą ową można również wyciągnąć i uratować owieczkę, która zaplątała się w zarośla lub ciernie - Dextimus)
O lagę tę można się od niechcenia oprzeć, albo klepać nią w otwartą dłoń, kiedy się z różnymi wędrownymi indywiduami pertraktuje na temat tempa ich bezzwłocznego oddalenia się od stada.

Lagę ową można wznieść wysoko i użyć jako ruchomego urządzenia sygnalizacyjnego.

Można.
Jeśli się chce.

Tymczasem co powien czas pallotyńscy socjologowie publikują wyniki badań nt. tego w co i jak Polacy wierzą.

Po każdej takiej publikacji uważnie przyglądam się arcypasterskim licom w TV i w naturze. Szukam na nich śladów łez, nieprzespanych nocy, wyczerpania i przekrwienia od pracy nad kolejnymi kazaniami, dekretami ekskomunikującymi, interdyktami dla szerzycieli błędnowierstwa. Szukam nerwowych przykurczów pozostałych po serii gromkich o-pe-erów udzielonych proboszczom i dziekanom.
I nie znajduję.

Widzę pogodne, dobrze odżywione oblicza, widze wypoczęte, błyszczące, ufne oczy, zdające się mówić: nie lękajcie się Pan Jezus jest wszechmocny, sam się o wszystko zatroszczy. Cywilizujmy się, ekumenizujmy, oświecajmy. Unowocześniajmy. Człowiek drogą Kościoła, a nie Kościół drogą człowieka. Wszystko będzie dobrze....

sobota, 27 stycznia 2007

Mantrujmy Panu pieśń nową


Jak informuje dziennik The Hindu, w dniu wczorajszym (26.01.2007), bp Stanley Roman (na zdjęciu), ordynariusz Diecezji Quilon dokonał oficjalnego otwarcia wybudowanego przez diecezjalne stowarzyszenie the Quilon Social Service Society - świątyni - Ośrodka Medytacji "Jagat Jyothi Mandir" w Parimanam, nad brzegiem jeziora Ashtamudi.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt iż ksiądz biskup odprawił Mszę świętą, siedząc w pozycji padmasanam (kwiat lotosu), a z treści artukułu wynika również iż nikt nie widzi nic bluźnierczego w "wysławianiu" Pana Boga przy użyciu wedyjskich mantr typu "Om, Yeshu Christhu ye namah, Om" i tak dalej. Nikt nie widzi nic skandalicznego z faktu sprowadzania Wiary katolickiej do poziomu mantry, czyli magii, czarów, "aktywizacji energetycznej" i tp. głupot.

Przy wejściu do Ośrodka znajduje się figura Jezusa Chrystusa, siedzącego pod drzewem, w pozycji kwiatu lotosu, przypominająca do złudzenia jedno z wcieleń "oświeconego Buddy". Jak napisano w artykule, pozycja siedząca przedstawia oświeconość i symbolizuje postać guru. Figura według gazety miała być wczoraj również pobłogosławiona przez biskupa. Nad nią znaleźć można obraz przedstawiający Ostatnią Wieczerzę - Chrystusa i 12 Apostołów siedzących w pozycji kwiatu lotosu, a przed nimi - rozłożone liście bananowca, na których spoczną chleb i wino. Pomieszczenie rozświetlają dwie "tradycyjne lampy" oliwne kuthuvilakku, zapalane przez hinduistów przed posągami bożków i bogini.

Ściany mandiru (świątyni) udekorowano symbolami "pancha boothas" (pięciu żywiołów - Vayu/powietrze, Akasha/eter, Agni/ogień, Ap/woda, Prithvi/ziemia) oraz czterech ewangelistów. Sufit wymalowano symbolami różnych religii. W rzeczywistości ośrodek ów wygląda jak typowa świątynia hinduistyczna. Wrażenie to potęguje dodatkowo wysoka na 12 stóp kamienna lampa - kalvilakku.

Dyrektor QSSS, ks. Romance Antony (na zdjęciu), za którego przyczyną powstał ów ośrodek twierdzi iż taka inkulturacja jest praktyką zatwierdzoną przez Kościół katolicki. Ośrodek jest pewnym eksperymentem. Religijne symbole hinduskie, takie jak "Om" mają znaczenie uniwersalne i zostały przyjęte do stosowania w kościołach diecezji Quilon ćwierć wieku temu przez poprzedniego biskupa, Hieronima M. Fernandeza.

-------

Cóż dodać. Chyba nic nie trzeba dodawać. Ostrzegamy jeno naszych czytelników iż Diecezja Quilon znajduje się w "pełnej łączności"

-------

Aktualizacja: 27.01.2007 godz. 12:50

Indyjska Agencja Prasowa DNA podała dodatkowo iż mantra "Om, Yeshu Christhu ye namah, Om" jest również wymalowana na jednej z głównych ścian świątyni. Cytuje również dalsze słowa ks. R. Antony: Jest to próba wszczepienia doświadczenia chrześcijańskiego w religijny ethos Indii poprzez ukazanie mieszanki form wyrazu artystycznego zarówno z Zachodu jak i z Indii, aby wlać teologię chrześcijańską w formy indyjskie. Świątynia dostarczy odpowiedniego otoczenia dla medytacji (...) świątynia została również zaprojektowana jako miejsce szerzenia dialogu międzyreligijnego poprzez medytację, modlitwę i spotkania. Przed figurą Chrystusa umieszczono również granitowy głaz, obok którego kapłani będą sprawować Msze święte, siedząc na posadzce. DNA potwierdza również informację iż "zachodnie" lichtarze zostały zastąpione przez oliwne lampy "nilavilakkus", używane w świątyniach hinduistycznych w Kerala.

piątek, 26 stycznia 2007

Nie można być "tak trochę" katolikiem

Prezentujemy dziś jedną z homilii ks. Wojciecha Grzesiaka, kapłana katolickiego Archidiecezji Katowickiej

Spychano religię wprost na margines życia, wszystko urządzano bez niej lub wbrew niej, aż za dni naszych rozpadła się apoteoza areligijnego świata, grzebiąc w nieopisanej katastrofie państwa, narody i samego człowieka. Co nie dopisało? Nie dopisał człowiek, którego od dwu wieków hodowano plecami do Boga. Zarówno wyemancypowany od Stwórcy niemiecki nadczłowiek jak i Europejczyk zachodni, chemicznie z chrześcijaństwa wyprany, objawili się w końcu swej postępowej ewolucji, jako karykatury człowieczeństwa, jako pretensjonalne, a w rzeczywistości zgniłe wiechcie moralne, albo jako dzikie potwory, czyhające na grabież świata, jako asocjalne dzikusy, gotowe rozsadzić społeczeństwo, i międzynarodowe stosunki.

Kochani, to nie słowa fanatycznego katolika, nieokrzesanego fundamentalisty, to słowa mądrego roztropnością i w świecie obytego człowieka, Augusta kard. Hlonda, który już tuż po ustaniu jednego i u zarania drugiego systemu przeczuwał śmiercionośną myśl kryjąca się w ich światopoglądzie. Dlatego wołał, bo takie jego zadanie, wołał bo musiał, bo troska prawdziwa nie pozwalała mu milczeć. Słyszeliśmy dzisiaj w ewangelii jak pewien człowiek upada na kolana przed Chrystusem i pyta o drogę i sens swojego życia. Przed Bogiem na kolanach z pytaniem jak żyć – to nasza droga, to chrześcijańska droga codzienności. Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Wobec tego dylematu staje także człowiek XXI wieku, który szuka ostatecznego sensu swojego istnienia. Szkoda tylko, że ułuda szatańska nie prowadzi już narodów z tym pytaniem do Chrystusa, tylko wyprowadza do szarlatanów, którzy na krzywdzie człowieka ubijają doczesne interesy, zwodząc go hasłami tolerancji, braterstwa, wolności bez Chrystusa, wbrew Świętemu Kościołowi Katolickiemu, chcąc z wszystkich sfer wyrzucać Boga. Tak, są tacy, którzy tego próbują, przekonując ludzi, że to jedyna droga oświeconego Europejczyka. Jednakże nie wiedzą czym to się kończy. Amerykańska dziennikarka katolicka zapytana po zamachach na WTC, gdzie wtedy był Bóg, dlaczego pozwolił zginąć tak wielu ludziom, odpowiedziała: „Jeżeli my od lat mówimy, żeby usunął się z naszych szkół, z naszego rządu, z życia społecznego. To On, Bóg, będąc dżentelmenem wycofuje się. Jakże więc możemy domagać się ochrony od Niego, jeżeli chcemy aby pozostawił nas samych?” Kochani głęboka w tym myśl. U nas też te głosy słychać. Nie modlić się w szkole, nie czytać Biblii, bo tam napisane jest NIE ZABIJAJ, ktoś powie nie karać dzieci klapsem, inny że w szkole nie może być gry autorytetów ale relacje koleżeńskie uczeń – nauczyciel, inny twierdzi, że dziewczyna musi mieć prawo w czasie ciąży dokonać aborcji, gdzie indziej słychać: Radio Maryja to stek bzdur, a telewizje pełna zbrodni, profanacji wartości moralnych, wartości rodziny, zachwytu nad sekciarstwem to chleb codzienny. I my nagle pytamy gdzie to społeczeństwo ma sumienie, my pytamy: jak mógł młody człowiek uczynić taką zbrodnię, my mamy jeszcze czelność pytać Boga dlaczego? Od kard. Hlonda na początku słyszeliśmy „Nie dopisał człowiek, którego od dwu wieków hodowano plecami do Boga” ja dodam i nie dopisze dopóki nie zwróci się twarzą do Niego.. i dopóki nie padnie przed Nim na kolana.
Kochany Bracie i Siostro często w dzisiejszej postmodernistycznej wizji świata człowiek całym sercem oddany Kościołowi Katolickiemu jest napiętnowany. To fanatyk, to fundamentalista, to moherowy beret, nietolerancyjny itd… Czy czasem nie zauważamy w tym podłej roboty złego ducha, który chce zastraszyć nas katolików, abyśmy głośno o naszej wierze nie mówili, abyśmy się publicznie do niej nie przyznawali, abyśmy nie wyrażali swojego stanowiska sprzeciwu kiedy prawo Boże jest łamane, aby media katolickie deprymować jako nie profesjonalne, zaściankowe. I powiedzmy sobie jasno ta mentalność wchodzi w dzisiejszego człowieka. Liberalizm moralny, synkretyzm religijny (wszystkie wyznania chrześcijańskie są równe, ba, wszystkie religie są równe – BZDURA), obojętność religijna. Dlaczego nie lubimy o tym słuchać, dlaczego wolimy kiwnąć ręką kiedy to słyszymy i zaszufladkować mówiącego jako "nawiedzonego"? Obchodzimy dzisiaj dzień papieski, wystarczy posłuchać komercyjnych telewizji, poczytać kilka liberalnych tytułów aby dostrzec, że na Janie Pawle II robią niezły interes. Promują Go jako altruistycznego dziadka, piewcę pokoju, obrońcę tolerancji, herolda społecznej sprawiedliwości, zapominając całkowicie o pierwszorzędnym wymiarze Jego posługi – umacniania braci w wierze jako Namiestnik Pana Naszego Jezusa Chrystusa, 265 Następca Księcia Apostołów św. Piotra, Najwyższy Kapłan Kościoła Katolickiego, Patriarcha Zachodu, Biskup Rzymu, Suwerenny Władca Państwa Watykańskiego i głoszenia Chrystusa i twardych wymogów Jego Ewangelii, szczególnie w sferze moralnej – o tym w żadnym kolorowym dodatku nowinkarskiej prasy nie przeczytamy. Kto stoi za tym stanem rzeczy. Coraz mniej słyszymy prawdy Bożej – katolickiej. Wolimy nie słyszeć o tym, że tylko w Kościele katolickim jest pełnia zbawienia i że kto z własnej woli odrzuca Kościół będzie potępiony. Unikamy słów grzech ciężki, piekło, pokuta, potępienie. Odwracamy się plecami do Boga!!! Tymczasem przed Nim trzeba na kolana! Człowiek z dzisiejszej Ewangelii słysząc Jezusowe wymagania spochmurniał, odszedł zasmucony. Chrystus jednak nie zawoła go tłumacząc, że to jednak nie tak, że nie od razu tyle, że można coś złagodzić. Po prostu postawił wymagania. Ludzie dzisiejsi pragną słyszeć tylko to co im się podoba. Poddają pod krytykę naukę Kościoła, dokumenty papieskie, a kapłanom na parafii i w kancelarii najlepiej by sami pisali co mają mówić, jak komentować o czym pisać, żeby czasem nie powiedzieć, że konkubinat to grzech ciężki zgorszenia publicznego, że nieuczęszczanie na niedzielną Mszę św. to grzech śmiertelny, że zamieszkiwanie chłopaka z dziewczyna przed ślubem to jawnogrzeszność, że poziom naszej podstawowej wiedzy religijnej jest marny (wystarczy mała konfrontacja ze Świadkiem Jehowy i już katolik jest ugotowany ze swoją (nie)znajomością Pisma Św.), że spowiedź dwa razy do roku i tradycyjne odwiedziny świąteczne w kościele to parodia wiary, że homoseksualizm to choroba i grzech, że w ogóle jest jeszcze coś takiego jak grzech, że prócz miłosierdzia, Bóg nadal jest sędzią naszych czynów!!! Nie powinniśmy się bać wyzwań jakie stawia nam Chrystus, wyzwań budowania naszej społeczności, parafialnej, śląskiej, polskiej na fundamentach prawa i sprawiedliwości (to nie żadna aluzja, to cytat z Psalmu 97 „Prawo i Sprawiedliwość podstawą jego tronu”), do budowania na moralnej normalności, zdrowej tolerancji, nazywając zło – złem, dobro – dobrem. Kochani! Polska jest katolicka, katolicka z powołania dziejowego, z krwi, ducha i z tradycji pokoleń, jej odrodzenie religijne powinno polegać na odrodzeniu życia polskiego w duchu katolickim. Nie bójmy się o tym zaświadczyć. To nasza duma. Nie oznacza to ani rządów księży, ani przymusu religijnego, ani uzależnienia polityki Państwa Polskiego od Stolicy Apostolskiej, ani rezygnowania z polskich praw, przymiotów, posłannictw. Odrodzenia w duchu katolickim będzie się na tym zasadzało, że Polak będzie się starał urzeczywistniać w swej duszy i w swym życiu ogłoszone przez Chrystusa Królestwo Boże. Świadomy jestem, powtarzając za Stefanem kard. Wyszyńskim, że prawda wypowiadana w słowie - kosztuje. Tylko za plewy się nie płaci. Za pszeniczne ziarno prawdy - trzeba płacić.

