sobota, 30 czerwca 2007

Pierwsza komunia w posoborowej Szwajcarii

Pierwsza komunia dzieci w parafii Wuppenau. Komentarz jest zbędny.







foto: wuppenau.ch

piątek, 29 czerwca 2007

Ajajaj, ajajaj, czyli neokatechumenat od dzisiaj nielegalny

Minęła północ, mamy sobotę 30 czerwca Roku Pańskiego 2007. Informuję uprzejmie P.T. czytelników, że w dniu wczorajszym o godz. 24.00 utracił ważność wydany 29.06.2002 r. Dekret Papieskiej Rady ds. Świeckich zatwierdzający na 5 letni okres "eksperymentalny" Statut "Drogi neokatechumenalnej".

Naszym braciom neonom składamy wyrazy głębokiego przeczucia licząc na to, że doskonale dadzą sobie radę bez Kościoła i bez tych wszystkich reakcyjnych formalności.

Redakcja

für alle - für Ewigkeit!

17 października 2006 r. Franciszek kard. Arinze, prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów napisał w swoim liście do przewodniczących Konferencyj Episkopatów:

Konferencje Biskupów tych krajów, gdzie formuła "za wszystkich" lub formuły do niej podobne są aktualnie w użyciu, proszone są, aby w najbliższym czasie, jednego lub dwóch lat, przygotować wiernych podczas katechezy, na wprowadzenie w języku narodowym dokładnego tłumaczenia formuły pro multis (np. "for many", "per molti", "za wielu" ),, która pojawi się w następnym tłumaczeniu Mszału Rzymskiego, po zatwierdzeniu go przez biskupów i Stolicę Świętą do użytku w ich krajach.

Jak informuje agencja ADISTA, dwie niemieckie diecezjalne rady kapłańskie (Rottenburg-Stuttgart oraz Augsburg) w demokratycznym głosowaniu właśnie odrzuciły ten papieski NAKAZ i zadecydowały, że pozostają przy tłumaczeniu "für alle" ("za wszystkich"). Oczywiście leśne dziadki się tłumaczą tym, że "taka drastyczna (sic!) zmiana może spowodować protesty po parafiach i radach parafialnych"! Ciekawe, gdzie ci malkontenci byli, jak na kopach wdrażano Novus Ordo?

Oczywiście posoborowi kapłani dalej nam wszystkim będą wmawiać iż diecezje Rottenburg-Stuttgart oraz Augsburg znajdują się w pełnej łączności ze Stolicą Apostolską. Proponujemy, aby rady kapłańskie w tychże diecezjach przegłosowały jeszcze inne sprawy, np. usunięcie z Mszałów Kanonu Rzymskiego, którego i tak nikt nie używa. Ile to papieru i farby drukarskiej się zaoszczędzi...

Bałzeńska parafia

Zapraszamy do zaglądnięcia na strony internetowe parafii w szwajcarskim Wuppenau (UWAGA! Znajduje się ona w pełnej łączności z Kościołem posoborowym!).
Parafia ta słynie między innymi z tego, że tamtejszy proboszcz ks. Marcel Ruepp (na zdjęciu poniżej) jest niesamowitym kawalarzem. Już podczas swojego pobytu w seminarium duchownym w Lucernie, ogarnięty został karnawałowym wirusem. Dlatego też karnawałowe wątki obecne są nie tylko w jego parafii ale przede wszystkim w jego codziennej pracy, nie wyłączając mszy.

Jak głosi informacja zawarta na internetowej stronie parafii - msza proboszcza z Wuppenauer jest częściowo improwizowana, a częściowo oparta na obowiązujących przepisach. Dzięki niesamowitej ekspresji i inicjatywie celebransa przypomina ona raczej nabożeństwa gospel z amerykańskiego Halleluja-Church. Obecne są na niej śmiech, oklaski, entuzjastyczne śpiewy w ławkach. Błazeński proboszcz wykrzykuje radośnie różne sentencje, które kończy przejmującymi do szpiku kości okrzykami.

W pracy duszpasterskiej czasem pomagają proboszczowi Anita Kuster i Ivo Scherrer. Poniżej na zdjęciach pani Kuster przemawia w czasie Guggengottesdienst (Błazeńskiego nabożeństwa).

Pani Kuster wspólnie z panem Scherrerem rozdają handkomunię.

Przy ołtarzu w parafii Wuppenau kłębią się różnokolorowe klauny.

Wśród łoskotu błaznów grających na trąbkach odbywa się jakaś szalona uroczystość.

foto: wuppenau.ch

czwartek, 28 czerwca 2007

Klamka zapadła

Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej dziś rano oficjalnie potwierdziło doniesienia prasowe o przygotowaniach do wydania motu proprio regulującego dostęp wiernych do Mszy świętej sprawowanej w klasycznym rycie rzymskim (tzw. Mszy trydenckiej), podług ostatniej edycji typicznej, promulgowanej w 1962 r. przez bł. Jana XXIII. Wczoraj , późnym popołudniem, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, Tarsycjusz kard. Bertone przyjął u siebie kilkudziesięciu biskupów, przewodniczących konferencyj episkopatów oraz zapoznał ich z "treścią i duchem" oczekiwanego dokumentu, który - jak wiemy z "przecieków" - od kilkunastu dni jest drukowany i lada dzień będzie rozsyłany do wszystkich biskupów na całym świecie. Ojciec święty, który odbył ze zgromadzonymi godzinną pogawędkę życzy sobie, aby dokument ów został przyjęty "owocnie i z entuzjazmem".

Ech, ciężkie lato się zapowiada dla wielu biskupów Kościoła posoborowego... Trza będzie kapłanom dać dobry przykład i se przypomnieć, jak to się odprawiało zaraz po święceniach, jak się zakłada humerał, przypomnieć sobie, na którym strychu zalega skrzynia z manipularzami...

Dziękujemy Ci Ojcze święty i zapewniamy o naszej nieustającej modlitwie za Ciebie!

Spotkanie psów różnych wyznań

Jak donosi serwis KAI - integracyjne spotkanie dla "psów i ich właścicieli rożnych wyznań" proponuje katedra pod wezwaniem Matki Bożej Anielskiej w Los Angeles. Nowoczesny, gigantyczny ośrodek religijno-kulturalno-rekreacyjny od dawna słynie z organizacji niekonwencjonalnych wydarzeń.

Tym razem organizatorzy zapraszają w przyszłym miesiącu wszystkich właścicieli czworonogów wraz ze swoimi pupilami na Popołudniową Kanikułę z Psem w centrum miasta (Downtown Dog Day Afternoon). Spotkanie na placu katedralnym ma mieć charakter integracyjnego pikniku, podczas którego będzie możliwość poznania psów należących do właścicieli znanych w lokalnej społeczności. Między innymi jako współgospodarz imprezy ma wystąpić "Joachim" - labrador proboszcza katedry ks. Kevina Kostelnika. Na spotkanie zaproszone są także osoby bez psów.

Wśród innych letnich atrakcji przygotowanych przez katedralne centrum są miedzy innymi: połączony z akcją charytatywną Szekspirowski Festiwal (11-15 lipca) oraz kontrowersyjna ekspozycja zatytułowana "Stan duchowości we współczesnej sztuce"(do 24 sierpnia).

Katedra w Los Angeles pod wezwaniem Królowej Aniołów jest jedną z najoryginalniejszych pod względem architektonicznym świątyń na świecie. Została konsekrowana w 2001 r. Stoi w samym centrum miasta pomiędzy ogromnymi wieżowcami. 11 piętrowa katedra mieści centrum konferencyjne i biurowe, plebanię i trzypoziomowy podziemny parking dla 600 samochodów.

Zobacz nasz artykuł o katedrze w Los Angeles.

sobota, 23 czerwca 2007

Antoś biskupek

Bp Antoni Długosz wziął sobie za cel ukazanie dzieciom za wszelką cenę, że Biskup - następca Świętych Apostołów, jest świrem, a w każdym razie co najmniej zidiociałym dziadkiem. Jego wyczyny, które odstawia w programie Ziarno, mogą wydawać się zabawne jedynie naprawdę małym, nierozumnym jeszcze maluchom. Natomiast te, które są w stanie stanie zrozumieć już coś więcej, uprzytamniają sobie z wolna, że Biskup to nie osoba, która reprezentuje autorytet Kościoła, lecz nazwa właściwa komuś podobnemu do błazna.



Wkradanie się w łaski dzieci przez zniżanie się do ich poziomu umysłowego i zachowywanie jak one, nie dość że nie stanowi dla nich żadnego waloru edukacyjnego, to stanowi czynnik edukacyjny wprost przeciwny. Zamiast Biskup być wzorem dla najmłodszych, najmłodsi stają się wzorem dla Biskupa.



