środa, 30 kwietnia 2008

Abp Damian Zimoń pacyfikuje Mszę trydencką

Ze smutkiem i niedowierzaniem informujemy (za naszym forum) iż Abp Damian Zimoń, Metropolita Górnośląski zabronił ks. Wojciechowi Grzesiakowi, wikariuszowi parafii św. Stanisława BiM w pobliskim Bytomiu oraz ks. Piotrowi Lisieckiemu, wikariuszowi parafii św. Wojciecha w Radzionkowie, odprawiania Mszy świętej w Nadzwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego (trydenckiej), która miała być od najbliższej niedzieli celebrowana w Piekarach Śląskich w kościele na Kalwarii, za wiedzą, zgodą i błogosławieństwem proboszcza Bazyliki Piekarskiej i piekarskiego Dziekana, ks. prał. Władysława Nieszporka, który nie dość, że był bardzo przychylnie nastawiony do tej inicjatywy, to jeszcze polecił proboszczom piekarskim rozwiesić w parafiach plakaty z informacją o Mszach Trydenckich, jak również pomógł w organizacji audycji w lokalnym Radio Piekary, poświęconej liturgii Mszy świętej.

Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko poprosić Was, Drodzy Czytelnicy, o modlitwę różańcową za wstawiennictwem Matki Bożej Piekarskiej w intencji Arcybiskupa Damiana Zimonia, któremu nie przeszkadzają np. neokatechumenalne "wieczerze paschalne" z macą, chanukiją i Komunią świętą przyjmowaną na siedząco, a przeszkadza katolicka Msza święta odprawiana w tym samym rycie, w którym On sam, za młodu sprawował przez ponad 10 lat swego kapłaństwa Najświętszą Ofiarę.

ONZ zaniepokojona utrudnianiem dostępu do aborcji w Polsce

Jak donosi serwis LifeNews.com, Rada Praw Człowieka ONZ jest zaniepokojona niskim dostępem do zabiegów aborcyjnych w Polsce. Zgromadzenie Ogólne ONZ wezwało rząd polski do ułatwiania dostępu do aborcji wszystkim kobietom, które się do tego zabiegu kwalifikują.

Przypomnijmy, że chodzi o tę samą ONZ, o której niedawno Benedykt XVI z szacunkiem mówił iż jest to narzędzie służące całej rodzinie ludzkiej.

Jak rozumiemy, papieżowi chodziło o narzędzie zbrodni...

wtorek, 29 kwietnia 2008

Masowa apostazja w Indiach

Jak donosi KAI, Prawie 1800 indyjskich chrześcijan powróciło do wyznawania hinduizmu, swej pierwotnej religii. Ceremonia ich „oczyszczenia” (shuddikaran) odbyła się 27 kwietnia w Borivli koło Bombaju.
Przewodniczący jej Swami Narendra Maharadż powiedział, że w stanach Maharasztra i Gudżarat do hinduizmu powróciło 42 tys. osób, wcześniej nawróconych na chrześcijaństwo. Wszyscy oni należą do tzw. ludności plemiennej.

(...)

Z kolei 14 kwietnia w mieście Tirunelveli w stanie Tamilnadu ponad tysiąc chrześcijańskich dalitów (niedotykalnych) wróciło do religii hinduistycznej. Organizatorzy tej ceremonii zapowiedzieli, że w najbliższych miesiącach uczyni to kolejne 20 tys. chrześcijan w Villupuram.


Ciekawe, czy ci Hindusi poprzednio nawracali się na katolicyzm, czy może raczej "nawracali" ku darmowej żywności, edukacji i opiece medycznej? Bo tym się głównie ostatnio zajmuje Kościół katolicki w Indiach.

Módlmy się o opamiętanie dla apostatów!

poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Msza i komunia studencka

Poniżej zamieszczamy kilka zdjęć z mszy celebrowanej 2 kwietnia w Kaplicy Uniwersyteckiej im. Św. Tomasza Morusa przy Uniwersytecie Maltańskim. Zdjęcia wraz z komentarzem zostały nadesłane do nas przez uczestniczkę tych wydarzeń.





Kapliczka, jak widać, ma wystrój bardzo NOMowy. Może parę słów na temat przebiegu Mszy św.Celebrans (jezuita, wielebny dr Carmel Tabone)już na wejściu wydal mi sie podejrzany, gdyż miał dziwną stułę - jakby długi ręczniczek/bieżnik koloru pomarańczowego, narzuconą bezpośrednio na albę. Lekcję czytał jakiś student, a ksiądz sobie w tym czasie usiadł...w nawie...z wiernymi.. później było kazanie, które prawdopodobnie składało się z jakichś dykteryjek (nie znam języka maltańskiego), ksiądz chodził po kościele i zadawał pytania, ludzie odpowiadali i musiało być śmiesznie, bo sie śmiali. Po kazaniu wrócił do stołu i wg NOMu powinna nastąpić modlitwa powszechna, a tu od razu przeszedł do Ofiarowania... wiec nawet nie było po co wstawać... potem po Ojcze Nasz, bezpośrednio po słowach "ale nas zbaw ode złego" kazał przekazywać sobie znak pokoju..Potem była Komunia św. Ksiądz ustawił na stole/ołtarzu miseczkę (!) z Najśw. Sakramentem i 2 (?) kielichy z Krwią Chrystusa i...usiadł sobie znowu w nawie, a studenci procesyjnie z dwóch stron podchodzili do stołu i maczali sobie Ciało Chrystusa w Krwi i spożywali..pełna samoobsługa!! (właśnie ta cześć Mszy św. została uwieczniona na moich zdjęciach). Podeszłam do księdza po Mszy św. i spytałam, czy w przyszłości będzie można normalnie przystąpić do Komunii św., bo ja nie przyjmuje na rękę i dziś w ogóle nie mogłam przez to przystąpić do Stołu Pańskiego, to mi powiedział, ze nie ma problemu, zaraz mi da, poszedł do tabernakulum tak jak stal (w sweterku i kurteczce) i podał mi Komunie św.
Celebrans widoczny jest na 2 zdjęciach po lewej stronie (siedzi sobie na krzesełku w nawie), chyba dość dobrze go widać.