Happy Meal

12.09.2005 w Santiago de Compostella (Hiszpania) odbyło się doroczne spotkanie rolników (coś jak nasze dożynki). Podczas tegoż spotkania ks. Rubén Aramburu odprawił "Mszę świętą", a raczej jakąś jej przerażającą parodię:

Jak widać, w zabawie przy stoliczku udział biorą świeccy

w dodatku płci obojga
jak widać na stole nie ma ani krzyża, ani świec. No bo i po co? Najważniejszy przecież jest mikrofon...
...i młodzież
grzaneczki w koszyczkach czekają na degustację
każdy członek wspólnoty zna swoje miejsce
a to już chyba Komunia święta?
proszę zwrócić uwagę na gustowną miskę (Burek chyba warczał, jak mu ją zabierano)
i jeszcze bardziej gustowne koszyczki...
z Ciałem Pańskim
...komu, komu, bo idę do domu...
...brać, wybierać, degustować...
proszę wziąć chlebek i sobie zamoczyć w winie...
och, Wandziu, a ja taka zmęczona dzisiaj jestem, że chyba się położę...

no, koszyczki opróżnione...
...aczkolwiek zostało sporo niedojedzonych kawałków...
co by tu z nimi zrobić?

Kościół w Koszarawie-Bystrej

W niewielkim kościele, w niewielkiej miejscowości Koszarawa-Bystra w powiecie żywieckim, znajduje się niesamowity stół ołtarzowy oraz dwie mikrofonowe mówniczki. Żeby było ekstra odlotowo i posoborowo, wszystko musi wyglądać tak jak wygląda.






Strona źródłowa, z której pochodzą fotografie

czwartek, 25 stycznia 2007

Kościół katolicki o karze śmierci

Ponieważ pani Aleksandra Solarewicz w artykule poświęconym naszemu blogowi kolejny raz powiela bzdurę:

Można by było poważnie traktować obawy autora blogu o moralność i obyczaje, gdyby nie fakt, że w tym samym serwisie przytaczane są argumenty za słusznością kary śmierci (podparte cytatami z Biblii i słowami papieży). A Watykan tej karze stanowczo się sprzeciwia

pragnę przypomnieć naszym czytelnikom iż Katechizm Kościoła Katolickiego wyraźnie stanowi:

2267 Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem. (...)

Pani Aleksandra niestety bierze prywatne opinie ś+p Jana Pawła II lub Renato kard. Martino za oficjalne nauczanie Magisterium Kościoła katolickiego, niestety jest to błąd dość powszechny w dzisiejszych czasach. Wykład Wiary katolickiej zawarty jest w Katechizmie Kościoła Katolickiego i tam należy szukać oficjalnej wykładni doktryny. Kościół to nie partia polityczna, a kardynał, przewodniczący papieskiej komisji to nie "jeden z liderów" i jeśli nawet palnie jakieś głupstwo, to jego wypowiedź NIE stanowi oficjalnego stanowiska Kościoła katolickiego. I całe szczęście.

Ojciec święty Jan Paweł II w encyklice Evangelium Vitae (N.56) napisał:

(W tej perspektywie należy też rozpatrywać problem kary śmierci.) Zarówno w Kościele, jak i w społeczności cywilnej oraz powszechnej zgłasza się postulat jak najbardziej ograniczonego jej stosowania albo wręcz całkowitego zniesienia. Problem ten należy umieścić w kontekście sprawiedliwości karnej, która winna coraz bardziej odpowiadać godności człowieka, a tym samym — w ostatecznej analizie — zamysłowi Boga względem człowieka i społeczeństwa. Istotnie, kara wymierzana przez społeczeństwo ma przede wszystkim na celu „naprawienie nieporządku wywołanego przez wykroczenie”. Władza publiczna powinna przeciwdziałać naruszaniu praw osobowych i społecznych, wymierzając sprawcy odpowiednią do przestępstwa karę, jako warunek odzyskania prawa do korzystania z własnej wolności. W ten sposób władza osiąga także cel, jakim jest obrona ładu publicznego i bezpieczeństwa osób, a dla samego przestępcy kara stanowi bodziec i pomoc do poprawy oraz wynagrodzenia za winy.

Jest oczywiste, że aby osiągnąć wszystkie te cele, wymiar i jakość kary powinny być dokładnie rozważone i ocenione, i nie powinny sięgać do najwyższego wymiaru, czyli do odebrania życia przestępcy, poza przypadkami absolutnej konieczności, to znaczy gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa. Dzisiaj jednak, dzięki coraz lepszej organizacji instytucji penitencjarnych, takie przypadki są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale.


Jasno więc widać iż Jan Paweł II jako najwyższy prawodawca w Kościele jak najbardziej dopuszczał stosowanie Kary Śmierci, ale jedynie w przypadkach absolutnej konieczności, gdy inne sposoby nie skutkują. Stwierdził, że w dzisiejszych czasach takie przypadki są bardzo rzadkie oraz postawił hipotezę, iż w dzisiejszych czasach jest możliwe całkowite wyeliminowanie Kary Śmierci. Powtarzam: jest to jedynie papieska hipoteza. Warto zwrócić uwagę na postać św. Dyzmy (bardziej znanego, jako tzw. "dobry łotr"), który - skazany na karę śmierci uznaje - wisząc na swoim krzyżu - iż ponosi karę sprawiedliwą za swój uczynek (wiszący obok Chrystus nie zaprzecza), po czym uznaje swoją winę, żałuje za nią, ucieka się do Bożego Miłosierdzia i co otrzymuje w zamian? Zapewnienie trafienia do Nieba, czyli absolucję z grzechów! Czyż nie to jest celem życia każdego z nas? Trafić do Nieba? A przecież każdy skazany na śmierć zawsze otrzymywał możliwość odbycia spowiedzi, uzyskania rozgrzeszenia i przyjęcia Wiatyku.

Poza tym - Pani Aleksandro Droga - jak Pani sobie wyobraża działalność Wojska Polskiego w przypadku braku w Kodeksie Karnym kary śmierci (czyli tak, jak jest to obecnie). Czy zdaje sobie Pani sprawę z faktu iż gdyby ktoś nie daj Bóg napadł dziś Polskę, to nasi żołnierze NIE MOGĄ zastrzelić żadnego z napastników, który naruszy Art. 127 § 1 Kodeksu Karnego, a co najwyżej mogą go próbować pojmać?

Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności. (Kodeks Karny, Art. 127 § 1)

Bo czymże jest oddanie strzału przez żołnierza polskiego do atakującego napastnika, jeśli nie wykonaniem w trybie natychmiastowym Kary Śmierci przez osobę działającą w imieniu Rzeczypospolitej?

----------

z innej beczki - pisze Pani:

Razi też poziom dyskusji. (...) "Można olewać liturgię", "świeckie łachy zamiast habitu"

jak Pani sama raczyła zauważyć - używamy tych słów w znaczeniu ironicznym. A poza tym nasz serwis utrzymany jest w konwencji blogu, a nie lukrowanej książeczki dla grzecznych panienek z dobrego domu ;-)

dalej stwierdza Pani:

Część z faktów jest w blogu tylko cytowana, wyrwana z szerszego kontekstu (macierzyste strony), powstaje zatem pytanie o wiarygodność sensacyjnych niekiedy doniesień

99% wpisów zawiera odnośniki do stron źródłowych. Jeśli ktoś uważa iż któryś z nich jest niewiarygodny, może podążyć na strony źródłowe, poczytać więcej i - jeśli znajdzie jakąś nieścisłość - podzielić się z nami swoimi wątpliwościami. Zawsze chętnie czytamy korespondencję od naszych czytelników!

Kolejny pupil Tygodnika Powszechnego i Gazety Wyborczej ogłasza swoją apostazję

Jak informuje Rzeczpospolita, Tadeusz Bartoś, kolejny po Stanisławie Obirku pupil "Tygodnika Powszechnego" i "Gazety Wyborczej" sprzeniewierza się złożonym przez siebie ślubom zakonnym i ogłasza apostazję.

Znany z kontrowersyjnych poglądów dominikanin o. Tadeusz Bartoś, po dwudziestu latach życia zakonnego, wrócił do życia świeckiego - donosi Rzeczpospolita.

- Nie jestem zaskoczony tą decyzją. Od kilku lat żył w klasztorze - jadł, mieszkał, wyjeżdżał zagranicę za nasze pieniądze, ale żył poza wspólnotą - mówi jeden z dominikanów.

Ojciec Bartoś o opuszczeniu zakonu poinformował w "Liście do braci" rozesłanym drogą elektroniczną. Tłumaczy, że nie chce dłużej żyć w systemie kościelnej zależności, w którym gubi się poczucie wartości własnego życia. Krytykuje archaiczną strukturę funkcjonowania Kościoła, niedopasowaną do współczesnego świata. "Kościół nadmiernie skoncentrował się na samym sobie, na własnym trwaniu i przetrwaniu. Brak ewolucji życia zakonnego, jego mechaniczne odtwarzanie w kolejnych pokoleniach, pomimo olbrzymiej zmiany świata, w którym dziś żyjemy, wydaje zły owoc" - napisał.

40-letni były dominikanin, doktor filozofii, autor kilku książek, wykładał w kolegiach dominikańskich w Krakowie i Warszawie. Był dyrektorem Dominikańskiego Studium Filozofii i Teologii w Warszawie. W ostatnich latach w wielu artykułach i wywiadach prezentował krytyczny stosunek do wielu zjawisk w Kościele, ale także wobec nauczania Kościoła, np. w stosunku do gejów, w sprawie celibatu. "Nie odchodzę od refleksji nad religią. Pozostaję filozofem i teologiem - jeśli będzie mi to dane" - napisał.

środa, 24 stycznia 2007

Pokrętne drogi ekumenizmu

W jaki sposób osiągnięty ma zostać cel wytknięty przez teorię ekumenizmu, tego prawdę mówiąc nie wie zupełnie nikt. Jak wyglądać ma owa mrzonka o zjednoczeniu chrześcijan, jeśli odrzuci się odwieczne nauczanie Kościoła, zgodnie z którym możliwa jest ona tylko przez powrót wszystkich odszczepieńców do jedynego Kościoła Chrystusowego którym jest Kościół katolicki?
Odpowiedzi na te pytania spróbował niedawno udzielić abp S. Gądecki z Poznania. Streszczenie jego wystąpienia zamieściła KAI
.

