czwartek, 31 maja 2007
środa, 30 maja 2007
Heidi Staltner-Kix
Kontynuujemy naszą prezentację asystentek pastoralnych. Tym razem przedstawiamy Pastoralassistentin Heidi Staltner-Kix z austriackiej parafii Garsten. Na zdjęciach poniżej pani asystent z posługą przy biskupie diecezji Linz Maximilianie Aichern w czasie corocznych uroczystości ku czci patrona parafii św. Bertholda - "Bertholdfest".Co ciekawe, w 2006 r. owa "katolicka" wspólnota z diecezji Linz, obchodziła swoje święto pod znakiem Dietricha Bonhoeffera. Uczczono w ten sposób pamięć niemieckiego pastora ewangelickiego, teologa i antyfaszysty, twórcy koncepcji "bezreligijnego chrześcijaństwa".
Pani asystent na zdjęciach w stroju z charakterystyczną, kolorową półstułą, koncelebruje razem z biskupem.
W 2005 r., jak wynika z opisu zamieszczonego na parafialnej stronie internetowej, obchody "Bertholdfest" upłynęły pod znakiem telefonicznego poradnictwa i opieki duszpasterskiej. Poniżej relacja zdjęciowa z panią asystent w jednej z głównych ról.

foto: Ewald Staltner; Pfarre Garsten
wtorek, 29 maja 2007
We Francji nie wierzą już nawet zwierzęta
- Widzisz synku, w noc świętojańską kwitnie kwiat paproci, gadają ludzkim głosem krowy, konie i świnie. - To chyba tylko w Wigilię. - W Wigilię? To te wierzące!
(z filmu: Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?)
Francuska parafia Chatou w ubiegłym roku postanowiła przekonać się wreszcie czy w noc wigilijną zwierzęta rzeczywiście mówią ludzkim głosem. Aby niczego nie przeoczyć, uroczystą pasterkę odprawiono w miejscowym cyrku "Bouglione à Chatou". Wśród uczestników mszy nie zabrakło konia, wielbłąda i tancerki z ptaszkiem.
Niestety źródła milczą, czy zwierzęta przemówiły. Widocznie we Francji już nawet one straciły wiarę. Może więc uda się usłyszeć co mają do powiedzenia w czasie mszy odprawionej w noc świętojańską...
(z filmu: Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?)
Francuska parafia Chatou w ubiegłym roku postanowiła przekonać się wreszcie czy w noc wigilijną zwierzęta rzeczywiście mówią ludzkim głosem. Aby niczego nie przeoczyć, uroczystą pasterkę odprawiono w miejscowym cyrku "Bouglione à Chatou". Wśród uczestników mszy nie zabrakło konia, wielbłąda i tancerki z ptaszkiem.
Niestety źródła milczą, czy zwierzęta przemówiły. Widocznie we Francji już nawet one straciły wiarę. Może więc uda się usłyszeć co mają do powiedzenia w czasie mszy odprawionej w noc świętojańską...




foto: esprit-photo.com
Z Belialem za pan brat
Na zdjęciu poniżej widoczne są siostry cysterki z klasztoru w Baumgartenberg, założonego w roku 1142 (te w białych strojach!). Córki św. Bernarda z Clairvaux dopiero w 2003 r. odkryły, że organizowanie spotkań z niewiernymi i trzymanie się za rączki z poganami to jest to. Stracono dziewięć wieków ciemnoty, ksenofobii, obskurantyzmu, dewocji i nietolerancji.
"Nie wprzęgajcie się w jarzmo z niewiernymi. Cóż bowiem za uczestnictwo sprawiedliwości z nieprawością? Albo co za łączność światła z ciemnością? Lub co za ugoda Chrystusa z Belialem? Albo co za udział wiernego z niewiernymi? I co za zgoda Kościoła Bożego z bałwanami?"
Św. Paweł Apostoł, 2 Kor. VI, 14-16.
Św. Paweł Apostoł, 2 Kor. VI, 14-16.
poniedziałek, 28 maja 2007
Ksiądz posoborowy nie jest sztywniakiem
Ks. dr Paweł Prüfer - moderator Duszpasterstwa Akademickiego "Stodoła" z Zielonej Góry jest bardzo lubiany przez swoich podopiecznych. Przyczyną jest być może to, że nie jest on jakimś tam sztywnym, zdewocjonałym, przedsoborowym konserwatystą. Ks. Paweł dobrze wie jak w czasach Nowej Ewangelizacji być trendy, cool, jazzy, juicy i w ogóle doskonale czuje jakie są oczekiwania młodzieży od współczesnych księży. Współczesna młodzież, jak wiadomo, jest przecież nadzieją Kościoła i świata.




foto: www.stodola.ires.pl; Galeria Duszpasterstwa Akademickiego "Stodoła"
sobota, 26 maja 2007
Spowiadać każdy może...
...trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi.
Jak donosi Polska Agencja Prasowa, na Śląsku grasował jakiś oszust podający się za katolickiego kapłana.
Bez trudu przekonał księży z dwóch parafii, które zdecydowały się go gościć, że również jest kapłanem. Policjanci ustalili, że już wcześniej działał w podobny sposób, załatwiając darmowe noclegi i posiłki na plebaniach. Zgodnie z przyjętym zwyczajem, w odwiedzanych parafiach odprawiał msze i spowiadał.
to znaczy: symulował odprawianie Mszy świętych i symulował sakrament spowiedzi.
Swoim rozmówcom mężczyzna pokazywał liczne zdjęcia ze swojej rzekomej kapłańskiej praktyki. Fotografie przedstawiały go podczas mszy świętych, w towarzystwie innych księży lub w konfesjonale. Osoby, które się z nim zetknęły, zapewniały policjantów, że nic w zachowaniu księdza nie wskazywało na to, iż nie jest prawdziwym kapłanem. Nabierał nawet innych księży.
I nikt nigdy nie poprosił go o celebret? Na krzywy ryj dopuszczali oszusta do posługi? I pozwalali mu nawet usiąść do konfesjonału nie sprawdzając, czy pacjent ma jurysdykcję na danym terytorium? Czy to tak trudno sprawdzić?
Tak się zastanawiam, co by się stało, gdyby na którąś z parafii zawitał jakiś podróżujący kapłan z Bractwa św. Piusa X i pokornie poprosił o pozwolenie na odprawienie katolickiej Mszy świętej przy bocznym ołtarzu. Oj, bez telefonu do kurii i przyjazdu policji by się chyba nie obyło.
Odnoszę też dziwne wrażenie, że gdyby taki oszust trafił na mnie (albo na któregoś z Was, Drodzy Czytelnicy), to w pół minuty rozpracowalibyśmy łobuza. Wystarczyłoby mu zadać kilka prostych pytań, na które każdy katolicki kapłan zna odpowiedź. Tylko obawiam się, że sporo prawdziwych kapłanów o posoborowej (de)formacji mogłoby nie zdać.
Jak myślicie, Drodzy Czytelnicy? Czy któryś z kapłanów, którzy z taką łatwością wręczali temu oszustowi klucz do tabernakulum - oddałby mu z podobną beztroską kluczyki od własnego samochodu?
Jak donosi Polska Agencja Prasowa, na Śląsku grasował jakiś oszust podający się za katolickiego kapłana.
Bez trudu przekonał księży z dwóch parafii, które zdecydowały się go gościć, że również jest kapłanem. Policjanci ustalili, że już wcześniej działał w podobny sposób, załatwiając darmowe noclegi i posiłki na plebaniach. Zgodnie z przyjętym zwyczajem, w odwiedzanych parafiach odprawiał msze i spowiadał.
to znaczy: symulował odprawianie Mszy świętych i symulował sakrament spowiedzi.
Swoim rozmówcom mężczyzna pokazywał liczne zdjęcia ze swojej rzekomej kapłańskiej praktyki. Fotografie przedstawiały go podczas mszy świętych, w towarzystwie innych księży lub w konfesjonale. Osoby, które się z nim zetknęły, zapewniały policjantów, że nic w zachowaniu księdza nie wskazywało na to, iż nie jest prawdziwym kapłanem. Nabierał nawet innych księży.
I nikt nigdy nie poprosił go o celebret? Na krzywy ryj dopuszczali oszusta do posługi? I pozwalali mu nawet usiąść do konfesjonału nie sprawdzając, czy pacjent ma jurysdykcję na danym terytorium? Czy to tak trudno sprawdzić?
Tak się zastanawiam, co by się stało, gdyby na którąś z parafii zawitał jakiś podróżujący kapłan z Bractwa św. Piusa X i pokornie poprosił o pozwolenie na odprawienie katolickiej Mszy świętej przy bocznym ołtarzu. Oj, bez telefonu do kurii i przyjazdu policji by się chyba nie obyło.
Odnoszę też dziwne wrażenie, że gdyby taki oszust trafił na mnie (albo na któregoś z Was, Drodzy Czytelnicy), to w pół minuty rozpracowalibyśmy łobuza. Wystarczyłoby mu zadać kilka prostych pytań, na które każdy katolicki kapłan zna odpowiedź. Tylko obawiam się, że sporo prawdziwych kapłanów o posoborowej (de)formacji mogłoby nie zdać.
Jak myślicie, Drodzy Czytelnicy? Czy któryś z kapłanów, którzy z taką łatwością wręczali temu oszustowi klucz do tabernakulum - oddałby mu z podobną beztroską kluczyki od własnego samochodu?
Nadzieja zgasła, dalszy rejs odwołany...
Chyba wszyscy znają latynoamerykańską rzewną pieśniczkę gitarową, której słowa działacze tzw. Oazy przetłumaczyli na język polski, pod tytułem "Barka". Była to ponoć "ulubiona piosenka" świętej pamięci Jana Pawła II.
Jak czytamy na stronie JP2Wielki:
Po śmierci Ojca św. Jana Pawła II ks. Biskup Józef Zawitkowski napisał jeszcze jedną zwrotkę "Barki":

O Panie, dalszy rejs odwołany
Bo Sternika do Siebie wezwałeś
A nam brak siły
Nadzieja zgasła
Refren:
O Chryste, przecież burze szaleją
Ratuj Barkę, bo bez Ciebie zginiemy
Nie lękajcie się, a wypłyńcie na głębię
Cała naprzód, nowy świta już dzień.
Członkom kryptosedewakantystycznej :-) sekty ślepych wielbicieli Papieża Wojtyły przypominamy, że od 19 kwietnia Roku Pańskiego 2005, katolicką Łodzią Piotrową kieruje nowy sternik, który nosi imię Benedykt. I nikt żadnego rejsu nie odwołuje, Łódź dalej płynie do portu Zbawienie, i tylko coraz więcej łachmytów próbuje się dostać na statek, służbowo; a nielicznych wiosłujących, którzy zamiast krążyć w kółko - chcą płynąć naprzód i jeszcze nadzieję mają, wciąż wyżsi rangą załoganci biją po łapach, albo urządzają im podchwytliwe konkursy wiedzowe, na których robią ich w patataj...
No i te dialogi...
Niedobre...
Bardzo niedobre...
Jak czytamy na stronie JP2Wielki:
Po śmierci Ojca św. Jana Pawła II ks. Biskup Józef Zawitkowski napisał jeszcze jedną zwrotkę "Barki":

