





Breviarium Historiæ Ecclesiæ Postconciliaris
Krótki przegląd wydarzeń z życia Kościoła posoborowego
Jak głosi informacja zawarta na internetowej stronie parafii - msza proboszcza z Wuppenauer jest częściowo improwizowana, a częściowo oparta na obowiązujących przepisach. Dzięki niesamowitej ekspresji i inicjatywie celebransa przypomina ona raczej nabożeństwa gospel z amerykańskiego Halleluja-Church. Obecne są na niej śmiech, oklaski, entuzjastyczne śpiewy w ławkach. Błazeński proboszcz wykrzykuje radośnie różne sentencje, które kończy przejmującymi do szpiku kości okrzykami.
Pani Kuster wspólnie z panem Scherrerem rozdają handkomunię.
Przy ołtarzu w parafii Wuppenau kłębią się różnokolorowe klauny.
Wśród łoskotu błaznów grających na trąbkach odbywa się jakaś szalona uroczystość.
foto: wuppenau.ch
foto: Fot. Kuba Atys / AG Gazeta Wyborcza
Dziennik opublikował wypowiedź dr hab. Pawła Śpiewaka na temat kiczu i sztuki, w której czytamy m.in:








Jak donosi serwis ŚDM - XXIII Światowe Dni Młodzieży w Sydney mają już swój hymn. 13 maja 2007 r. ogłoszono, że zwycięzcą konkursu, do którego zgłoszono 120 utworów został australijski kompozytor Guy Sebastian. Jego utwór „Receive the Power” spełnia wszystkie kryteria postawione przez organizatorów. Już w kwietniu hymn został zatwierdzony przez Papieską Radę ds. Świeckich.
„Kiedy organizatorzy wysłuchiwali go pierwszy raz, od razu wiedzieli, że znaleźli hymn, którego szukali” – powiedział kierujący pracami Komitetu Australijskiego ŚDM w Sydney bp Anthony Fisher. Utwór „Receive the Power” spełnia wszystkie kryteria merytoryczne, podejmuje w treści tematykę spotkania, a ponadto będzie łatwy do śpiewania w różnych językach przez wielkie rzesze młodzieży. „Jesteśmy pewni, że hymn będzie grany i śpiewany podczas ŚDM w Sydney przez młodych katolików z każdego kraju” – powiedział bp Fisher. Płyta z hymnem będzie dostępna na rynku od połowy roku.
Cóż... A co się Benedykt XVI nie nagadał o konieczności stosowania łaciny podczas spotkań międzynarodowych... A te głąby w Australii dalej chcą urządzać wielonarodowy bełkot. O co zakład, że "oficjalna wersja" hymnu podczas Mszy świętych będzie śpiewana po angielsku? No bo niby jak?
Zwycięzca konkursu Guy Sebastian pochodzi z Adelajdy i jest znany w Australii jako zwycięzca pierwszej edycji tamtejszego Idola (2003 r.). Od tego czasu wydał 3 albumy (wszystkie znajdują się pośród 5 pierwszych miejsc w rankingach myzyków australijskich) i 20 singli (3 pierwsze obecne wysoko w tamtejszych rankingach).
Niestety serwis "sekty wojtylian" nie napisze już, jaki to światopogląd wyznaje nasz autor-wierszokleta. Jak czytamy w jednym z wywiadów:
- Niedawno była minidebata na temat twojej wypowiedzi, mówiłeś, że masz wielu przyjaciół homoseksualistów i że namalowano ci napis "pedzio" na samochodzie, czy te poglądy nie kłócą się z twoją wiarą chrześcijańską?
- To jest ta smutna strona chrześcijaństwa. To nie jest tak, jak powinno być. Bywałem w gejowskich klubach wiele razy. To jest stary, fundamentalistyczny sposób myślenia, który niestety rozprzestrzenił się po wszystkich tych pokoleniach. Oni utracili kluczowy punkt chrześcijaństwa, którym jest miłość. Bóg kocha ludzi niezależnie od tego, czy są biali, czarni, homoseksualni, hetero, biseksualni, jacykolwiek. Jako chrześcijanie nigdy nie zamierzamy zbliżyć się do bycia bezgrzesznymi lub doskonałymi, a ja sam nie jestem lepszy od nikogo na tej planecie, ale celem Nr 1 dla nas jest miłość tak silna, jak tylko potrafimy. Naszym celem jest być jak Bóg, więc - jak dla mnie - myślę, że jest bardzo podłe, gdy ludzie zatracają się w swojej religii (zostają fundamentalistami). To zabawne, ale Shannon, Anthony, wszyscy moi koledzy z branży - otrzymali już łatkę "pedała". Jak tylko "wrośniesz" w branżę - zostajesz "pedziem".
- Nie jesteś przeciwnikiem małżeństw homoseksualistów?
- Tak naprawdę nie jestem przeciwnikiem czegokolwiek. Jeśli chcesz żyć w parze homo - dlaczego nie? Nie zajmuję w tej sprawie określonego stanowiska, bo nie mam pojęcia jak to jest, jeśli ktoś ci zabrania kogoś tam poślubić. Według mnie to jest nieuczciwe.
– Księże arcybiskupie, co tak naprawdę mówi wahadło?
35 km od siedziby diecezji w Laval (Francja) jest sobie wioska Niafles. W środku wioski stoi sobie kościół, w którym nigdy nie odprawiono ani jednej Mszy świętej podług Novus Ordo. Niestety, dotychczasowemu proboszczowi się zmarło (w końcu miał 94 lata), więc 130 dusz (frekwencja o jakiej posoborowy kler w Paryżu może sobie jeno pomarzyć) zostało pozbawionych pasterza. Na szczęście próżnię wypełnili kapłani z Bractwa św. Piotra, którzy utrzymali coniedzielne celebracje, wyłącznie Mszy św. Trydenckiej.