Nadzieję na zjednoczenie wszystkich wyznawców Chrystusa wyraził w piątek w Poznaniu wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Stanisław Gądecki podczas nabożeństwa ekumenicznego odprawionego w ramach trwającego Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan. "W obliczu trudności wciąż stojących na drodze ekumenizmu nie możemy tracić ducha. Musimy wierzyć, że dzięki mocy Chrystusa, która nas wspomaga, naprawdę możemy osiągnąć cel, jakim jest pełna jedność wszystkich chrześcijan" - powiedział metropolita poznański w kazaniu wygłoszonym w kościele Wniebowstąpienia Pańskiego. Arcybiskup Gądecki zaznaczył zarazem, iż zjednoczenia chrześcijan nie da się osiągnąć bez szczerego nawrócenia, gdyż - jak stwierdził hierarcha - "nie może istnieć ekumenizm bez gotowości do reformy i odnowy". "Nie istnieje bowiem ekumenizm bez nawrócenia, bez oczyszczenia pamięci i serca, bez zmiany naszego sposobu myślenia, mówienia i postępowania. I to nie zmiany bagatelnej, nie zmiany delikatnej, ale zmiany radykalnej" - mówił wiceprzewodniczący Episkopatu. Zdaniem metropolity, "dialog ekumeniczny spełnia funkcję rachunku sumienia i musi być wezwaniem do tego, aby prosić o przebaczenie". "To nie inni powinni się nawracać, lecz my wszyscy mamy się nawracać do Chrystusa. I w takiej mierze jesteśmy z Nim zjednoczeni, jesteśmy także zjednoczeni między sobą" - podkreślił arcybiskup Gądecki. W nabożeństwie wzięli udział duchowni i wierni Kościoła rzymskokatolickiego, prawosławnego, ewangelicko-augsburskiego, ewangelicko-metodystycznego, polskokatolickiego oraz zielonoświątkowego. Duchowni wspomnianych sześciu Kościołów tworzą powstałą w 2001 roku Poznańską Grupę Ekumeniczną, która podejmuje na terenie Wielkopolski wiele inicjatyw zmierzających do zbliżenia chrześcijan.

wtorek, 23 stycznia 2007

Zmarł Abbé Pierre

W nocy z 21 na 22 stycznia, w wieku 94 lat, zmarł znany francuski duchowny Abbé Pierre (prawdziwe nazwisko Henri Grouès). Mając 19 lat wstąpił do zakonu kapucynów, gdzie przyjął imię Philippe. W roku 1949 utworzył pierwsze schronisko dla ubogich, dając początek charytatywnemu ruchowi Emaus. Obecnie ruch ten działa w ok. 40 krajach, w tym także od 1995 r. w Polsce.


Abp Jean-Pierre Ricard, przewodniczący Konferencji Episkopatu Francji, napisał: „Abbé Pierre odszedł do domu Ojca, w którego zawsze wierzył jako w Pełnię Miłości. Był to kapłan, który dał przykład zaangażowania dla dobra innych”.
Kard. Jean-Marie Lustiger powiedział w telewizji: „To był kapłan, który odważnie naśladował św. Wincentego a Paulo. Ważne jest nie tylko jego dzieło, ale i jego motywacja”.
Przewodniczący wspólnoty Emaus, Martin Hirsch, podkreślił, że śmierć Abbé Pierre’a to bolesna strata dla wszystkich, którzy byli objęci jego troską oraz współpracowali z nim”.

Wspomniany "naśladowca św. Wincentego a Paulo", który "odszedł do domu Ojca", znany był z głoszonych przez siebie specyficznych poglądów religijnych. W wydanej niedawno książce „Mój Boże, dlaczego?” (Mon Dieu... pourquoi?) Abbé Pierre przyznał, że miał przygody seksualne, ale, jak podkreślił, nigdy nie był w stałym związku. "Znam pożądanie seksualne i jego niezwykle rzadkie zaspokojenie, ale było ono prawdziwym źródłem niezadowolenia, ponieważ doświadczyłem, że nie żyłem prawdą". Abbé twierdził, że nie potrafił zrozumieć powodu, dla jakiego Jan Paweł II zastopował dyskusję nad obowiązkowym celibatem duchownych. W wywiadzie udzielonym po śmierci Jana Pawła II w kwietniu 2005 r. tygodnikowi Die Zeit duchowny krytykował zakaz używania prezerwatyw, za którym opowiadał się zmarły papież, określając jego stanowisko jako największą pomyłkę pontyfikatu. Abbé Pierre stwierdził ponadto, że Jan Paweł II wymagał perfekcjonizmu, a w konsekwencji tego wstrzemięźliwości. "Ja mu na to odpowiedziałem, że ci, którzy niezdolni są do perfekcjonizmu i mimo to nie używają prezerwatyw są zbrodniarzami".
Zmarły działacz charytatywny był gorącym zwolennikiem udzielania święceń kapłańskich kobietom - "Przeciwnicy dopuszczenia kobiet do święceń nie dostarczyli żadnych argumentów teologicznych, które wskazywałyby, że sakramentalne kapłaństwo dla kobiet stoi w sprzeczności z wiarą". Abbé Pierre zaapelował również o reformę Kościoła. "Papiestwo jest zbyt potężne. Katolicyzm musi się uwolnić od rzymskiej kurateli na rzecz Kościołów lokalnych. Jest to warunek tego, aby Kościół znów był ewangeliczny i aby pojednanie między chrześcijanami było możliwe". Już wcześniej zakonnik domagał się, aby papież, podobnie jak inni biskupi, składał urząd, gdy przekroczy 75. rok życia.

Zmarłemu hołd oddali komuniści. Z lewicy też wyszła sugestia narodowego pogrzebu i złożenia ciała księdza Piotra w Panteonie, nekropolii wielkich Francuzów.

Por. Radio Watykańskie oraz ekumenizm.pl

poniedziałek, 22 stycznia 2007

Modlitewny fitness z ojcem Benedyktem

Tylko jeden "Ojcze Nasz" o poranku, ale za to odmówiony całym ciałem w miękkim świetle krypty Valpré, czyli prawdziwa modlitwa gestów, której nauczył nas o. Benedykt.




o. Benedykt Billot OSB, po wielu latach bycia benedyktynem doświadczył kryzysu. Aby go przezwyciężyć, poleciał do Japonii, gdzie przeszedł inicjację zen-buddystyczną. Po powrocie do Francji założył La Maison de Tobie (Dom Tobiasza), w którym - jak napisano w Świecie Religii, naucza jogi, Tai-Chi, buddyjskich ćwiczeń oddechowych, płciowości i sterowania krążeniem energii, etc. O. Benedykt pisze: Zamieniłem życie pokutne i klasztorne na życie dynamiczne i radosne.

o. Benedykt uwielbia odprawiać "Msze medytacyjne" - jak widać z katolicyzmem nie ma to już wiele wspólnego.


Matko Boża, wyrwij go z matni szatana!

oswajanie dzieci z kościołem

Na forum gazety Wyborczej znalazłem ciekawy wątek:

Mam dwoje dzieci córka 5 lat,synek 2 latka, chciałabym się was zapytać czy
chodzicie ze swoimi dziećmi do kościoła,ja jestem wierząca lecz nie
praktykująca ale myślę że dzieci powinny chodzić do kościoła i się z tym
miejscem oswoić (bo kiedyś trzeba)


no i oświecone "katoliczki" i "katolicy" sypnęli propozycjami (zachowałem pisownię oryginalną):

Ibulka - Chodzimy z Mężem wspólnie i z całą Trójką Dzieci, tylko że nie na normalne msze rzecz jasna, a na takie przeznaczone dla Dzieci. Nikomu nie przeszkadza
chodzenie, bieganie, gadanie itd., a jak komuś przeszkadza, to delikatnie
mówię, iż to jest msza DLA DZIECI, dla dorosłych jest 5 innych i zapraszamy
później/wcześniej :o)
A sam Pan Jezus powiedział: 'Dopuście do mnie dzieci, nie zabraniajcie im
przychodzić do Mnie!' :o)
Oczywiście wykluczam darcie się, piszczenie, włażenie do prezbiterium itd., ale
bez przesady - niech sobie łażą, gadają :o)
(...)
A jeśli traficie na fajnego księdza z podejściem, to może być z tego fajna
zabawa - modlitwa z trzymaniem się za łapki, śpiew do mikrofonu, uczenie
modlitw po kawałku, 'zadania domowe' dla starszych Dzieci i nagrody, różne
konkursy... :o)

+ + +

Mamachłopakow - Chodzimy do kapucynów, śpiewa schola,
są gitary, perkusja... Synek patrzy jak zaczarowany! Jak kiedyś byłam chora i
powiedziałam, że dziś do kościółka nie pójdziemy to był straszny płacz... Są też
konkursy z nagrodami, ksiądz wychodzi na kazanie do dzieci włączają je aktywnie
w różne "scenki", dzieci same mówią za kogo i o co chcą się modlić. Super
msza!!!!!!!! Aż miło chodzić.

+ + +

arius-5 Mam znajomego, bardzo wierzacy czlowiek, ale nie chrzcil swoich dzieci, dopoki nie skonczyly 16 lat, twierdzil, ze kazdy musi to zrozumiec i sam zdecydowac,
czy tego chce.

+ + +

Critto - Poza tym mozna swiecic Dzien Swiety po swojemu, rowniez poza kosciolem; mozna spedzic go na rozmyslaniach o wierze, na spotkaniu z przyjaciolmi, na wyprawie w nieznane z rodzina -- tam, gdzie w pieknie przyrody widac potege Stworcy. Nie mam nic przeciwko chodzeniu do kosciola, ale nie uwazam, aby bylo to jedyna forma wyrazenia swojej wiary. (...) Zawsze podobaly mi sie 'murzynskie' msze, tj. odprawiane przez Czarnych w USA: ze spiewem, tancem, muzyka, powszechna radoscia. O ilez jest to bardziej budujace i mocniejsze w tworzeniu wiezi z Bogiem, niz nudne klepanie formulek i ciagle zamartwianie sie sprawami ostatecznymi? Jestes na Ziemi, Ktos Cie tu przyslal, PO COS jest Twoje zycie - TO SIE NIM CIESZ!!! Na smierc kazdego
czlowieka tez przyjdzie czas, oby niepredko.

+ + +

medor11 - My z żoną i naszym dwulatkiem chodzimy na msze do kościoła pod wezwaniem św Jakuba na Placu Narutowicza. Obok kościoła jest kaplica, gdzie w niedziele o
11.30 są msze dla dzieci. Są krótsze, a poza tym dzieciaku teraz (jest karnawał) przynoszą instrumenty (bębenki, tamburyny, grzechotki, flety i co kto ma i grają same podczas mszy). Ksiądz tylko prosi, żeby nie zagłuszać liturgii. Msza jest w klimacie dla DZIECI. Po mszy wszystkie dzieci biegną do księdza po błogosławieństwo i zostają pod ołtarzem śpiewać kolędy. Ksiądz śpiewa razem z nimi. Na najbliższej mszy może być problem, bo człowiek który grał podczas mszy na gitarze ma jakieś inne zobowiązania ale szukał zastępstwa. Pod ołtarzem stale siedzi z dziesiątka dzieciaków. Dzieci też same zbierają na tacę. POLECAM.

+ + +

justyna1110 - u nas jest msza dla rodziców z dziećmi i nikomu nie przeszkadzają ani krzyki czy chodzenie po kościele ksiądz jest cierpliwy kazanie jest przeznaczone dla dzieci niezadługie i jest bardzo miło...
+ + +

gluczniewski-Jednak kiedy idziesz do kościoła na MĄDRĄ msze dla dzieci wszystko wygląda inaczej. W Warszawie polecałbym Ci św. Jacka - Dominikanów na Freta. Na 10 jest msza na którą przychodzą rodziny z dziećmi i dopóki Twoje dzieci nie zaczną wyjmować cegieł z konstrukcji nośnej dachu kościoła - chyba wszystko inne będzie im
wybaczone. Ponadto zawsze będą mogły pobawić się z innymi dziećmi. To bardzo
pomaga i samym dzieciom i rodzicom. Uwierz mi. Pozdrawiam

+ + +

blue-jay dzien dobry, nie mieszkam w Polsce, nie mam dzieci, ale... czesto w kosciele pelnie funkcje opiekunki do dzieci. Rodzice maja wybor czy chca dziecko zabrac do kosciola, czy zostawic w specjanym pokoju z ludzmi takimi jak ja, ktorzy sa
parafianami i na ochotnika pelnia takowa funkcje. dzieci zwykle zabierane sa do
kosciola na kilka minut, kiedy siedza przy oltarzu i ksiadz bezposrednio do
nich mowi (czesc mszy pzreznaczona tylko i wylacznie dla dzieci), potem
dzieciaki wracaja ze mna do pokoju gdzie spiewaja piosenki, maluja..

+ + +

pofur - tego nie zmienimy, chyba że zmienimy mszę. Czy jest różnica w mszy poważnej a wesołej? Przecież powinniśmy się cieszyć, że mamy Boga, wiarę, że po śmierci
będzie życie wieczne. A my tylko siedzimy, klęczymy, stoimy i skandujemy wciąż
te same formułki (...) Dlatego lubię chodzić na msze dziecięce, gdzie ksiądz skacze razem z dziećmi, śpiewają dziecięce piosenki religijne, modlą się modlitwami dziecięcymi, a w czasie kazania ksiądz nie mówi pompatycznie, ale rozmawia z dziećmi. I tłumaczy im przesłanie mszy, co to znaczy być dobrym itp, itd... Bądźmy świadomymi rodzicami...

+ + +

witch.abroad - Tak, chodze regularnie.
Moja corka ma 4 lata, do kosciola bardzo lubi chodzic. Moze dlatego, ze w
trakcie mszy nie musi siedziec ze mna w lawce, tylko ma specjalny, wydzielony
kacik dla dzieci, gdzie moze rysowac, malowac, czy bawic sie z innymi dziecmi.
Opiekuje sie nimi w trakcie mszy przemila pani, ktora czuwa nad tym, zeby
maluchy za bardzo nie rozrabialy, a przy okazji rowniez pomaga im zrozumiec
podstawy wiary. Zreszta jak dziecko chce sobie w czasie mszy pochodzic po
kosciele to tez nikt mu tego nie zabrania, nikt sie na nie nie patrzy zlym
okiem, ani nie ma pretensji do rodzicow. I o ile chodzenie do kosciola w Polsce
z dzieckiem bylo meczarnia, o tyle tutaj jest bardzo mile.