O Panie, dalszy rejs odwołany
Bo Sternika do Siebie wezwałeś
A nam brak siły
Nadzieja zgasła
Refren:
O Chryste, przecież burze szaleją
Ratuj Barkę, bo bez Ciebie zginiemy
Nie lękajcie się, a wypłyńcie na głębię
Cała naprzód, nowy świta już dzień.
Członkom kryptosedewakantystycznej :-) sekty ślepych wielbicieli Papieża Wojtyły przypominamy, że od 19 kwietnia Roku Pańskiego 2005, katolicką Łodzią Piotrową kieruje nowy sternik, który nosi imię Benedykt. I nikt żadnego rejsu nie odwołuje, Łódź dalej płynie do portu Zbawienie, i tylko coraz więcej łachmytów próbuje się dostać na statek, służbowo; a nielicznych wiosłujących, którzy zamiast krążyć w kółko - chcą płynąć naprzód i jeszcze nadzieję mają, wciąż wyżsi rangą załoganci biją po łapach, albo urządzają im podchwytliwe konkursy wiedzowe, na których robią ich w patataj...
No i te dialogi...
Niedobre...
Bardzo niedobre...
piątek, 25 maja 2007
Magiczny salezjanin
Ksiądz Gert Smetanig, oprócz tego, że jest członkiem Towarzystwa Świętego Franciszka Salezego, jest także uczestnikiem Magicznego Kręgu Austrii, Stowarzyszenia Przyjaciół Czarodziei w Steyr oraz Magicznego Koła Niemiec. Magiczny salezjanin publicznie znany jest najbardziej pod ksywą The Magic Priest. Pod takim szyldem prowadzi on także swoją stronę internetową. Z jej treści możemy dowiedzieć się, że ksiądz-czarodzej z chęcią wynajmuje się na różne imprezy, takie jak urodziny, bierzmowania, czy wesela, w czasie których przedstawia swoje magiczne show. Sztukmistrz zapewnia niezapomniane wrażenia w czasie występów.
Ks. Gert pisze na swojej stronie, że wstępując w roku 1990 do salezjanów, miał na uwadze szczególny charyzmat tego zgromadzenia, który polega na pracy z młodzieżą i dziećmi. Uznał, że doskonale pasuje to do jego czarodziejskiej pasji, którą odkrył w sobie już w 1978 r., mając zaledwie 4 latka.
Magik wyświęcony został na kapłana w 2000 r. Czarodziejskie triki bardzo przydają mu się w pracy duszpasterskiej. Nie ukrywa przy tym, że te czy owe magiczne sztuczki wprowadza od czasu do czasu do odprawianych przez siebie mszy.
The Magic Priestowi pomagają w pracy członkinie salezjańskiego duszpasterstwa Don Bosco z Wiednia - Julia, Petra, Christina i Rebecca.
foto: The Magic Priest oraz Parafia TimelkamZobacz też: Ksiądz okultysta Silvio Mantelli
środa, 23 maja 2007
Rebecca Mair
fotos: Sztanyek M., Zarzer A.
Odkryj własną cielesność tańcząc u dominikanów
Jak informuje gazeta Nowiny, rzeszowscy dominikanie uruchomili w swoim klasztorze szkołę tańca. Inicjatorem pomysłu jest ojciec Andrzej Kuśnierski (na zdjęciu obok; fot. Wojciech Zatwarnicki), który studiował teologię w Hiszpanii. Jego kumplami w seminarium byli zakonnicy z Ameryki Łacińskiej: Peru, Argentyny, Kolumbii, Dominikany. Polaka zafascynowało, że Latynosi chodzą na świeckie imprezy po to żeby potańczyć.- Tańczą bez partnerów - opowiada o. Kuśnierski. - Wyczucie rytmu jest ich drugą naturą. Później tłumaczyli mi, że w ich krajach nie umieć tańczyć, to nie do pomyślenia. Bez tańca nie ma życia: świeckiego, lecz także duchowego.
Ojciec Andrzej przyjechał do Rzeszowa w grudniu ubiegłego roku. Jako przeor i proboszcz parafii wprowadził naukę tańca w ramach zajęć duszpasterskich. Kursy prowadzi Jerzy Tychanicz, dwukrotny wicemistrz Polski w tańcu towarzyskim.
- Tańca uczę od 30 lat, ale to najbardziej oryginalna propozycja, jaka dostałem - przyznaje Tychanicz. - Byłem nią zaskoczony i natychmiast zacząłem szukać formuły dla tych kursów. Nie znalazłem niczego nowego. - Warunki są świetne - podkreśla instruktor - Przestronna świetlica, dobra akustyka.
Nauczyciel tańca nie ukrywa swojego entuzjazmu. Jest zachwycony tym, że osoby duchowne szukają tak nietypowych form zbliżenia między ludźmi. - Taniec wykorzystuje magnetyzm płci - to co zostało dane nam od Boga. Erotyzm to nic złego - podkreśla pan Jerzy.
Ojciec Andrzej: - U nas taniec do niedawna oceniany był negatywnie. Kojarzył się z dyskoteką, piwskiem i prymitywnym podrywaniem. To nastawienie się zmieniło. Jest moda na dobry i piękny taniec. Ten kto zainteresuje się tańcem, odkrywa własną cielesność. A wtedy odnosi się do siebie inaczej: szanuje siebie i bliźniego.
Ojciec Andrzej podkreśla: - Taniec kojarzony jest u nas ze sferą cielesną. A więc z czymś świeckim i grzesznym. To błąd. Człowiek uczy się bycia sobą właśnie poprzez ciało. To ono pozwala nam odnaleźć się na tym świecie. Taniec buduje więzi, pozwala na wyrażenie uczuć i emocji. Poszerza horyzonty.
Kursy odbywają się we wtorki. Program obejmuje tańce standardowe (walce, tanga, fokstroty), latynoamerykańskie (rumba, samba, cha-cha itp.) oraz dyskotekowe (disco - blues, disco - fox, rock-and-roll i inne). W trzech grupach uczy się około stu osób. Od gimnazjalistów i licealistów, poprzez studentów i pracowników naukowych po 50-latków.
wtorek, 22 maja 2007
Chaos liturgiczny
Wielu prominentnych "działaczy" Kościoła Posoborowego sprzeciwia się powrotowi Mszy św. w rycie "trydenckim" utrzymując, iż jej powrót spowoduje "liturgiczny chaos".
Jak dobrze wiemy, Mszę Trydencką można odprawić na JEDEN sposób - czyli ściśle stosując się do rubryk. W rubrykach (i nigrykach ;-) Mszału promulgowanego przez bł. Jana XXIII nie ma "opcji", "możliwości do wyboru", "fragmentów, które można pominąć" i podobnych temu posoborowych wynalazków wesołej ferajny pod batutą o. Hanibala Bugniniego CM.
Policzmy zatem, na ile sposobów można odprawić "Nową Mszę"?
- zagajenie (powitanie) - 5 wariantów
- akt pokutny - 4 warianty
- trzeci wariant aktu pokutnego - 11 rodzajów wezwań do wyboru
- razem: 14 wariantów aktu pokuty
- kyrie - 2 warianty (a nawet 3, bo jeśli użyto 3 lub 4 aktu pokuty, to Kyrie "wylatuje")
- Credo - 2 warianty (a nawet 3, jeśli podczas Mszy św. sprawuje się sakrament Chrztu)
- Modlitwa Wiernych - 4 warianty (ponoć jest więcej)
- przygotowanie darów - 2 warianty
- prefacje - 10 wariantów
- Modlitwy Eucharystyczne - 18 wariantów ( w Polsce. W innych krajach jeszcze więcej )
- doksologia - 2 warianty
- Wprowadzenie do Modlitwy Pańskiej - 8 wariantów
- Domine, qui dixisti - 5 wariantów
- modlitwa przed Komunią - 2 warianty
- rozesłanie - 2 warianty
Podsumowując: Nową Mszę w Polsce można (delikatnie szacując) odprawić na 5x4x14x2x2x4x2x10x18x2x8x5x2x2=516096000 (pięćset szesnaście milionów dziewięćdziesiąt sześć tysięcy) sposobów.
Chaos liturgiczny... Doooobre...
Jak dobrze wiemy, Mszę Trydencką można odprawić na JEDEN sposób - czyli ściśle stosując się do rubryk. W rubrykach (i nigrykach ;-) Mszału promulgowanego przez bł. Jana XXIII nie ma "opcji", "możliwości do wyboru", "fragmentów, które można pominąć" i podobnych temu posoborowych wynalazków wesołej ferajny pod batutą o. Hanibala Bugniniego CM.
Policzmy zatem, na ile sposobów można odprawić "Nową Mszę"?
- zagajenie (powitanie) - 5 wariantów
- akt pokutny - 4 warianty
- trzeci wariant aktu pokutnego - 11 rodzajów wezwań do wyboru
- razem: 14 wariantów aktu pokuty
- kyrie - 2 warianty (a nawet 3, bo jeśli użyto 3 lub 4 aktu pokuty, to Kyrie "wylatuje")
- Credo - 2 warianty (a nawet 3, jeśli podczas Mszy św. sprawuje się sakrament Chrztu)
- Modlitwa Wiernych - 4 warianty (ponoć jest więcej)
- przygotowanie darów - 2 warianty
- prefacje - 10 wariantów
- Modlitwy Eucharystyczne - 18 wariantów ( w Polsce. W innych krajach jeszcze więcej )
- doksologia - 2 warianty
- Wprowadzenie do Modlitwy Pańskiej - 8 wariantów
- Domine, qui dixisti - 5 wariantów
- modlitwa przed Komunią - 2 warianty
- rozesłanie - 2 warianty
Podsumowując: Nową Mszę w Polsce można (delikatnie szacując) odprawić na 5x4x14x2x2x4x2x10x18x2x8x5x2x2=516096000 (pięćset szesnaście milionów dziewięćdziesiąt sześć tysięcy) sposobów.
Chaos liturgiczny... Doooobre...
75-lecie parafii w Płoni
Jak informuje Raciborski Portal Internetowy, w ostatni weekend w Płoni świętowano rocznicę 75-lecia miejscowej parafii obsługiwanej przez ojców franciszkanów. Zabawa była przednia - ocenili jej uczestnicy. Na scenie bawiły się zespoły muzyczne. Żarty i dowcipne piosenki nie były obce zakonnikom. Do łez rozbawiła widzów inscenizacja do słów piosenki: "Ja mu wio, a on pry, to je koń jak osioł zły."
poniedziałek, 21 maja 2007
Kurs Alfa - protestantyzm stosowany
Inicjatywa kursów Alfa coraz chętniej przyjmowana jest przez katolików jako prosta i efektywna ewangelizacja. Coraz więcej osób, nawet w gronie duchownym, uważa, iż jest to odpowiedni sposób realizacji wezwania Ojca Świętego Jana Pawła II, który w 1983r. będąc na Haiti powiedział: "Patrzcie w przyszłość podejmując Nową Ewangelizację, nową w zapale, nową w metodzie, w środkach wyrazu".
Duszpasterstwo Akademickie "Na Miasteczku"; Kraków
Nowa ewangelizacja jest głoszeniem Jezusa z mocą Ducha Świętego. Z nową gorliwością, nowymi metodami i przy użyciu nowych środków. Jedną z najbardziej innowacyjnych, a zarazem najskuteczniejszych metod są coraz popularniejsze kursy ewangelizacyjne. Szczególną skutecznością w dziele reewangelizacji wyróżniają się Alfa i Filip - dwa kursy, które można określić mianem spotkań „pierwszego kontaktu".
Ł. Kaźmierczak; opoka.org.pl
Program Alfa powstał na bazie podstawowego instruktażu dla nowo nawróconych chrześcijan w "Kościele" Anglikańskim w Wielkiej Brytanii. Rozpoczął go w 1977 roku Charles Marnham. Wówczas był to kurs 4 tygodniowy. Od tego czasu ulegał on wielu modyfikacjom i uzupełnieniom. W 1981 roku prowadzenie kursu przejął John Irvine. Przedłużył go do 10 tygodni dodał weekend wyjazdowy przeznaczony na nauczanie na temat osoby i działania Ducha Świętego.
Osoby i działania Ducha Świętego. Osobą, która nadała kursowi obecną postać jest duchowny anglikański z "Kościoła" Świętej Trójcy w Londynie Nicki Gumbel. Przez cały ten czas nieustannie wzrasta ilość osób uczestniczących w tym kursie. Obecnie jest on prowadzony na całym świecie, praktycznie we wszystkich kościołach chrześcijańskich z Kościołem Katolickim włącznie. Uczestniczą w nim tysiące ludzi w różnym wieku.
"Kościół Chrześcijański Wieczernik"
Kurs oparty jest o kerygmat, czyli podstawowe prawdy wiary wspólne dla wszystkich nurtów chrześcijaństwa. Podczas poszczególnych spotkań omawiany jest Boży Plan Zbawienia dla każdego człowieka. Poruszane są także zagadnienia dotyczące modlitwy oraz Słowa Bożego, czyli Biblii. Jednak najważniejszym aspektem kursu jest umiłowanie Jezusa umarłego i zmartwychwstałego w życiu codziennym. Wiara jest dla chrześcijanina wartością, siłą i oparciem tu i teraz, a nie tylko po śmierci. Motto kursu Alfa brzmi: "Zaprzyjaźnij się z Chrystusem".
Szkoła Nowej Ewangelizacji; Toruń
Kurs Alfa, mimo że został wymyślony przez anglikanów, stanowi świetne narzędzie ewangelizacji także w Kościele Katolickim.
ks. Waldemar Szlachetka, asystent kościelny Katolickiego Stowarzyszenia w Służbie Nowej Ewangelizacji w Poznaniu
Sądzę, że ekumenizm tylko wtedy dobrze funkcjonuje, kiedy wszystkie kościoły akceptują siebie nawzajem. Chcemy uznać to, że Bóg w sposób autentyczny działa także wśród chrześcijan innych wyznań, ale ważne jest również to, by ci inni chrześcijanie także akceptowali autentyczne działanie Boga w Kościele katolickim. Chodzi o to, byśmy widzieli siebie nawzajem jako braci i siostry, a nie jako strony konfliktu. To jednak wymaga czasu. Czasem przechodzimy bolesne doświadczenia, z którymi trzeba sobie poradzić. Kursy Alfa wielokrotnie pomogły różnym kościołom nauczyć się siebie wzajemnie szanować i rozumieć oraz razem się modlić.
Andrew Brooks; Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym
Co mówią o kursie Alfa posoborowi biskupi?
"W mojej diecezji, jak i w całej Anglii, zauważamy, że nasze wspólnoty stają się coraz mniejsze i starsze, jest to proces, który postępuje od wielu lat. Musimy się z tym zgodzić, jeśli tylko szczerze spojrzymy na nasze statystyki. Wydajemy się nie być dość atrakcyjni dla młodzieży, dla młodych rodziców, którzy posyłają dzieci do katolickich szkół, lecz sami nie chodzą do kościoła. Czemu tak jest? Chcemy nieść Ewangelię, ale wydaje się jakbyśmy nie mieli dobrej metody. Myślę, że kurs Alfa oferuje nam najprostszą i najlepszą metodę, jaka dotychczas została wynaleziona, i jestem wdzięczny Sandy Millar i Nicky Gumbel'owi, że ją odkryli i dzielą się nią z nami. Czemu ona odnosi sukces? Myślę, że kursy Alfa odpowiadają na pytania, które ludzie stawiają dzisiaj. Treści przedstawione są prostym, zrozumiałym dla każdego językiem, nic nie narzucając, ale są przekazywane po przyjacielsku, z mnóstwem zabawnych historii i przykładów. Alfa zmusza do zastanowienia, ale nie wywiera presji. Pozwala nam poznać Pana Jezusa, przebywać z Nim. Ludzie odnajdują radość życia i pełni entuzjazmu zapraszają przyjaciół na następne kursy i tak rozwija się to dzieło. To jest doświadczenie wielu parafii. Kurs został tak pomyślany, by pogłębiać wiarę, ale ze zdziwieniem zobaczyliśmy, że dobrze sprawdza się również w środowiskach ludzi o słabej wierze. Młodzi ludzie są tym zainspirowani. Po zakończeniu kursu pytają o następny.
Alfa przede wszystkim zawiera podstawy chrześcijaństwa i doprowadza uczestników do doświadczenia osobistego spotkania z Jezusem. Chrześcijaństwo nie jest zbiorem zasad, ale stawaniem się uczniem i przyjacielem Jezusa. Wielu katolików, którzy otrzymali chrzest i inne sakramenty - zadziwiające - ale nie uświadamia sobie, że Jezus jest ich przyjacielem, Zbawicielem i może być centrum ich życia. Kiedy spotkasz Jezusa, otwierasz się na to, co to spotkanie za sobą pociąga. Do tego prowadzi ten kurs i dlatego go polecam. Alfa, to podstawowe głoszenie Ewangelii, które przynosi sukces. Parafie, w których odbywają się kursy Alfa, wzrastają. To jest świadectwo, jakiego nam potrzeba".
Biskup Ambrose Griffiths (diecezja Hexham i Newcastle w Anglii)
"To jasne, że ewangelizacja jest priorytetem dla chrześcijan, dla katolików. To zmusza nas do postawienia sobie pytania: "Jak my odpowiadamy na to wezwanie? Co my robimy w naszych parafiach?" Tutaj w Baltimore kilka parafii przekonało się, że kursy Alfa, to wspaniały sposób, by pomóc ludziom niechodzącym do kościoła oraz zwykłym parafianom spotkać w swoim życiu żywego Jezusa. Wciąż słyszymy wspaniałe świadectwa, że Dobra Nowina dotyka i przemienia życie tych, którzy przeszli przez ten kurs. Co więcej, ci ludzie są gotowi i pełni zapału, by przyłączyć się do istniejących grup w parafii, mówić o naszym Kościele, sakramentach oraz pomagać i ewangelizować innych".
Kardynał William H. Keeler, Arcybiskup Baltimore w USA
"Myślę, że jeśli chcemy być uczciwi, to musimy przyznać, że w ostatnich czasach staliśmy się Kościołem zachowawczym. Jest rzeczą rozsądną troszczyć się o tych, którzy należą do niego i praktykują wiarę, ale myślę, że słabo docieramy do tych, którzy odeszli z Kościoła i do tych, którzy nie wierzą. To jest to, czego, według mnie, Duch Święty oczekuje od nas dzisiaj. Szczerze wierzę, że głoszenie Ewangelii przez kurs Alfa, może i będzie wzmagało nasz ewangelizacyjny wysiłek do zmiany Kościoła z zachowawczego w Kościół misyjny. Alfa jest metodą, nie jedyną, ale wypróbowaną, sprawdzoną i dającą efekty w dotarciu do tych, którzy odeszli i którzy jeszcze nie uwierzyli. Jestem przekonany, że Alfa jest próbą odpowiedzi na to, co Duch Święty mówi do nas dzisiaj".
Adam Exner OMI, Arcybiskup Vancouver w Kanadzie
"Raporty, jakie otrzymuję o kursie Alfa, są zawsze bardzo entuzjastyczne. Katolicy odnajdują swoją wiarę i chcą się nią dzielić z innymi, szczególnie z tymi, którzy odeszli od Kościoła. Chcę powiedzieć, że jest to nowoczesna i dająca efekty forma ewangelizacji".
B. J. Hickey, Arcybiskup Perth w Zachodniej Australii
"Kurs Alfa jest cennym elementem w dziele ewangelizacji, z którym wkraczamy w nowe milenium i jestem pewien, że będzie również wielkim darem w misji Kościoła".
David Konstant, Biskup Leeds w Anglii
O. Raniero Cantalamessa OFMCap - kaznodzieja Domu Papieskiego przyjął zaproszenie do wygłoszenia serii 7 nauczań, które zarejestrowane na kasetach wideo są teraz używane jako pomoc przy prowadzeniu tego kursu w Kościele katolickim. Ta seria, pod tytułem "Zaczerpnij ze źródeł Kościoła" zawiera nauczania na temat Biblii, modlitwy, Eucharystii i mocy Pięćdziesiątnicy. O. Cantalamessa mówi ciepło o kursach Alfa, opisując je jako "powrót do podstaw chrześcijańskiej wiary".
Wypowiedzi biskupów zostały zacytowane z ulotki inormującej o katolickich kursach Alfa: "Alpha for Catholics. An Introductory Guide for Catholic Church Leaders".
"Wspaniała atmosfera, wspaniali ludzie, ciekawie prowadzone wykłady i niekończące się rozmowy o Bogu – to wszystko pokazało mi, że Chrześcijaństwo dziś wcale nie musi być nudne. Każdy może znaleźć tu coś, co go poruszy, a nawet zmieni. Mnie już zmieniło..."
Kasia – studentka - świadectwo po wzięciu udziału w kursie Alfa
W Polsce kurs Alfa znany jest już bardzo dobrze chrześcijanom zaangażowanym w ewangelizację. Dzięki staraniom Kościoła Zielonoświątkowego, kilka lat temu zorganizowano konferencje z pomysłodawcą kursu, anglikańskim księdzem Nicky Gambelem, od tego czasu spotkania kursów Alfa stały się codziennością wielu zborów zielonoświątkowych w naszym kraju. Do akcji ewangelizacyjnej włączyły się niedługo później także parafie katolickie, a "Odnowa w Duchu Świętym" stała się głównym propagatorem i organizatorem kursu w parafiach katolickich.
kosciol.pl
Zatem gdzie i kiedy na kurs Alfa? Możliwości jest wiele... do wyboru - do koloru... od kościoła - do zboru...
Duszpasterstwo Akademickie "Na Miasteczku"; Kraków
Nowa ewangelizacja jest głoszeniem Jezusa z mocą Ducha Świętego. Z nową gorliwością, nowymi metodami i przy użyciu nowych środków. Jedną z najbardziej innowacyjnych, a zarazem najskuteczniejszych metod są coraz popularniejsze kursy ewangelizacyjne. Szczególną skutecznością w dziele reewangelizacji wyróżniają się Alfa i Filip - dwa kursy, które można określić mianem spotkań „pierwszego kontaktu".
Ł. Kaźmierczak; opoka.org.pl
Program Alfa powstał na bazie podstawowego instruktażu dla nowo nawróconych chrześcijan w "Kościele" Anglikańskim w Wielkiej Brytanii. Rozpoczął go w 1977 roku Charles Marnham. Wówczas był to kurs 4 tygodniowy. Od tego czasu ulegał on wielu modyfikacjom i uzupełnieniom. W 1981 roku prowadzenie kursu przejął John Irvine. Przedłużył go do 10 tygodni dodał weekend wyjazdowy przeznaczony na nauczanie na temat osoby i działania Ducha Świętego.
Osoby i działania Ducha Świętego. Osobą, która nadała kursowi obecną postać jest duchowny anglikański z "Kościoła" Świętej Trójcy w Londynie Nicki Gumbel. Przez cały ten czas nieustannie wzrasta ilość osób uczestniczących w tym kursie. Obecnie jest on prowadzony na całym świecie, praktycznie we wszystkich kościołach chrześcijańskich z Kościołem Katolickim włącznie. Uczestniczą w nim tysiące ludzi w różnym wieku.
"Kościół Chrześcijański Wieczernik"
Kurs oparty jest o kerygmat, czyli podstawowe prawdy wiary wspólne dla wszystkich nurtów chrześcijaństwa. Podczas poszczególnych spotkań omawiany jest Boży Plan Zbawienia dla każdego człowieka. Poruszane są także zagadnienia dotyczące modlitwy oraz Słowa Bożego, czyli Biblii. Jednak najważniejszym aspektem kursu jest umiłowanie Jezusa umarłego i zmartwychwstałego w życiu codziennym. Wiara jest dla chrześcijanina wartością, siłą i oparciem tu i teraz, a nie tylko po śmierci. Motto kursu Alfa brzmi: "Zaprzyjaźnij się z Chrystusem".
Szkoła Nowej Ewangelizacji; Toruń
Kurs Alfa, mimo że został wymyślony przez anglikanów, stanowi świetne narzędzie ewangelizacji także w Kościele Katolickim.
ks. Waldemar Szlachetka, asystent kościelny Katolickiego Stowarzyszenia w Służbie Nowej Ewangelizacji w Poznaniu
Sądzę, że ekumenizm tylko wtedy dobrze funkcjonuje, kiedy wszystkie kościoły akceptują siebie nawzajem. Chcemy uznać to, że Bóg w sposób autentyczny działa także wśród chrześcijan innych wyznań, ale ważne jest również to, by ci inni chrześcijanie także akceptowali autentyczne działanie Boga w Kościele katolickim. Chodzi o to, byśmy widzieli siebie nawzajem jako braci i siostry, a nie jako strony konfliktu. To jednak wymaga czasu. Czasem przechodzimy bolesne doświadczenia, z którymi trzeba sobie poradzić. Kursy Alfa wielokrotnie pomogły różnym kościołom nauczyć się siebie wzajemnie szanować i rozumieć oraz razem się modlić.
Andrew Brooks; Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym
Co mówią o kursie Alfa posoborowi biskupi?
"W mojej diecezji, jak i w całej Anglii, zauważamy, że nasze wspólnoty stają się coraz mniejsze i starsze, jest to proces, który postępuje od wielu lat. Musimy się z tym zgodzić, jeśli tylko szczerze spojrzymy na nasze statystyki. Wydajemy się nie być dość atrakcyjni dla młodzieży, dla młodych rodziców, którzy posyłają dzieci do katolickich szkół, lecz sami nie chodzą do kościoła. Czemu tak jest? Chcemy nieść Ewangelię, ale wydaje się jakbyśmy nie mieli dobrej metody. Myślę, że kurs Alfa oferuje nam najprostszą i najlepszą metodę, jaka dotychczas została wynaleziona, i jestem wdzięczny Sandy Millar i Nicky Gumbel'owi, że ją odkryli i dzielą się nią z nami. Czemu ona odnosi sukces? Myślę, że kursy Alfa odpowiadają na pytania, które ludzie stawiają dzisiaj. Treści przedstawione są prostym, zrozumiałym dla każdego językiem, nic nie narzucając, ale są przekazywane po przyjacielsku, z mnóstwem zabawnych historii i przykładów. Alfa zmusza do zastanowienia, ale nie wywiera presji. Pozwala nam poznać Pana Jezusa, przebywać z Nim. Ludzie odnajdują radość życia i pełni entuzjazmu zapraszają przyjaciół na następne kursy i tak rozwija się to dzieło. To jest doświadczenie wielu parafii. Kurs został tak pomyślany, by pogłębiać wiarę, ale ze zdziwieniem zobaczyliśmy, że dobrze sprawdza się również w środowiskach ludzi o słabej wierze. Młodzi ludzie są tym zainspirowani. Po zakończeniu kursu pytają o następny.
Alfa przede wszystkim zawiera podstawy chrześcijaństwa i doprowadza uczestników do doświadczenia osobistego spotkania z Jezusem. Chrześcijaństwo nie jest zbiorem zasad, ale stawaniem się uczniem i przyjacielem Jezusa. Wielu katolików, którzy otrzymali chrzest i inne sakramenty - zadziwiające - ale nie uświadamia sobie, że Jezus jest ich przyjacielem, Zbawicielem i może być centrum ich życia. Kiedy spotkasz Jezusa, otwierasz się na to, co to spotkanie za sobą pociąga. Do tego prowadzi ten kurs i dlatego go polecam. Alfa, to podstawowe głoszenie Ewangelii, które przynosi sukces. Parafie, w których odbywają się kursy Alfa, wzrastają. To jest świadectwo, jakiego nam potrzeba".
Biskup Ambrose Griffiths (diecezja Hexham i Newcastle w Anglii)
"To jasne, że ewangelizacja jest priorytetem dla chrześcijan, dla katolików. To zmusza nas do postawienia sobie pytania: "Jak my odpowiadamy na to wezwanie? Co my robimy w naszych parafiach?" Tutaj w Baltimore kilka parafii przekonało się, że kursy Alfa, to wspaniały sposób, by pomóc ludziom niechodzącym do kościoła oraz zwykłym parafianom spotkać w swoim życiu żywego Jezusa. Wciąż słyszymy wspaniałe świadectwa, że Dobra Nowina dotyka i przemienia życie tych, którzy przeszli przez ten kurs. Co więcej, ci ludzie są gotowi i pełni zapału, by przyłączyć się do istniejących grup w parafii, mówić o naszym Kościele, sakramentach oraz pomagać i ewangelizować innych".
Kardynał William H. Keeler, Arcybiskup Baltimore w USA
"Myślę, że jeśli chcemy być uczciwi, to musimy przyznać, że w ostatnich czasach staliśmy się Kościołem zachowawczym. Jest rzeczą rozsądną troszczyć się o tych, którzy należą do niego i praktykują wiarę, ale myślę, że słabo docieramy do tych, którzy odeszli z Kościoła i do tych, którzy nie wierzą. To jest to, czego, według mnie, Duch Święty oczekuje od nas dzisiaj. Szczerze wierzę, że głoszenie Ewangelii przez kurs Alfa, może i będzie wzmagało nasz ewangelizacyjny wysiłek do zmiany Kościoła z zachowawczego w Kościół misyjny. Alfa jest metodą, nie jedyną, ale wypróbowaną, sprawdzoną i dającą efekty w dotarciu do tych, którzy odeszli i którzy jeszcze nie uwierzyli. Jestem przekonany, że Alfa jest próbą odpowiedzi na to, co Duch Święty mówi do nas dzisiaj".
Adam Exner OMI, Arcybiskup Vancouver w Kanadzie
"Raporty, jakie otrzymuję o kursie Alfa, są zawsze bardzo entuzjastyczne. Katolicy odnajdują swoją wiarę i chcą się nią dzielić z innymi, szczególnie z tymi, którzy odeszli od Kościoła. Chcę powiedzieć, że jest to nowoczesna i dająca efekty forma ewangelizacji".
B. J. Hickey, Arcybiskup Perth w Zachodniej Australii
"Kurs Alfa jest cennym elementem w dziele ewangelizacji, z którym wkraczamy w nowe milenium i jestem pewien, że będzie również wielkim darem w misji Kościoła".
David Konstant, Biskup Leeds w Anglii
O. Raniero Cantalamessa OFMCap - kaznodzieja Domu Papieskiego przyjął zaproszenie do wygłoszenia serii 7 nauczań, które zarejestrowane na kasetach wideo są teraz używane jako pomoc przy prowadzeniu tego kursu w Kościele katolickim. Ta seria, pod tytułem "Zaczerpnij ze źródeł Kościoła" zawiera nauczania na temat Biblii, modlitwy, Eucharystii i mocy Pięćdziesiątnicy. O. Cantalamessa mówi ciepło o kursach Alfa, opisując je jako "powrót do podstaw chrześcijańskiej wiary".
Wypowiedzi biskupów zostały zacytowane z ulotki inormującej o katolickich kursach Alfa: "Alpha for Catholics. An Introductory Guide for Catholic Church Leaders".
"Wspaniała atmosfera, wspaniali ludzie, ciekawie prowadzone wykłady i niekończące się rozmowy o Bogu – to wszystko pokazało mi, że Chrześcijaństwo dziś wcale nie musi być nudne. Każdy może znaleźć tu coś, co go poruszy, a nawet zmieni. Mnie już zmieniło..."
Kasia – studentka - świadectwo po wzięciu udziału w kursie Alfa
W Polsce kurs Alfa znany jest już bardzo dobrze chrześcijanom zaangażowanym w ewangelizację. Dzięki staraniom Kościoła Zielonoświątkowego, kilka lat temu zorganizowano konferencje z pomysłodawcą kursu, anglikańskim księdzem Nicky Gambelem, od tego czasu spotkania kursów Alfa stały się codziennością wielu zborów zielonoświątkowych w naszym kraju. Do akcji ewangelizacyjnej włączyły się niedługo później także parafie katolickie, a "Odnowa w Duchu Świętym" stała się głównym propagatorem i organizatorem kursu w parafiach katolickich.
kosciol.pl
Zatem gdzie i kiedy na kurs Alfa? Możliwości jest wiele... do wyboru - do koloru... od kościoła - do zboru...
sobota, 19 maja 2007
Tańczyć każdy może
Gibkie, zwinne ciała powabnych tancerek liturgicznych. Czy Stwórca może być lepiej uwielbiony, aniżeli w Jego najpiękniejszych stworzeniach? Dziewczyny dają z siebie wszystko, dają wszystko to co mają najlepsze. Za swoją modlitwę ciałem, którą potrafią oczarować wszystkich widzów, odbierają często nagrody w postaci oklasków. Pismo św. w Ewangelii św. Mateusza (14, 1-12) także wspomina o nagrodzie należnej dla tańczącej niewiasty.