Czemu mają służyć popisy bpa Długosza? Z pewnością nie dzieciom, nauczanym w ten sposób, że wszystko powinno być do nich dostosowane. Myślę, także że nie samemu bpowi Długoszowi, którego powoli dopada starcze zdziecinnienie, a który nadal znajduje się poza kontrolą kliniczną specjalistów medycznych.

piątek, 22 czerwca 2007

Ceremonia ofiarowania herbaty podczas mszy w kościele Mariackim w Krakowie

Wczoraj w bazylice Mariackiej, podczas mszy świętej w intencji pokoju na świecie, obok darów ofiarnych została złożona czarka japońskiej herbaty kencha shiki. Tradycyjną ceremonię zaprezentował Daisosho Genshitsu Sen XV, Wielki Mistrz Szkoły Parzenia Herbaty Urasenke, emerytowany profesor tradycyjnej japońskiej historii i kultury.
Obok ołtarza Wita Stwosza ustawiono niewielki stoliczek, na którym znalazły się naczynia i inne przedmioty, niezbędne do przyrządzenia zielonego naparu.
- Intencja nabożeństwa jest taka, abyśmy żyli w pokoju, dziękując za życie wszystkich ludzi, którzy, choć różnią się kulturą, są dziećmi tego samego Boga - mówił ks. infułat Bronisław Fidelus, proboszcz bazyliki. - Od Japończyków możemy uczyć się szacunku do darów bożych. Turyści z Azji, którzy zwiedzają bazylikę i wykazują zainteresowanie kulturą europejską, dają nam przykład, że powinniśmy cenić kulturę całego świata.
Wielki mistrz, którego życiowe motto brzmi: Pokój poprzez czarkę herbaty - powiedział, że kościół Mariacki jest odpowiednim miejscem do odprawienia ceremonii ofiarowania herbaty, ponieważ znajduje się w sercu Europy.

Gazeta Krakowska, naszemiasto.pl

Parzeniu herbaty przez wielkiego mistrza przyglądał się ks. infułat Bronisław Fidelus
foto: K. Prokuska

środa, 20 czerwca 2007

Kompletna dewaluacja pojęcia schizmy w Kościele posoborowym

Radio Watykańskie donosi, że kard. Paul Poupard, Przewodniczący Papieskich Rad ds. Kultury i ds. Dialogu Międzyreligijnego spotkał się 18 czerwca ze studentami Prawosławnego Humanistycznego Uniwersytetu św. Tichona. "Katolicy nie uprawiają w Rosji prozelityzmu" - zapewnił zgromadzonych kardynał, odrzucając tym samym oskarżenia, że Watykan ma „zakusy na prawosławny charakter chrześcijaństwa w Rosji”.

Nikt nigdy takiego celu, żeby przemienić Rosję w kraj katolicki, sobie nie stawiał. My katolicy modlimy się, żeby Rosja pozostała krajem chrześcijańskim i wszyscy synowie Kościoła, prawosławni czy też katolicy mogli kontynuować świadectwo o swojej misji” - powiedział kard. Poupard. Purpurat przyznał, że głosząc Dobrą Nowinę, prawosławni i katolicy jako „członkowie jednej rodziny mogą doświadczać różnicy zdań”. Wskazał on na dążenie obydwu stron do wspólnego świadectwa o naszej wierze. Na spotkanie z prawosławnymi studentami włożył krzyż, który otrzymał od patriarchy Aleksego II.

Towarzyszący kardynałowi nuncjusz apostolski w Rosji abp Antonio Mennini zaznaczył „polepszenie atmosfery wokół relacji prawosławno-katolickich”. Wg jego słów Stolica Apostolska okazuje szacunek rosyjskiemu Prawosławiu. „Uważamy Kościół prawosławny w Rosji za główny Kościół kraju i bardzo dobrze, że możemy spotykać się oraz wzajemnie poznawać nasze duchowe tradycje” - powiedział abp Mennini.

Dominikanie przepraszają za inkwizycję w rytmie hiphopu

Młodzi katolicy i protestanci wspólnie modlili się podczas pierwszego ekumenicznego nabożeństwa hiphopowego. Pisaliśmy o tym niedawno. Spotkanie odbyło się w zborze ewangelicko-reformowanym w Warszawie 16 czerwca br. W trakcie nabożeństwa dominikanin o. Jakub Nesterowicz przeprosił protestantów za inkwizycję i inne błędy katolików. Komentując dla KAI swoją wypowiedź o. Nesterowicz powiedział, że wzorował się "na słowach Jana Pawła II, który przepraszał za grzechy Kościoła. To było przeproszenie za używanie przemocy, a inkwizycja jest symbolem złego traktowania naszych braci". Dominikanin zaznaczył, że dzisiejsze spotkanie przełamuje stereotypy i lęki jakie katolicy i protestanci żywią do siebie nawzajem. "To było niezwykłe, że mogliśmy się wspólnie pomodlić, bo tak naprawdę wierzymy w tego samego Jezusa Chrystusa i im bardziej się zbliżamy do Niego, to tym bardziej zbliżamy się do siebie" - dodał o. Jakub. Podczas nabożeństwa młodzież uwielbiała Boga śpiewem, wspierana przez zespół hiphopowy "Ekipa Zioma Janka". Prosiła w modlitwie o siły do przemieniania świata na lepsze oraz słuchała Słowa Bożego, świadectw i krótkich kazań. Czytano m.in. "Dobrą czytankę wg św. zioma Janka". Pod koniec wspólnej modlitwy uczestnicy podzielili się chlebem. W trakcie trwania tego obrzędu pastor ewangelicki wyjaśnił, że nie jest to Eucharystia, ale zwykłych chleb będący znakiem pojednania. Nabożeństwo hiphopowe jest jak na razie jednorazowym przedsięwzięciem ekumenicznym, które zostało zorganizowane z inicjatywy młodzieży.

KAI

foto: Fot. Kuba Atys / AG Gazeta Wyborcza

Hip-hopowy zespół Merkava zagrał przed podrygującymi w pierwszej ławce dominikaninem o. Jakubem Nesterowiczem ze Służewia i pastorem Michałem Jabłońskim.

poniedziałek, 18 czerwca 2007

Dzieci brały czynny udział

Foto pochodzi z: Hospicjum, Warszawskie Hospicjum dla Dzieci, Informator Bezpłatny, nr 2(40) czerwiec 2007, s. 13.

niedziela, 17 czerwca 2007

Wypłyń na głębię z Marcinem Lutrem

Wypłyń na głębię z Marcinem Lutrem - zachęca nas od 14 czerwca br. Radio Maryja. W ramach programu Duc in Altum, będziemy mogli w najbliższych tygodniach zapoznać się z duchowością jednego z największych heretyków w historii chrześcijaństwa. Z toruńskiego studia uświadamiał słuchaczy będzie ks. prof. dr hab. Marek Chmielewski z KUL. Pierwszy odcinek można już sobie pobrać ze strony rozgłośni. Dowiadujemy się z niego np., o tym, że:

"Dzieło Marcina Lutra można streścić jako tytaniczny wysiłek aby na nowo wprowadzić Chrystusa Pana do centrum wiary chrześcijańskiej, jak również do teologii."

"Kolejna zasada duchowości wg M. Lutra streszcza się w haśle sola scriptura, tzn. że podstawą wiary i chrześcijańskiego życia jest Objawienie Boże zawarte w Piśmie Świętym, nie zaś tradycja i obyczajowość, które w średniowiecznym kościele odgrywały przesadną rolę. Luter nie negował tradycji, ale jako wykształcony biblista, stanowczo sprzeciwiał się wszystkiemu czego nie dało się wyprowadzić z Pisma Świętego, także i tu nie była to walka z tradycją i pobożnością ludową, ale upominanie się o źródła wiary, jakim jest Słowo Boże."

"Z uwagi na mocno podkreślona rolę Chrystusa w dziele zbawienie człowieka, nasz bohater kategorycznie sprzeciwiał się poglądom swoich czasów, zgodnie z którymi zbawienie należy sobie wypracowywać głównie poprzez dobre uczynki i zasługi. Zdaniem Lutra człowiek zbawia się przede wszystkim mocą Łaski Bożej, stąd kolejne hasło sola gratia – tylko łaska. Nie znaczy to jednak, że dobre uczynki nie mają wartości, ale to nie one zbawiają człowieka, lecz Łaska Chrystusa, zaś dobre czyny są przejawem żywej wiary, jako przyjacielskiego przylgnięcia do Chrystusa. W istocie trudno nie przyznać racji takiemu stwierdzeniu."

"Prawdą jest, że na tle ówczesnego braku intelektualnego przygotowania większości duchowieństwa i prawie powszechnego zaniedbania w dziedzinie kaznodziejstwa, brat Marcin, upomniał się o szacunek dla przepowiadanego Słowa Bożego."