+ + +

aniakw - Początki były prześwetne: pajacyki na środku kościoła, wieszanie się na klęczniku przed ołtarzem, uciekanie, zawody w bieganiu, gdzie przodowała i inicjowała zabawę moja córka, pytania i rozmowy - "komentowanie" innych osób etc. Zdarzało mi sie "wstydzic" , ale za takie myslenie byłam zła sama na siebie, i twardo
chodziłam dalej. Przy pajacyku (skakanie z klaskaniem w rece:) na środku
koscioła, kiedy ksiadz akurat wygłaszał homilię (w sumie tylko lekko się
zacinał kiedy akurta popatrzył na Olę:), wyszedł pan, który był koscielnym, i
dał mojemu dziecku nadmuchany balonik. Tak po prostu podczas mszy i
przy "wszystkich". Ten pan z reszta był uwielbiany przez dzieci, podczas
zbierania na tacę, zawsze głaskal po głowach maluszki i mowil do nich, moja
córka czekała cała msze na ten gest. Jedna z tzw. starszych pan kiedyś zwróciła
uwagę mojemu dziecku, ze jest niegrzeczne etc. Coś jej odpowiedziałm, chyba,
żeby dała nam spokoj. Ale to sie zdarzylo raz.
Teraz Ola ma 4,5 roku, chodzimy do koscioła, oczywiscie jest juz rozumniejsza i
pewne zachowania zniknęły, co nie znaczy, ze sie nadal nie nudzi. Jesli sa na
mszy blisko inne dzieci, problemu nie ma. Dziewczynki tancza w kolko przy
piesniach, klaszcza w raczki, rozmawiaja itp. Nudno jest kiedy są dookoła sami
dorosli i jest to srodek ławki, gdzie nie można sie ruszyć.
Nam "pomogło" chodzenie na mszę dla dzieci (jesli komuś nie odpowiada, niech
idzie na inną mszę), i trocheę miejsca dookoła, aby dziecko moglo sie przejśc
w zasięgu wzroku rodzica.
A takie biegające po kosciele maluszki bardzo mnie rozczulaja - te male dzieci
po prostu TAK SIE MODLA. I niech to bedzie podsumowanie tego przydługiego postu.


======================

tyle postępowej, posoborowej durnoty. Czy to właśnie miał na myśli Jan Paweł II pisząc o "milczącej apostazji", w którą popada Europa?

Na szczęście znalazłem "aż" jeden głos rozsądku:


Oboje z mężem chodzimy do Kościoła i zawsze zabieramy ze sobą dzieci.Nie
wyobrażam sobie iść do Kościoła i wstydzić się za własne dzieci tak jak to
czytałam w postach wyżej.Moje dzieci są uczone,że Kościół jest miejscem gdzie
przez godzinkę nie można rozmawiać i wygłupiać się.Moje dwie córki (3 i 8lat)
wiedzą od maleńkiego,że nawet jak im się nudzi to nie ma mowy o chodzeniu po
Kościele.Tego im nie muszę tłumaczyć-wiedzą i już. Ale dla mnie jest
niewyobrażalne takie zachowanie jak wyżej w postach,idę do Koscioła po to aby
wynieść coś z tej Mszy.Dziecko musi wiedzieć czym różni się zachowanie w domu,w
piaskownicy i w Kosciele.


Oczywiście absolutnie nikt nie napisał o Najświętszej Ofierze. Bo na religii dzisiaj już tego nie uczą. A księża sprawiają wrażenie, jakby brzydzili sie wypowiadać to "zakazane" słowo.

Z oferty "katolickich" sklepów w USA

Amerykański sklep internetowy Catholic Shopper oferuje swoim klientom do nabycia inspirujące sportowe figurki Jezusa - Inspirational Catholic Jesus Sport Statues. Każda zrobiona jest z drewna, ręcznie malowana, przedstawia Jezusa grającego z dziećmi w różne gry i kosztuje 22.95$.





niedziela, 21 stycznia 2007

Nieźleście nas urządziły, siostry!


W 1843 r. młoda kanadyjska nauczycielka, Eulalia-Melania Durocher (bł. Maria Róża) wraz z trzema przyjaciółkami, widząc potrzebę zapewnienia ówczesnym dzieciom i młodzieży starannego, katolickiego wychowania, składają śluby zakonne i zakładają w Longueuil (prowincja Quebec, Kanada) Zgromadzenie Sióstr Najświętszych Imion Jezusa i Maryi zajmujące się przede wszystkim edukacją młodzieży. Normalne, katolickie zgromadzenie zakonne. Niestety, w czasach szalejącego posoborowia, zgromadzenie stało się jednym z wielu synkretycznych towarzystw charytatywnych, które z Kościołem katolickim mają już niewiele wspólnego (o ile w ogóle jeszcze cokolwiek). Nie chodzi już nawet o to, że "siostry" w ogóle nie używają habitów, paradując w "cywilnych" łachach - problem jest o wiele poważniejszy. Wystarczy obejrzeć sobie strony internetowe Zgromadzenia, aby się załamać.

Obecnie dla sióstr ze zgromadzenia ważniejsze od wierności Kościołowi jest szerzenie ideologii praw człowieka, sprawiedliwości społecznej, walki z rasizmem, dialog międzyreligijny i modlitwa do Ducha świętego o wprowadzenie kapłaństwa kobiet. Najlepiej się o tym przekonać oglądając sobie prowadzony przez siostry internetowy sklepik z "kartkami sprawiedliwości".

Może kilka przykładów:

Modlitwa kobiety
Kochający Boże, Ty wybrałeś Marię, kobietę, aby była pierwszą, która da ciało i krew Jezusowi i będzie stać wraz z apostołami podczas Pięćdziesiątnicy. Niech Duch święty, który nauczał wtedy prawdy i czynił sprawiedliwość zostanie przyjęty dzisiaj w twoim Kościele, aby inne kobiety mogły swobodnie stanąć obok twoich uczniów i dawać ciało i krew Jezusowi poprzez celebrację Eucharystii. Dziękujemy ci za zapalenie Ognia Pięćdziesiątnicy w naszych czasach...


Błogosławieństwo Wody niech będzie z tobą
Niech święte deszcze Wody namaszczą cie na twoją podróż, a jej obiecana Tęcza rozświetla ciemności. Niech Wodne Żywe Źródła napoją cię, a jej odwieczne Oceany wyleją swą mądrość nad tobą. Niech Woda cię błogosławi!

Polceamy również inne kartki: błogosławieństwo szabasowe, buddyjskie życzenia dalajlamy, Eucharystia i wartości światowe, efekt cieplarniany, HIV/AIDS, i inne


sobota, 20 stycznia 2007

Liturgia według Hryniewicza

O krytyce Mszy św., całej liturgii Kościoła katolickiego oraz o sposobach na uatrakcyjnienie Novus Ordo Missae, w celu dopasowania do głoszonych przez siebie herezji, opowiada W. Hryniewicz w wywiadzie-rzece zatytułowanym "Nad przepaściami wiary", który ukazał się w 2001 roku nakładem Wydawnictwa Znak. Fragment wywiadu cytujemy za opoka.org.pl

W książce "Pedagogia nadziei" napisał Ksiądz, że misterium chrześcijańskie, jego bogactwo, w „kulcie liturgicznym (...) staje się łatwo sprawą przyzwyczajenia”. Czy może być inaczej? W końcu księża sprawują liturgię codziennie, świeccy uczestniczą w niej przynajmniej raz w tygodniu. Rutyna i przyzwyczajenie zdają się tu czymś normalnym. Co robić, aby uchronić się przed liturgiczną rutyną, skostnieniem czy formalizmem? Jak Ksiądz w swoim życiu radzi sobie z tymi zagrożeniami?

Trzeba pewnej pomysłowości. Nie waham się tego tak nazywać. Trzeba inwencji. Rutyna naprawdę zagraża każdemu z nas. Szczególnie duchownym, od których w dużej mierze zależy to, jak przeżywają liturgię świeccy. Dobrze jest zmieniać formę sprawowanej Eucharystii. Ci, którzy uczestniczą w liturgii jedynie w świątyni, mogliby od czasu do czasu przeżyć Eucharystię w domu, na przykład wraz z osobą, która choruje. Można wtedy wprowadzić pewne elementy, które odświeżają celebrację misterium. Z Ziemi Świętej przywiozłem patenę, świece, małą menorę (siedmioramienny świecznik) oraz małą tackę z mozaiką przypominającą cud rozmnożenia chleba (stawiam na niej naczyńka z winem i wodą). Wszystkie te przedmioty służą mi podczas domowych Eucharystii. Czasami w jakimś momencie, szczególnie przed prefacją, zapalam menorę. Zmienia się natężenie światła, co w pewien sposób pomaga w przeżywaniu misterium. Dla mnie osobiście jest to kontynuacja obecności w świętych miejscach, w których przebywał Jezus. Celebracja tajemnicy dzięki tym prostym przedmiotom zbliża mnie do tych miejsc — tam chodził Jezus, tam się trudził, nauczał, umarł i zmartwychwstał. Czasami trzeba szukać bardzo prostych środków, aby wnieść jakiś świeży element. Kiedy bywałem u Rodziców, wiele lat przed śmiercią obojga, to sprawowaliśmy razem Mszę w domu. Te Eucharystie pozostaną mi w pamięci do końca życia... Przede wszystkim jednak — jeśli nie chcemy, aby zżarła nas rutyna — musimy wczuwać się w to, co się wypowiada, czyta, czyni. Trzeba w te czynności włożyć wiele serca. I każdy musi znaleźć własną drogę. Trzeba jej szukać, pracować nad tym.

Czy pozwala sobie Ksiądz Profesor na pewną swobodę podczas sprawowania liturgii, na przykład na odejście od tekstów ksiąg liturgicznych?


Tak, pozwalam sobie. Nie potrafię inaczej odprawiać Mszy — dodaję jakieś zdanie, zmieniam kolejność słów... Szczególnie dbam o to, aby już od początku celebracji przemawiały do zebranych teksty czytań. Włączam ich treść do modlitw liturgicznych, przed homilią i po niej — niech przesłanie słowa Bożego z konkretnej niedzieli przenika całą Eucharystię. Uważam, że pewien stopień spontaniczności jest dobroczynny. Przeciwdziała rutynie w celebracji Eucharystii. Zapobiega niebezpieczeństwu poruszania się po wyślizganym torze słów. Nawet niewielka zmiana przerywa przyzwyczajenie, budzi wrażliwość, skłania do zastanowienia, wyrywa z bezmyślności. Pewna doza odpowiedzialnej spontaniczności jest niezbędna. Odpowiedzialnej — to znaczy przemyślanej. Tu nie chodzi o „radosną twórczość”, o spontaniczność na chybił trafił. Odpowiedzialna spontaniczność rodzi się podczas przygotowywania się do liturgii i ma swój głęboki sens.

A zatem taka mądra i odpowiedzialna spontaniczność jest, zdaniem Księdza Proferosra, dopuszczalna?


Sądzę, że tak. Do tej pory miałem kłopoty tylko wówczas, gdy podczas modlitwy eucharystycznej do imienia papieża dołączałem imiona patriarchy Konstantynopola (honorowego zwierzchnika prawosławia), arcybiskupa Canterbury (honorowego przywódcę anglikanizmu) czy okazyjnie imię jeszcze innej wybitnej postaci chrześcijaństwa. Budziło to zgorszenie starszych kapłanów. Doszło to nieco wyżej. Trzeba było się bronić. Jedną z linii obrony podpowiedział mi pewien ksiądz, wskazując na ten fragment czwartej modlitwy eucharystycznej, gdzie modlimy się za tych, którzy szczerym sercem szukają Boga. Mamy prawo modlić się za ateistów i agnostyków, a modlitwa za zwierzchników chrześcijaństwa ma być zabroniona?

Przerwał Ksiądz tę praktykę?


Nie! Można by rzec, że wywalczyliśmy (myślę tu o lubelskim kościele akademickim) dla siebie ten „przywilej”. Owszem, były problemy, ale do dziś to czynię.

A co W. Hryniewicz sądzi o Mszy św.? Rubrycystyka, mamrotanie, niezrozumienie, nieporozumienie, paraliturgia różańcowa, podejście rytualistyczne, drobiazgowość, brak pełnej symboliki uczestnictwa w misterium Eucharystii przez przyjęcie tylko Hostii, itp, itd. Jednym słowem: "Przed Soborem Kościół jawił się przede wszystkim jako piramidalnie ukształtowana instytucja, w której większość nie miała wiele do powiedzenia. Wystarczy rzut oka na starą liturgię, aby to w niej odkryć." Módlmy się o nawrócenie tego biednego, zagubionego człowieka.

piątek, 19 stycznia 2007

Nie chcesz iść na wybory? Jesteś ekskomunikowany!