sobota, 26 kwietnia 2008

wspomnienie dowolne św. Maski

Dzisiaj w naszej galerii osobliwości - Msza święta posoborowa, celebrowana przez - cieszącą się szczególną estymą Jego Eminencji Krzysztofa kard. Schonborna - wspólnotę Katholische Jugend, w kościele p.w. Chrystusa Króla w Gloggnitz (Dolna Austria). Proszę zwrócić uwagę na cyboria z drogocennej wikliny, w których konsekrowano pszenne grzanki. Przy okazji jedno pytanie - dlaczego ta konkomediantka nie nosi na sobie prześcieradła z dziurą na głowę i kolorowego szalika, jak pozostali dwaj komendianci?



















piątek, 25 kwietnia 2008

Msza święta w formie "zwyczajnej"

Tym razem - Wiedeń i Kościół Młodzieżowy, oczko w głowie Jego Eminencji Krzysztofa kard. Schonborna.

Na pierwszym planie widzimy buty wiernego, który zapewne upadł na twarz przed swoim Panem i Bogiem.
...bo kazanie było nudne...

Najświętsza Ofiara - jak przystało na nawiązanie do tradycji pierwszych chrześcijan - jest odprawiana na taborecie, a wierni w niej uczestniczący leżą sobie rozwaleni, jak gajowy po wypłacie.

Pojemny ten "odpowiedni taboret"! W pobliżu taboretu znajduje się krzyż wykonany zapewne z elementów przyniesionych z pobliskiego śmietnika.

Bez gitary w dzisiejszych czasach nie może się obejść żadna celebracja Mszy świętej.

Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata... Wierna z rękami w kieszeniach spogląda gdzieś w dal... Pewnie na kolegę.

Komunia święta,oczywiście pod obiema postaciami. W sprotestantyzowanych wspólnotach posoborowych inny sposób przyjmowania nie jest wystarczająco kosher.

Proszę zwrócić uwagę na "skromny" strój jednej z "wiernych", która najprawdopodobniej za chwilę będzie paradować przed "przewodniczącym zgromadzenia", któremu do taboreta "przyniesie dary". A potem się dziwić, że są molestowania wszelakie...

Po Mszy świętej "katolicka młodzież" jak widać zabawia się we wzajemne obłapianie po biuście (panowie panie) lub po zadku (panie panów).

Ave Maria... x10
pokornie proszę
w intencji tych zagubionych owiec i ich oczadziałego pasterza.

Dobranoc, "kościele" anglikański!

Jak donosi KAI, zapowiedziane przez "kościół" anglikański Australii "wyświęcenie" pierwszej w tym kraju kobiety na "biskupa" może utrudnić dialog ekumeniczny – oświadczył ordynariusz katolickiej diecezji Townsville bp Michael Ernest Putney.

Przypomniał, że od samego początku, gdy we wspólnotach anglikańskich zaczęto "konsekrować" kobiety-"biskupki", Kościół katolicki podkreślał, że stanowi to przeszkodę w zbliżeniu się między obu wyznaniami.

Biskup, który przewodniczy komisji episkopatu australijskiego ds. ekumenizmu i stosunków międzyreligijnych, w rozmowie z tygodnikiem "Catholic Weekly" zwrócił uwagę, że zagadnienie to ma charakter doktrynalny, a nie praktyczny. "Ordynowanie" kobiet na urząd "biskupi" staje się przeszkodą, gdyż "biskupi" kierują "kościołem" lokalnym i nawet w obrębie Wspólnoty Anglikańskiej przywództwo kobiet będzie odbierane niejednoznacznie – powiedział 61-letni hierarcha katolicki.

Jego zdaniem, poważnie utrudni to dialog, choć – jak zaznaczył – biskupi katoliccy zamierzają kontynuować współpracę ekumeniczną. Biskup przypominał jednocześnie, że z punktu widzenia nauki katolickiej kobieta w tym samym stopniu, co mężczyzna, uczestniczy w życiu Kościoła, ale jej rola jest inna.

W listopadzie 2007 roku Synod australijskiego "kościoła" anglikańskiego zezwolił na "ordynowanie" kobiet na "biskupów". Pierwszą kandydatkę do tego urzędu – "archidiakonkę" Kay Goldsworthy "wyświęci" 22 maja "ordynariusz" anglikańskiej "archidiecezji" Perth "biskup" Roger Herft. Konserwatywni anglikanie zapowiedzieli, że nie uznają tej "ordynacji".


cudzysłowy pochodzą od redakcji Kroniki Novus Ordo, gdyż - jak ostatecznie orzekł Kościół katolicki - tzw. "święcenia" anglikańskie są całkowicie nieważne i nie posiadają żadnego znaczenia.