Dziewczyny tańczące do mszy odprawianej w Salt Lake City przez abpa Georga Niederauera, metropolity San Francisco.środa, 16 maja 2007
...to było Pani tak trudno zrobić ten krok do przodu i wyciągnąć rękę?
Za gazetą internetową Polskie Jutro:Sobota 17 marca 2007 roku, Berlin. Tego dnia tradycją tutejszą jest tak zwany Marsz Pokutny, urządzany rokrocznie przez Diecezję Berlińską. Jest to swoista manifestacja „resztek” katolicyzmu! - w tym spoganiałym mieście. Procesja, z Krzyżem wielkości około 5 metrów, niesionym tradycyjnie już przez kilkunastu członków Misji obcojęzycznych, porusza się ulicami przez dzielnice blisko centrum leżące, wzdłuż trzech kolejnych Parafii i trwa ten marsz około 1,5 godziny, kończąc się w bazylice św. Jana Chrzciciela, która od ponad roku stała się siedzibą Polskiej Misji Katolickiej w Berlinie. Mottem tegorocznej Procesji było: „... ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich” (Łk 6; 19). Jak na prawie 4-milionowe miasto, kościół mieszczący około 3 do 4 tysięcy wiernych był wypełniony w 80 procentach; było jeszcze dużo wolnego miejsca dla stojących. Był chór i cała uroczysta oprawa. Procesji i Mszy św. ją wieńczącej przewodniczył ks. kardynał Sterzynsky - bp ordynariusz diecezji berlińskiej. Obecny był również Nuncjusz Stolicy Apostolskiej w Berlinie. (...) O homilii kardynała Sterzynskiego wspomnę tylko tyle, że wychodząc od Motta, usłyszeliśmy, jak Pan Jezus uzdrawiał przez dotknięcie - zebrane chyba ze wszystkich Ewangelii i w teatralnych gestach po prostu przypominane, a więc trudno mi jest po prostu powtórzyć tak naprawdę, o czym mówił tak dokładniej ks. kard. można było odnieść wrażenie, że chce nas przekonać o wielkiej Mocy Uzdrawiającej Pana Jezusa abyśmy tylko się Jego dotknęli, i już cały nasz świat musi być uzdrowiony. Mamy tego tylko pragnąć, ale nie usłyszałem ani joty o sensie procesji – pokutnej przecież – ani słowa o skrusze i pokucie, nie, starczy dotyk. (...) Komunii udzielano dosyć spontanicznie, od ołtarza i kilku księży udało się do tyłu, aby uniknąć nadmiernego stłoczenia. Pozostałem w ławce, aż na tyle się rozluźni, że będę mógł bez tłoku, przyjąć Komunię św. Ustawiłem się w ostatnim rzędzie, obok mnie po lewej stronie było jeszcze cztery osoby i ja nieco na prawo, bezpośrednio przed tym wielkim Krzyżem procesyjnym. Osoby po lewej stały z wyciągniętymi rękoma, pomiędzy nimi klęczała moja znajoma, skupiony na krzyżu, nie widziałem, co się obok działo, wiem tylko, że ksiądz udzielający Komunii odszedł od tych osób i patrząc na mnie zupełnie mnie zignorował, jakby mnie tam nie było. Jeden z księży znany mi, również Polak Kamilianin, widząc to i myśląc, że może to jakieś nieporozumienie, ale po wymianie wzroku z ks. kardynałem i kilkoma innymi przy stole ofiarnym spuścił głowę i zamarł w bezruchu. Chcę tu jednoznacznie podkreślić, że tu nie może być mowy o nieporozumieniu. NIE. Nie było żadnego komunikatu jak i gdzie będzie udzielana Komunia św., a więc każdy, kto podszedł do Komunii – otrzymał ją z wyjątkiem nas dwojga – klęczących! Widząc, że nikt nie wyraża najmniejszego zainteresowania jakimiś tam klęczącymi – skłoniłem się i czyniąc znak krzyża z pokorą przyjąłem zdarzenie oddając je PANU BOGU i powróciłem do ławki. Znajoma natomiast zupełnie zdezorientowana i niepogodzona z zaistniałą sytuacją, czemu się wcale nie dziwię, pozostała na klęczkach aż do błogosławieństwa, po czym udała się do zakrystii, aby wyjaśnić nieporozumienie. Ksiądz z PMK rozumiejąc sytuację, bez żadnego komentarza, ubrał się i udzielił Jej komunii, z pełnym zrozumieniem sytuacji. Natomiast później zagadnięty ks. proboszcz PMK pouczył ją, że: „... to było Pani tak trudno zrobić ten krok do przodu i wyciągnąć rękę”! Znajoma zaniemówiła, bezradna odwróciła się i udała się w stronę wyjścia. Po kilkunastu krokach dogonił Ją ks. proboszcz i zaczął prosić: „... niech Pani nie bierze sobie tego tak do serca (...) bo jeszcze Pani wiarę straci”!? – Znajoma, która mi to wszystko potem relacjonowała, odpowiedziała bez namysłu: „O mnie, to się ksiądz nie martwi ja wiary tak szybko nie tracę , ale o wiarę tych kapłanów i o siebie, to jak najbardziej (...)” – w tym czasie byłem już na zewnątrz kościoła i próbowałem poukładać myśli, i uznałem – to co się stało – za świadome działanie kapłanów, co z kolei wyklucza jakąkolwiek próbę dyskusji – bo takowa mogła się zakończyć tylko dopełnieniem poniżenia już zadanego, niczym więcej...
Reklama: Centrum handlowe, 33 sklepy
Centrum handlowe, 33 sklepy, 50 metrów dalej - i strzałeczka w dół. Tak oto wygląda wieża kościoła śś. Józefa i Jakuba we wiedeńskiej dzielnicy Floridsdorf.Katolickiego kościoła, rzecz jasna.
Na plakacie reklamowym widać mysz - czyżby mysz kościelną?
.
wtorek, 15 maja 2007
Poczet lewicujących biskupów - bp Celso Queiroz
Jego Ekscelencja Bp Antoni Celso Queiroz, wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Brazylii, w wywiadzie opublikowanym na stronie KEB, bp Celso daje jasno do zrozumienia, że ma w głębokim poważaniu orzeczenia o charakterze ostatecznym, wielokrotnie wygłaszane i przypominane przez papieży, ostatnio przez Jana Pawła II w Ordinatio Sacerdotalis. Ojciec święty ogłosił w owym liście apostolskim: Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22:32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne.A Bp Celso na to: Papież (Benedykt) uznał, że Kościół jest coś winien kobietom. Wiemy, że obecnie dyskusja o możliwości święceń kapłańskich dla kobiet jest zamknięta. Co nie oznacza, że nie można jej ponownie otworzyć (O que não significa que não se possa abrir)..
Ksiądz biskup jest znany z podobnie "ambitnych" wypowiedzi - jak informuje KAI, po zeszłorocznych zwycięstwach kandydatów lewicy w wyborach prezydenckich w Brazylii, Ekwadorze, Nikaragui i Wenezueli bp Antonio Celso Queiroz okazywał ogromne zadowolenie, gdyż jego zdaniem, świadczyło to o wychodzeniu tych krajów z sytuacji bycia "folwarkiem Stanów Zjednoczonych". Zaznaczył również, że sukcesy lewicy są wyrazem pragnienia utwierdzenia się jako samodzielne kraje i narody, gdyż dotychczas Ameryka Łacińska czyniła próby - zawsze daremne - pozbycia się statusu folwarku amerykańskiego. Biskup podkreślał na konferencji prasowej, że spogląda na to z nadzieją. Komentując zwycięstwa lewicy stwierdził, że oczywiście są pewne odchylenia tu i tam, ale chodzi o ocenę ruchu zrozumiałego i uzasadnionego, który działał już w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, a który przerwały dyktatury, z których ostatnią były Stany Zjednoczone. Hierarcha podczas wspomnianej konferencji omówił również aktualne problemy, o których dyskutuje Konferencja Episkopatu Brazylii, czyli... ogromny kryzys ekologiczny, który nadchodzi, będący następstwem ocieplania planety i zmian klimatycznych, zanieczyszczenia wody i powietrza, utraty zróżnicowania biologicznego, pustynnienia i wyczerpywania się zasobów ropy naftowej.
Zmówmy dziś wieczorem dziesiątkę różańca za biskupów brazylijskich.
Seks-rekolekcje
W lipcu 2006 r., jak co roku, jezuici zaprosili młodzież do Brzozowa na rekolekcje połączone ze świętowaniem Ignacjańskich Dni Młodzieży. Tym razem spotkanie odbyło się pod hasłem „Przyjaźń czy Kochanie”. Nie mogło na nim zabraknąć członków duszpasterstwa Magis z Nowego Sącza. Dzięki obszernej fotorelacji zamieszczonej na jego stronie internetowej, możemy wczuć się w niesamowity nastrój panujący w tamte gorące lipcowe noce i dni...
Ze wspomnień uczestnika: "Jednym ze stałych punktów programu były codzienne konferencje... nie przypadły mi zbytnio do gustu, gdyż odniosłem wrażenie, że w pewnym stopniu starano nam się narzucić tok myślenia prelegentów, którzy nazbyt często nie trafiając w tematykę mówili o seksie."
"Najbardziej uderzającym dla mnie punktem IDM były wieczorne koncerty, podczas których naprawdę można było się wyluzować i dać ponieść młodzieńczej energii do zabawy. Był to również dobry sposób na nawiązanie nowych znajomości."
"Uważam ze jednym z minusów było to, iż przeznaczono zbyt krótki czas na warsztaty oraz koncerty… a można by przecież skrócić prace w grupach i konferencje."
"[w czasie mszy] brakowało swego rodzaju poweru, co niewątpliwie wynikało z tego, iż ludzie byli nieco rozproszeni i jakby zdezorientowani..."
"DJ Fabbs" jest wieloletnim asystentem wspólnot Odnowy Charyzmatycznej i stałym współpracownikiem pisma "Szum z nieba". Od 1996 zajmuje się także czynnie - głównie jako DJ- muzyką hip-hop, ragga i dancehall, współtworząc między innymi formację "Korzeń z Kraju Melchizedeka".foto: Strona internetowa Duszpasterstwa MAGIS Nowy Sącz
poniedziałek, 14 maja 2007
Akwizgran - miasto kościołów reklamowych
O kościele "grobowym" św. Józefa pisaliśmy kilka dni temu. Okazuje się, że agencja reklamowa CitySigns oprócz oszpecania kościoła św. Józefa, oszpeciła swoimi reklamami również kościół św. Jakuba, który zbiera środki na remont wieży.
Oto kilka pomysłów, które posoborowy kler może zastosować, aby zebrać więcej pieniędzy od reklamodawców:
- ornaty reklamowe
- reklamy na odwrocie świętych obrazków
- boksy reklamowe zamiast stacji Drogi Krzyżowej
- homilia z przerwą reklamową
- sponsorowane ogłoszenia duszpasterskie
- rozdawanie ulotek wraz z Komunia świętą
ktoś ma jeszcze jakieś propozycje?