Jak informują światowe agencje prasowe (link1, link2), ordynariusz katolickiej diecezji Nsukka (Nigeria), Bp Franciszek Emanuel Ogbonna Okobo w wydanym liście pasterskim zagroził ekskomuniką wszystkim diecezjanom, którzy zamierzają uchylić się od zaszczytnego d***kratycznego obowiązku wzięcia udziału w wyborach. Każdy wierny ma obowiązek po otrzymaniu poświadczenia rejestracji chęci udziału w wyborach wpisać się w lokalnej placówce samorządowej do specjalnej księgi dostępnej dla proboszczów, którzy mają obowiązek odmówić sakramentów wszystkim, którzy nie poczynią stosownego wpisu do 7 lutego 2007 włącznie. Ksiądz biskup żartuje sobie słowami "kto nie zarejestruje się do dnia 7 lutego, automatycznie wyłączy się ze wspólnoty, z narodu i zostanie pozbawiony prawa korzystania z Komunii świętej oraz innych sakramentów" i parę wierszy dalej: "pójście na wybory, to wasz święty obowiązek!"

Ciekawe, co pali Bp Okobo i gdzie to można kupić?

Indie: wspólne święta drogą ku jedności

"Wspólne celebrowanie świąt różnych religii jest najlepszym antidotum na próby dzielenia społeczeństwa i tworzenia wewnętrznych napięć” - stwierdził przewodniczący Episkopatu Indii. Kard. Telesphore Placidus Toppo wziął udział w spotkaniu „Forum Przyjaźni” w Rańći.

Zorganizowano tam 14 stycznia wspólne obchody Bożego Narodzenia, oraz przypadających w pierwszych dniach roku świąt hinduistycznych, muzułmańskich i sikhijskich. Purpurat jako przedstawiciel chrześcijan stanu Dźharkhand wskazał na aktualność i powszechny charakter ewangelicznego Kazania na Górze. Zachęcił do zapoznania się z treścią modlitwy „Ojcze Nasz”, którą odmawiać mogą wyznawcy różnych religii. Wielu duchownych uznało, że ideę „Forum Przyjaźni” należy upowszechnić na cały stan, aby wykorzenić konflikty międzywyznaniowe oraz budować atmosferę życzliwości i przyjaźni.

opoka.org.pl

czwartek, 18 stycznia 2007

Czy według Gościa Niedzielnego Kościół posoborowy jest Kościołem katolickim?

Jak głosi Święta Tradycja, jednym z przymiotów Kościoła katolickiego należących do niego od samego początku, była jedność; widzialna, niezbywalna, doskonała, nie podlegająca żadnym brakom, jakimkolwiek wadom, domniemanym uszczerbkom... Jak głosił św. Cyprian: "Nie może [Kościół]... z poszarpanym wnętrzem być rozdarty na kawałki. Cokolwiek od karmiącego rdzenia się oddzieli, nie będzie mogło tak oderwane żyć ani oddychać." Prawda o jedności Kościoła jest dla wszystkich katolików oczywista. Niestety nie jest oczywista dla "jakichś ludzi, którzy sieją zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową."

"Burzyć jest łatwo. Odbudować jedność podzielonego Kościoła to zadanie, które przekracza ludzkie siły. Bez cudu Bożej łaski potkniemy się o byle przeszkodę. Dlatego trzeba nam modlitwy. By ten, który wszystkich nas chce zjednoczyć z sobą pomógł nam odbudować widzialną jedność Kościoła."

Gość Niedzielny

"Ponieważ prawda z natury swej jest tylko jedna, Kościół, któremu powierzoną została, jeden jest również. A ponieważ skarb prawdy dlatego tylko został Kościołowi powierzonym, ażeby szafując nim oświecał dusze wszystkie jednym i tym samym światłem, przetoż Kościół sprowadza jedność. To go odróżnia od fałszywych religii; to jest cecha, po której go zawsze będzie można poznać."

Ks. bp Louis Emile Bougaud, Kościół. Poznań 1925, s. 165.

"Oczywista rzecz wreszcie, że Kościół Rzymski, to jest Kościół zjednoczony z biskupem rzymskim przez całkowite poddanie rozumu pod jego nauczanie, i przez poddanie woli pod jego rozkazy, posiada jedność, założoną przez Chrystusa, jedność teologiczną i apologetyczną, którą On uczynił właściwą cechą i niezmazalną pieczęcią swego Boskiego dzieła."

Ks. Jules Didiot, Słownik Apologetyczny Wiary Katolickiej podług D-ra Jana Jaugey'a, opracowany i wydany staraniem x. Wł. Szcześniaka, Mag. Teol. i grona współpracowników, T. II. Warszawa 1894, s. 342.

wtorek, 16 stycznia 2007

Sakramentalia katolickie a posoborowe

Na stronie Śląskiego Środowiska Wiernych Tradycji Łacińskiej znaleźć można ciekawy tekst konferencji wygłoszonej przez ks. Wojciecha Grzesiaka (na zdjęciu), wikariusza parafii Wniebowzięcia NMP w Biertułtowach.

Jak widać są jeszcze Polsce młodzi kapłani, którzy nie dość, że potrafią myśleć logicznie, to jeszcze nie boją się ubierać swoich myśli w słowa i głosić ich powierzonej sobie trzodzie. Dzięki takim kapłanom nie gaśnie nadzieja na powrót normalności do Kościoła.

==================================


Na początku samym, żeby nie błyszczeć swoim blaskiem jak tylko spełniać posłannictwo lustra, odbijając blask Wszechmocnego Boga w Trójcy Świętej Jedynego, wprowadzę w to słowo - wskazanie modlitwę z kolekty mszalnej:

Actiones nostras quæsumus Domine aspirando præveni et adiuvando prosequere ut cuncta nostra oratio et operatio a te semper incipiat et per te coepta finiatur

Tak więc, trzeba zacząć aby to nasza oratio i niejako moje i Wasze operatio w tym krótkim liturgiczno - ascetycznym przedłożeniu stało się iście gratia coelestis, w ujęciu - ma się rozumieć nurtu zstępującego przez katechizm najprościej nazwanego DE SACRAMENTALIBUS. Gdyż o tej płaszczyźnie udzielania się Boga, dzisiaj będę się ogromnie starał powiedzieć w kontekście skarbnicy sakramentaliów o wdzięcznym tytule collectio rituum ex Rituali Romano Ecclesis Poloniæ adaptato. Jednakże moje staranie nie będzie udowadnianiem prawno - historycznej poprawności czy nawet ortodoksji owego zbioru, jak jedynie podstaw teologiczno - ascetycznych, które w konkluzji same dowiodą jej ogromnych walorów dla codziennej pobożności katolickiej. Nie będę wchodził z rozważaniem tematu aby był jak on jak najbardziej tradycjonalistyczny, nawet tradycyjny, gdyż my świadomi jesteśmy, że nasze starania i praca nie ma służyć wyciąganiu na siłę starych płaszczy dlatego tylko, że są stare a nowe się nam nie podobają, ale dlatego, aby pokazać nowym krawcom, że przez nich szyte muszą mieć rękawy i wyglądać na płaszcze, gdyż inaczej są śmieszne i do płaszczów nie podobne. To jest, tak myślę, nasze (pozwólcie, ze tak powiem) Ślązaków wiernych tradycji łacińskiej - więc ot po prostu rzymskich katolików święte zadanie.

Bonum ex integra causa, malum ex quocumque defectu. To święty Tomasz z Akwinu. Tłumaczy się te trafną myśl w sposób następujący - Dobro, aby naprawdę było dobrem, musi być całkowite, zupełne, ono nie znosi ani odrobiny zła. Zatem zło istnieje, skoro tylko jest jakaś skaza. Gdyby Niepokalana miała najmniejsza skazę , nie byłaby już Niepokalaną. Z wiarą katolicką jest podobnie albo ona jest (ex integra) albo jej nie ma (quocumque defectu). Wiara więc proponowana nam przez nurt liberalny posoborowych zmian może stawać w sytuacji (defectu), więc i otwartym pozostaje pytanie o jej katolickość. Ale przepraszam, to dywagacje na czas koła teologicznego, tymczasem przedmiotem tej konferencji ascetycznej mają być jak sam na początku określiłem sakramentalia, czyli owo bonum ex integra, całości życia chrześcijańskiego. Dlaczego?

Myślę, że trudne kwestie krążące wokół krótkiej analizy krytycznej Novus Ordo, liturgicznej reformy, deformacji rytów sakramentów są nam bliskie i bolesne. Tymczasem, może nie zauważamy tak mocno kryzysu sakramentaliów (zaraz określę ich przedmiot), marginalizacji ich znaczenia dla codziennego życia katolika, potrzeby uczestniczenia w nich i czerpania z nich siły.Pewien kupiec mawiał: Gdy cos kupuję dla siebie i oszczędzę parę złotych, odkładam je do osobnego pudełka, które nazwałem sklepikiem. W każdej biedzie on mnie ratuje gdyż mogę zaciągnąć pożyczkę w sklepiku. Przytoczona czynność jest drobiazgiem w stosunku do całości życia, ale ona sprawia, że wielu ludzi zachowując podobne rady potrafiło sobie stworzyć celowe, mądre i wydajne życie.

Tak jest i w życiu duchowym. Są małe rzeczy, drobne czynności religijno - moralne zwane sakramentaliami, które jakkolwiek są małe i nie znaczne to jednak dla całości życia religijnego przynoszą wielką pomoc

Przedsoborowy rytuał sakramentaliów z XVII wieku określa sakramentalia i dzieli je ze względu na klauzulę stopni i godności kapłańskich. Tak więc: Do Ojca Św. należy namaszczanie królów, poświęcanie paliuszów, złotej róży (i Agnus Dei), dla biskupów namaszczanie opatów, ksienii, konsekracja kościoła, kielicha i pateny. Najwięcej błogosławieństw i poświęceń pozostawiono kapłanom; poświęcenie wody, pól, zbóż, domów, pokarmów wielkanocnych, błogosławieństwa tak pięknie usystematyzowane we wspomnianym Collectio rituum. W posoborowej systematyce pobożności ludowej sakramentalia zajmują miejsce nie teologiczne - tzn. są traktowane jako dewocyjne działania ludu Bożego, przez nowe ruchy Kościoła określane jako zaściankowe i śmieszne. Tymczasem wierny chrześcijanin, gdy korzysta z sakramentaliów postępuje jak roztropny pacjent, który w okresie epidemii ucieka się do profilaktyki nie czekając bezczynnie aż choroba go dostanie.

Więc sakramentalia to błogosławieństwa, poświęcenia i egzorcyzmy (tak bardzo ogólnie). Jeden z ostatnich rytuałów przedsoborowych został zatwierdzony przez Świętą Kongregację Obrzędów w 1959 a oddany w Polce w 1962 roku. Rytuał ten został już ukształtowany uwzględniając zmiany nowego Kodeksu Rubryk, których dokonał w 1960 r. bł. Jan XXIII.

Zawarte są w nim obrzędy sakramentów (to zostawimy może na kiedy indziej) a także teksty błogosławieństw w rozdziale de benedictionibus i już wtedy określane mianem sakramentalia - pogrzeb katolicki w rozdziale de exsequiis. Wcześniejszy zbiór Rituale Romanum Ecclesis Poloniæ z 1927 roku, umieszcza pogrzeb katolicki w rozdziale z sakramentami, klasyfikując go zaraz po Sacramentum Extremæ Unctionis, (dzisiejszy Sakrament Namaszczenia Chorych), a przed Sacramentum Matrimonium. Na tym przykładzie uwidacznia się sprawa ważności katolickiego pogrzebu, jego znaczenia dla zbawienia duszy i jego znaku, który mówił żyjącym - żyj tak aby zasłużyć na katolicki pogrzeb. W posoborowych rytuałach w ogóle nie ma de exsequiis. Pogrzeb staje się rytuałem chwały człowieka, zamiast liturgicznym psalmem pokutnym w kierunku wszechmogącego Boga. Kolejnymi częściami rytuału z 1927 roku są błogosławieństwa, procesje, egzorcyzmy - co zwięźle ukazuje czym są sakramentalia, o czym już wcześniej wspomniałem.

Jedną z najwspanialszych (dla mnie) części Rituale Romanum są teksty Formula Professionis Fidei. Szczegółowo posegregowane dla różnych heretyków i schizmatyków (myślę, że tu nie ma nikogo z Kurii albo z policji bo podobno za takie słowa już zamykają)

  • Professio Catholica Fidei juxta Codicem Iuris Canonici - wyznanie wiary według Kodeksu Prawa Kanonicznego.
  • Pro hæreticis occidentalibus - dla heretyków różnych
  • Pro hæreticis seu schismaticis orientalibus - dla heretyków i schizmatyków wschodnich


Oczywiście nie muszę wspominać, że rytuał ten w Agendzie Liturgicznej Diecezji Katowickiej zwie się obrzędem przyjęcia osoby ochrzczonej do PEŁNEJ jedności z kościołem. Nie ma tutaj miejsca na uznanie winy połączonego z wyznaniem wiary. Zaczyna się to i kończy lakonicznym stwierdzeniem przyjęcia i pochwały heretyka. (którego oczywiście tak nie nazywa, bo nie wolno). W nowym rytuale trójpodział sakramentaliów jest zachwiany brakiem egzorcyzmów.