W maleńkiej mieścinie Civitella Del Lago (gmina Baschi, Włochy) przy ulicy Abpa Hannibala Bugniniego, znajduje się osobliwa budowla osłonięta murem oporowym, z daleka przypominająca (gdyby nie postawiony obok niej Krzyż - oczywiście bez wizerunku Ukrzyżowanego) miejski szalet lub podstację transformatorową. Jest to obskurna ceglana konstrukcja kryjąca wnęki grobowe, w której spoczywają m.in. doczesne szczątki Abpa Hannibala Bugniniego, wieloletniego sekretarza Consilium i głównego architekta posoborowej "Nowej Mszy" (Novus Ordo Missae). Proszę zwrócić uwagę na BRAK KRZYŻA na płycie kryjącej wnękę grobową elegancki wystrój i bogate zdobnictwo tego mauzoleum, nawiązujące do posoborowego przepychu i postmodernistycznej "nowej estetyki". Ciekawe, dlaczego Arcybiskupa pochowano "na pięterku", przy ulicy, a nie w poświęconej ziemi, na normalnym, katolickim cmentarzu? Niewykluczone, że jest to skutkiem - jak
podają niektóre źródła - popełnienia przez Arcybiskupa samobójstwa.
Przed nami prezbiterium. Przeźroczysty i podświetlany ołtarz skrywa w sobie bryłę (prawdopodobnie) w kształcie leżącego krzyża, za ołtarzem znajduje się jakiś niebieski prostokąt. Nie wiadomo co to jest. Nad tym wszystkim góruje obraz, przedstawiający jakiegoś łysego człowieczka w slipach na czerwonym pasku. Zwraca uwagę dobrze widoczne tabernakulum.
Uroczystego otwarcia kościoła dokonał miejscowy bp. Maximilian Aichern w towarzystwie proboszcza i jego asystentki - Johanny Fabjan.
Pani Fabjan, siedząc na "miejscu przewodniczenia" dobrze czuje się w czasie prowadzenia przeróżnych nabożeństw.
W ogóle to kościół św. Konrada tętni życiem. W czasie ostatniej "Długiej nocy kościołów" zorganizowano w nim koncert jazzowy.
Sobór, to 1789 rok w Kościele.
Koniecznym skutkiem Konstytucji uchwalonej przez zgromadzenie jest unicestwienie religii katolickiej, a, wraz z nią, posłuszeństwa należnego królom. W tym celu ustanowiono, jako prawo człowieka w społeczeństwie, tę wolność absolutną, która nie tylko zapewnia prawo nieingerowania w czyjeś poglądy religijne, ale ponadto przyznaje swobodę bezkarnego myślenia, mówienia, pisania, a nawet drukowania w sprawach religijnych wszystkiego, co najbardziej nieskrępowana wyobraźnia może podsunąć. Skandaliczne prawo, które niemniej jednak zgromadzeniu wydawało się być skutkiem naturalnej równości i wolności wszystkich ludzi. Ale cóż może być bardziej bezsensownego, niż ustanowienie tej równości między ludźmi i tej nieskrępowanej wolności, która zdaje się hamować działanie rozumu, najcenniejszego daru natury danego człowiekowi, i jedynej rzeczy, która odróżnia go od zwierząt? [...] ...dlatego ta równość, ta wolność, które są wychwalane, że są dane jemu od chwili jego narodzin, są jedynie próżnymi kaprysami i słowami pozbawionymi sensu.