"Upomnieniem się o dowartościowanie Pisma Świętego, nasz Teolog, przyczynił się zarówno do odnowy przepowiadania liturgicznego jak i katechezy."

"Zabiegał również o to aby wszyscy ludzie umieli czytać i pisać, by dzięki temu sami mogli pogłębiać wrażliwość wiary i pogłębiać swoje życie duchowe. W ten sposób Marcin Luter przyczynił się do podniesienia poziomu intelektualnego ówczesnego niemieckiego społeczeństwa."

"Jeśli zaś chodzi o sakramenty to u Lutra nie było to ich lekceważenie lecz przede wszystkim podkreślenie, że swą moc przekazywania zbawczej łaski czerpią one ze Słowa Bożego. Słusznie więc głosił, że nie chodzi o sam znak sakramentalny, ale o wiarę która jest odpowiedzią człowieka na ów znak."

Przysłuchajmy się na podsumowanie, co o Lutrze ma do powiedzenia znajdujący się bliżej XVI-wiecznych wypadków o. Piotr Skarga:

"Luter i jego ministrowie, tego-li nam Chrystusa przynoszą i opowiadają, który bałwochwalstwo z Niemiec wykorzenił, którego papież i rzymski Kościół od ośmiuset lat opowiadał i wniósł do Niemiec - czyli nie tego a inszego? Jeśli tegoż a prawdziwego, czemuż On, djabelską służbę wymiatając, przyszedł ze Mszą, z bierzmowaniem i wyznaniem Świętych, z używaniem Sakramentu pod jedną osobą, z klasztorami i mniszkami i panieńskiej czystości chowaniem etc. - a ten luterski Chrystus to wszystko psuje, co jedno pierwszy z Rzymu opowiedziany postanowił? Pewnie tedy nie tegoż Chrystusa opowiadają, i przeto przekęci są od Apostoła, bo inszego wnoszą, niźli który już wniesiony jest. Nieszczęsny narodzie, tak ci bardzo ten Luter nieczysty oczy zapluskał, i umiał antychrysta, którego wnosił, w pismo i w skórę Chrystusową przybrać, iżeś się oszukać dał?"

o. Piotr Skarga SI, Żywoty Świętych, Obrok duchowny do żywota św. Bonifacjusza, albo Wenefryda, niemieckiego Apostoła i męczennika, Kraków 1934, t. II, s. 466-467.

sobota, 16 czerwca 2007

Festiwal bezbożnictwa

foto: http://1bog.esanok.pl/

W tym roku franciszkanie obchodzą 630. rocznicę przybycia do Sanoka, stąd powstał pomysł, aby to wydarzenie upamiętnić specjalnym festiwalem - Festiwalem Ekumeniczno - Międzyreligijnym. Odbywał się on w dniach 6-16 czerwca br. pod hasłem: "Jeden Bóg - wiele kultur". O szczegółach z nim związanymi, można zapoznać się na stronie internetowej sanockich franciszkanów.

Kiedy franciszkanie w 1377 roku osiedlili się w Sanoku, w mieście przenikały się różne kultury - żydowska, ruska, węgierska, niemiecka i polska. Od stuleci żyli w tym mieście chrześcijanie tradycji wschodniej i zachodniej. W tym środowisku mieszkali także Żydzi, po których pozostało wiele miejsc przypominających o istnieniu licznej społeczności wyznania mojżeszowego. W dobie posoborowizmu nie można więc było uczcić inaczej obecności synów św. Franciszka na Sanockiej Ziemi, jak tylko organizując wielki festiwal o zabarwieniu międzywyznaniowym.

Franciszkanie mają to szczęście, że dopiero w ostatnich dziesięcioleciach odkryli prawdę o swoim zakonie. Pozawala im ona mienić się prekursorami dialogu międzyreligijnego. Okazuje się bowiem, że całkiem nieświadomie, głosząc przez z górą 800 lat przesłanie „pokoju i dobra”, w pełni wkomponowali się w idee całego posoborowego ruchu dialogicznego. Odkrycie to pozwoliło im na nowo odczytać sens swojej misji głoszenia Ewangelii w Sanoku. Nie była by ona w pełni autentyczna, gdyby nie zostali oni ubogaceni bliską obecnością ludzi innych kultur. Dlatego też, darząc szacunkiem wszystkich ludzi, mogli przyczynić się do utrwalenia w swym mieście fundamentów wielokulturowej społeczności. Jak głosi świadectwo z internetowej strony - organizując dzisiaj festiwal "Jeden Bóg - wiele kultur", franciszkanie pragnęli wnieść swój dalszy wkład w budowanie jedności, pragnęli podzielić się duchowością św. Franciszka z Asyżu, "Brata wszystkich stworzeń" oraz prekursora dialogu i ekumenizmu.

Można z dumą uznać, że impreza ukazująca bogactwo kultur i duchowości chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu oraz tradycji judaistycznej, zakończyła się sukcesem. Spektakl adresowany do wszystkich mieszkańców Ziemi Sanockiej, szczególnie do ludzi młodych, wskazał im drogę do odnalezienia swojej tożsamości, korzeni oraz sposobów budowania pokoju i pozytywnych relacji międzyludzkich. Doprowadził także do przezwyciężania nieufności oraz uprzedzeń religijnych, narodowościowych, kulturowych. Poszczególne dni poświęcone były innej tradycji, którą przybliżały nabożeństwa, liturgie oraz występy artystyczne. "Festiwal jest prawdziwym świętem jedności, ponieważ mamy jednego Boga, którego można poznawać w bogactwie kultur i tradycji" - powiedział o. Jacek Wójtowicz OFMConv, koordynator i prowadzący cały festiwal.

W dniu dzisiejszym - 16 czerwca festiwal podsumował koncert "Śpiewy polskich świątyń" w wykonaniu Męskiego Kwartetu Wokalnego "Triplum", będący jednocześnie muzycznym podsumowaniem tego ekumenicznego i międzyreligijnego wydarzenia. Występ odbył się we franciszkańskim kościele Podwyższenia Krzyża Świętego. Jego uczestnicy mogli wysłuchać koncertu utworów śpiewanych: w cerkwiach przez chrześcijan tradycji wschodniej, w zborach Kościoła ewangelickiego, w kościołach rzymskokatolickich oraz w żydowskich synagogach. Jak donosi komunikat KAI: "to niecodzienne zestawienie obok siebie utworów różnych kultur i religii umożliwiło słuchaczom zachwyt nad bogactwem form, poprzez które ludzie różnych tradycji uwielbiają Boga. Uczestnicy tego koncertu, jak również wcześniejszych występów artystycznych w ramach festiwalu "Jeden Bóg - wiele kultur", mogli się przekonać, że różnorodność kultur jest wartością, którą można i trzeba się dzielić. Taki był cel organizatorów festiwalu - franciszkanów z Sanoka".

foto: http://1bog.esanok.pl/

1. Wszelka nauka bluźniercza zasługuje na potępienie, a taką jest indyferentyzm. Twierdzi bowiem, że wszystkie religie, albo że wszystkie sekty religii chrześcijańskiej są miłe Bogu i są dobre. Tak zaś twierdzić, to znaczy utrzymywać, iż kłamstwo i prawda, dobre i złe rzeczy są zarówno przyjemne w oczach Bożych, a to zdanie zaprzecza Bogu prawdziwości i świętości, czyli bluźni przeciwko Jego nieskończonym doskonałościom.
2. Nauka fałszywa godna jest potępienia, a taką jest indyferentyzm. Uczy bowiem, że człowiek ma prawo wybrać sobie według własnego upodobania jedną z pomiędzy wieli religii. To zaś jest fałszem. Albowiem człowiek nie posiada tego prawa ani z natury, bo do Boga jedynie należy określenie, w jaki sposób chce być czczony; ani też nie ma na to pozwolenia Bożego, bo Bóg jako Istota najświętsza nie może na to zezwolić, aby Mu cześć oddawał Jego niegodną.
3. Nauka, która wprost zagraża podwalinom społeczeństwa, jest godną potępienia, a taką jest również indyferentyzm. Bez religii, nie może istnieć żadne społeczeństwo, nie może się ostać żadne państwo, a indyferentyzm znosi religię, ucząc, że każdy może mieć własne pojęcia religijne i że nie ma praw, obowiązujących wszystkich ludzi, a to przecież wprost wymierzone jest przeciwko religii, a tym samym i przeciwko społeczeństwu i państwu.
4. Nauka, która poniża człowieka, zasługuje na to, aby ją odrzucić, a taką jest indyferentyzm. Ten bowiem albo każe wierzyć, że wszystkie religie są prawdziwe, a więc i cześć oddawana bałwanom, nie jest niedorzeczną, a przez to okazuje jak największy nierozum; albo uznaje, że wszystkie sekty, z których jedna sprzeciwia się drugiej, równie są dobre.
Według tego zdania tak dobrą jest nauka np. Arianów, głoszących, że Chrystus jest tylko człowiekiem, jak i nauka Kościoła katolickiego, który każe wierzyć, że Chrystus jest Bogiem i człowiekiem. Wtedy byłaby też równie dobrą nauka protestantów, twierdzących, że Papież jest Antychrystem, jak i nauka Kościoła św., że jest Namiestnikiem Chrystusa Pana.
Zapatrywanie to jest oczywiście niedorzeczne. Sam bowiem rozum dyktuje, że prawda jedną tylko być może.
Jednakowoż o ludziach, przyznających się do indyferentyzmu można nie bez podstawy przypuszczać, że właściwie żadnej religii nie uznają za prawdziwą: a wtedy są oni bezbożnikami.