A swoją drogą, może by nasi pasterze zaczęli się wreszcie zajmować nawracaniem heretyków anglikańskich, przebierańców obojga płci, symulantów sakramentów, na prawdziwą Wiarę katolicką zamiast - "zbliżać obydwa wyznania"?

czwartek, 24 kwietnia 2008

Wehikuł Tajemnicy Paschalnej czyli ewangelizacja pod psem

Nasz Wehikuł Tajemnicy Paschalnej już nadciąga, aby zabrać cię daleko; aby zabrać cię daleko, zabrać cię dziiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiś.

Taką to oto piosneczką rozpoczyna się jedna z podstron internetowych Seminarium Duchownego w Mundelein (Ilinois, USA), poświęcona pomalowanemu na "hipisowsko" pojazdowi (własność wehikułu: diecezja Green Bay), którym kleryk trzeciego roku niejaki Quinn Mann "ewangelizuje" młodych ludzi i przedstawia im prawdy wiary katol(a)ickiej w ramach objazdowych sesji.




Na burtach samochodu widnieją hasła: Nawrócenie, Komunia, Solidarność, Wiosna!


Jak można się dowiedzieć z podpisów pod jednym z obrazków - oto Kierownik Duchowy Wehikułu Tajemnicy Paschalnej - ks. Scooby Doo




Wyłożone wykładziną w kolorze różowo-burdelowym wnętrze pojazdu upstrzone jest różnymi dewocjonaliami wymieszanymi z bazarowym chłamem. Nie wiem, co chce osiągnąć kuria w Green Bay, ale z nawracaniem na wiarę katolicką ma to niewiele wspólnego.

środa, 23 kwietnia 2008

Zmiany w diakonii ewangelizacji

Niedawno pisaliśmy o "diakon" Gosi Juźwin. Jak zwykle wywołaliśmy małą ruchawkę i na stronie "diakonii ewangelizacji" zaszły zmiany. Stara strona (kopia w guglownicy, powinna jeszcze kilka dni podziałać) poszła w niwecz, zaś nową stronę rozpoczyna nagłówek:

diakonia ewangelizacji
Małgorzata Juźwin
– animator grupy ewangelizacyjnej

niestety wystarczy przewinąć stronę nieco niżej, gdzie nadal straszy...

Gosia Juźwin - diakon ewangelizacji
wykształcenie – wyższe
zawód - nauczyciel...

i tak dalej

Oj, coś halelujaczycy nie odrobili zadania domowego. Znaczy odrobili je po łebkach. Ale grunt, że pani Gosia nam nagle wydoroślała na Małgorzatę. (konterfekt obok pochodzi z ogólnodostępnej galerii pani Małgorzatu Juźwin, zamieszczonej w serwisie Nasza Klasa)

Przy okazji informujemy, że we wspólnocie znaleźliśmy kolejnych "diakonów" - uzurpatorów:

Diakon: Jacek Geremesz - Proszę go nie degradować do animatora! Ponieważ zajmuje się muzyką, może zostać np. głównym akustykiem.

Diakon: Magda Podsiadło - może koordynator ds. modlitwy wstawienniczej?

------

Aktualizacja - 24.04.2008 godz. 20:16

Halelujanie czytają nas bardzo uważnie - Ze strony ostatecznie zniknęła Gosia - "diakon", "diakon" Jacek Geremesz został właśnie zdegradowany do "lidera", a "diakon" Magda Podsiadło - do "animatora grupy" :-) W kilku miejscach zamieniono również rzeczownik "diakonia" na bardziej odpowiadający rzeczywistości: "grupa".

Teraz jeszcze tylko pozmieniać konsekwentnie do końca te pretensjonalne "diakonie" na "grupy" i będzie git! Git szabes! (w końcu mamy piątek wieczór ;-)

Jeszcze o sympozjum na KUL

Jak referuje na Forum Krzyż naoczny świadek wystąpień mających miejsce w czasie sympozjum na KUL - przynajmniej pierwsza jego połowa - przejawiała, żałosny poziom, warto przytoczyć kilka wypowiedzi:

- Jako kapłan uznający Vaticanum II wybieram mszał Pawła VI!!! (x. Krakowiak)
- Pytanie: Czy można uczyć się odprawiać Mszę wg. mszału Piusa V?
Odp (nie pamiętam czyja): Po co?
Odp. x. Nadolskiego: Można jeśli umie ksiądz coś więcej z łaciny niż Kyrie Eleison (w tym momencie śmieją się na sali te osoby które uparcie Kyrie Eleison śpiewają po łacinie)
- 2 mszały to 2 wizje kościoła, trzeba jeden wybrać!
- Niektórzy chcą odprawiać mszę z Mszału Piusa V bo jest ona o wiele łatwiejsza i prostsza od mszy Pawła VI (sic!)
- Gdy x. Nadolski rozpoczął wykład od przywołania jego tytułu "Za co kochamy Mszał Pawła VI?" część sali parskneła śmiechem :-)
- Ogólnie nic nie było o FSSPX bo przecież wszyscy są zadowoleni z reformy liturgicznej.