Jak zauważyliście skupiłem swoją uwagę tylko na formie, układzie i podziale sakramentaliów. Pozostawiłbym pewien niedosyt gdybym nie wspomniał o treści błogosławieństw, poświęceń i egzorcyzmów. Nowy rytuał sakramentaliów jest o tyle niejasny, że te same modlitwy błogosławieństw czy poświęceń mają różne wersje (wystarczy wziąć do ręki agendę katowicką i opolską a zauważymy różnice). Ponadto nacechowane są duchem obecnego czasu tzn. wyrażają pełną autonomię człowieka, pewnego rodzaju subiektywizm, zbyt daleko posunięty humanizm. Brakuje w nich na pierwszym planie podkreślenia mocnego elementu działania Boga - wezwania Jego Imienia. Bóg jest rozpatrywany w kontekście szczęścia człowieka, a Jego błogosławieństwo ma tylko jeden cel - to ziemskie szczęście zabezpieczyć. Dobrze rozumiemy, ze szczęście ziemskie to drugi plan, pierwszy to salutis animarum pro intercesione Ecclesiæ Catholicæ - zbawienie dusz przez wstawiennictwo, posługę Kościoła Katolickiego, jednak jak tu mówić o zbawieniu dusz skoro znaczna część tych modłów (przepraszam za wyrażenie) ma czysto ekumeniczno - kosmologiczny charakter. Np. błogosławieństwo zagrody domowej, jest pochwałą na cześć krówki i kurki, zamiast dziękczynieniem Bogu za dary stworzenia i udzielenie ich dla dobra człowieka - co miało miejsce w rytuałach przedsoborowych, w których modlitwa błogosławieństwa była poprzedzona dziękczynieniem Bogu, a samo błogosławieństwo było wzywaniem łaski dla zbawienia. Aby nie być gołosłownym:

(cytuję nie od początku) benedictio pecorum et armentorum - a jak udzieliłeś nam pomocy w pracach i potrzebach tak racz w najłaskawszym miłosierdziu Swoim z nieba pobłogosławić, chronić i strzec to bydło i tę trzodę. Sługom swoim wraz z pożytkiem doczesnym racz udzielić nieustannie łaski, aby z wdzięcznością chwalili i wysławiali święte Imię twoje. Widzimy zatem, że to błogosławieństwo niesie ze sobą modlitwę o dary duchowe za względu na udzielone dary materialne.

Cała katolicka obrzędowość związana z błogosławieństwami, poświęceniami czy egzorcyzmami straciła wiele ze swej żywotności w mentalności ludzi po aggiornamento Drugiego Soboru Watykańskiego. My młodsi możemy tylko wspominać ludową obrzędowość związaną z obchodem wspomnienia różnych świat, poświęcenia i błogosławieństwa dokonywane w kościołach. Kto dzisiaj nosi chleb i wodę na św. Agatę; kto nosi wino na św. Jana; świece na Jana i Pawła; gromnice na Święto Oczyszczenia NMP, zwane NMP Gromniczną; zioła i kwiaty na Wniebowzięcie? Tak możnaby wymieniać… Aby ową przydługawą mowę zakończyć iście ascetycznie pozwolę sobie napomnieć: Starajmy się żyć sakramentaliami. Korzystać z błogosławieństw, poświęceń, procesji i egzorcyzmów (choćby ów zacny Sanctæ Michaele Archangele, defende nos in prælio...), starajmy się (chociaż dla świeckich to trudne) promować zacny Rituale Romanum. (Ja jako kapłan staram się korzystać tylko z jego bogactwa). To nasze zadanie; ludzi którzy umiłowali czcigodną tradycję katolicką, którzy pałają pragnieniem aby Kościół XXI wieku na powrót stał się Katolicki, żyjąc wiarą i tradycjami tego Kościoła sprzed wydarzeń lat sześćdziesiątych.

Zadziwiający zbieg okoliczności

W życiu ludzi i społeczeństw od czasu do czasu mają miejsce różne wydarzenia, bardziej lub mniej doniosłe, bardziej lub mniej zauważalne, bardziej lub mniej nadzwyczajne. Ich charakter, jakkolwiek nie przesądza z czyjej pochodzą inspiracji, zmusza o zastanowienia wielu postronnych obserwatorów.

Wydaje się, że w Polsce miał miejsce
ostatnio właśnie jeden z takich zbiegów okoliczności:

20 grudnia 2006 r. - Jednym głosem, przeciwko poselskiej inicjatywie intronizacji Chrystusa Pana na Króla Polski opowiedziała się demokratyczna opinia publiczna wraz z biskupami Kościoła posoborowego. Pisaliśmy zresztą o tym szerzej.

14 stycznia 2007 r. - Znany obraz Chrystusa Króla znajdujący się w kościele św. Wincentego Pallottiego w Warszawie autorstwa Adama Styki stanął nagle w płomieniach i spłonął doszczętnie podczas Mszy 14 stycznia o godz. 7 rano. Przyczyną było zwarcie instalacji elektrycznej oświetlenia zainstalowanego na pobliskich choinkach. Jak donosi KAI - nienaruszone pozostały tylko ramy obrazu. Pozostałe straty są niewielkie.

Podobnych dziwnych zbiegów okoliczności, nieraz można doszukiwać się w dziejach świata. Weźmy chociażby przykład pierwszy z brzegu:

27 października 1986 r. - Światowy Dzień Modlitw o Pokój w Asyżu zwołany z inicjatywy Jana Pawła II, w którym udział wzięło 47 delegacji reprezentujących różne wspólnoty chrześcijańskie oraz 13 sekt niechrześcijańskich. Spotkanie odbyło się w Bazylice św. Franciszka w Asyżu. Uczestnicy przedsięwzięcia modlili się m.in. do stojącego na tabernakulum, posążka buddy.

8 września 1997 r. - Silne trzęsienie ziemi spowodowało poważne uszkodzenie Bazyliki w Asyżu. Zawaliła się część sklepienia kościoła górnego, którego spadające fragmenty zabiły czterech zakonników (jeden z nich był Polakiem).

czwartek, 11 stycznia 2007

Radio Socjaldemokratyczno-Watykańskie

"Jest rzeczą konieczną i naglącą starać się o to usilnie, aby cokolwiek wiek obecny z daru Bożego wniósł do nauki, sztuki czy techniki, służyło prawdziwie chwale Bożej, zbawieniu dusz i szerzeniu Królestwa Chrystusowego: abyśmy wszyscy, jak uczy nas Kościół 'tak przeszli przez dobra doczesne, by nie utracić wiecznych'."
Pius XI, Encyklika Vigilanti cura

Czy Radio Watykańskie - które samo siebie określa jako - "głos Papieża i Kościoła w dialogu ze światem" - ma jeszcze do zaoferowania temu światu wiadomości dotyczące rozszerzania się nauczania Ewangelii Chrystusowej i wzrostu Królestwa Chrystusowego?

Codzienne wysłuchiwanie przygotowanych przez jego redaktorów serwisów informacyjnych pozwala raczej przypuszczać, że stało się one tubą międzynarodówki socjaldemokratycznej. Próżno doszukiwać się w jego głosie przypominania prawd wiary, obyczajów i tradycji, jakichkolwiek aluzji do nadprzyrodzonego pochodzenia Kościoła, jego misji obrony i rozkrzewiania wiary katolickiej oraz prawdziwego celu życia człowieka jakim jest zbawienie wieczne.

Wystarczy zapoznać się jedynie z dzisiejszym serwisem przygotowanym na stronach internetowych Radia Watykańskiego, aby dostrzec, że tym co Kościół posoborowy, w jego opinii, ma do zaoferowania dzisiejszemu światu to przede wszystkim: międzywyznaniowe działania socjalne, walka z ubóstwem, obrona ducha demokracji, ochrona przyrody, kwestia praw uchodźców i problem emigracji, utwierdzanie pokoju i sprawiedliwości społecznej.

"Dialog, oprócz woli politycznej, wymaga także działań kulturalnych, socjalnych i religijnych w oparciu o wartości, które na przestrzeni wieków ubogaciły wspólne dziedzictwo różnych narodów i wyznań – stwierdził kard. Paul Poupard."

"37 mln mieszkańców Stanów Zjednoczonych żyje poniżej granicy ubóstwa. To ponad 12 proc. społeczeństwa - dane te podali przedstawiciele Katolickich Organizacji Charytatywnych."

"„Uprawomocnienie Krajowych Norm o Regulacji Płodności sprzeciwia się duchowi demokracji. Ten południowoamerykański kraj przekształca się w państwo tyrańskie nie respektujące szczególnie praw najbardziej słabych i bezbronnych” – stwierdził chilijski episkopat."

"Bp Erwin Kräutler - pochodzenia austriackiego - odpowiedzialny za Prałaturę terytorialną Alto Xingu jest także przewodniczącym Misyjnej Rady Indian. Pełni posługę ewangelizacyjną w regionie Amazonii ponad 40 lat. Hierarcha znany jest w Brazylii jako przeciwnik nieodpowiedzialnego niszczenia puszczy amazońskiej i niestrudzony obrońca chłopów małorolnych żyjących w tamtym regionie kraju."

"Biskupi podkreślają, że panamski Kościół potrzebuje duchowej odnowy. Wyzwaniem dla tamtejszych katolików są także kwestie utwierdzania pokoju i sprawiedliwości społecznej."

"Seul w 1992 r. podpisał Konwencję Genewską na temat statusu uchodźców. Od tego czasu o azyl, z powodów religijnych bądź rasowych wystąpiło ponad tysiąc cudzoziemców. Rząd przychylnie rozpatrzył jednak zaledwie 100 podań."

"Rada Konferencji Episkopatów Europy niestrudzenie działa na rzecz przywrócenia w tym kraju pokoju oraz nadziei chrześcijanom zmuszanym do emigracji."

Jako podsumowanie odsyłam jeszcze raz do słów Dietricha von Hildebranda, umieszczonych w tekście pt. Absolutyzacja doczesności.

środa, 10 stycznia 2007

Zbliżają się obchody X Dnia Judaizmu w Poznaniu

Nabożeństwo biblijne, które odprawi metropolita gnieźnieński, arcybiskup Henryk Muszyński, a także sympozjum na temat przyszłości dialogu chrześcijańsko-żydowskiego w Polsce złożą się na główne poznańskie obchody X Dnia Judaizmu. Obchodzonemu tradycyjnie 17 stycznia Dniowi Judaizmu w stolicy Wielkopolski towarzyszyć będą również przez prawie dwa tygodnie koncerty muzyki żydowskiej, warsztaty tańca, wystawy malarstwa, spektakle teatralne oraz pokazy filmów izraelskich. Jednej z poznanianek za ratowanie w czasie wojny Żydów wręczony zostanie także medal "Sprawiedliwy wśród narodów świata". "W spotkaniu Żydów i chrześcijan najważniejszy jest jednak Bóg. Jego obecność zobowiązuje obie strony, żeby poważnie potraktować nasz dialog jako dzieci Jednego Boga" - powiedział w czwartek na konferencji prasowej referent ds. Dialogu Międzyreligijnego w archidiecezji poznańskiej, ks. Jerzy Stranz. Głównym punktem obchodów Dnia Judaizmu będzie nabożeństwo biblijne, które odprawione zostanie 17 stycznia w kościele świętego Wojciecha. Rozpocznie je uroczysty obrzęd zapalenia Menory Dialogu - potężnego siedmioramiennego żydowskiego świecznika, symbolizującego płonący krzew, który od trzech lat towarzyszy poznańskim obchodom Dnia Judaizmu. Podczas sprawowanego przez abp Muszyńskiego nabożeństwa odmówiona zostanie specjalna modlitwa do "Boga Abrahama, Izaaka i Jezusa Chrystusa", by chrześcijanie i Żydzi przyczyniali się wspólnie "do rozświetlania świata Światłem Bożym". Dzień wcześniej odbędzie się sympozjum zatytułowane "Co dalej z dialogiem chrześcijańsko-żydowskim w Polsce". W dyskusji wezmą udział metropolita poznański i wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Stanisław Gądecki, a ze strony żydowskiej - współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, Stanisław Krajewski. Obecni będą także niemiecki kapłan pracujący w Oświęcimiu, ksiądz Manfred Deselaers oraz profesor Jan Grosfeld i publicysta Konstanty Gebert. Poznańskie obchody tegorocznego Dnia Judaizmu rozpoczną się już 8 stycznia i będą trwały przez kolejne jedenaście dni. Ważnym ich akcentem będzie wręczenie poznaniance Juliannie Bartoszkiewicz przyznawanego przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie medalu "Sprawiedliwy wśród narodów świata", które otrzymują osoby ratujące podczas wojny z narażeniem własnego życia Żydów. Uczestnicy Dnia Judaizmu uczczą także modlitwą i wystawą setną rocznicę otwarcia w Poznaniu synagogi żydowskiej, którą w czasie okupacji hitlerowcy zamienili na istniejącą do dziś pływalnię.

za: KAI

wtorek, 9 stycznia 2007

Nowa Wiosna we Francji

Za: Radio Watykańskie

Francuscy katolicy dobrze postrzegają Kościół i osobowość Benedykta XVI. W Paryżu opublikowano wyniki telefonicznego sondażu przeprowadzonego w październiku ubiegłego roku przez laickie czasopismo „Le Monde des Religions”. Wynika z niego, że jedynie niewiele ponad połowa Francuzów deklaruje się jako katolicy. Jednak trzy czwarte z nich dobrze ocenia Kościół i Ojca Świętego. Gorzej przedstawia się sytuacja z praktykowaniem wiary. 17 % regularnie uczestniczy we Mszy św. i sakramentach, a 1/3 okazjonalnie. Ponad połowa osób deklarujących się jako katolicy w ogóle nie chodzi do kościoła, albo przybywa tam jedynie w związku z uroczystościami rodzinnymi. Nie najlepiej wygląda też sytuacja modlitwy. Według tego samego sondażu sondażu ¼ francuskich katolików modli się przynajmniej raz w tygodniu, a 28% od czasu do czasu. Niemal wszyscy ankietowani, deklarujący swą wiarę znają na pamięć „Ojcze Nasz” i „Zdrowaś Mario”.
Pomimo zmniejszania się liczby parafii, podwyższania się średniej wieku księży i katolików, złej znajomości prawd katechetycznych we Francji nadal przekazywana jest wiara kolejnym pokoleniom – zauważa na łamach dziennika „La Croix” Claire Lesegretain. Autorka zaznacza, że sondaż przeprowadzony przez „Le Monde des Religions” miał charakter socjologiczny, a odpowiedź ankietowanych osób zależała w znacznej mierze od tego, jak postawiono pytanie.