Ks. J. Tylka, Dogmatyka katolicka. Część ogólna, Tarnów 1897, s. 47-51.

piątek, 15 czerwca 2007

Liturgia dominikańsko-luterańsko-hiphopowa

plakat pochodzi ze strony: http://www.reformowani.org.pl/

We wnętrzu protestanckiej świątyni w sobotę 16 czerwca br. zabrzmi hiphopowe „Ojcze nasz”, odczytane zostaną fragmenty slangowej Biblii, a ofiarę zbiorą do czapek rowerzyści.

Ekumeniczne nabożeństwo ma połączyć w modlitwie młodych protestantów i katolików.

– Mimo że wszyscy jesteśmy chrześcijanami, niewiele o sobie wiemy. Nasze spotkanie ma obalić wzajemne stereotypy i pokazać, że wspólnie tworzymy ciało Chrystusa, jakim jest Kościół – mówi jeden z organizatorów spotkania Lucas Skurczyński z Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w Warszawie.

Wielki Ziomie

Spotkanie organizują wspólnie warszawscy protestanci, ojcowie dominikanie ze Służewia i Ekipa Zioma Janka – grupa młodzieży zajmująca się tłumaczeniem Biblii na język slangu.
– Nabożeństwo będzie miało dużo z liturgii – zapowiada Beata Lasota z Ekipy Zioma Janka. – Pojawią się podczas niego chrześcijańskie śpiewy, dzielenie chlebem i zostanie zebrana ofiara. Wszystko jednak odbywać się będzie w nietypowej formie – dodaje.
Oprawa muzyczna będzie zaaranżowana w hiphopowym stylu. Zgromadzeni wierni będą mogli klaskać, tańczyć i wybijać rytmy w kościelnych ławach. Rymowane będą jednak nie tylko pieśni. Również popularna modlitwa „Ojcze nasz” została zaadaptowana na język slangowy.

– O przetłumaczenie modlitwy poprosił nas prof. Jan Choroszy z Uniwersytetu Wrocławskiego. Wyszło na tyle w porządku, że postanowiliśmy użyć jej podczas spotkania – mówi Beata.
– Nasz Tato, co jesteś tam w niebie, niech Twoje imię będzie na maksa uwielbione, niech Twoje Królestwo tu przyjdzie. A na ziemi niech będzie to samo, co zaplanowałeś w niebie. Odpal nam to, czego dziś potrzebujemy. I daruj nam nasze grzechy, bo my darujemy tym, co nas zranili. Nie daj nam przestać Ci wierzyć i chroń nas od niekorzystnych rzeczy – cytuje modlitwę.

Szczytny cel

Jednym z najbardziej efektownych elementów nabożeństwa będzie ofiara zbierana przez chłopców na jednokołowcach.
– Pieniądze zostaną przekazane na rzecz budowy studni dla mieszkańców Darfuru w Sudanie, w którym dochodzi do regularnego ludobójstwa. Arabski rząd eksterminuje tam afrykańskie wioski – wyjaśnia Skurczyński.
Między innymi do takich zagadnień będą nawiązywać lektorzy podczas krótkich kazań. – Każdy z trójki organizatorów przygotowuje jedną część. Wszystkie opierać się będą na tekście „Dobrej czytanki według św. Zioma Janka”, czyli na naszym tłumaczeniu Ewangelii św. Jana na język chłopaków z blokowisk – mówi Beata.
Nabożeństwo zakończy się koncertem grupy Merkava.

Zbliżyć wiernych

Spotkanie odbędzie się w sobotę o godz. 16 w zborze przy al. Solidarności 74. Organizatorzy spodziewają się wielu gości.
– Nie wiem, czy w katolickiej świątyni dałoby się przeprowadzić taką akcję.
Dla nas siedziba kKościoła ma być miejscem, gdzie wierni zbliżają się do siebie – mówi Lucas Skurczyński z Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w Warszawie. – Jeśli robimy tu koncerty muzyki klasycznej, dlaczego dyskryminować dobry, niewulgarny hip-hop? – dodaje Skurczyński.

Całkowita nowość!

- To będzie całkowita nowość. Jeszcze w Polsce nie odprawiono takiego nabożeństwa. Nie wiemy nawet, czy były takie w Europie - tłumaczą dominikanie ze Służewia, którzy razem z kościołem ewangelicko-reformowanym współorganizują wyjątkową mszę.

Co ciekawe, choć hip-hopowcy dopiero teraz mają okazję, by modlić się w swoim języku, to w Rzeszowie i Krakowie odprawiane są msze w stylu gospel, a coraz więcej kościołów akademickich organizuje tez msze "na rockowo", podczas których grają np. franciszkanie z rockowego zespołu Fioretti. Czy już niedługo Kościół co niedziela będzie organizował oddzielne msze dla hip-hopowców? - Już teraz nikogo nie dziwią msze dla dzieci, specjalne dla młodzieży, dorosłych. Nie sądzę jednak, żeby Kościół masowo wprowadzał kolejne nowości, ale z pewnością, gdyby okazało się, że takie msze cieszą się dużym powodzeniem, można by o tym pomyśleć - tłumaczy o. Jakub. - Nie widzę przeszkód, żeby w każdym mieście był jeden kościół, który co niedziela odprawia mszę, na której zamiast zwykłych pieśni śpiewa się religijny hip-hop czy inną muzykę - dodaje.

Źródło: Życie Warszawy, Gazeta Wyborcza

Diecezjalnym komisjom artystyczno-architektonicznym do sztambucha

Dziennik opublikował wypowiedź dr hab. Pawła Śpiewaka na temat kiczu i sztuki, w której czytamy m.in:

Po 1989 r. dostaliśmy Polskę zniszczoną: mamy zeszpecone krajobrazy, paskudną zabudowę miejską, ohydną architekturę sakralną. Szczególnie to ostatnie razi i smuci. O ile można zrozumieć, dlaczego wrogie państwo budowało nam wszędzie takie same szesnasto kondygnacyjne koszmarne budynki - te przysłowiowe bloki w polu, tak charakterystyczne dla wszystkich krajów obozu socjalistycznego, wznoszone jak najtaniej i jak najszybciej - o tyle zdecydowanie trudniej pojąć, dlaczego i Kościół przyłożył rękę do stawiania budynków przypominających raczej krematoria niż domy Boże.

Podobnie jak tego, czemu właściwie wyposaża się je w absolutny kicz. Wszak Kościół katolicki od zawsze był ostoją i orędownikiem piękna. Najwspanialsze dzieła architektoniczne, rzeźbiarskie, malarskie czy muzyczne w kulturze europejskiej ostatnich dwóch tysięcy lat zostały jednak stworzone właśnie pod auspicjami Kościoła, który teraz niestety promuje w Polsce najgorsze wzorce estetyczne.


Dziękujemy panie profesorze za wsparcie. To miło zauważyć, że w Polsce są jeszcze normalni ludzie, którzy potrafią publicznie powiedzieć, że "król jest nagi".

środa, 13 czerwca 2007

Nowa Wiosna nie omija jezuitów

Spada liczba członków Towarzystwa Jezusowego - informuje agencja Fides Kongregacji Ewangelizacji Narodów. Z danych ogłoszonych przez kurię generalną zakonu wynika, że 1 stycznia br. było na świecie 19 216, jezuitów, z tego 13 491 kapłanów, czyli o 364 mniej niż 12 miesięcy wcześniej.
W 2006 wstąpiło do towarzystwa 486 mężczyzn, zmarło 472, a 378 opuściło je. 1 stycznia 2007 r. średnia wieku jezuitów wynosiła 57,34 lat, a dokładnie 63,40 lat wśród kapłanów i 65,54 wśród braci.
W centralnych instytucjach zakonu, podlegających przełożonemu generalnemu, to jest samej kurii, na Uniwersytecie Gregoriańskim, w Papieskim Instytucie Biblijnym, Papieskim Instytucie Wschodnim, watykańskim obserwatorium astronomicznym, Radiu Watykańskim oraz dwutygodniku "La Civiltà Cattolica" pracuje obecnie (bądź mieszka) w sumie 446 jezuitów (w tym 3 kardynałów i 368 kapłanów).

info za: KAI

Przypominamy, że zakon jezuitów od dnia powstania w XVI wieku aż do czasów Soboru Watykańskiego II nigdy nie zanotował tendencji spadkowej. Tymczasem w latach 1966-1992 ilość jezuitów zmalała aż o 34% (z 35.919 w roku 1966 do 23.570 w roku 1992). W 2006 r. szacowano liczbę jezuitów już tylko na ok. 19.500. Tak więc tendencja spadkowa osiągnęła od czasów Soboru do dzisiaj już 46%. Jeżeli takie tempo zdoła się utrzymać, czyli jezuitów będzie ubywało więcej niż 300 rocznie, to za ok. 65 lat posoborowi jezuici całkiem wyginą.