Oto kilka pomysłów, które posoborowy kler może zastosować, aby zebrać więcej pieniędzy od reklamodawców:
- ornaty reklamowe
- reklamy na odwrocie świętych obrazków
- boksy reklamowe zamiast stacji Drogi Krzyżowej
- homilia z przerwą reklamową
- sponsorowane ogłoszenia duszpasterskie
- rozdawanie ulotek wraz z Komunia świętą
ktoś ma jeszcze jakieś propozycje?

niedziela, 13 maja 2007
Jezuici na Słowacji
Aktualny stan Towarzystwa Jezusowego osiągnął w dzisiejszych czasach niebywały poziom degeneracji, cechującej się radykalnym odejściem od ideałów swojego założyciela. Niezliczone przykłady czerpane ze wszystkich stron świata, świadczą jednoznacznie o fatalnej kondycji tego zgromadzenia. Jego członkowie uderzają w swych pismach i wystąpieniach w najbardziej elementarne prawdy wiary katolickiej. Propagowaniu wielu herezji i błędów, towarzyszy w ich przypadku także sianie niezliczonej liczby zgorszeń i nadużyć liturgicznych. Gdyby ktoś chciał sprytniej i w bardziej przemyślany sposób szydzić z religii katolickiej niż posoborowi jezuici, to nie wiem, czy cokolwiek byłby w stanie ulepszyć. Zwłaszcza, że całość doskonale jeszcze uzupełnia panujące u "esjocików" bezkrytyczne samozadowolenie z takiego obrotu spraw, bezczelne nazywanie owej degeneracji - "oznaką żywotności", "nowym sposobem na życie po chrześcijańsku", itp.
Poniżej - obrazki z galerii zamieszczonej na oficjalnej stronie jezuitów działających na Słowacji.
"Eucharystia" na walizkach. Gorzka karykatura jednego z charyzmatów jezuitów, jako zakonu niezwykle mobilnego i dyspozycyjnego.piątek, 11 maja 2007
Show must go on!
Osiemnaście tysięcy plastikowych krzeseł ustawionych w hali opuszczonej fabryki w Santo Amaro na południu Sao Paulo nie wystarczyło. Jak każdego czwartkowego wieczoru, tysiące ludzi stoją w ścisku, aby uczestniczyć w mszy odprawianej przez ojca Marcelo. Oczekując na przybycie księdza, tłum kłębi się między kolumnami, na których widnieją hasła: "Miłość", "Wiara", Rodzina", "Maria". Nagle światło przygasa, a reflektory kierują się na scenę w kształcie gigantycznego ołtarza.
Ubrany w purpurowy ornat ojciec Marcelo pojawia się przed swoją publicznością, wznosi ramiona do nieba i śpiewa: "Jezus, Jezus mój ukochany". Wszyscy zgromadzeni przymykają oczy i kładą rękę na sercu. "Teraz wy" – woła ksiądz wyciągając mikrofon w stronę tłumu. "Jezus! Jeeezuuus" – krzyczy dwudziestotysięczny chór. Wiedzą, że najlepsze dopiero nadejdzie. Ojciec Marcelo zwraca się do orkiestry, daje znak perkusiście i jednym skokiem wraca do publiczności. Początkową monotonną melodię zastępuje rock’n’roll. "Jestem katolikiem/apostolskim/rzymskim!" – śpiewa kapłan, wykonując taneczne pas. Tłum opanowuje histeria. Nie pozwalając księdzu złapać tchu, intonuje dalszy ciąg: "I nigdy nie porzucę mojej wiary dla innej religii!".
Religijny spektakl trwa dwie godziny. Co tydzień tysiące osób przybywają tu, aby tańczyć słuchając ewangelii przed komunią. – To jest odnowa katolicyzmu – mówi radośnie Joana, urzędniczka z dalekiego przedmieścia, która jechała dwie godziny autobusem, aby znaleźć się w Santo Samaro. – Przedtem zasypiałam podczas mszy, nie rozumiałam ani słowa z tego, co mówił ksiądz, zresztą przestałam tam chodzić. Próbowałam spirytyzmu, przyłączyłam się do Kościoła ewangelickiego. Ale dzięki ojcu Marcelo mam prawdziwy powód, aby powrócić do katolicyzmu.
foto: adventistasW szalonym wyścigu z protestanckimi sektami swoją rywalizację w Brazylii prowadzi tamtejszy Kościół posoborowy. Nękany jest on od pewnego czasu najbardziej dokuczliwą i bolesną chorobą cywilizacyjną XX wieku, która polega na utracie popularności wśród zdemokratyzowanych mas plebejskiej ludności. Nie zawsze łatwo można sobie z tą chorobą poradzić. Jeżeli jednak chce się osiągnąć sukces, kluczem do niego jest wdrożenie pomysłów, opracowanych przez różnorodnych speców od marketingu, rynku i reklamy. Kult popularności, mierzony liczbami sprzedanych biletów, frekwencją parlamentarnych wyborów czy liczbą osób zebranych przed telewizorami, wymaga od swojego wyznawcy podejmowania szeregu niekonwencjonalnych inicjatyw.
Kościół posoborowy zerwawszy z Tradycją, prawdziwą Ofiarą Mszy Świętej, utraciwszy wiarę w to, że jest jedynym Kościołem Chrystusa, poza którym nie ma zbawienia, nie pokłada już nadziei w zwycięstwie, które dzięki ustawicznej opiece Ducha Świętego, przyjdzie przez Najświętszą Pannę Maryję. Nie ma w nim prawdziwej miłości, która spaja jego więzy, łączy go z Chrystusem, nie pozwala mu zachwiać się w przekazywaniu nieomylnego Depozytu wiary, i sprawia, że trwa niezachwianie, niezależnie od fal miotających się u jego brzegów. Jego misją nie jest już pokonanie wrogów, nawrócenie wszystkich ludów, wytępienie herezji, stanie na straży czystości wiary i niezmienności dogmatów, bycie bezkompromisowym i niezachwianym głosem sprzeciwu wobec księcia tego świata.
Kościół posoborowy swoją drogę widzi raczej w ścisłej realizacji zaleceń specjalistów od osiągnięcia medialnego sukcesu, na powszechnie zaakceptowanych warunkach. Inkulturował on już wszelkie zasady pluralistycznego świata, wyzbył się także prozelityzmu oraz "nienawiści wobec odmienności". Stosuje za to metody wykorzystywane z powodzeniem przez inne organizacje parareligijne o rewolucyjnej, sekciarskiej i protestanckiej proweniencji. Kościół Vaticanum II oddaje się bez reszty złudnemu dążeniu pielęgnowania jedynie swojej popularności w międzyreligijnym tyglu pogaństwa i pseudochrześcijańskich sekt. Wobec świata jego program zredukowany zostaje w zasadzie do walki z prezerwatywami i aborcją, do organizowania w dni wolne od pracy ciekawych imprez rozrywkowo-kulturalnych, do zabierania głosu na pluralistycznym forum wśród różnych dewiacji i herezji, jak również do troski o wyeliminowanie z ludzkiego życia biedy, dyktatur i wojen.
Kościół posoborowy zerwawszy z Tradycją, prawdziwą Ofiarą Mszy Świętej, utraciwszy wiarę w to, że jest jedynym Kościołem Chrystusa, poza którym nie ma zbawienia, nie pokłada już nadziei w zwycięstwie, które dzięki ustawicznej opiece Ducha Świętego, przyjdzie przez Najświętszą Pannę Maryję. Nie ma w nim prawdziwej miłości, która spaja jego więzy, łączy go z Chrystusem, nie pozwala mu zachwiać się w przekazywaniu nieomylnego Depozytu wiary, i sprawia, że trwa niezachwianie, niezależnie od fal miotających się u jego brzegów. Jego misją nie jest już pokonanie wrogów, nawrócenie wszystkich ludów, wytępienie herezji, stanie na straży czystości wiary i niezmienności dogmatów, bycie bezkompromisowym i niezachwianym głosem sprzeciwu wobec księcia tego świata.
Kościół posoborowy swoją drogę widzi raczej w ścisłej realizacji zaleceń specjalistów od osiągnięcia medialnego sukcesu, na powszechnie zaakceptowanych warunkach. Inkulturował on już wszelkie zasady pluralistycznego świata, wyzbył się także prozelityzmu oraz "nienawiści wobec odmienności". Stosuje za to metody wykorzystywane z powodzeniem przez inne organizacje parareligijne o rewolucyjnej, sekciarskiej i protestanckiej proweniencji. Kościół Vaticanum II oddaje się bez reszty złudnemu dążeniu pielęgnowania jedynie swojej popularności w międzyreligijnym tyglu pogaństwa i pseudochrześcijańskich sekt. Wobec świata jego program zredukowany zostaje w zasadzie do walki z prezerwatywami i aborcją, do organizowania w dni wolne od pracy ciekawych imprez rozrywkowo-kulturalnych, do zabierania głosu na pluralistycznym forum wśród różnych dewiacji i herezji, jak również do troski o wyeliminowanie z ludzkiego życia biedy, dyktatur i wojen.
czwartek, 10 maja 2007
Symbol umierającego kościoła - kościół pełen trupów
Wyglądający jak stacja transformatorowa kościół Bożego Ciała (obecnie: Bożego Ciała i św. Józefa) w Akwizgranie - to przykład kościoła wybudowanego co prawda w 1930 r., ale już według ówczesnej postępowej mody, która w ćwierć wieku później opanowała praktycznie cały świat. Oglądając bogaty wystrój tej katolickiej świątyni doskonale rozumiemy, kogo i co miał na myśli Pius XII pisząc w encyklice Mediator Dei: błądzi kto chce ołtarzom przywrócić pierwotny kształt stołu (...) kto nie dopuszcza w kościele posągów i świętych obrazów