O tym samym sondażu wg PAP za: wp.pl

Ogromna większość francuskich katolików opowiada się za zniesieniem celibatu i kapłaństwem kobiet - wynika z sondażu, który ma się ukazać w magazynie "Le Monde des Religions".
81% badanych katolików określa się jako "bardzo" albo "dosyć" przychylnych dla zawierania małżeństw przez księży, a 79% popiera kapłaństwo kobiet - wynika z sondażu przeprowadzonego przez instytut CSA.
Benedykta XVI dobrze ocenia 71% francuskich katolików, przy czym 7% badanych ma o papieżu "bardzo dobre" mniemanie, a 64% - "raczej dobre".
Z sondażu wynika, że 51% Francuzów określa się jako katolicy, ale do kościoła - poza uroczystościami takimi jak chrzest, ślub czy pogrzeb - chodzi mniej niż połowa z tej grupy.
Tylko 52% Francuzów, którzy deklarują się jako katolicy, wierzy w istnienie Boga - 26% "jest pewnych", dla kolejnych 26% "jest to prawdopodobne", a 30% "nie ma zdania".
Badanie przeprowadzono przez telefon między 18 a 25 października w grupie 1021 osób określających się jako katolicy.

Za: EAI:

Liczba Francuzów, którzy deklarują jako wyznanie katolicyzm ulega ciągłemu i to bardzo gwałtownemu spadkowi. Aktualnie za katolików uważa się jedynie 51% Francuzów, na początku lat 90 XX wieku było ich jeszcze 80%, w 2000 r. 69%.
Również udział w życiu religijnym katolików ulega spadkowi. Dzisiaj jedynie 10% katolików praktykuje swoją wiarę. 8% z nich uczestniczy raz lub dwa razy w tygodniu, we mszy świętej. Również 8% najwyżej raz w roku bywa w kościele.
W 1975 r. aż 80% urodzonych we Francji było ochrzczonych, gdy tymczasem w 2004 r. liczba ta wynosiła zaledwie 46%.
W 1975 r. śluby katolickie stanowiły we Francji 72% wszystkich ślubów, które zawierano, gdy tymczasem w 2003 r. stanowiły one jedynie 36%.
W 1970 r. było we Francji 37.555 księży, a w 2004 r. już jedynie 16.859, z czego większość w wieku ponad 60 lat.

Kościół pw. "Miłosierdzia Bożego" w Puławach

Od ubiegłego roku parafia "Miłosierdzia Bożego" w Puławach może poszczycić się nowymi malowidłami na filarach znajdujących się wewnątrz miejscowego kościoła.








poniedziałek, 8 stycznia 2007

Posoborowy szacunek dla stroju duchownego

foto: ddm.org.pl - Ewangelizatorzy jadą na Przystanek Woodstock 2006 r.

foto: pielgrzymka.gniezno.pl - Pielgrzymka z Gniezna na Jasną Górę 2005 r.

foto: franciszkanie.pl - Spotkanie Młodych Wołczyn 2006

niedziela, 7 stycznia 2007

Chrześcijanie i muzułmanie nie wierzą w tego samego Boga

Czyżby do Kościoła powoli wracała normalność? Ordynariusz ratyzboński, Bp Gerhard Ludwig Müller we wczorajszym kazaniu przypomniał katolickie nauczanie Kościoła i stwierdził m.in.:

Ponieważ bóg Allah jest uznawany i czczony przez mahometan, wyznawców religii muzułmańskiej, zamiast Trójjedynego Boga i wcielenia wiecznego Słowa, tenże Allah nie jest tym samym, kim jest Bóg i Ojciec Jezusa Chrystusa, jedynego Pośrednika między Bogiem a człowiekiem. A zatem muzułmanie i chrześcijanie nie wierzą w tego samego Boga

Przypomnijmy, że Drugi Sobór Watykański w Konstytucji Lumen Gentium naiwnie "naucza", a Katechizm Kościoła Katolickiego w artykule 841 powiela:
...plan zbawienia obejmuje także i tych, którzy uznają Stworzyciela, wśród nich zaś w pierwszym rzędzie muzułmanów, oni bowiem wyznając, iż zachowują wiarę Abrahama, czczą wraz z nami Boga jedynego i miłosiernego, który sądzić będzie ludzi w dzień ostateczny.

W katolickim Akcie poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Jezusowemu, spisanym przez Leona XIII czytamy:
Królem bądź dla tych wszystkich, którzy błąkają się jeszcze w ciemnościach pogaństwa albo islamizmu i racz ich przywieść do światła i Królestwa Bożego.

Za to w jego ocenzurowanej wersji posoborowej zamiast powyższych słów czytamy:
Króluj tym, których albo błędne mniemania uwiodły albo niezgoda rozdziela"

Nic dziwnego więc, że Jan Paweł II podczas spotkania z ludnością muzułmańską w Kadunie (Nigeria, 14 lutego 1982) powiedział:
Wspólnie wierzymy w jedynego Boga, Stworzyciela człowieka. Uznajemy Boże panowanie i bronimy godności człowieka jako sługi Bożego. (...) Tak więc prawdziwie możemy nazwać się wzajemnie braćmi i siostrami przez wiarę w jedynego Boga.

Na szczęście Kościół budzi się z posoborowego zaczadzenia i - jak widać - znowu można mówić prawdę. Co ciekawe, nawet długo po Drugim Soborze Watykańskim wolno było pisać katolicką prawdę o islamie, jak np. w "Propedeutyce teologii katolickiej" autorstwa ks. Antoniego Witkowiaka (Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1971 r.) - fotokopia obok.

sobota, 6 stycznia 2007

Decretum Contra Communismum

Dekret Świętego Officjum z 1 czerwca 1949 w odpowiedzi na zapytania licznych biskupów, wydany na wniosek Piusa XII. Dekret został potwierdzony w 1959 r. przez bł. Jana XXIII i o ile się orientujemy, obowiązuje po dzisiejszy dzień.

[1]
Q. Utrum licitum sit, partibus communistarum nomen dare vel eisdem favorem
praestare.
Czy godzi się zostać członkiem partii komunistycznej lub wspierać taką partię?
R. Negative: Communismum enim est materialisticus et antichristianus; communistarum autem duces, etsi verbis quandoque profitentur se religionem non oppugnare, se tamen, sive doctrina sive actione, Deo veraeque religioni et Ecclesia Christi sere infensos esse ostendunt.
Odpowiedż przecząca. Komunizm cechuje materializm i antychrystianizm; sami przywódcy komunistów, nawet jeśli twierdzą iż nie są przeciwko religii, jasno świadczą słowami i czynami o swoim byciu przeciwko Bogu, prawdziwej religii i Kościołowi Chrystusowemu.

[2]
Q. Utrum licitum sit edere, propagare vel legere libros, periodica, diaria vel folia, qual doctrine vel actioni communistarum patrocinantur, vel in eis scribere.
Czy godzi się wydawać, propagować lub czytać książki, czasopisma lub ulotki, które szerzą doktryny komunistyczne lub w nich publikować swoje teksty?
R. Negative: Prohibentur enim ipso iure
Odpowiedż przecząca. Jest to zabronione mocą samego prawa

[3]
Q. Utrum Christifideles, qui actus, de quibus in n.1 et 2, scienter et libere posuerint, ad sacramenta admitti possint.
Czy Wierni Chrześcijanie, którzy dokonują aktów opisanych w pytaniach 1 lub 2 mogą być dopuszczani do sakramentów?
R. Negative, secundum ordinaria principia de sacramentis denegandis iis, Qui non sunt dispositi
Odpowiedż przecząca. Ponieważ zasady udzielania sakramentów nie dopuszczają do nich tych, którzy nie są w odpowiednim stanie (dyspozycji)

[4]
Q. Utrum Christifideles, qui communistarum doctrinam materialisticam et anti Christianam profitentur, et in primis, Qui eam defendunt vel propagant, ipso facto, tamquan apostatae a fide catholica, incurrant in excommunicationem speciali modo Sedi Apostolicae reservatam.
Czy Wierni Chrześcijanie, wyznający materialistyczną i antychrześcijańską doktrynę komunistyczną, a przede wszystkim ci, którzy bronią jej lub ją propagują, za te czyny mocą samego prawa zaciągają na siebie ekskomunikę zarezerwowaną Stolicy Apostolskiej?
R. Affirmative
Odpowiedź potwierdzająca.

piątek, 5 stycznia 2007

Smutne dziedzictwo Vaticanum II

Poniżej prezentujemy fragmenty pisma Juana Manuela Lasso de la Vega CSSR, Przełożonego Generalnego Redemptorystów z 8 września 1994 (Communicanda, Prot. Nr 0000 0237/94), pt. "Odczytywać Znaki Czasu".
Artykuł prezentuje smutną rzeczywistość, w której znalazło się zgromadzenie św. Alfonsa Liguori, na tle ogólnego kryzysu Kościoła, upadku życia zakonnego, spadku powołań, księży porzucających kapłaństwo, sekularyzacji, utraty wpływu religii na życie jednostek i rodzin. Refleksji autora towarzyszy bezgraniczna wiara w słuszność drogi wytyczonej przez Vaticanum II, mimo jego zatrważających owoców, mimo przygnębiającej beznadziei i braku perspektyw na polepszenie sytuacji.

Straty w stanie osobowym w Zakonie Redemptorystów w okresie 1964-1973:

- pierwsze profesje spadły z 325 w 1964 roku do 88 w 1973, nigdy już nie powróciły do poziomu z lat bezpośrednio poprzedzających Vaticanum II.

- 2.332 profesów opuściło Zgromadzenie, w tym ponad 500 księży. (W poprzednich 10 latach Zgromadzenie opuściło 565 profesów, w tym 60 księży!).

Jak pokazują poniższe statystyki, Redepmtoryści nie są jedynym Zgromadzeniem, które doświadczyło poważnego spadku liczebnego w ostatnich dziesięcioleciach:

Jezuici (SJ) - stan na rok 1966: 35.919, stan na rok 1992: 23.570, spadek o - 34%
Franciszkanie (OFM) - stan na rok 1966: 25.272, stan na rok 1992: 18.558, spadek o - 26%
Salezjanie (SDB) - stan na rok 1966: 22.726, stan na rok 1992: 18.558, spadek o - 23%
Kapucyni (OFM Cap) - stan na rok 1966: 15.710, stan na rok 1992: 11.676, spadek o - 26%
Benedyktyni (OSB) - stan na rok 1966: 11.963, stan na rok 1992: 8.738, spadek o - 27%
Dominikanie (OP) - stan na rok 1966: 9.946, stan na rok 1992: 6.561, spadek o - 34%
Redemptoryści (CSsR) - stan na rok 1966: 9.052, stan na rok 1992: 6.052, spadek o - 33%
Oblaci (OMI) - stan na rok 1966: 7.890, stan na rok 1992: 5.273, spadek o - 33%
Misjonarze (CM) - stan na rok 1966: 6.230, stan na rok 1992: 3.668, spadek o - 41%
Zgrom. Ducha Świętego (CSSp) - stan na rok 1966: 5.137, stan na rok 1992: 3.280, spadek o - 36%

(Źródło: Annuario Pontificio, Città del Vaticano, 1968, 1994; liczby te obejmują też nowicjuszy)

Nauka Soboru Watykańskiego II przyczyniła się do ogromnych przemian w Kościele powszechnym i zarazem wycisnęła niezatarte piętno na ostatnich dziesięcioleciach historii naszego Zgromadzenia. Odnowiona eklezjologia soborowa, a zwłaszcza jej rozumienie jako powszechnego powołania do świętości życia, przysłużyła się do wzmocnienia roli świeckich w Kościele i w pewnym sensie zakwestionowała życie konsekrowane jako „lepszą" bądź też „wznioślejszą" drogę. Sobór słusznie uznał pozycję świeckich i przyznał im szerszą rolę w misji Kościoła. Równocześnie to odnowione samookreślenie Kościoła przyczyniło się do kryzysu tożsamości zakonników i księży.