Na drugiej części też zdarzały się kwiatki, ksiądz referujący temat "Msza w oczach młodzieży" powiedział, że pytał o mszę Pawła VI bo na mszę przedsoborową nikt z młodzieży nie chodzi (!!!), później się poprawił mówiąc ,że raz na kilkadziesiąt osób ktoś powiedział ,że jest mu Msza przedsoborowa bliska ale były to osoby które nie chodzą na Mszę (?!?!?!?).

Skoczcie i przybijcie sobie "piątkę" pokoju...

Posoborowcy jak widać imają się wszelkich możliwych okazji (nie wyłączając papieskiej Mszy w USA) i sposobów aby pokazać światu, że każda chwila we Mszy świętej jest dobra, aby się powygłupiać. Ciekawe, czy w taki sam sposób można udzielać Komunii świętej na rękę?

wtorek, 22 kwietnia 2008

O księdzu, co dał się zrobić w balona

Jak donosi omlet, u południowych wybrzeży Brazylii zaginął katolicki ksiądz, który wyruszył w powietrzną podróż unoszony setką napełnionych helem baloników.
Helikoptery służb ratowniczych i łodzie rybackie prowadzą poszukiwania u wybrzeży stanu Santa Catarina, gdzie znaleziono szczątki balonów.

Ks. Adelir Antonio de Carli wyruszył w swą nietypową podróż w niedzielne popołudnie z portu Paranagua. Miał na sobie kask, specjalny kombinezon chroniący przed zimnem oraz spadochron. Informacje o jego zaginięciu pojawiły się już osiem godzin później, gdy władze portu straciły wszelki kontakt z księdzem. Według skarbnika jego parafii Sao Cristovao, Denise Gallas, ksiądz chciał pobić wynoszący dziewiętnaście godzin rekord lotu przy pomocy baloników, by zebrać fundusze na budowę motelu dla kierowców TIR-ów...


Nie skomentujemy.

Pomodlimy się - jeśli jeszcze żyje, to o opamiętanie. Jeśli nie żyje, to o spokój jego duszy.

Poprawność religijna według jezuitów

Czyli krótko mówiąc muzułmanie są poganami i wyznają wymyślonego przez Mahometa boga, ponieważ tzw. "objawienia" Mahometa są fałszywe?

[...]
Zamiast słowa "fałszywe" objawienie należy powiedzieć "objawienie, którego nie przyjmujemy". Jesteśmy w dobie dialogu międzyreligijnego i w różnych wypowiedziach należy unikać słów oceniających inne religie, a starać się o sformułowania, które pozwalają na dialog.

Remigiusz Recław SJ

Za portalem Rozmawiamy o wierze

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

KULawe sympozjum

Jeden z bardzo młodych czytelników naszego portalu przesłał do nas relację z sympozjum pt. Mszał Piusa V czy Mszał Pawła VI, które odbyło się w Lublinie przed kilkoma dniami. Poniżej zamieszczamy jej treść. Niestety sprawdziły się wszystkie nasze pesymistyczne przewidywania, o których pisaliśmy przed rozpoczęciem tej imprezy.


Jeśli miałbym omawiać pojedyncze zdania, czy wystąpienia podczas sympozjum w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim o temacie „Mszał Piusa V czy Mszał Pawła VI?” zajęłoby to wiele stron o formacie A4 – spróbuję się skupić na całości tego wydarzenia. Pozwolę sobie wszystko uporządkować w punktach:

1. Sympozjum powinno skupiać się na naukowym wyjaśnianiu danego zagadnienia. Na podaniu faktów takimi, jakimi są. Nie mogą się znaleźć tam żadne subiektywne opinie – a takich nie brakowało podczas lubelskiego sympozjum. Ot, najlepszy przykład: jeden z księży dyskutantów dosłownie wykrzyczał zza pulpitu następujące słowa, za które dostał największe w tym dniu brawa: „Jeśli miałbym wybierać między Mszałem Piusa V, a Mszałem Pawła VI, to wybór może być tylko jeden: Mszał Pawła VI!”. Hmmm… dlaczego? Bo ten ksiądz zapewne w ogóle nie zna Mszału Piusa V, może nawet nie widział go na oczy; bo ten ksiądz nie umie odprawiać Mszy świętej w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego.

2. Wszyscy księża wygłaszający referaty nie odprawiali Mszy trydenckiej (przynajmniej po roku 1970), ani publicznie nie wypowiedzieli się o tej formie rytu rzymskiego pozytywnie… ba! Ksiądz profesor doktor habilitowany w „Leksykonie liturgii” napisał trzy lata wcześniej, że manipularz nie jest obecnie używany… no chyba że przez zwolenników sekty kard. Lefebvre'a. Komentarz zbędny (można zajrzeć tutaj). Wydaje mi się, że powinien się znaleźć choć jeden przedstawiciel Bractwa św. Piusa X, czy choć FSSP, lub ktokolwiek kto regularnie odprawia Mszę trydencką.

3. Odprawiona została tylko Msza święta w zwyczajnej formie rytu rzymskiego. A gdzie forma nadzwyczajna? W tytule sympozjum wyraźnie jest napisane „Mszał Piusa V”. Jak można w ogóle o czymś dyskutować, coś przedstawiać słuchaczom, gdy nie daje im się tego poznać, zobaczyć, „dotknąć”? Bardzo profesjonalne podejście. To tak, jakby powiedzieć komuś, żeby porównał sobie smak jabłka i gruszki, a podało mu się do zjedzenia tylko gruszkę. Efekt: osoba ta nie poznała smaku jabłka, także gruszka będzie się mu wydawała przepyszna – lepsza. Ot, taki prosty przykład. Ignorancja totalna.