No dobra, ale gdzie te tytułowe trupy? Otóż w Akwizgranie jest sobie (a w zasadzie do niedawna był) kościół św. Józefa.

Niestety niedawno został przerobiony na ekskluzywne kolumbarium, w którym można chować swoich zmarłych. Oczywiście w jedynie słusznej formie, czyli w formie urny z prochami. Na stronie z cennikiem znajdziemy również warunki "pochówku", a w galerii możemy obejrzeć jak wygląda wnętrze tej nekropolii.


Zwisający obiekt łodziopodobny ma symbolizować "wspólną z innymi zmarłymi przeprawę przez rzekę śmierci do życia wraz z Bogiem".
Pozbawieni kościoła parafianie od św. Józefa zostali przeniesieni do nowej parafii - Bożego Ciała i św. Józefa do sterylnego wnętrza, o którym wspomniałem powyżej. Pokościelny "obiekt cmentarny" pod wezwaniem św. Józefa jest okazjonalnie wykorzystywany, jako atrakcyjna powierzchnia reklamowa.
1930 r.



2005 r.

Ambona, w oddali w oszklonej kaplicy znajduje sie tabernakulum. (zdjęcie: Wikimedia)

No dobra, ale gdzie te tytułowe trupy? Otóż w Akwizgranie jest sobie (a w zasadzie do niedawna był) kościół św. Józefa.

Niestety niedawno został przerobiony na ekskluzywne kolumbarium, w którym można chować swoich zmarłych. Oczywiście w jedynie słusznej formie, czyli w formie urny z prochami. Na stronie z cennikiem znajdziemy również warunki "pochówku", a w galerii możemy obejrzeć jak wygląda wnętrze tej nekropolii.


Zwisający obiekt łodziopodobny ma symbolizować "wspólną z innymi zmarłymi przeprawę przez rzekę śmierci do życia wraz z Bogiem".Pozbawieni kościoła parafianie od św. Józefa zostali przeniesieni do nowej parafii - Bożego Ciała i św. Józefa do sterylnego wnętrza, o którym wspomniałem powyżej. Pokościelny "obiekt cmentarny" pod wezwaniem św. Józefa jest okazjonalnie wykorzystywany, jako atrakcyjna powierzchnia reklamowa.
Zmiany w watykańskiej kaplicy Redemptoris Mater
Malkontenci zarzucają nam, że w naszej Kronice nie piszemy o sprawach radosnych, koncentrując się na tym, co nas smuci. Aby uczynić zadość - krótka wzmianka o czymś, co cieszy.
Zbudowana za pontyfikatu ś+p Jana Pawła II watykańska kaplica Redemptoris Mater, w której na środku jeszcze do niedawna straszył posoborowy mebel gastronomiczny:


najwyraźniej zmieniła wystrój, gdyż pojawił się w niej ołtarz wraz z tabernakulum, w dodatku umieszczony pod samą ścianą, jakby tego było mało - z krucyfiksem wstawionym między ołtarz a ścianę tak, aby nikt nie mógł stanąć za ołtarzem - czyli w sposób "utrudniający aktywne uczestnictwo"! Widać również, iż zamiast wszechobecnych w Watykanie krzeseł, pojawiły się wygodne zestawy ławek z klęcznikami! Jak widać Benedykt XVI powoli, acz skutecznie robi porządki po swoim poprzedniku.


Zbudowana za pontyfikatu ś+p Jana Pawła II watykańska kaplica Redemptoris Mater, w której na środku jeszcze do niedawna straszył posoborowy mebel gastronomiczny:


najwyraźniej zmieniła wystrój, gdyż pojawił się w niej ołtarz wraz z tabernakulum, w dodatku umieszczony pod samą ścianą, jakby tego było mało - z krucyfiksem wstawionym między ołtarz a ścianę tak, aby nikt nie mógł stanąć za ołtarzem - czyli w sposób "utrudniający aktywne uczestnictwo"! Widać również, iż zamiast wszechobecnych w Watykanie krzeseł, pojawiły się wygodne zestawy ławek z klęcznikami! Jak widać Benedykt XVI powoli, acz skutecznie robi porządki po swoim poprzedniku.


Pecunia non olet
Rok temu pisaliśmy o niegodziwym pozyskiwaniu środków na remont świątyni, a to poprzez traktowanie elewacji Domu Bożego, jak atrakcyjnej powierzchni reklamowej. Oto kolejny przykład, tym razem z Wiecznego Miasta - paleochrześcijańska bazylika św. Wawrzyńca - San Lorenzo in Lucina
Posoborowe wyposażenie piknikowe
Tym razem zapraszamy na krótką przechadzkę po klasztorze benedyktyńskim w Melk (Austria).

Ten położony nad brzegiem Dunaju zespół architektoniczny jest przepięknym dowodem na to, iż jego budowniczowie wiedzieli doskonale, że budują Dom, w którym zamieszka substancjalnie sam Bóg i w którym będzie sprawowana przebłagalna Najświętsza Ofiara Mszy świetej, przedsmak wiecznej radości, najpiękniejsza rzecz po tej stronie Nieba.



Niestety, posoborowi rewolucjoniści uważają Mszę świętą za co najwyżej piknik na leśnej polanie, co dobitnie wyraża dobudowana w transepcie instalacja gastronomiczno-wypoczynkowa.


Ten położony nad brzegiem Dunaju zespół architektoniczny jest przepięknym dowodem na to, iż jego budowniczowie wiedzieli doskonale, że budują Dom, w którym zamieszka substancjalnie sam Bóg i w którym będzie sprawowana przebłagalna Najświętsza Ofiara Mszy świetej, przedsmak wiecznej radości, najpiękniejsza rzecz po tej stronie Nieba.



Niestety, posoborowi rewolucjoniści uważają Mszę świętą za co najwyżej piknik na leśnej polanie, co dobitnie wyraża dobudowana w transepcie instalacja gastronomiczno-wypoczynkowa.

Sancta TIR-a, ora pro nobis!
We Wiedniu, nieopodal Uniwerytetu, na Dr. Ignaz Seipel-Platz,
stoi sobie Kościół oo. Jezuitów.

Przepiękna barokowa katolicka świątynia została niestety zawłaszczona
przez sektę posoborowców,
którzy zamiast wizerunków świętych powstawiali w ramy jakieś bohomazy,
które nie wiadomo, co mają soba reprezentować,
a zamiast przepięknego katolickiego ołtarza
("niestety" jest wiekowy, pewnie powiatowy konserwator zabytków
nie pozwala go porąbać i spalić)
do celebracji swoich nabożeństw używają wykafelkowanej bryły betonu,
betonowej mównicy
oraz...

pomnika ukrzyżowanej ciężarówki.
Czyżby w Europie odradzał się kult Cargo?

stoi sobie Kościół oo. Jezuitów.

Przepiękna barokowa katolicka świątynia została niestety zawłaszczona
przez sektę posoborowców,
którzy zamiast wizerunków świętych powstawiali w ramy jakieś bohomazy,
które nie wiadomo, co mają soba reprezentować,
a zamiast przepięknego katolickiego ołtarza
("niestety" jest wiekowy, pewnie powiatowy konserwator zabytkównie pozwala go porąbać i spalić)
do celebracji swoich nabożeństw używają wykafelkowanej bryły betonu,
betonowej mównicy
oraz...

pomnika ukrzyżowanej ciężarówki.
Czyżby w Europie odradzał się kult Cargo?