Stężenie czadu powoli opada...


Jak informuje KAI, kolejny biskup ozdrowiał z posoborowego zaczadzenia postępem oraz tumiwisizmem i przypomina swoim diecezjanom iż: Msza święta winna być odprawiana wyłącznie w miejscach poświęconych jak katedra i inne kościoły, kaplice, sanktuaria i tym podobne obiekty, ale nie w miejscach publicznych, np. hotelach, domach prywatnych czy na ulicach. Tym razem jest to metropolita San Luis de Potosi w Meksyku, abp Luis Morales Reyes.

Arcybiskup podkreślił, że przepisy kościelne mówią wyraźnie, iż Eucharystia, będąca "tajemnicą, którą należy celebrować", winna być sprawowana w miejscach poświęconych, a więc w katedrze, sanktuarium, kościele parafialnym i rektorskim, w kaplicach instytutów życia konsekrowanego, w oratorium lub w kaplicy zatwierdzonej przez władzę kościelną. Przypomniał, że do tego celu nie można wykorzystywać domów prywatnych, hoteli, ogrodów, salonów czy ulic, a jeśli już pojawia się duszpasterska potrzeba wyjścia ze Mszą poza kościół, to trzeba to uczynić w miejscu godnym. Dodał, że zawsze konieczne jest na to jego zezwolenie na piśmie i jest to obowiązek dotyczący księży zarówno diecezjalnych, jak i zakonnych.

Ciekawe, który z polskich biskupów jako pierwszy wykaże podobny tupet i odważy się wyemitować podobny - zrywający z wszechobecnym organizacyjnym i liturgicznym bezhołowiem - dokument?

Zdziczali Jezuici

Niby normalny, katolicki Uniwersytet świętej Klary w Krzemowej Dolinie. Rektorem jest o. Paweł L. Locatelli SJ.

Niestety, to tylko pozory. W ramach działalności "edukacyjnej" uniwersytet okresowo urządza "warsztaty przeciwko homofobii" oraz pokazy "drag queen", podczas których studenci przebierają się w damską bieliznę i paradują przed gawiedzią.









Oczywiście na uniwersytecie przy pełnym poparciu władz uczelni działają korporacje zrzeszające studentów GLBTQ (Geje, Lesbijki, Biseksi, Transwestyci, Q...)


I to oczywiście nie przeszkadza biskupowi miejsca. Za to bardzo mu ciąży jedna tygodniowo łacińska Msza święta kilkanaście kilometrów dalej, na którą się kiedyś nieopatrznie zgodził...

Receive the Power

Jak donosi serwis ŚDM - XXIII Światowe Dni Młodzieży w Sydney mają już swój hymn. 13 maja 2007 r. ogłoszono, że zwycięzcą konkursu, do którego zgłoszono 120 utworów został australijski kompozytor Guy Sebastian. Jego utwór „Receive the Power” spełnia wszystkie kryteria postawione przez organizatorów. Już w kwietniu hymn został zatwierdzony przez Papieską Radę ds. Świeckich.


„Kiedy organizatorzy wysłuchiwali go pierwszy raz, od razu wiedzieli, że znaleźli hymn, którego szukali” – powiedział kierujący pracami Komitetu Australijskiego ŚDM w Sydney bp Anthony Fisher. Utwór „Receive the Power” spełnia wszystkie kryteria merytoryczne, podejmuje w treści tematykę spotkania, a ponadto będzie łatwy do śpiewania w różnych językach przez wielkie rzesze młodzieży. „Jesteśmy pewni, że hymn będzie grany i śpiewany podczas ŚDM w Sydney przez młodych katolików z każdego kraju” – powiedział bp Fisher. Płyta z hymnem będzie dostępna na rynku od połowy roku.


Cóż... A co się Benedykt XVI nie nagadał o konieczności stosowania łaciny podczas spotkań międzynarodowych... A te głąby w Australii dalej chcą urządzać wielonarodowy bełkot. O co zakład, że "oficjalna wersja" hymnu podczas Mszy świętych będzie śpiewana po angielsku? No bo niby jak?

Zwycięzca konkursu Guy Sebastian pochodzi z Adelajdy i jest znany w Australii jako zwycięzca pierwszej edycji tamtejszego Idola (2003 r.). Od tego czasu wydał 3 albumy (wszystkie znajdują się pośród 5 pierwszych miejsc w rankingach myzyków australijskich) i 20 singli (3 pierwsze obecne wysoko w tamtejszych rankingach).

Niestety serwis "sekty wojtylian" nie napisze już, jaki to światopogląd wyznaje nasz autor-wierszokleta. Jak czytamy w jednym z wywiadów:

- Niedawno była minidebata na temat twojej wypowiedzi, mówiłeś, że masz wielu przyjaciół homoseksualistów i że namalowano ci napis "pedzio" na samochodzie, czy te poglądy nie kłócą się z twoją wiarą chrześcijańską?


- To jest ta smutna strona chrześcijaństwa. To nie jest tak, jak powinno być. Bywałem w gejowskich klubach wiele razy. To jest stary, fundamentalistyczny sposób myślenia, który niestety rozprzestrzenił się po wszystkich tych pokoleniach. Oni utracili kluczowy punkt chrześcijaństwa, którym jest miłość. Bóg kocha ludzi niezależnie od tego, czy są biali, czarni, homoseksualni, hetero, biseksualni, jacykolwiek. Jako chrześcijanie nigdy nie zamierzamy zbliżyć się do bycia bezgrzesznymi lub doskonałymi, a ja sam nie jestem lepszy od nikogo na tej planecie, ale celem Nr 1 dla nas jest miłość tak silna, jak tylko potrafimy. Naszym celem jest być jak Bóg, więc - jak dla mnie - myślę, że jest bardzo podłe, gdy ludzie zatracają się w swojej religii (zostają fundamentalistami). To zabawne, ale Shannon, Anthony, wszyscy moi koledzy z branży - otrzymali już łatkę "pedała". Jak tylko "wrośniesz" w branżę - zostajesz "pedziem".

- Nie jesteś przeciwnikiem małżeństw homoseksualistów?

- Tak naprawdę nie jestem przeciwnikiem czegokolwiek. Jeśli chcesz żyć w parze homo - dlaczego nie? Nie zajmuję w tej sprawie określonego stanowiska, bo nie mam pojęcia jak to jest, jeśli ktoś ci zabrania kogoś tam poślubić. Według mnie to jest nieuczciwe.



I pomyśleć, że za rok ten fagas, stojący na estradzie obok Ojca świętego, będzie ukazywany młodzieży z całego świata, jak wzór cnót wszelakich (no bo przecież napisał i zaśpiewa hymn)...

Może któryś z polskich biskupów, którzy będą na miejscu, w ramach "otrzymywania Jego mocy" przypomni panu Sebastianowi, że o miłości Pan Jezus mówił w krótkich, żołnierskich słowach: "Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania" (J 14:15). Włącznie z szóstym.