4. Podczas wykładu o różnych formach celebracji Mszy świętej szeroko została poruszona tematyka koncelebry. Referent powiedział nawet, że „gdy pierwszy raz kardynałom podczas Soboru Watykańskiego II została „przedstawiona” Msza święta koncelebrowana, to łzy stanęły im w oczach, tak byli wzruszeni”. Zaraz potem swoim świadectwem pierwszej koncelebry w katedrze lubelskiej z biskupem miejsca podzielił się jeden z kapłanów – uczestnik sympozjum. Koncelebra została przez tych dwóch kapłanów przedstawiona, jako jedno z największych dóbr liturgicznych Kościoła katolickiego, jako coś, bez czego Eucharystia „nie jest pełna”. Ciekawe, co na to papież Benedykt XVI, który co częściej Mszę świętą odprawia sam?

5. Ogólna atmosfera całego sympozjum, wszystkich wykładów, obiektywnie, sprawiała wrażenie, że liturgia sprzed Vaticanum II jest „zła”, „niepełna”. Jeden z księży powiedział nawet, że „teologia Mszy świętej z Mszału Piusa jest alegoryczna, czyli nie pełna. Dopiero Sobór Watykański II i nowe księgi liturgiczne wypełniły całą lukę w teologii Mszy świętej”. Aha – czyli, że tamta Msza jest gorsza? Czyli katolicy, którzy przez wieki uczestniczyli w tej Mszy świętej uczestniczyli w czymś wadliwym?

6. Jeden z księży powiedział, że „stara Msza jest bezsensu, bo ludzie nie rozumieli i nie rozumieją z niej nic. Nie da się chłopa nauczyć łaciny. To jest Msza dla elity.” Szanowni doktorzy i profesorowie sami sobie zaprzeczają. Ciekawe, co na to rzesze świętych Kościoła Katolickiego, którzy „wychowali” się na dziś tzw. Mszy trydenckiej (która de facto była ta sama od początków chrześcijaństwa).

7. Zaintrygowało mnie jedno wydarzenie. Podczas jednej z dyskusji padło pytanie jednego z księży słuchaczy: „jaką rolę podczas Soboru Watykańskiego spełniał Annibale Bugnini i dlaczego został uhonorowany przez Pawła VI nuncjaturą w Teheranie?”. Odpowiedź (x Nadolskiego – nie byle kto!)? Eee… jaka odpowiedź? Ksiądz Nadolski najzwyczajniej coś odburknął, a potem zmienił temat. Cóż… pozostaje mi polecić księdzu profesorowi Nadolskiemu lekturę „Liturgicznych bomb zegarowych Soboru Watykańskiego II” autorstwa Michaela Daviesa (wieloletni przewodniczący stowarzyszenia Una Voce).

8. Co do wykładu księdza dr hab. Bogusława Miguta: po przemyśleniu jego słów nt. motu proprio Summorum Pontificum odnosi się wrażenie, jakby uważał on, że papież w tym dokumencie pisze o nowej liturgii… a tak wcale nie jest. No bo chyba „uwolnił” Mszę trydencką, a nie NOM? Hmm… no tak. Uwolnił księdza Miguta z pętów strachu przed schizmą, „sektą lefebrystów” i w ogóle od brzemienia Tradycji Kościoła sprzed roku 1970.

9. (Kontynuacja myśli z punktu 6) Jednym z najcięższych argumentów przeciw „starej Mszy” było to, że ludzie jej nie rozumieją, że nie mają pojęcia, co się dzieje, nie rozumieją gestów itd., itd. Padło nawet takie zdanie: „nie nauczymy chłopa łaciny!”. A po co? No po co? Msza święta to nie słowa, nie znaki, nie symbole. Msza święta to Tajemnica, to Ofiara. Warto zauważyć też, że apostołowie, którzy 3 lata byli z Chrystusem też nie rozumieli tego, co On mówił i czynił. To nie byli żadni wyuczeni ludzie, urzędniczy, wykształciuchy. Chrystus wybrał na apostołów zwykłych, prostych, szarych ludzi. Rybaków, celników. Grzeszników! Mam jeszcze do szanownych profesorów, doktorów, księży pytanie: czy i gdzie Jezus mówił, że aby być zbawionym trzeba rozumieć całą symbolikę Mszy świętej, wszystkie gesty i słowa, czy znać łacinę? Ja wiem tylko, że Jezus powiedział, że kto będzie spożywał Jego ciało, ten będzie miał życie wieczne, ten będzie zbawiony, ten nie zginie, ten będzie trwał w Nim, a On w tym człowieku. Jeszcze jedna uwaga: Jezus powiedział, że jeśli nie będziemy jak dzieci, to nie wejdziemy do Królestwa Niebieskiego. O ile mi się wydaje, to dzieci dużo nie wiedzą i nie rozumieją. Prostą drogą dedukcji dochodzę do wniosku, że nie musimy wszystkiego wiedzieć i rozumieć, aby móc wejść do Królestwa Niebieskiego. Hmmm… ale czyż to nie argumenty przeciw „zrozumieniu przez wiernych liturgii” i „głębszym ich uczestniczeniu w Mszy świętej”? Nie będę się dużej zatrzymywał nad tym tematem, ale dla księży profesorów i doktorów mam takie oto słowa: „Posługiwanie się językiem łacińskim, którego używa wielka część Kościoła, jest widocznym i pięknym znakiem jedności, oraz skutecznym lekarstwem przeciw jakimkolwiek skażeniom autentycznej nauki.” (sługa Boży Pius XII, encyklika Mediator Dei) – i wiele, wiele więcej wypowiedzi i cytatów – nie miejsce tutaj na ich przytaczanie (a cytat odnośnie punktu 6).