środa, 9 maja 2007
Stuła według posoborowia
W Kościele katolickim stuła jest oznaką godności, władzy i powagi urzędu kapłańskiego.
W stosunku do Chrystusa Pana stuła przypomina nam krzyż, który on dźwigał na ramionach swoich na Kalwarię i który jest symbolem tajemnicy odkupienia i kapłaństwa Chrystusowego.
W stosunku do nas stuła przypomina nam naszą godność chrześcijańską i nasze powołanie do nieśmiertelnego królowania z Chrystusem Panem w niebie.
Istnieje piękna i bardzo stara modlitwa odmawiana przez kapłanów przy wkładaniu na siebie stuły: "Zwróć mi, o Panie, stułę nieśmiertelności, którą straciłem przez grzech pierwszych rodziców moich, a chociaż niegodzien jestem zbliżyć się do tajemnic twoich świętych, niechaj dostąpię jednak radości wiecznej."
W stosunku do Chrystusa Pana stuła przypomina nam krzyż, który on dźwigał na ramionach swoich na Kalwarię i który jest symbolem tajemnicy odkupienia i kapłaństwa Chrystusowego.
W stosunku do nas stuła przypomina nam naszą godność chrześcijańską i nasze powołanie do nieśmiertelnego królowania z Chrystusem Panem w niebie.
Istnieje piękna i bardzo stara modlitwa odmawiana przez kapłanów przy wkładaniu na siebie stuły: "Zwróć mi, o Panie, stułę nieśmiertelności, którą straciłem przez grzech pierwszych rodziców moich, a chociaż niegodzien jestem zbliżyć się do tajemnic twoich świętych, niechaj dostąpię jednak radości wiecznej."
Czym jest stuła dla duchownych Kościoła posoborowego? Wydaje się, że potrafi być ona także swoistym symbolem. Jest to symbol dna, jaki jest w stanie osiągnąć system religijny będący karykaturą prawdziwej religii.
Diecezja BriminghamStuła w pajacyki, mające wyobrażać dzieci różnych ras i narodów, w duchu ogólnoświatowego braterstwa i dialogu...
Diecezja LucernaStuła przedstawiająca sceny z cyrku i wesołego miasteczka, akrobatkę, konie, klauna, karuzelę...
Diecezja FlorydaStuła na ramionach biskupa, przedstawiająca zwierzęta z cyrku, słonia, tygrysa i lwa bawiącego się piłką...
Diecezja LinzStuła w kolorowe rybki, w kolorze wody z akwarium...
Diecezja OrlandoStuła z symbolem Organizacji Narodów Zjednoczonych wkomponowanej w krzyż oraz stuła z zarysem kontynentu afrykańskiego, mające zwrócić uwagę na obszary biedy i potrzebę ogólnoświatowej solidarności...
Salezjanie a AustriiNajbardziej obciachowe stuły w formie kolorowych szaliczków, w tonacji zielonkawej, czerwonawej i niebieskawej...
niedziela, 6 maja 2007
Oszajca - piewca odnowy
Poniżej, zaledwie kilka wypowiedzi, których autorem jest o. Wacław Oszajca SI (na zdjęciu w charakterystycznej sutannie, foto: Dziennik Wschodni)."Dlaczego dzisiejsze czasy sprzyjają słabnięciu wiary?
- Nie jestem pewien, czy tak właśnie się dzieje. Przeciwnie - mówi się przecież, że XXI wiek albo będzie wiekiem wiary, religii, albo nie będzie go wcale. Owszem, kryzys przeżywają pewne formy wyrażania wiary, instytucje kościelne, systemy teologiczne, ale to akurat dobrze świadczy o żywotności wiary."
"Co sprawia, że kościoły świata opustoszały, a w Polsce pustoszeją?
- Tam, gdzie rzeczywiście świątynie pustoszeją, nie musi oznaczać, że tam Kościół umiera. Być może przeżył się dotychczasowy sposób istnienia Kościoła i teraz szuka się tam nowego sposobu na życie po chrześcijańsku. Pan Jezus nie obiecał nam, że dzisiejszy model jest najwłaściwszy."
"Coraz więcej ludzi zwraca się do duchowości Wschodu. Dlaczego?
- Dlatego, że Wschód, jak też pozostałe części świata oraz ich religie i kultury, są również dziełem Ducha Świętego. Spotkania w Asyżu i modlitwa o pokój są tego dobitnym przykładem. Szukamy więc kontaktów ze wszystkimi, bo chcemy, by to, co nas dzieli, stało się wspólnym bogactwem. Mistycy Wschodu mają nam sporo do zaofiarowania, my im również."
Wywiad z 15.03.2002 dla dla Dziennika Wschodniego. Kryzys Kościoła czy wiary?
"Proszę księdza, czy zwierzęta mają duszę i czy idą po śmierci do nieba - bo przecież nie grzeszą? Jeśli nie, to nie fair ze strony Boga.
Święty Paweł Apostoł taką szansę zwierzaczkom daje. Myślę, że i nieożywionej materii też się coś od wieczności należy, bo czyżby Pan Bóg miałby to wszystko na niby stworzyć?"
"Czy Bóg od początku swojego istnienia (jeśli rzeczywiście istnieje?) jest stały i niezmienny, czy jednak idzie z duchem czasu?
Jeśli nie byłoby Boga, nie byłoby i czasu. Czas jest Jego darem. Myślę, że niedocenianym. Owszem, Bóg jest stały i niezmienny, ale pewnie nie w chrześcijaństwie. Nasz Bóg, Jezus Chrystus jest człowiekiem. A więc wie coś o zmienności."
"Dlaczego Bóg pozwala na to całe zło na świecie? Może nie jest tak miłosierny, jak wmawia nam Kościół, albo nie jest tak wszechmocny...
Nie wiem. To pytanie zadam Bogu na Sądzie Ostatecznym. [...]"
"Czy to jest wielki grzech, że nie lubię uczestniczyć we mszach św.? Nie wypieram się Boga, ale uczestnictwo we mszy jest nudne, rozprasza mnie i nic mi nie daje.
A ja lubię mszę św., chociaż czasami mam dosyć na tej mszy i siebie samego, i naszej organistki, jak też Świętego Ludu Bożego. Wierzę jednak w Kościół i wierzę w związku z tym, że msza jest dzisiejszym sposobem życia Jezusa pośród nas. Jak w Betlejem."
"Czy zdaniem Księdza sprawiedliwy Indianin, który wierzy w swoich bogów, jest skazany na potępienie? Czy sprawiedliwy Bóg może na to pozwolić?
Na pewno nie Bóg żydów i chrześcijan. To pewnie jasne."
"Czy młodzi ludzie, których przed przystąpieniem do I Komunii zmusza się do klepania na pamięć stosów modlitw często zupełnie bez rozumienia tego, czego dotyczą, mają szansę być dobrymi katolikami?
Obawiam się, że będzie trudno. Kiedy podrosną owe maluchy, w okresie dojrzewania będą miały nielada kłopoty, by się wyzwolić z owych formułek."
"Czy nie chciałby Ksiądz, aby przestał obowiązywać celibat?
Już nie. A jak zniosą celibat, będę się starał o odszkodowanie. Na poważnie. Sądzę, że celibat, jako obowiązujący wszystkich prezbiterów, ponieważ leży w gestii Kościoła, może być zniesiony."
"Jak ojciec sądzi - czy Bóg muzułmanów, katolików, protestantów, grekokatolików, buddystów, adwentystów etc. to ten sam Bóg? Kto grzeszy w takim przypadku?
Tak. Mamy jednego Boga i wierzę, jestem przekonany, że dokąd nie odkryjemy tej prawdy, nie będziemy mieli mocnego fundamentu dla naszej jedności. Włączam tu również ateistów. Oni również wierzą, np. w Prawdę."
"Piękne dzięki i niech mi nikt nie mówi, że Kościół w Polsce przeżywa kryzys albo coś mu tam grozi. Po tylu pytaniach idę odmówić (śpiewał nie będę, bo fałszuję) Magnificat. Jeszcze raz dziękuję "Gazecie Wyborczej" i Państwu za to rekolekcyjne nabożeństwo. Bóg zapłać i amen."
Zapis czatu w czasie rekolekcji z Gazeta.pl, 10.12.2001.
"Kościół wchodząc w dialog ze światem tworzy sam siebie."
"To dobrze, że odchodzi się od kultury chrześcijańskiej i tradycji, bo zbliża się wówczas do tradycji judaistycznej i jest się bliżej Biblii."
Występ w Polskim Radiu, Program I, Jedynka Familijna, 17.12.2006.
"Wolę Kościół, w którym jest różnica zdań, w którym do prawdy się dochodzi, niż w którym się mówi, że ma się już całą prawdę."
"Przychodzi czas, żeby zastanowić się nad pluralizmem poglądów – upoważnionym, gdyż w Kościele pojmowanym jako wspólnota wiary i miłości w wielu sprawach ważnych dla człowieka nie ma jednego stanowiska."
"Jeśli się Kościół pojmie jako społeczność idealną, celem apostolstwa będzie pozyskanie nowych członków-klientów, a więc rozwój firmy, to siłą rzeczy w którymś momencie to pęknie, bo natura człowieka jest inna."
"Nie mogę zbyt łatwo odrzucić nauczania papieskiego, ale nie mogę zbyt łatwo odrzucić argumentacji reszty Kościoła. Znam prywatne zdanie wielu biskupów i teologów i wiem też, że część dzisiejszego nauczania jest uwarunkowana historycznie. Kościół jest w drodze, wszystko przed nim, a tradycja to umiejętność pozostawania w wierności nie tylko i nie przede wszystkim temu, co było, ale temu, co Duch Święty dziś objawia Kościołowi. [...] Praktyka wskazuje, że to, co nie było możliwe w Kościele wczoraj, dzisiaj jest możliwe."
Miesięcznik w Drodze (recenzja za Tygodnikiem Powszechnym)
"W mojej ocenie tyle samo racji mają ci, którzy są za celibatem, jak i ci, którzy są przeciwko."
Tygodnik Przegląd, 21.05.2004.
"Historia kościoła pokazuje, że często wymagano od ludzi rzeczy niemożliwych, złych i szkodliwych. Że racja była po stornie tych, którzy mieli odwagę się sprzeciwić a nie po stronie rozkazujących i mających władzę."
Prosto w oczy, 2.06.2006.
W ramach podsumowania zostawiam Czytelników z fragmentem encykliki św. Piusa X "Pascendi Dominici Gregis":
"Zresztą w zastosowaniu tysiącznych sposobów szkodzenia, nikt ich nie przewyższy w zręczności i chytrości: udają bowiem na przemian to racjonalistów, to katolików, i z taką zręcznością, iż łatwo mogą wprowadzić w błąd każdego nieostrożnego; że zaś są bezczelni, jak mało kto, nie wahają się przed żadnym wnioskiem, który gotowi są przeprowadzić z całą mocą i stanowczością. Dodać tu jeszcze trzeba - co najskuteczniej właśnie może uwodzić dusze - że prowadzą tryb życia nadzwyczaj czynny, że nieustannie i usilnie oddają się wszelkiego rodzaju studiom, i że bardzo często są ludźmi surowych obyczajów. Wreszcie - i to odejmuje wszelkie nadzieję opamiętania - własne ich doktryny tak ich urabiają, że gardzą wszelką powagą i odrzucają wszelkie wędzidło; a urobiwszy sobie fałszywe sumienie starają się wmówić w siebie, że prawdy umiłowaniem jest to, co w istocie jest jego zarozumiałością i uporem."
sobota, 5 maja 2007
Kościół posoborowy nie jest Kościołem Chrystusowym
Cytowana poniżej wypowiedź kardynała Roberto Tucci SJ, znaleziona została w Tygodniu Powszechnym. Zachęcam do zapoznania się z poglądami autora, gdyż w kilku zaledwie słowach ukazuje on istotę modernistycznej herezji ewolucji dogmatów. Kardynał, jako gorący wyznawca modernizmu, ujawnia jego znaczenie na przykładzie "permanentnej ewolucji" dogmatu o Kościele."Zresztą w samej konstytucji „Gaudium et spes” czytamy, że zawarta w niej doktryna dotyczy rzeczywistości, "będącej w stanie permanentnej ewolucji", musi więc w przyszłości być "rozwijana i poszerzana". To z kolei dokonywało się zwłaszcza poprzez Synody Biskupów za pontyfikatów Pawła VI i Jana Pawła II. Potwierdziło się często powtarzane przez Jana XXIII stwierdzenie, że nie Ewangelia się zmienia, ale my się zmieniamy i dzięki temu możemy zrozumieć Ewangelię lepiej i głębiej niż poprzednio.
Kierowałem się tą świadomością, kiedy w 1968 r. miałem przemawiać – formalnie we własnym imieniu, ale w rzeczywistości w imieniu Kościoła katolickiego – na IV Zgromadzeniu ekumenicznej Rady Kościołów w Uppsali. Po zacytowaniu dokumentów soborowych, takich jak "Lumen gentium" i dekretu "Unitatis redintegratio" powiedziałem, że wynika z nich, iż doskonała realizacja Kościoła Chrystusowego nie identyfikuje się w sposób absolutny i pełny z Kościołem katolickim takim, jaki istnieje dziś, i że on sam także dąży ku realizacji Kościoła Chrystusowego w pełni jego darów i łask i w jego pełnej katolickości. Z tego wynika, że jedność chrześcijan, także dla nas, rzymskich katolików, nie musi być koniecznie pojmowana jako coś, co ma się zrealizować w Kościele katolickim takim, jaki jest dzisiaj, ale w Kościele Chrystusa, w którym w pełni rozkwitną wszystkie jego możliwości. I zakończyłem stwierdzeniem, że ponieważ dziś nie możemy przewidzieć, jaki kształt przybierze ewentualna widzialna jedność Kościołów – katoliccy teologowie zaczynają dopuszczać i taką hipotezę, że ta jedność będzie musiała uwzględniać autonomię Kościołów siostrzanych.
Te stwierdzenia, które dziś są właściwie oczywiste i nikogo nie niepokoją, wtedy, 34 lata temu, mogły budzić niepokój, a nawet wydać się podejrzane."
Kardynał Roberto Tucci SJ: urodzony w 1921 r. w Neapolu, członek fanatycznego pokolenia V2, którego intelektualny rozwój przypadł na lata 60-te. Profesor teologii, wieloletni dyrektor dwutygodnika „La Civiltŕ Cattolica”. Uczestniczył w pracach Soboru Watykańskiego II jako członek Komisji Przygotowawczej i „peritus” (biegły). W czasie drugiej, trzeciej i czwartej sesji codziennie prowadził konferencje prasowe w watykańskiej Sala Stampa. W latach 1973-1985 dyrektor generalny Radia Watykańskiego – w tej funkcji towarzyszył Janowi Pawłowi II we wszystkich podróżach (od 1982 r. także jako organizator papieskich pielgrzymek poza terenem Włoch). Na konsystorzu 21 lutego 2001 Jan Paweł II mianował go kardynałem.
piątek, 4 maja 2007
Uczy, bawi, wiąże szalik, koncelebruje...
Jak widać na zdjęciach poniżej, Pastoralassistentin a zarazem Religionslehrerin Sieglinde Lichtenwagner z austriackiej parafii St. Martin w Mühlkreis (diecezja Linz) już od 2000 r. radzi sobie bardzo dobrze, służąc swoją posługą w miejscowym kościele. Ma wiele odpowiedzialnych zadań, wśród nich na przykład:
przywdziewa swój liturgiczny szalik, aby asystować celebransowi,
czasem koncelebruje, trzymając w rękach "to samo" co celebrans,
pilnuje ministrantek,
dba o Ordnung,
a także, razem ze swoim proboszczem, gwarantuje zawsze dobrą zabawę w czasie spotkań wspólnoty, przy świętowaniu "wspomnienia ostatniej wieczerzy".foto: Pfarre St. Martin
Widzialna jedność Kościoła
Od pierwszych dni chrześcijaństwa, poprzez wiek IV (kiedy to ustalona została formuła wyznania wiary: "credo in unam, sanctam, catholicam et apostolicam Ecclesiam"), aż po wiek XX, nauka o znamionach prawdziwego Kościoła Chrystusowego nie budziła wśród katolików żadnych wątpliwości. Od zawsze wierzono, że cztery nierozdzielne cechy: jedność, świętość, apostolskość i powszechność, pozwalają odróżnić Kościół prawdziwy od fałszywego. Wydawać by się mogło, że nauka ta, stanowiąca fundament wiary niczym nauka o Trójcy Świętej, jest tak stara i utrwalona, że kwestionowanie jej byłoby jakimś szaleństwem. A jednak...
O podważaniu wiary w powszechność Kościoła pisaliśmy już w naszej Kronice. O podważaniu wiary w jedność Kościoła była też już pobieżnie mowa. W tym miejscu chcielibyśmy poświęcić więcej uwagi zagadnieniu widzialnej jedności Kościoła. Brzmi to niewiarygodnie, ale ustami swoich przedstawicieli Kościół posoborowy jawnie odświeża starożytne herezje, podchwycone przez protestantyzm i zaprzecza tej niezwykle prostej i podstawowej prawdzie wiary.
Należy jednak z góry powiedzieć, że pomimo zmiennych sytuacji, wrażliwości i problemów celem ruchu ekumenicznego niezmiennie pozostaje: widzialna jedność Kościoła.
Benedykt XVI. Przemówienie do w czasie sesji plenarnej Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan 17 listopada 2006 r.
Wielce Błogosławiony Patriarcho, drodzy bracia w biskupstwie, przywróćmy widzialną jedność Kościołowi, gdyż w przeciwnym razie nasz świat będzie pozbawiony świadectwa, jakie tylko uczniowie Syna Bożego, który z miłości umarł i zmartwychwstał, mogą mu dać, aby doprowadzić go do przyjęcia wiary (por. J 17, 21).
Jan Paweł II, Przywróćmy widzialną jedność Kościołowi, Spotkanie z Patriarchą Teoktystem i członkami Świętego Synodu, 8 maja 1999.
Pełnia czasu dla Chrztu Rusi nadeszła więc pod koniec pierwszego tysiąclecia, gdy Kościół był nie podzielony. Za ten fakt, który jest dziś przedmiotem pragnienia i nadziei, winniśmy wspólnie dziękować Bogu. Zechciał On, by Kościół-Matka, trwający jeszcze w widzialnej jedności, bogaty w narody i ludy, w momencie misyjnego rozkwitu na Zachodzie i na Wschodzie przyjął na swoje łono tę nową Córkę, zrodzoną nad brzegami Dniepru.
Jan Paweł II, List Apostolski Euntes in Mundum Z okazji tysiąclecia chrztu Rusi Kijowskiej, 25 stycznia 1988 r.
Zobowiązujemy się podążać za apostolskim wezwaniem z listu do Efezjan (Ef 4,3-6) do jedności i cierpliwie zmierzać do osiągnięcia wspólnego rozumienia zbawczego orędzia Chrystusa zawartego w Ewangelii; działać z mocy Ducha Świętego na rzecz widzialnej jedności Kościoła Jezusa Chrystusa w jedynej wierze, która znajduje swój wyraz we wzajemnym uznaniu chrztu i w eucharystycznym dzieleniu się oraz we wspólnym świadectwie i służbie. [...]
Ekumenizm żyje dlatego, że razem słuchamy słowa Bożego i pozwalamy, aby Duch Święty działał w nas i przez nas. Dzięki w ten sposób otrzymanej łasce występują dzisiaj bardzo liczne wysiłki, modlitwy i nabożeństwa, zmierzające do pogłębienia duchowej jedności między Kościołami i do modlitwy o widzialną jedność Kościoła Chrystusowego.
Karta Ekumeniczna, Strasburg, 22 kwietnia 2001 r.
Metropolita Jeremiasz Konferencja Kościołów Europejskich
Kard. Miloslav Vlk Rada Konferencji Biskupów Europejskich
Zatem widzialna jedność Kościoła pozostaje celem ekumenizmu.
Kard. Walter Kasper w wywiadzie dla KAI: Duch Święty działa także poza Kościołem katolickim, 3.02.2006 r.
Prawie wszyscy jednak, chociaż w różny sposób, tęsknią za jednym i widzialnym Kościołem Bożym, który by był naprawdę powszechny i miał posłannictwo do całego świata, aby ten świat zwrócił się do Ewangelii i w ten sposób zyskał zbawienie na chwałę Bożą.
Sobór Watykanski II, Dekret o ekumenizmie
Prosimy was, bracia i siostry chrześcijanie wszystkich wyznań, byście żarliwiej jeszcze modlili się o nadejście dnia pojednania i pełnej widzialnej jedności Kościoła w celebracji Świętej Eucharystii, zgodnie z modlitwą Pana w przeddzień swej śmierci: "Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał" (J 17, 21)
Orędzie XI Zgromadzenia Zwyczajnego Synodu Biskupów 23-10-2005 r. "Eucharystia: Chleb żywy dla pokoju świata".
Rozpoczynający się dzisiaj 40 Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan będzie na pewno sprzyjał tworzeniu widzialnej jedności Kościoła.
Abp. Alfons Nossol
Nie ma chyba lepszego podsumowania dla zamieszczonych wyżej cytatów, niż odnosząca się właśnie do nich niejako bezpośrednio uwaga papieża Piusa XI, wyjęta z Encykliki Mortalium Animos: "W tych nęcących i zwodniczych słowach tkwi złowrogi błąd, który głęboko rozsadza fundamenty wiary katolickiej". Dla osłody i przeciwwagi przedstawmy zdrowe nauczanie katolickie:
"...muszą być wśród was rozdarcia, żeby się okazało, którzy są wypróbowani."
1 Kor 11,19.