Sobór rozszerzył także kościelne rozumienie dzieła odkupienia, twierdząc, iż moc zbawcza Boga działa faktycznie, również w innych tradycjach religijnych, a nawet w ludziach, którzy nigdy nie poznali Jezusa Chrystusa. Ścisłe rozumienie sformułowania extra Ecclesiam nulla salus zostało odstawione na bok. Taka rozszerzona koncepcja ekonomii zbawczej oraz zmniejszenie nacisku na indywidualne zadanie „zbawienia swej duszy" silnie odbiło się na misyjnym dynamizmie Zgromadzenia, zarówno w wymiarze naszych misji parafialnych, jak też misji ad gentes.

Odnowie soborowej towarzyszyło zjawisko rosnącej sekularyzacji, zwłaszcza w tak zwanym Pierwszym Świecie, gdzie Kościół instytucjonalny nadal traci wpływ na sferę polityczną, a nawet znaczenie w życiu jednostek i rodzin.

Wielu braci widzi w tym statystycznym obrazie Zgromadzenia pogłębiający się kryzys. Kryzys niekoniecznie jest nieszczęściem, ponieważ Bóg przemawia do nas właśnie poprzez ten kryzys. Lecz aby Boga usłyszeć, musimy najpierw zaakceptować sytuację, jednak nie z rezygnacją nieszczęśliwych ofiar albo z rozpaczliwą nadzieją na jakąś magiczną interwencję. Pierwszy krok w rozpoznaniu to akceptacja sytuacji takiej, jaką ona jest. Jedynie wówczas będziemy w stanie słuchać Boga i usłyszeć wezwanie do szczerej refleksji oraz zaproszenie do dania z wiarą odpowiedzi.

Jak to wyżej sugerowaliśmy, dramatyczne zmiany kościelne i społeczne ostatnich 30 lat nie pozostawiły Zgromadzenia nienaruszonym. Doświadczyliśmy gwałtownego zerwania z naszą przeszłością i nie dostosowaliśmy skutecznie podstawowych wartości naszego Zgromadzenia do zmienionych okoliczności nowoczesnego świata. Wydaje się, że odnowione Konstytucje i Statuty oraz znajomość historii naszego Zgromadzenia praktycznie nie oddziaływają na życie i decyzje poszczególnych współbraci czy jednostek. Zachodzi obawa, że w wielu rejonach świata współbracia po prostu nie mogą zgodzić się odnośnie tego, co znaczy być redemptorystą. Tym, co jeszcze bardziej przeraża jest widoczna niechęć do wspólnego poszukiwania tożsamości redemptorysty dzisiaj.

Nieodkrycie naszej misyjnej tożsamości dzisiaj nie tylko wypacza nasze życie wspólnotowe, ale pociąga za sobą także konsekwencje odnośnie naboru i formacji początkowej naszych kandydatów i studentów. Do jakiego rodzaju życia możemy ich w gruncie rzeczy przygotowywać, skoro nasze rozumienie zadania redemptorystowskiego jest niejasne? I jak możemy odwoływać się do idealizmu młodego człowieka, jeśli aktualny stan naszego życia wspólnego stanowi znikome świadectwo aspiracji Alfonsa?

Są też tacy, którzy obecną sytuację chcieliby widzieć jako skutek nie usprawiedliwionego eksperymentowania dokonanego w imię „odnowy" i stąd nawołują do powrotu do dawnych struktur Zgromadzenia. Odwołują się przy tym do pozornego wzrostu znaczenia pewnych tradycyjnych ruchów w życiu zakonnym. Co do nas, to nie sądzimy, by Bóg wzywał nas do przywracania na nowo starych struktur, tradycji i praktyk z naszej przeszłości. Jednakże obecny kryzys tak wielu jednostek, który jest w stanie dotknąć również (wice)prowincje dotychczas nim nie zarażone, może być domaganiem się ze strony Boga, abyśmy raz jeszcze rozważyli znaczenie naszej konsekracji zakonnej w warunkach dzisiejszego świata.

Za: Oficjalna Strona Internetowa Zarzadu Generalnego Redemptorystów

Muzułmańska Belgia

Wywiad z Ks. Jean-Luc Blanpain, wikariuszem biskupim archidiecezji Malines-Bruksela

Powszechne jest przekonanie o ekspansji islamu, powstawaniu meczetów, a zamykaniu kościołów. Jak to wygląda w rzeczywistości?
– Szacujemy, że w Brukseli funkcjonuje około 80 miejsc modlitwy muzułmanów, ale tylko jeden, największy meczet jest tak naprawdę oficjalnie uznawany przez władze. Mamy 107 parafii katolickich plus niezależne kaplice różnych wspólnot czy organizacji – w sumie około 130 kościołów i kaplic.

A ilu jest praktykujących katolików?
– Badań dawno nie robiliśmy, ale szacujemy, że wśród mieszkańców Brukseli jest około 6 procent praktykujących katolików. Nie ukrywam, że na ten wynik niemały wpływ mają pracujący tu Polacy... Trudno oszacować dokładne liczby, bo tu ludzie mówią, że są praktykujący, jeżeli chodzą do kościoła przynajmniej... raz w miesiącu. Takich osób jest około 20 procent.

Kościół jest nieatrakcyjny dla ludzi?
– Trzeba sobie uświadomić, że nawet do 25 procent mieszkańców Brukseli to muzułmanie. No, oni na pewno do kościoła nie przyjdą... A pozostali? Cóż, wielu ludzi czuje się jakoś związanych z Kościołem, ale nie uczestniczy w żadnych praktykach religijnych. Podkreślamy jednak, że mimo różnych przeciwności Kościół nie powinien bać się zajmowania miejsca we współczesnym społeczeństwie.

Za: Przewodnik Katolicki


W działalności Kościoła belgijskiego wysuwały się na czoło misje, na które z Belgii w okresie międzywojennym i po drugiej wojnie światowej wysyłano szczególnie wielu misjonarzy i to nie tylko do Konga, kolonii belgijskiej. W 1956 roku działało 7731 misjonarzy belgijskich, w tym 5802 flamandzkiego pochodzenia.

Za: Ks. Marian Banaszak, Historia Kościoła Katolickiego, Warszawa 1986, Tom 4.

czwartek, 4 stycznia 2007

Guy Gilbert

Guy Gilbert urodził się we Francji w Rochefort-sur-Mer w 1935 roku w wielodzietnej rodzinie robotniczej (był jednym z piętnastu dzieci). Jego powołanie ujawniło się bardzo wcześnie, w wieku trzynastu lat. Święcenia kapłańskie przyjął w Algierze, gdzie zaczął też swoją pracę z młodzieżą ulicy. Kontynuował ją po powrocie do Paryża.


- Mówienie wprost o Bogu młodym, którzy nigdy wcześniej nie zaznali rodzicielskiej miłości, namawianie ich do przystąpienia do Kościoła katolickiego byłoby wykorzystywaniem ich sytuacji, prozelitycznym skandalem - mawia ks. Guy Gilbert.

Swoją posługę postrzega w inny sposób: żyje razem z młodocianymi przestępcami, pomaga im wrócić do społeczeństwa w stworzonym przez siebie ośrodku terapeutycznym "Owczarnia". - Ewangelizuję milczeniem, po prostu sam żyję głęboko Ewangelią, żyję tak, by młodzi patrząc na mnie pomyśleli: "to niemożliwe, żeby Boga nie było" - stwierdza.

Młodzi na ośrodku opiekują się zwierzętami, których jest aż 150. - Kontakt ze zwierzętami bardzo im pomaga, a praca bywa karą za ucieczkę, np. przerzucenie widłami gnoju - opowiada ks. Guy.

Życie wspólnoty uregulowane jest według cyklu biologicznego zwierząt. Ważne jest, że istnieje tu ludzki wymiar pracy i dzielenie się wszystkim.

Z młodymi przestępcami pracuje 20 wychowawców. Są wśród nich osoby różnego wyznania: chrześcijanie, buddyści, muzułmanie. Ks. Gilbert nie prowadzi katechizacji. - Żyję blisko Kościoła katolickiego, często spotykam się z biskupami, ale nie namawiam nikogo do przystąpienia do mojego Kościoła - powiedział.

We wspólnocie ks. Gilberta obowiązują pewne normy. Po pierwsze - szacunek wobec wszystkich." Jeśli ktoś tego nie rozumie wybijamy mu prawo Ewangelii na twarzy. Uderzam z miłością, a zarazem potem błogosławię. Uderzam tylko raz, a potem każdy musi wybierać, czy chce z nami być. Nie oddają mi, bo wiedzą, że uderzam w słusznej sprawie." Po drugie - szczerość. Po trzecie obowiązuje wszystkich tolerancja, szacunek i akceptacja każdego takim, jakim jest. Panuje tu również zasada równości. Nawet ostatnio przybyły uczestniczy w podejmowaniu decyzji. Nikt nie stoi niżej od wychowawców, ale jeden drugiemu służy pomocą.


Początkowo pracował w stroju duchownego, ale za bardzo wyróżniał się wśród swoich podopiecznych. - Kiedy założyłem skórzaną kurtkę, którą mi podarowali, natychmiast zostałem obrażony przez policjantow - wspomina. - To uświadomiło mi, że jako ksiądz otrzymuję więcej szacunku. A przecież każdemu człowiekowi należy się go tyle samo, niezależnie od tego kim jest. Dlatego od trzydziestu lat ubieram się jak moi podopieczni.

Ks. Gilbert nie ograniczył się tylko do zmiany stroju. Często brał udział w ulicznych bójkach, w których stracił zęby. - Nie mogłem się nie bić, bo straciłbym twarz i musiałbym opuścić to środowisko - powiedział. Nagabywany przez dziennikarzy jak się ma używanie pięści do Ewangelii odparł, że żyjąc na ulicy jest się skazanym na używanie przemocy.

- Kiedy biłem się po raz pierwszy, następnego dnia mój przeciwnik podszedł do mnie i powiedział, że nie umiem się bić, ale biłem się do końca i dlatego mogę zostać wśród nich - wspominał. Swoje zachowanie francuski kapłan nazwał "gwałtownością z miłości". Wspomniał też księdza, swojego poprzednika, którzy nigdy nie użył przemocy, więc jego podopieczni okradli go i spalili dom. - Gdybym nie używał przemocy też bym nie przetrwał - stwierdził.

Za: KAI
Za: Psychologia i rzeczywistość. Czasopismo internetowe

Zobacz zdjęcia z obchodów 40 lecia kapłaństwa Guya Gilberta

wtorek, 2 stycznia 2007

Niepotrzebna uroczystość Najświętszego Imienia Jezus

2 stycznia Kościół katolicki obchodził uroczystość Najświętszego Imienia Jezus. Historia tego święta sięga XV wieku. Gorącymi propagatorami kultu Najświętszego Imienia Jezus byli m.in. św. Bernardyn ze Sieny oraz św. Jan Kapistran. Papież Klemens XII (+ 1534) pozwolił na osobne oficjum i Mszę świętą o Imieniu Jezus. Papież Innocenty XIII rozciągnął to święto na cały Kościół (1721), a papież św. Pius X wyznaczył je na niedzielę po Nowym Roku lub - gdy tej zabraknie - na 2 stycznia. Wyrazem żywego kultu imienia Zbawiciela były liczne bractwa Imienia Jezus, czyli religijne stowarzyszenia świeckich katolików, powstające także w Polsce.

Św. Bernardyn ze Sieny często w kazaniach wspominał imię naszego Pana, posługiwał się także podczas ich wygłaszania monogramem IHS (Jezus Zbawiciel Ludzi). Chodziło mu o to, aby słuchacze ukochali imię naszego Zbawiciela, często obrażane przez bluźnierstwa i krzywoprzysięstwa lub przez bezmyślne jego wymawianie. W jednym z kazań św. Bernardyn mówił: "Oto właśnie Najświętsze Imię. Tak bardzo upragnione przez ojców dawnego przymierza (...) Imię Jezus - to potężne umocnienie wiary. Dzięki niemu stajemy się dziećmi Bożymi (...) O zaiste chwalebne to imię, pełne wdzięku, tchnące miłością i potęgą! Przez Ciebie przebaczenie grzechów, zwycięstwo nad przeciwnikami zbawienia. W Tobie wyzwolenie od naszych słabości, umocnienie, pogoda ducha wśród cierpień i przeciwności. Tyś chlubą wierzących, nauczycielem dla kaznodziejów, umocnieniem dla przeciążonych pracą, podporą dla słabnących. Twój płomienny żar rozpala szlachetne pragnienia. Ty zapewniasz skuteczność naszym modłom".

Ze zreformowanego przez Pawła VI w 1969 r. kalendarza liturgicznego, uroczystość Najświętszego Imienia Jezus została wyrzucona. Pozostawiono tylko mszę wotywną (do wyboru według uznania celebransa). W mszale Jana Pawła II z roku 2002 umieszczono zaś tenże formularz pod datą 3 stycznia jako wspomnienie dowolne.