10. Teraz kilka cytatów szanownych księży profesorów i doktorów, które potwierdzały stronnicze i subiektywne podejście do tematu sympozjum: „Msza święta to fenomen ulegający procesom prowadzącym do zmian” (x dr Waldemar Pałęcki); „Wprowadzenie nowych Modlitw eucharystycznych wprowadzają równowagę między dziękczynieniem, a prośbą w Mszy świętej” (x prof. Bogusław Nadolski) i dalej „w Kanonie z Mszału Piusa V nie było dziękczynienia – to jest pewne okrojenie wiary” (również x Nadolski); „Liturgia jest epifanią Kościoła, tzn. liturgia pokazuje, jaki jest Kościół” (x Nadolski); „Liturgia Mszy trydenckiej jest alegoryczna, czyli niepełna, nie dowartościowana, zła” (x Bogusław Migut); „Reforma liturgiczna była starannie przemyślana i przygotowana w duchu Vaticanum II” (x Migut); „Reforma nie jest dziełem Bugniniego, tylko głębokim dziełem Soboru Watykańskiego II. I o tym pisze papież Benedykt XVI w motu proprio Summorum Pontificum” (x Migut). Chcę zaznaczyć, że zacytowane wypowiedzi nie są dosłowne, ale ich wymowa jest zgodna z wypowiedziami oryginalnymi.

11. Pozytywne aspekty sympozjum: warto odnotować, że podczas całego sympozjum ostro były krytykowane wszelakie nadużycia liturgiczne. Pozwolę sobie przywołać kilka wypowiedzi: „Łamanie przepisów liturgicznych jest wyrazem herezji” (x Bogusław Migut); „Piękno nie jest dodatkiem, ale elementem konstytutywnym liturgii”; „piękno (liturgii) to wspaniałość Bożej miłości”; „zachowywanie i przestrzeganie przepisów liturgicznych jest wyrazem miłości do Chrystusa i Kościoła” (bodajże x Bogusław Migut).

To są takie moje ogólne przemyślenia na temat sympozjum, które odbyło się w murach Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Nie jestem żadnym teologiem, ani liturgistą. Mógłbym w tych przemyśleniach zamieścić jakieś wielkie tezy teologiczne, czy wypowiedzi hierarchów Kościoła, ale oparłem się tylko i wyłącznie na swojej skromnej wiedzy i odczuciach po sympozjum – możliwe, że się mylę (i to nie raz). Jestem młodym człowiekiem, ale apeluję do organizatorów sympozjum i jego głównych „bohaterów” – jeśli podejmuje się jakiś temat, nich on będzie przygotowany i zrealizowany na odpowiednim poziomie, niech będą przedstawione argumenty „za” i „przeciw”.

Nathanael

Socjalizm XXI wieku - towarzysz biskup prezydentem Paragwaju

Teologia wyzwolenia umacnia się w Ameryce Południowej. Jego Ekscelencja tow. bp Fernando Armindo Lugo Méndez SVD, były ordynariusz diecezji San Pedro w Paragwaju, o którym pisaliśmy półtora roku temu, został wybrany na urząd prezydenta Paragwaju. Czego można się spodziewać po nowym towarzyszu prezydencie? Zacytujmy jego słowa wygłoszone pół roku temu na jednej z masówek dla wyborców:

Socjalizm XXI wieku to ekonomia demokratyczna, w której priorytetami państwa są interesy wielkich koncernów państwowych, małych i średnich przedsiębiorstw oraz spółdzielni i całego ruchu spółdzielczego.
(...)
Próbujemy zbudować socjalizm XXI wie
ku, socjalizm nowy i świeży, legalną umowę społeczną, wprowadzający uczestnictwo ludu w demokracji, to znaczy: prawdziwą demokrację. Z naszym poparciem.
(...)
Nie ma mowy o socjaliźmie bez transformacji ekonomicznej, nie ma mowy o
socjaliźmie bez uczestnictwa ludu w demokracji, bez interwencji państwa w gospodarkę, bez etyki socjalistycznej: miłości, solidarności, równości mężczyzn i kobiet - wszystko to stanowi fundamenty socjalizmu, fundamenty dla naszego dobra wspólnego.

Kyrie eleison!

niedziela, 20 kwietnia 2008

Diakon Gosia Juźwin

Wy nie wiecie, a ja wiem, że w Kościele posoborowym diakonem może zostać nawet... kobieta.