Ze swej strony proponujemy (skoro łacina niemodna) prosty do nauczenia tekst hymnu, który będzie w stanie zaśpiewać cała zgromadzona młodzież:

Άγιος ο Θεός, άγιος ισχυρός, άγιος αθάνατος ελέησον ημάς.
Αμήν

Emerytowany szaman z Lublina

– Księże arcybiskupie, co tak naprawdę mówi wahadło?
– To nie wahadło mówi, ale ludzki organizm. Wahadło tylko ujawnia jego reakcję. o­no tylko przez nerwy i mięśnie daje znak. Podczas badania radiestezyjnego zadaję swojemu organizmowi proste pytanie. I dostaję prostą odpowiedź: tak lub nie.
– Czy w pytaniu radiesteta odwołuje się do swojej podświadomości?
– Współcześni badacze podkreślają wielką rolę podświadomości, która jest wielkim zbiornikiem doznań poznawczych, z których tylko drobna część przechodzi przez naszą świadomość. Podświadomość można porównać do komputera, który zawiera wielką ilość danych. Na zadane pytanie dokonuje się w niej nieznany nam proces poszukiwania. Jego owocem jest odpowiedź: tak lub nie.
(...)
– Odwołuję się w tym momencie do pańskiej podświadomości i pytam o wrażliwość organizmu na szkodliwe promieniowanie cieków wodnych. I liczymy. Osiem ruchów. To jest bardzo niska wrażliwość.
(...)
– Teraz zwracam się do podświadomości i pytam o stan pańskiego zdrowia. Dziewięćdziesiąt pięć, dziewięćdziesiąt sześć, dziewięćdziesiąt siedem procent. Jednak tam coś jest brak. Te trzy pozostałe procenty sygnalizują jakiś problem.
– Czy da się ustalić, jaki?
– Możemy spróbować szukać, co tam szwankuje.
Po raz trzeci wahadło powędrowało w moją stronę. Śledziłem jego ruchy z niepokojem i ciekawością. Z niepokojem, że dowiem się, o czym nie wiem. Z ciekawością, bo kilka dni temu robiłem sobie profilaktyczne badania. Jeżeli wahadło potwierdzi wyniki...
– Odwołuję się do podświadomości. Pytam o stan poszczególnych organów i układów...Mamy problem z układem krążenia i... cholesterolem. Spróbuję zbadać jego poziom.
Wsłuchiwałem się w spokojny, miarowy głos księdza. Po chwili usłyszałem wynik. Poziom cholesterolu, zbadany przez niepozorne wahadełko dokładnie pokrywał się z wynikami laboratoryjnych badań...
(...)
ksiądz arcybiskup Bolesław Pylak od lat używa wahadełka do sprawdzenia jakie leki i jakie rodzaje pokarmów są dla niego szkodliwe lub nie.
(...)
Wbrew przywołanej opinii stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że katolicy mogą korzystać z pomocy radiestetów i bioenergoterapeutów. W tym wypadku wykorzystujemy naturalne siły natury, dane przez Stwórcę dla naszego dobra, zgodnie z nakazem „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Dlatego bronię znachorów XXI wieku...


Tyle posoborowy szaman z Lublina - Abp Bolesław Pylak. A co na ten temat ma nam do powiedzenia Katechizm Kościoła Katolickiego?

2115 Bóg może objawić przyszłość swoim prorokom lub innym świętym. Jednak właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzeniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie. Nieprzewidywanie może stanowić brak odpowiedzialności.

2116 Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem - połączonym z miłującą bojaźnią - które należą się jedynie Bogu.

2117 Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim - nawet w celu zapewnienia mu zdrowia - są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka.


Zastanawiamy się, czy ksiądz arcybiskup w swojej diagnostyce wykorzystuje tylko wahadełko (chętnie poznalibyśmy typ - czy to wahadło Izis, Radion, a może najlepiej się Ekscelencji pracuje z wahadełkiem Atlantów?), czy tez może nie pogardzi innymi akcesoriami typu różdżka. No i ciekawość nas zżera, czy w katedrze zostały już zainstalowane stosowne odpromienniki, bo to zapewne bardzo niezdrowo sprawować Najświętszą Ofiarę na żyle wodnej.

Niafles to nie Rzym...

35 km od siedziby diecezji w Laval (Francja) jest sobie wioska Niafles. W środku wioski stoi sobie kościół, w którym nigdy nie odprawiono ani jednej Mszy świętej podług Novus Ordo. Niestety, dotychczasowemu proboszczowi się zmarło (w końcu miał 94 lata), więc 130 dusz (frekwencja o jakiej posoborowy kler w Paryżu może sobie jeno pomarzyć) zostało pozbawionych pasterza. Na szczęście próżnię wypełnili kapłani z Bractwa św. Piotra, którzy utrzymali coniedzielne celebracje, wyłącznie Mszy św. Trydenckiej.

Niestety, jak donosi Le Monde, pod koniec maja ordynariusz Laval, Jego Ekstrawagancja Bp Armand Maillard, powołując się na konieczność "jednoczenia chrześcijan o odmiennej zmysłowości liturgicznej" (cokolwiek by to miało znaczyć) zabronił dalszych celebracji "starej Mszy" w Niafles i wraz z merem-socjalistą zadecydował iż lepiej będzie, jeśli kościół w Niafles zamknie się na cztery spusty, a wiernych zaprosi na celebrację o 9.00 rano "Mszy po łacinie" (ma się rozumieć: Novusa) do... Laval, gdzie będą mogli w niej uczestniczyć wspólnie z innymi "nieprzystosowanymi" z całej diecezji.

Oczywiste jest iż intencją biskupa jest rozpieprzenie wspólnoty parafialnej, pozbawienie jej katolickich sakramentów, zdrowej nauki, rekolekcji i podobnych temu "przeżytków".

Módlmy się za biskupa Maillarda, zwłaszcza jeśli wie, co czyni.

Ingres heretyka w katolickiej świątyni

Jak informuje serwis katolickiej diecezji Kildare & Leighlin, w kościele pw. Wcielenia Chrystusa, w Cork, odbyła się dwa dni temu ceremonia "instalacji" nowego prezesa Irlandzkiego "Kościoła" Metodystów.

Skoro informację podaje oficjalny serwis diecezjalny możemy być pewni, że biskup miejsca nie miał pojęcia o tem nadużyciu, prawda?

wtorek, 12 czerwca 2007

Posoborowi biskupi UBOLEWAJĄ nad powrotem katolickiej Mszy świętej

W sieci ukazała się nieoficjalna wersja dokumentu końcowego V Konferencji Generalnej Episkopatów Ameryki Łacińskiej i Karaibów, który to dokument został wczoraj przekazany do wglądu Ojcu świętemu.

W artykule 109 dokumentu czytamy:

Ubolewamy nad swoistym klerykalizmem, pewną chęcią powrotu do eklezjologii i duchowości sprzed Drugiego Soboru Watykańskiego, do stosowania odnowy soborowej w ograniczonym zakresie (...) do moralizatorstwa, które osłabia centralną pozycję Jezusa Chrystusa

Lamentamos cierto clericalismo, algunos intentos de volver a una eclesiología y espiritualidad anteriores al Concilio Vaticano II, algunas lecturas y aplicaciones reduccionistas de la renovación conciliar (...) los moralismos que debilitan la centralidad de Jesucristo

Czyżby biskupi brazylijscy pili do niedawnej wizyty purpuratów z dalekiego Watykanu, którzy zamiast pogładzić ich po siwych główkach, postawili ich do raportu?

Módlmy się za Ojca świętego. My przeczytaliśmy tylko jeden artykuł, a Benedykt XVI musi przez to przebrnąć w całości...

I jeszcze cytat z klasyka:
...taki jest zapał ich [modernistów], taka wytrwałość w pracy, że niepodobna patrzeć bez przykrości na ono marnowanie sił, które służą na szkodę Kościoła, podczas, gdy użyte należycie, mogłyby okazać mu ogromne usługi. (...) Trzy są główne przeszkody, które w swych dążeniach spotykają na drodze: filozofia scholastyczna, powaga Ojców Kościoła i Tradycja, i urząd nauczycielski Kościoła. Przeciwko temu walczą najzawzięciej. Toteż filozofię i teologię scholastyczną gdzie tylko mogą ośmieszają i nią pogardzają...
św. Pius X, encyklika Pascendi..., N.59

poniedziałek, 11 czerwca 2007

Ksiądz raper

Fot. Grzegorz Skowronek (Gaz Wyb)

Rafał Praski to posoborowy ksiądz, który śpiewa i organizuje koncerty "muzyki rap". W piosenkach, które wykonuje razem z innymi raperami, wulgaryzmy zadomowiły się już na stałe. - Czasami padnie przekleństwo. Ale robimy dobrą rzecz - tłumaczy duchowny. Wszystko to czynione jest tylko i wyłącznie z myślą o dzieciach. Pomysłowy kapłan sławny jest bowiem z tego, że organizuje raperskie imprezy, w czasie których zbiera pieniądze na kolonie dla maluchów. Aby zwiększyć popularność swych szczytnych inicjatyw, użycza głosu w zespole, który wydał ostatnio płytę z trzema gołymi babami na okładce. Płyty są do kupienia w empikach.

Życie świętobliwego kapłana posoborowego wypełniają dwie uświęcające rzeczy: piłka i hip-hop. Ks. Praski wie, że to właśnie dzięki temu, iż jest taki jaki jest, nie ma trudności w nawiązywaniu kontaktu z młodymi ludźmi. O słynącej cudami drodze do świętości ks. Praskiego i o tym co kształtowało jego powołanie w seminarium duchownym, możemy dowiedzieć się z wywiadu, który udzielił parę lat temu Gazecie Wyborczej. Ksiądz naprawdę lubi hip-hop? - Nie każdy mi się podoba, nie wszystkie treści przekazywane przez raperów mi odpowiadają, ale z niektórymi się zgadzam. Już w szkole średniej słuchałem takiej muzyki. W seminarium też - właśnie wchodził polski rap. Poznałem jednego rapera, potem drugiego, trzeci, piąty zespół. Dla nich to też było dziwne, że księdza znają, że na ich koncerty przychodzi.