Kto sądzi, aby ta jedność, z mocy Boskiej pochodząca, i z tajemnicami niebieskimi ściśle połączona, w Kościele rozerwana i różnością zdań przeciwnych podzielona być mogła? Kto się tej jedności nie trzyma, ten się nie trzyma prawa Bożego, ten nie trzyma się wiary w Ojca i Syna, ten nie ma żywota i zbawienia. [...]
Ponieważ lud Chrystusowy rozdzielony być nie może, więc sukni Jego całodzianej i spojonej posiadacze nie podzielili: nierozdzielona, zjednoczona, złączona, wskazuje niepodzielną jedność ludu naszego, którzyśmy się przyoblekli w Chrystusa. Przez tajemnicę i znaki sukni swojej pokazał jedność Kościoła. [...]
Odstąpić a raczej uciekać powinieneś od przestępców, abyś łącząc się z takimi, co nieporządne życie wiodą, i postępując ścieżkami błędu i występku, z drogi prawdziwej nie zbłądził, i sam w równą się z nimi zbrodnię nie zawikłał. Jeden jest Bóg, jeden Chrystus, i jeden Kościół Jego, i wiara jedna, i lud złączony węzłem zgody w jedno ciało nierozdzielne. Jedność rozerwaną być nie może, ani jedno ciało rozszarpaniem stawów rozłączone, ani w kawałki przez rozdarcie wnętrzności rozdzielone. Wszystko co się od matki odłącza, żyć i oddychać osobno nie może, i traci istotę życia.
Św. Cyprian, Biskup Kartagiński, O jedności Kościoła Katolickiego.
Że Kościół jest Ciałem, głoszą często słowa Pisma św. "Chrystus - mówi Apostoł - jest głową Ciała Kościoła" (Kol 1, 18). Jeżeli zaś Kościół jest ciałem, musi być czymś jednym i niepodzielnym według słów Pawła św. "Wszyscy jednym ciałem jesteśmy w Chrystusie" (Rzym 12, 5). Nie tylko jednym i niepodzielnym być musi, lecz także czymś konkretnym i widzialnym, jak uczy poprzednik Nasz ś. p. Leon XIII w encyklice Satis cognitum: "Przez to że jest Ciałem, Kościół widoczny jest dla oka". Dlatego dalecy są od prawdy Bożej ci, co wymyślają sobie taki kościół, którego ani dotknąć się, ani widzieć (go) nie można, lecz jest On czymś całkiem duchowym, pneumatycznym, jak mówią, tak iż wiele społeczeństw chrześcijańskich, chociaż ich wiara treścią między sobą się różni, to jednak węzłem niewidzialnym ze sobą są złączone. [...]
Tkwią zatem w niebezpiecznym błędzie ci wszyscy, którzy sądzą, że mogą przyjąć Chrystusa jako Głową Kościoła, chociaż nie trzymają się wiernie Jego namiestnika na ziemi. Znosząc bowiem tę głowę widzialną i zerwawszy więzy widzialne jedności, tak oszpecają i zniekształcają Mistyczne Ciało Odkupiciela, iż szukający portu zbawienia wiecznego ani go dojrzeć, ani znaleźć nie mogą. [...]
Ponieważ zaś, jak już wyżej wspomniano, tego rodzaju Ciało Chrystusowe z woli Założyciela swojego musi być widzialne, to dążenie wszystkich członków musi się również na zewnątrz okazywać czy to przez wyznawanie tej samej wiary, czy też przez udział w tych samych nabożeństwach i uczestniczenie w tej samej najświętszej Ofierze, a wreszcie przez zachowywanie czynne tych samych przykazań.
Pius XII. Encyklika Mystici Corporis Christi.
Ponieważ taki jest prawdziwy Kościół Chrystusowy, dlatego oświadczamy, że ta widzialna i rozpoznawalna społeczność jest owym Kościołem boskich obietnic i zmiłowań, który Chrystus zechciał wyróżnić i ozdobić tylu uprawnieniami i przywilejami. Jest on w swoim ustroju tak wyraźnie oznaczony, że inne społeczności, oddzielone od jedności wiary lub wspólnoty tegoż ciała, nie mogą być nazwane jego częścią lub członem; ani też nie obejmuje on ani ogarnia różnych odłamów religijnych z nazwy chrześcijańskich, lecz sam w sobie zjednoczony i ściśle zespolony w swojej widzialnej jedności stanowi ciało niepodzielone i niepodzielne, które jest właśnie Mistycznym Ciałem Chrystusa. O nim to mówi Apostoł: jedno ciało i jeden duch, jak jesteście wezwani w jednej nadziei wezwania waszego. Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest nad wszystkimi i poprzez wszystko i we wszystkich.
Projekt konstytucji dogmatycznej o Kościele Chrystusowym przedłożony ojcom do rozpatrzenia. Pius Biskup sługa sług Bożych za aprobatą soboru na wieczną rzeczy pamiątkę. Rozdział V. Sobór Watykański 1870.
W tym miejscu należy objaśnić i usunąć błędne zapatrywania, na których wspiera się cała podstawa tych spraw i to różnorodne wspólne dążenie niekatolików ku zjednoczeniu chrześcijańskich Kościołów, o czym była mowa. Inicjatorzy tej idei prawie wciąż przytaczają słowa Chrystusa: "Ut omnes unum sint... Fiet unum ovile et unus pastor" (Aby wszyscy byli jedno... Jedna niech będzie owczarnia i jeden pasterz), ale w ten sposób, jakby te słowa wyrażały "życzenie i prośbę, które mają się dopiero spełnić. Są bowiem zdania, że jedność wiary i kierownictwa - co jest znamieniem prawdziwego i jednego Kościoła Chrystusa - nigdy poprzednio nie istniała i dzisiaj także nie istnieje. Może to według ich zdania być wprawdzie życzeniem, które może też kiedyś wspólną wolą wiernych się urzeczywistnić, lecz tymczasem - tak sądzą - jest to tylko pięknem marzeniem.
Pius XI. Encyklika Mortalium Animos.
Zaiste jeden jest prawowity Kościół Jezusa Chrystusa: wynika to ze świadectwa wspaniałych i licznych świętych pism. Tak zgodne jest to pomiędzy wszystkimi, że zaprzeczyć temu nie odważy się żaden chrześcijanin. Rozpatrując i ustalając naturę jedności, wielu sprowadziły z drogi prawdy liczne błędy. Nie tylko bowiem samo pochodzenie Kościoła, lecz i cała struktura należy do rodzaju rzeczy dokonanych z wolnej woli, dlatego trzeba odwołać sąd o tym, co się stało i uznać za niewłaściwe badanie, z jakiego tytułu Kościół zachował jedność - lecz dlaczego Ten, który go założył, pragnął, by był on jeden.
Jeżeli już bierze się pod uwagę to, co się dokonało, to Jezus Chrystus nie taki Kościół zamierzył i ukształtował, który obejmowałby wiele podobnych wspólnot, lecz odrębnych i nieskrępowanych więzami, ale które tworzyłyby Kościół nierozdzielny w sobie i jeden w taki sposób, jak to wyznajemy w symbolu wiary: Wierzę w jeden... Kościół. "W każdym razie jedność zaliczana jest do natury Kościoła, który jest jeden, a który ci ludzie chcą rozerwać na liczne herezje. Twierdzimy, że zgodnie ze swą istotą, swym założeniem, ze swym początkiem i z wyjątkowością swego znaczenia Kościół pierwotny i powszechny jest jedyny. Także niezrównana wspaniałość Kościoła jako zasada konstrukcji przewyższa dzięki jedności wszystko inne i nie ma nic takiego, co by było doń podobne lub równe" (Clemens Alexandrinus, Stromatum lib. VII, cap. 17).
Leon XIII. Encyklika Satis Cognitum.
Na koniec, dokonując pewnego podsumowania przedstawionego zagadnienia, można zastanowić się nad niezwykle istotną kwestią, która ukazuje się naszym oczom. Skoro prawdziwym Kościołem Chrystusa jest ten, który posiada wszystkie wspomniane wyżej cechy, między którymi jest i widzialna jedność, to czym jest posoborowy Kościół Vaticanum II, który owej jedności nie posiada?
O podważaniu wiary w powszechność Kościoła pisaliśmy już w naszej Kronice. O podważaniu wiary w jedność Kościoła była też już pobieżnie mowa. W tym miejscu chcielibyśmy poświęcić więcej uwagi zagadnieniu widzialnej jedności Kościoła. Brzmi to niewiarygodnie, ale ustami swoich przedstawicieli Kościół posoborowy jawnie odświeża starożytne herezje, podchwycone przez protestantyzm i zaprzecza tej niezwykle prostej i podstawowej prawdzie wiary.
Należy jednak z góry powiedzieć, że pomimo zmiennych sytuacji, wrażliwości i problemów celem ruchu ekumenicznego niezmiennie pozostaje: widzialna jedność Kościoła.
Benedykt XVI. Przemówienie do w czasie sesji plenarnej Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan 17 listopada 2006 r.
Wielce Błogosławiony Patriarcho, drodzy bracia w biskupstwie, przywróćmy widzialną jedność Kościołowi, gdyż w przeciwnym razie nasz świat będzie pozbawiony świadectwa, jakie tylko uczniowie Syna Bożego, który z miłości umarł i zmartwychwstał, mogą mu dać, aby doprowadzić go do przyjęcia wiary (por. J 17, 21).
Jan Paweł II, Przywróćmy widzialną jedność Kościołowi, Spotkanie z Patriarchą Teoktystem i członkami Świętego Synodu, 8 maja 1999.
Pełnia czasu dla Chrztu Rusi nadeszła więc pod koniec pierwszego tysiąclecia, gdy Kościół był nie podzielony. Za ten fakt, który jest dziś przedmiotem pragnienia i nadziei, winniśmy wspólnie dziękować Bogu. Zechciał On, by Kościół-Matka, trwający jeszcze w widzialnej jedności, bogaty w narody i ludy, w momencie misyjnego rozkwitu na Zachodzie i na Wschodzie przyjął na swoje łono tę nową Córkę, zrodzoną nad brzegami Dniepru.
Jan Paweł II, List Apostolski Euntes in Mundum Z okazji tysiąclecia chrztu Rusi Kijowskiej, 25 stycznia 1988 r.
Zobowiązujemy się podążać za apostolskim wezwaniem z listu do Efezjan (Ef 4,3-6) do jedności i cierpliwie zmierzać do osiągnięcia wspólnego rozumienia zbawczego orędzia Chrystusa zawartego w Ewangelii; działać z mocy Ducha Świętego na rzecz widzialnej jedności Kościoła Jezusa Chrystusa w jedynej wierze, która znajduje swój wyraz we wzajemnym uznaniu chrztu i w eucharystycznym dzieleniu się oraz we wspólnym świadectwie i służbie. [...]
Ekumenizm żyje dlatego, że razem słuchamy słowa Bożego i pozwalamy, aby Duch Święty działał w nas i przez nas. Dzięki w ten sposób otrzymanej łasce występują dzisiaj bardzo liczne wysiłki, modlitwy i nabożeństwa, zmierzające do pogłębienia duchowej jedności między Kościołami i do modlitwy o widzialną jedność Kościoła Chrystusowego.
Karta Ekumeniczna, Strasburg, 22 kwietnia 2001 r.
Metropolita Jeremiasz Konferencja Kościołów Europejskich
Kard. Miloslav Vlk Rada Konferencji Biskupów Europejskich
Zatem widzialna jedność Kościoła pozostaje celem ekumenizmu.
Kard. Walter Kasper w wywiadzie dla KAI: Duch Święty działa także poza Kościołem katolickim, 3.02.2006 r.
Prawie wszyscy jednak, chociaż w różny sposób, tęsknią za jednym i widzialnym Kościołem Bożym, który by był naprawdę powszechny i miał posłannictwo do całego świata, aby ten świat zwrócił się do Ewangelii i w ten sposób zyskał zbawienie na chwałę Bożą.
Sobór Watykanski II, Dekret o ekumenizmie
Prosimy was, bracia i siostry chrześcijanie wszystkich wyznań, byście żarliwiej jeszcze modlili się o nadejście dnia pojednania i pełnej widzialnej jedności Kościoła w celebracji Świętej Eucharystii, zgodnie z modlitwą Pana w przeddzień swej śmierci: "Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał" (J 17, 21)
Orędzie XI Zgromadzenia Zwyczajnego Synodu Biskupów 23-10-2005 r. "Eucharystia: Chleb żywy dla pokoju świata".
Rozpoczynający się dzisiaj 40 Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan będzie na pewno sprzyjał tworzeniu widzialnej jedności Kościoła.
Abp. Alfons Nossol
Nie ma chyba lepszego podsumowania dla zamieszczonych wyżej cytatów, niż odnosząca się właśnie do nich niejako bezpośrednio uwaga papieża Piusa XI, wyjęta z Encykliki Mortalium Animos: "W tych nęcących i zwodniczych słowach tkwi złowrogi błąd, który głęboko rozsadza fundamenty wiary katolickiej". Dla osłody i przeciwwagi przedstawmy zdrowe nauczanie katolickie:
"...muszą być wśród was rozdarcia, żeby się okazało, którzy są wypróbowani."
1 Kor 11,19.
Kto sądzi, aby ta jedność, z mocy Boskiej pochodząca, i z tajemnicami niebieskimi ściśle połączona, w Kościele rozerwana i różnością zdań przeciwnych podzielona być mogła? Kto się tej jedności nie trzyma, ten się nie trzyma prawa Bożego, ten nie trzyma się wiary w Ojca i Syna, ten nie ma żywota i zbawienia. [...]
Ponieważ lud Chrystusowy rozdzielony być nie może, więc sukni Jego całodzianej i spojonej posiadacze nie podzielili: nierozdzielona, zjednoczona, złączona, wskazuje niepodzielną jedność ludu naszego, którzyśmy się przyoblekli w Chrystusa. Przez tajemnicę i znaki sukni swojej pokazał jedność Kościoła. [...]
Odstąpić a raczej uciekać powinieneś od przestępców, abyś łącząc się z takimi, co nieporządne życie wiodą, i postępując ścieżkami błędu i występku, z drogi prawdziwej nie zbłądził, i sam w równą się z nimi zbrodnię nie zawikłał. Jeden jest Bóg, jeden Chrystus, i jeden Kościół Jego, i wiara jedna, i lud złączony węzłem zgody w jedno ciało nierozdzielne. Jedność rozerwaną być nie może, ani jedno ciało rozszarpaniem stawów rozłączone, ani w kawałki przez rozdarcie wnętrzności rozdzielone. Wszystko co się od matki odłącza, żyć i oddychać osobno nie może, i traci istotę życia.
Św. Cyprian, Biskup Kartagiński, O jedności Kościoła Katolickiego.
Że Kościół jest Ciałem, głoszą często słowa Pisma św. "Chrystus - mówi Apostoł - jest głową Ciała Kościoła" (Kol 1, 18). Jeżeli zaś Kościół jest ciałem, musi być czymś jednym i niepodzielnym według słów Pawła św. "Wszyscy jednym ciałem jesteśmy w Chrystusie" (Rzym 12, 5). Nie tylko jednym i niepodzielnym być musi, lecz także czymś konkretnym i widzialnym, jak uczy poprzednik Nasz ś. p. Leon XIII w encyklice Satis cognitum: "Przez to że jest Ciałem, Kościół widoczny jest dla oka". Dlatego dalecy są od prawdy Bożej ci, co wymyślają sobie taki kościół, którego ani dotknąć się, ani widzieć (go) nie można, lecz jest On czymś całkiem duchowym, pneumatycznym, jak mówią, tak iż wiele społeczeństw chrześcijańskich, chociaż ich wiara treścią między sobą się różni, to jednak węzłem niewidzialnym ze sobą są złączone. [...]
Tkwią zatem w niebezpiecznym błędzie ci wszyscy, którzy sądzą, że mogą przyjąć Chrystusa jako Głową Kościoła, chociaż nie trzymają się wiernie Jego namiestnika na ziemi. Znosząc bowiem tę głowę widzialną i zerwawszy więzy widzialne jedności, tak oszpecają i zniekształcają Mistyczne Ciało Odkupiciela, iż szukający portu zbawienia wiecznego ani go dojrzeć, ani znaleźć nie mogą. [...]
Ponieważ zaś, jak już wyżej wspomniano, tego rodzaju Ciało Chrystusowe z woli Założyciela swojego musi być widzialne, to dążenie wszystkich członków musi się również na zewnątrz okazywać czy to przez wyznawanie tej samej wiary, czy też przez udział w tych samych nabożeństwach i uczestniczenie w tej samej najświętszej Ofierze, a wreszcie przez zachowywanie czynne tych samych przykazań.
Pius XII. Encyklika Mystici Corporis Christi.
Ponieważ taki jest prawdziwy Kościół Chrystusowy, dlatego oświadczamy, że ta widzialna i rozpoznawalna społeczność jest owym Kościołem boskich obietnic i zmiłowań, który Chrystus zechciał wyróżnić i ozdobić tylu uprawnieniami i przywilejami. Jest on w swoim ustroju tak wyraźnie oznaczony, że inne społeczności, oddzielone od jedności wiary lub wspólnoty tegoż ciała, nie mogą być nazwane jego częścią lub członem; ani też nie obejmuje on ani ogarnia różnych odłamów religijnych z nazwy chrześcijańskich, lecz sam w sobie zjednoczony i ściśle zespolony w swojej widzialnej jedności stanowi ciało niepodzielone i niepodzielne, które jest właśnie Mistycznym Ciałem Chrystusa. O nim to mówi Apostoł: jedno ciało i jeden duch, jak jesteście wezwani w jednej nadziei wezwania waszego. Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest nad wszystkimi i poprzez wszystko i we wszystkich.
Projekt konstytucji dogmatycznej o Kościele Chrystusowym przedłożony ojcom do rozpatrzenia. Pius Biskup sługa sług Bożych za aprobatą soboru na wieczną rzeczy pamiątkę. Rozdział V. Sobór Watykański 1870.
W tym miejscu należy objaśnić i usunąć błędne zapatrywania, na których wspiera się cała podstawa tych spraw i to różnorodne wspólne dążenie niekatolików ku zjednoczeniu chrześcijańskich Kościołów, o czym była mowa. Inicjatorzy tej idei prawie wciąż przytaczają słowa Chrystusa: "Ut omnes unum sint... Fiet unum ovile et unus pastor" (Aby wszyscy byli jedno... Jedna niech będzie owczarnia i jeden pasterz), ale w ten sposób, jakby te słowa wyrażały "życzenie i prośbę, które mają się dopiero spełnić. Są bowiem zdania, że jedność wiary i kierownictwa - co jest znamieniem prawdziwego i jednego Kościoła Chrystusa - nigdy poprzednio nie istniała i dzisiaj także nie istnieje. Może to według ich zdania być wprawdzie życzeniem, które może też kiedyś wspólną wolą wiernych się urzeczywistnić, lecz tymczasem - tak sądzą - jest to tylko pięknem marzeniem.
Pius XI. Encyklika Mortalium Animos.
Zaiste jeden jest prawowity Kościół Jezusa Chrystusa: wynika to ze świadectwa wspaniałych i licznych świętych pism. Tak zgodne jest to pomiędzy wszystkimi, że zaprzeczyć temu nie odważy się żaden chrześcijanin. Rozpatrując i ustalając naturę jedności, wielu sprowadziły z drogi prawdy liczne błędy. Nie tylko bowiem samo pochodzenie Kościoła, lecz i cała struktura należy do rodzaju rzeczy dokonanych z wolnej woli, dlatego trzeba odwołać sąd o tym, co się stało i uznać za niewłaściwe badanie, z jakiego tytułu Kościół zachował jedność - lecz dlaczego Ten, który go założył, pragnął, by był on jeden.
Jeżeli już bierze się pod uwagę to, co się dokonało, to Jezus Chrystus nie taki Kościół zamierzył i ukształtował, który obejmowałby wiele podobnych wspólnot, lecz odrębnych i nieskrępowanych więzami, ale które tworzyłyby Kościół nierozdzielny w sobie i jeden w taki sposób, jak to wyznajemy w symbolu wiary: Wierzę w jeden... Kościół. "W każdym razie jedność zaliczana jest do natury Kościoła, który jest jeden, a który ci ludzie chcą rozerwać na liczne herezje. Twierdzimy, że zgodnie ze swą istotą, swym założeniem, ze swym początkiem i z wyjątkowością swego znaczenia Kościół pierwotny i powszechny jest jedyny. Także niezrównana wspaniałość Kościoła jako zasada konstrukcji przewyższa dzięki jedności wszystko inne i nie ma nic takiego, co by było doń podobne lub równe" (Clemens Alexandrinus, Stromatum lib. VII, cap. 17).
Leon XIII. Encyklika Satis Cognitum.
Na koniec, dokonując pewnego podsumowania przedstawionego zagadnienia, można zastanowić się nad niezwykle istotną kwestią, która ukazuje się naszym oczom. Skoro prawdziwym Kościołem Chrystusa jest ten, który posiada wszystkie wspomniane wyżej cechy, między którymi jest i widzialna jedność, to czym jest posoborowy Kościół Vaticanum II, który owej jedności nie posiada?
środa, 2 maja 2007
Sissi - sekretarka parafialna
Elisabeth Strigl (ksywa Sissi) - sekretarka parafialna (Pfarrsekretärin) z parafii Lacken w austriackiej diecezji Linz, osobiście poświęciła w tym roku w swojej parafii palmy w Niedzielę Palmową oraz samodzielnie poprowadziła uroczystą procesję parafialną.