Jak czytamy na stronie wspólnoty Hallelu Jah, z której pochodzi również zdjęcie:

Gosia Juźwin - diakon ewangelizacji
wykształcenie – wyższe
zawód - nauczyciel najważniejszego przedmiotu ;)
(czyli religii - przyp. mój: Dextimus)
ile we wspólnocie – 15 w Odnowie, 4 w HalleluJah,
co dotąd robiłaś/robisz we wspólnocie – Diakonia Ewangelizacji, współpraca w Diakonii Uwielbienia, posługa Słowa – jak potrzeba:)
co robisz:
w pracy – daję z siebie ile mogę, a jak już nie mogę to muszę (lubię moją pracę, spotykam tam wielu życzliwych ludzi)
w domu – nocuję, odbieram pocztę i planuję, czasem jadam obiady, zapraszam przyjaciół na pośpiewanie, czytam
pasje – spotkania z ludźmi, gitarowe wieczory w górskim schronisku, pływanie, podróżowanie, ewangelizacja
plany – po prostu żyć!
jakie masz przesłanie/zachętę dla innych - BÓG JEST!


Wspólnota HalleluJah ma również innych "świeckich diakonów", np. Łukasza i Magdę Ludwina, którzy prowadzą "Diakonię Następnego Pokolenia" (do 2006 r. nazywało się toto "Formacja Następnego Pokolenia", ale widać brzmiało nieco obciachowo, skoro zmienili na "diakonię"), która to "diakonia" zajmuje się między innymi:

Organizacją spotkań formacyjnych: dla dzieci ze Wspólnoty, nazywanych powszechnie "szkółką niedzielną", które odbywają się podczas kazania Mszy św. wspólnoty HalleluJah

Urządzanie przez świeckich jakichś pogadanek podczas kazania jest surowo zabronione przez przepisy kanoniczno-liturgiczne Kościoła, a poza tym jak znam życie, to odbywają się one nie "podczas" kazania tylko "zamiast" kazania, żeby "diakoństwo" mogło się wykazać. Oczywiście jak na porządną posoborową wspólnotę przystało - muszą mieć swoją osobną Mszę świętą (w rektoralnym wrocławskim kościele pw. śś Piotra i Pawła). Widać zwykła, parafialna nie jest wystarczająco kosher...

I to wszystko pod okiem Jego Ekscelencji Bpa Andrzeja Siemieniewskiego, opiekuna tej podejrzanej wspólnoty...

Homilia Benedykta XVI w katedrze św. Patryka

Homilia Benedykta XVI wygłoszona w katedrze św. Patryka w Nowym Jorku (fragmenty)

Kiedy zgromadzeni jesteśmy w tej zabytkowej katedrze, jakże nie myśleć o niezliczonych mężczyznach i kobietach, którzy poprzedzili nas, którzy pracowali na rzecz rozwoju Kościoła w Stanach Zjednoczonych, pozostawiając nam trwałe dziedzictwo wiary i dobrych dzieł?

(...)

Jestem szczególnie rad, że zgromadziliśmy się w katedrze św. Patryka. Może bardziej niż jakikolwiek inny kościół w Stanach Zjednoczonych miejsce to znane jest i kochane jako „dom modlitwy dla wszystkich narodów” (por. Iz 56, 7; Mk 11, 17). Każdego dnia tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci wchodzą przez jej drzwi i znajdują pokój w jej murach. Arcybiskup John Hughes, który – jak nam przypomniał kardynał Egan – był inicjatorem budowy tej czcigodnej budowli, chciał wystawić ją w czystym stylu gotyckim. Chciał, aby ta katedra przypominała młodemu Kościołowi w Ameryce o wielkiej tradycji duchowej, której był spadkobiercą, i żeby była dla niego natchnieniem do lepszego wnoszenia tego dziedzictwa w budowę Ciała Chrystusa w tym kraju. Chciałbym zwrócić waszą uwagę na niektóre aspekty tej przepięknej struktury, które jak mi się wydaje służyć mogą za punkt wyjścia refleksji nad naszymi szczególnymi powołaniami w jedności tego mistycznego Ciała.

Pierwszy aspekt dotyczy okien z witrażami, przez które do środka dostaje się mistyczne światło. Widziane z zewnątrz okna te wydają się mroczne, ciężkie, wręcz ponure. Kiedy jednak wejdzie się do kościoła, ożywają one niespodziewanie; filtrując barwy przechodzącego przez nie światła, ukazują cały swój splendor. Wielu pisarzy – tu w Ameryce możemy wspomnieć Nathaniela Hawthorne’a – wykorzystywało efekt witraży dla opisania tajemnicy samego Kościoła. Dopiero od środka, dzięki doświadczeniu wiary i życia Kościoła, widzimy Kościół taki, jakim jest rzeczywiście: zatopiony w łasce, promieniejący urodą, przyozdobiony rozlicznymi darami Ducha. Wynika z tego, że my, którzy żyjemy życiem łaski w komunii Kościoła, wezwani jesteśmy do przyciągania wszystkich ludzi do wnętrza tej tajemnicy światła.