Zapraszamy więc do wysłuchania raperskiego przeboju, w wykonaniu zespołu WWO, w którym ksiądz Praski odstawia czadowy chórek. Utwór opowiada o tym, że "wszyscy tylko hajs chcą naruchać". Młodzież jednak nie daje się złu - woła śmiało "chuj w krój" i tym sposobem "obwinia się wielkim dolarem".

niedziela, 10 czerwca 2007

Obchody Święta Grzanki w Madrycie

Postępowi kapłani z niedawno zlikwidowanej dekretem Metropolity Madrytu, parafii pw. św. Karola Boromeusza nadal odprawiają swoim przyjaciołom "wesołe wieczerze" w plenerze. W sumie dlaczego nie, skoro nikt na nich nie nałożył żadnych kar kanonicznych, więc w rozumieniu Prawa Kanonicznego znajdują się oni w tzw. "pełnej łączności". Mszami świętymi tych "bezbożeństw" nie nazwę, gdyż nawet pijane dziecko we mgle potrafi zauważyć iż intencją tych kapłanów z pewnością nie jest czynienie tego co nakazuje czynić Kościół katolicki, a jak wiadomo z sakramentologii - wzbudzona przez szafarza intencja jest niezbędnym warunkiem ważności każdego sakramentu. Proszę zatem kliknąć sobie w poniższe zdjęcie z obchodów minionego Święta Grzanki i rozkoszować się Nową Estetyką. Jak widać, w Kościele posoborowym rekwizytem, bez którego nie może obejść się żadna "wesoła wieczerza" jest Mikrofon Liturgiczny. Pod "stołem ołtarzowym" walają się relikwie po św. Wodzie Mineralnej.


Jak donosi zaprzyjaźniony blog, pośród posilających się grzankami "wieczerzantów-samoobsługantów" zaobserwowano znanego socjalistycznego popieracza "małżeństw" homoseksualnych - Pedro Zerolo. Jak podaje Wikipedia, pan Zerolo dwa lata temu "poślubił" swojego wieloletniego "partnera", który nosi imię: Jezus oraz nazwisko: Święty.


Czy aktualny zarządca Metropolii Madryt jeszcze panuje nad sytuacją w swojej archidiecezji?

Msza oazowa



Zdjęcia z mszy sprawowanej przez moderatora tzw. Diakoni Komunikowania Społecznego Ruchu Światło- Życie z Krakowa, w czasie Oazy Rekolekcyjnej w Krzyżówkach, 29.04 - 2.05.2007 r.

Foto: W. Piszczek, P. Kowalski, http://www.oaza.katolicki.eu/

wtorek, 5 czerwca 2007

Grób głównego architekta posoborowej rewolucji liturgicznej

W maleńkiej mieścinie Civitella Del Lago (gmina Baschi, Włochy) przy ulicy Abpa Hannibala Bugniniego, znajduje się osobliwa budowla osłonięta murem oporowym, z daleka przypominająca (gdyby nie postawiony obok niej Krzyż - oczywiście bez wizerunku Ukrzyżowanego) miejski szalet lub podstację transformatorową. Jest to obskurna ceglana konstrukcja kryjąca wnęki grobowe, w której spoczywają m.in. doczesne szczątki Abpa Hannibala Bugniniego, wieloletniego sekretarza Consilium i głównego architekta posoborowej "Nowej Mszy" (Novus Ordo Missae). Proszę zwrócić uwagę na BRAK KRZYŻA na płycie kryjącej wnękę grobową elegancki wystrój i bogate zdobnictwo tego mauzoleum, nawiązujące do posoborowego przepychu i postmodernistycznej "nowej estetyki". Ciekawe, dlaczego Arcybiskupa pochowano "na pięterku", przy ulicy, a nie w poświęconej ziemi, na normalnym, katolickim cmentarzu? Niewykluczone, że jest to skutkiem - jak podają niektóre źródła - popełnienia przez Arcybiskupa samobójstwa.

Za miesiąc (3 lipca AD 2007) obchodzić będziemy 25 rocznicę śmierci Arcybiskupa. Odmówmy choćby dziesiątkę różańca świętego w Jego intencji. Zamówmy za spokój Jego duszy Mszę świętą. W miarę możliwości "trydencką". Mimo iż zmarły na załączonym obrazku nie prosi o modlitwę, a ci co Go pochowali nie proszą Pana Boga, aby spoczywał w pokoju...

Parafia św. Konrada w Linz

Posoborowy Kościół austriacki ma powody do radości. Ostatnimi czasy zaangażowanie laikatu w jego działalność ogromnie wzrosło, w niemal każdej parafii zainstalowane zostały asystentki pastoralne, powstało także sporo nowych budynków sakralnych. O kościele św. Floriana w Wiedniu pisaliśmy już w Kronice. Dzisiaj przedstawiamy otwarty w 2006 r. kościół św. Konrada w Linz.

Przed nami prezbiterium. Przeźroczysty i podświetlany ołtarz skrywa w sobie bryłę (prawdopodobnie) w kształcie leżącego krzyża, za ołtarzem znajduje się jakiś niebieski prostokąt. Nie wiadomo co to jest. Nad tym wszystkim góruje obraz, przedstawiający jakiegoś łysego człowieczka w slipach na czerwonym pasku. Zwraca uwagę dobrze widoczne tabernakulum.

Na oknie widoczny jest tajemniczy, krwawy ślad po roztrzaskanej postaci.

Uroczystego otwarcia kościoła dokonał miejscowy bp. Maximilian Aichern w towarzystwie proboszcza i jego asystentki - Johanny Fabjan.

Pani Fabjan, siedząc na "miejscu przewodniczenia" dobrze czuje się w czasie prowadzenia przeróżnych nabożeństw.

W ogóle to kościół św. Konrada tętni życiem. W czasie ostatniej "Długiej nocy kościołów" zorganizowano w nim koncert jazzowy.

foto: strona internetowa parafii św. Konrada

poniedziałek, 4 czerwca 2007

ks. Elvis


Jako ksiądz udziela ślubu młodej parze, jako piosenkarz – śpiewa na jej weselu. W obu tych rolach występuje Antoniu Petrescu – jak podaje telewizja TVP - sławny już na całym Półwyspie Apenińskim wikary z miasta Avezzano w Abruzji.

Antoniu Petrescu urodził się 34 lata temu w Bukareszcie. Przyjazd do Włoch – 15 lat temu – był związany z jego powołaniem. Nie do końca jednak zmieniło ono życie młodego Rumuna. Ze sobą przywiózł bowiem zamiłowanie do muzyki młodzieżowej i kult Elvisa Presleya.

Duchowny naśladuje nie tylko jego ubiór, ale również zachowanie i styl śpiewania. To wszystko oczywiście w czasie wolnym od pracy duszpasterskiej, gdy nie chodzi w sutannie. Ksiądz wichrzy wówczas swoje kruczoczarne włosy nad czołem, wkłada karmazynowy surdut ze stójką oraz ciemne duże okulary i wciela się w swego idola.

Zdaniem fanów księdza, Antoniu od Presleya różni tylko jedno – krzyż na piersi.

sobota, 2 czerwca 2007

Redakcja Gościa Niedzielnego kwestionuje ważność NOM!

Niedawno pisaliśmy o "rockowych Mszach" ks. Marcelo Rossi z Brazylii. Tematem tychże Mszy zajęła się również redakcja Gościa Niedzielnego publikując artykuł "Show księdza Marcelo", w którym czytamy m.in.:

Wychodzę z Sanktuarium Różańca Bizantyjskiego. Nie jestem pewien, czy właściwie byłem na Mszy, czy też nie. Może tylko na koncercie „z elementami Mszy?”. Do impresario księdza Marcelo nie zadzwonię. Chciałem go pytać o źródła jego duchowości, o inspirację nauczaniem Jana Pawła II, o ocenę pielgrzymki Benedykta XVI do Brazylii... Chyba nie warto pytać.

W swym portalu internetowym ks. Rossi pisze, że skoro coraz potężniejsze w Brazylii sekty organizują różne show, to my, katolicy, też powinniśmy. Dzięki temu Kościół nie straci wiernych. Pewnie tak.(sic! - Dextimus) Tylko czy organizując show zastępujący Mszę, Kościół pozostaje jeszcze Kościołem? Msza (czyli jednak Msza? - Dextimus) księdza Marcelo odbyła się w ostatnim dniu pielgrzymki Benedykta XVI do Brazylii. Dwa dni wcześniej Papież mówił do brazylijskich biskupów: „Mój czcigodny poprzednik na Stolicy Piotrowej Jan Paweł II ponowił »gorący apel, aby podczas sprawowania Ofiary eucharystycznej normy liturgiczne były zachowywane z wielką wiernością... Liturgia nie jest nigdy prywatną własnością kogokolwiek, ani celebransa, ani wspólnoty, w której jest sprawowana tajemnica«”.