foto: Homepage der Pfarre Lacken
wtorek, 1 maja 2007
"Boży klaun"
W czasie mszy, odprawianej na cyrkowej arenie w dniu 25 lipca 1999 r. w szwajcarskiej Lucernie, ks. Ernst Heller został mianowany przez bpa Martina Gächtera „pierwszym katolickim duszpasterzem cyrkowców, cyrkowych handlarzy i właścicieli budek na wesołych miasteczkach”.
Ks. Ernst Heller (ur. 1947) często pytany po co niby cyrkowcom potrzebny jest duszpasterz odpowiada bez wahania: Ponieważ jest to zajęcie niezwykle interesujące i pełne wyzwań. Cyrkowcy potrzebują duszpasterza, mimo iż z powodów negatywnych przeżyć ich stosunek do Kościoła jest raczej zdystansowany. Nie przeszkadza im to jednak żyć z niezwykle głęboką wiarą. Wielu z nich ma w swoich jeżdżących mieszkaniach różne talizmany i amulety, które przynoszą im szczęście. Mimo, iż środowisko cyrkowców jest zróżnicowane wyznaniowo, nie brakuje w nim buddystów, muzułmanów, hindusów i chrześcijan, pracy dla posoborowego duszpasterza nie brakuje. Zawsze znajduje się bowiem ktoś chętny, aby porozmawiać o życiu. Zawsze ktoś potrzebuje pocieszenia, wszak na zapleczu cyrku żyją normalni ludzie ze swymi troskami i bolączkami. Po za tym, co równie istotne, świat cyrków od zawsze fascynował ks. Ernsta Hellera. Praca wśród wiecznie przemieszczających się artystów, mimo iż niesie za sobą wiele wyzwań, jest niezwykle ciekawa i pełna wrażeń.
Ks. Ernst Heller (ur. 1947) często pytany po co niby cyrkowcom potrzebny jest duszpasterz odpowiada bez wahania: Ponieważ jest to zajęcie niezwykle interesujące i pełne wyzwań. Cyrkowcy potrzebują duszpasterza, mimo iż z powodów negatywnych przeżyć ich stosunek do Kościoła jest raczej zdystansowany. Nie przeszkadza im to jednak żyć z niezwykle głęboką wiarą. Wielu z nich ma w swoich jeżdżących mieszkaniach różne talizmany i amulety, które przynoszą im szczęście. Mimo, iż środowisko cyrkowców jest zróżnicowane wyznaniowo, nie brakuje w nim buddystów, muzułmanów, hindusów i chrześcijan, pracy dla posoborowego duszpasterza nie brakuje. Zawsze znajduje się bowiem ktoś chętny, aby porozmawiać o życiu. Zawsze ktoś potrzebuje pocieszenia, wszak na zapleczu cyrku żyją normalni ludzie ze swymi troskami i bolączkami. Po za tym, co równie istotne, świat cyrków od zawsze fascynował ks. Ernsta Hellera. Praca wśród wiecznie przemieszczających się artystów, mimo iż niesie za sobą wiele wyzwań, jest niezwykle ciekawa i pełna wrażeń.
Ernst śmiał się wiele już w dzieciństwie. Często wówczas przebierał się za klauna. Wcześnie odkrył także swoje powołanie do pracy w cyrku. Już w domu, w szkole, czy na studiach przejawiał zdolności show-mana. W czasie studiów otrzymał nawet ksywę „Grock”, pochodzącą od światowej sławy klauna, na którym się wzorował. Dlaczego więc nie został cyrkowcem tylko księdzem? Tym bardziej, że w młodości zdał nawet egzamin do szkoły teatralnej. Karierze aktora sprzeciwił się bowiem jego ojciec, który wróżył mu w tym zawodzie marną przyszłość pod względem finansowym. Ernst wybrał więc drogę kapłaństwa, ale w duchu zawsze pozostał klaunem. Zamiast klaunem w cyrku ks. Ernst został „Clown Gottes“ – „Bożym klaunem”. Swoją mszę prymicyjną (rok 1980) odprawił w namiocie cyrkowym. W swoim mieszkaniu posiada do dzisiaj kolekcję strojów dla klaunów.
Ks. Ernst jest przykładem na to, że cyrk i Kościół, humor i teologia, mogą dobrze do siebie pasować. Takiego zdania jest też niemiecki palotyn o. Heinz-Peter Schönig, który również zajmował się opieką duszpasterską cyrkowców. Jest on znawcą tematu, gdyż w latach 80-tych to on praktycznie stworzył w Szwajcarii duszpasterstwo cyrkowców.
Msze w cyrku, odprawiane przez ks. Ernsta na środku areny, cieszą się wielką popularnością. Bywa, że rozpoczynają się one uroczystym wniesieniem sztandaru związku cyrkowców, przed którym klękają klauni (patrz zdjęcie powyżej). Zdarza się też, że przybywają nawet na nie osoby, które od dawna zaprzestały praktyk religijnych. Goście zjeżdżają się z całej Szwajcarii. Ks. Ernst w cyrku chrzci, bierzmuje, a także błogosławi śluby. W ławkach siedzą klauni i cała cyrkowa rodzina. Wszyscy też wiedzą, że najlepszy jest moment na końcu mszy, gdy ks. Ernst chwyta za klarnet i wykonuje ze swoim cyrkowym towarzystwem sławną szwajcarską przyśpiewkę „Heu-ob-n-abe“.
W pracy ks. Ernsta bardzo ważną rolę pełnią klarnet, który rozładowuje emocję i pozwala na szybkie nawiązanie kontaktu, oraz stuła, na której znajdują się klauny i sceny z cyrku. Jak widać na zdjęciu powyżej stuła pasuje jak ulał do jego skórzanej kufajki i pomarańczowego krawata.
2 kwietnia 2006 r. po raz pierwszy do programu cyrkowego nabożeństwa ks. Ernsta została wprowadzona scena ze słoniem.Opracowano na podstawie zwartości strony internetowej http://pfarrerheller.ch: Circus seelsorge, Clown gottes. Wszystkie fotografie pochodzą z tejże witryny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