Jak widać, redakcja GN mimo chwilowego otrzeźwienia i przejrzenia na oczy ma jeszcze nawroty zaczadzenia posoborowizmem twierdząc, że pewna droga do powstrzymania utraty wiernych przez Kościół to "organizacja show", ale jeśli zaczyna zauważać nadużycia liturgiczne i cytuje encyklikę Ecclesia de Eucharistia Jana Pawła II, to znaczy, że jest szansa na wyzdrowienie, czego serdecznie życzymy, oferując w tejże intencji modlitwę i post. Wszak dzisiaj sobota Suchych Dni.

piątek, 1 czerwca 2007

Posoborowa pochwała rewolucji i oświecenia

Zbliża się godzina, kiedy będą tylko dwie potęgi, Kościół i rewolucja, i staną przeciwko sobie oko w oko; rewolucja wszechpotężna i Kościół rozbrojony; rewolucja zbrojna we wszystkie oręże i Kościół pod każdym względem ubezwłasnowolniony, skrępowany. Wówczas według słów Chrystusa, kto ma oczy, niechaj patrzy, "kto czyta, niech rozumie"; a kto jest zbyt małego wzrostu, niechaj wchodzi na dach, ażeby lepiej widzieć. Będzie to widowisko przejmujące grozą.
Bp Louis Emile Bougaud, Kościół. Poznań 1925, s. 329-330

Sobór, to 1789 rok w Kościele.
kard. Leon Suenens

Kościół w sposób pokojowy przeprowadził swą rewolucję październikową.
kard. Yves Congar

Wzmacniając dialog prowadzony z islamem będziemy musieli dostrzec, że świat islamski staje dziś z wielką pilnością w obliczu całkiem podobnych wyzwań, z jakimi zmagało się chrześcijaństwo od czasów oświecenia, a które przez Sobór Watykański II będący owocem długich poszukiwań, przyniosły Kościołowi Katolickiemu konkretne rozwiązania. Chodzi o miejsce wspólnoty wierzących w obliczu przekonań i wymagań, które narodziły się w epoce oświecenia. Z jednej strony należy stawić opór dyktaturze pozytywistycznego rozumu, która wyklucza Boga z życia wspólnoty i życia publicznego oraz ogołaca ludzi z wzorców zachowań godnych naśladowania. Z drugiej strony należy uznać prawdziwe zdobycze epoki oświecenia, prawa człowieka a szczególnie wolność wiary i jej wyznawania właśnie jako istotne elementy autentyczności religii. Tak jak w chrześcijańskiej wspólnocie miały miejsce długie zmagania o określenie należnego stosunku wiary do tych przekonań, które co prawda nie są nigdy całkiem zakończone, tak i świat islamski ze swoim własnym przekazem również staje tutaj przed wielkim zadaniem znalezienia stosownych rozwiązań.
Benedykt XVI, Przemówienie do kurii rzymskiej 22 grudnia 2006 r.

Europejskie oświecenie zaowocowało nie tylko okrucieństwami rewolucji francuskiej; przyniosło również dobre owoce, jak idee wolności, równości i braterstwa, które - jak wiadomo - są zakorzenione w Ewangelii. Choć idee te głoszono w oderwaniu od niej, to jednak same mówiły o swym pochodzeniu. W ten sposób francuskie oświecenie przygotowało grunt pod lepsze zrozumienie praw człowieka. W rzeczywistości sama rewolucja na różne sposoby pogwałciła te prawa. Jednak wysiłki na rzecz skutecznego uznania praw człowieka zaczęły odtąd przybierać na mocy, wbrew feudalnym tradycjom.
Tak więc idee wolności, równości i braterstwa umacniały się - niestety, za cenę krwi wielu ofiar na szafocie - i rzucały nowe światło na dzieje ludów i narodów, przynajmniej na dwóch kontynentach, europejskim i amerykańskim, dając początek nowej epoce w historii. Jeśli chodzi o ideę braterstwa, która jest na wskroś ewangeliczna, okres rewolucji francuskiej przyniósł także jakieś nowe jej ugruntowanie w dziejach Europy i świata. Braterstwo łączy nie tylko poszczególnych ludzi, ale także narody. Historią świata powinna rządzić zasada “braterstwa ludów”, a nie tylko polityczne układy sił czy absolutna wola monarchów, nielicząca się ani z prawami człowieka, ani też z prawami narodów.
Idee wolności, równości i braterstwa były opatrznościowe na początku XIX stulecia także i z tego powodu, że tamte lata miały przynieść wielkie przesilenie tak zwanej kwestii społecznej.
Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość

Wręcz trudno sobie dziś wyobrazić (...), że zajęto wtedy głos ex cathedra potępiający tezy Deklaracji [z 1789] i ustawiono je w opozycji do prawa boskiego. Chodzi tu głównie o encyklikę 'Adeo nota' i list apostolski 'Quod aliquantum' Piusa VI z 1791 roku, potępiające francuską Deklarację Praw Człowieka i Obywatela z roku 1789. Tę samą linię wobec aktów normatywnych z zakresu wewnątrzpaństwowej ochrony praw człowieka utrzymywali następcy Piusa VI: Pius VII w liście apostolskim 'Post tam diuturnam' (1814), Grzegorz XVI w encyklice 'Mirari vos' (1832) i Pius IX w encyklikach 'Nostis et nobiscum' (1849) oraz 'Quanta cura' (1864).
Ks. dr Kazimierz F. Papciak, Stolica Apostolska a ONZ wobec praw człowieka w relacjach międzynarodowych, "Saeculum Christianum" 6 (1999) nr 1 s. 189-199

Koniecznym skutkiem Konstytucji uchwalonej przez zgromadzenie jest unicestwienie religii katolickiej, a, wraz z nią, posłuszeństwa należnego królom. W tym celu ustanowiono, jako prawo człowieka w społeczeństwie, tę wolność absolutną, która nie tylko zapewnia prawo nieingerowania w czyjeś poglądy religijne, ale ponadto przyznaje swobodę bezkarnego myślenia, mówienia, pisania, a nawet drukowania w sprawach religijnych wszystkiego, co najbardziej nieskrępowana wyobraźnia może podsunąć. Skandaliczne prawo, które niemniej jednak zgromadzeniu wydawało się być skutkiem naturalnej równości i wolności wszystkich ludzi. Ale cóż może być bardziej bezsensownego, niż ustanowienie tej równości między ludźmi i tej nieskrępowanej wolności, która zdaje się hamować działanie rozumu, najcenniejszego daru natury danego człowiekowi, i jedynej rzeczy, która odróżnia go od zwierząt? [...] ...dlatego ta równość, ta wolność, które są wychwalane, że są dane jemu od chwili jego narodzin, są jedynie próżnymi kaprysami i słowami pozbawionymi sensu.
Pius VI, Quod aliquantulum. List z 10 marca 1791 r. do francuskich biskupów Zgromadzenia Narodowego

Nowym źródłem silnego bólu zadanego Naszemu sercu, który przyznajemy, sprawia Nam najwyższą udrękę, przygnębienie i mękę, jest dwudziesty drugi artykuł konstytucji. Nie tylko zezwala się na wolność wyznania i sumienia, by użyć słów samego artykułu, ale obiecuje wsparcie i ochronę tej wolności, oraz sług tego, co nazywa się kultami. Nie ma potrzeby prowadzenia długich rozważań, gdy zwracamy się do takiego biskupa jak Wy, by uświadomić wam jak śmiertelną ranę zadano katolickiej religii we Francji tym artykułem. Przez sam fakt ustanowienia wolności wszystkich kultów bez rozróżnienia, prawda jest pomieszana z błędem, a święta i niepokalana Oblubienica Chrystusa, Kościół, poza którym nie ma zbawienia, zrównany jest z sektami heretyckimi, a nawet z żydowską wiarołomnością. Co więcej, obiecując przychylność i wsparcie sektom heretyków i ich sługom, toleruje się i aprobuje nie tylko ich osoby, ale także ich błędy. Jest to wyraźnie tragiczna i zawsze godna potępienia herezja, którą święty Augustyn wyraził tymi słowy: "Stwierdza ona, że wszyscy heretycy są na właściwej drodze i mówią prawdę, co jest absurdem tak monstrualnym, że nie mogę uwierzyć, aby jakakolwiek sekta rzeczywiście to wyznawała".
Pius VII, Post tam diuturnitas. List z 1814 r. do biskupa Troyes