Nie jest to zadanie łatwe w świecie, który może być skłonny do patrzenia na Kościół, jak na te witraże, „z zewnątrz”: w świecie, który głęboko odczuwa potrzebę duchowości, lecz trudne wydaje mu się „wejście” w tajemnicę Kościoła. Także dla niektórych z nas w jego wnętrzu światło wiary może być osłabione przez rutynę, a splendor Kościoła przyćmiony przez grzechy i słabości jego członków. Przyćmienie to może brać się także z przeszkód napotykanych w społeczeństwie, które czasem wydaje się zapominać o Bogu i irytować się w obliczu najbardziej elementarnych wymogów chrześcijańskiej moralności. Wy, którzy poświęciliście swe życie dawaniu świadectwa miłości Chrystusa i budowaniu Jego Ciała, wiecie z codziennych kontaktów z otaczającym nas światem, jak czasem bywa kuszące poddanie się frustracji, rozczarowaniu czy wręcz pesymizmowi w odniesieniu do przyszłości. Jednym słowem, nie zawsze łatwo jest ujrzeć światło Ducha wokół nas, blask zmartwychwstałego Pana, który oświeca nasze życie i napawa nową nadzieją w swe zwycięstwo nad światem (por. J 16, 33).

Jednakże słowo Boga przypomina nam, że w wierze widzimy otwarte niebo i łaskę Ducha Świętego, które oświecają Kościół i przynoszą naszemu światu pewną nadzieję. „Panie, Boże mój – śpiewa Psalmista – stwarzasz je, gdy ślesz swego Ducha, i odnawiasz oblicze ziemi” (Ps 104, 30). Słowa te przywołują pierwsze stworzenie, kiedy „Duch Boży unosił się nad wodami” (Rdz 1, 2). Każą nam one patrzeć naprzód, ku nowemu stworzeniu, w dniu Pięćdziesiątnicy, kiedy Duch Święty zstąpił na Apostołów i ustanowił Kościół jako pierwszy owoc odkupionej ludzkości (por. J 20, 22-23). Słowa te nawołują nas do coraz głębszej wiary w nieskończoną moc Boga do przekształcania każdej ludzkiej sytuacji, do stwarzania życia ze śmierci i do rozjaśniania najciemniejszej nawet nocy. Każą nam też myśleć o innym przepięknym zdaniu św. Ireneusza: „Tam gdzie Kościół, tam i Ducha Święty; tam gdzie Duch Święty, tam też i Kościół, i wszelka łaska” (
Adversus haereses, III, 24,1).

Prowadzi mnie to do kolejnej refleksji nad architekturą tego kościoła. Jak wszystkie gotyckie katedry, ma on strukturę bardzo złożoną, której dokładne i harmonijne proporcje symbolizują jedność stworzenia Bożego. Średniowieczni artyści przedstawiali częstokroć Chrystusa, stwarzające Słowo Boga, jako niebieskiego „mierniczego”, z cyrklem w ręku, który uporządkowuje wszechświat z nieskończoną mądrością i determinacją. Czy podobny obraz nie nasuwa nam na myśl naszej potrzeby ujrzenia wszystkich rzeczy oczyma wiary, ażeby móc je w ten sposób zrozumieć w ich najprawdziwszej perspektywie, w jedności odwiecznego planu Boga? Jak wiemy, wymaga to stałego nawrócenia i zaangażowania w „odnawianie się duchem w naszym myśleniu” (por. Ef 4, 23). Wymaga też rozwinięcia tych cnót, które pozwalają każdemu z nas wzrastać w świętości i przynosić duchowe owoce we własnym stanie życia. Czy owo stałe nawracanie „intelektualne” nie jest równie niezbędne, jak nawracanie „moralne” dla naszego wzrastania w wierze, dla naszego rozeznania znaków czasów i dla naszego osobistego wkładu w życie i misję Kościoła?

Myślę, że jednym z największych rozczarowań, jakie nastąpiły po Soborze Watykańskim II z jego wezwaniem do większego zaangażowania w misję Kościoła w świecie, było dla nas wszystkich doświadczenie powstania podziałów na odmienne grupy, odmienne pokolenia i odmiennych członków tej samej rodziny zakonnej. Możemy iść naprzód, jeżeli razem utkwimy wzrok w Chrystusie! Wówczas w świetle wiary odkryjemy mądrość i moc niezbędne do otwarcia się na punkty widzenia, które niekoniecznie pokrywają się całkowicie z naszymi ideami czy z naszymi przesłankami. Tak też możemy ocenić punkt widzenia innych, czy są oni młodsi, czy starsi od nas, a w końcu wysłuchać tego, „co mówi Duch” do nas i do Kościoła (por. Ap 2, 7). W ten sposób zbliżać się będziemy razem do tej prawdziwej odnowy duchowej, której chciał Sobór, odnowy, która jako jedyna umocnić może Kościół w świętości i w jedności, niezbędnych dla skutecznego głoszenia Ewangelii w dzisiejszym świecie.

(...)

Drodzy przyjaciele, uwagi te przywiodły mnie do ostatniej obserwacji związanej z tą wielką katedrą, w której się znajdujemy. Wiemy, że jedność gotyckiej katedry nie jest jednością statyczną antycznej świątyni, lecz jednością zrodzoną z dynamicznego napięcia rozmaitych sił, które wypiętrzają architekturę wzwyż, kierując ją ku niebu. Także tu możemy dopatrzyć się symbolu jedności Kościoła, która jest jednością – jak powiedział nam św. Paweł – żywego ciała, złożonego z wielu członków, z których każdy ma swoją rolę i swoje miejsce. Tu także widzimy konieczność uznania i szanowania darów każdego poszczególnego członka ciała jako „objawienia się Ducha dla wspólnego dobra” (1 Kor 12, 7). Niewątpliwie w strukturze Kościoła, jakiej chciał Bóg, należy rozróżniać między darami hierarchicznymi i darami charyzmatycznymi (por. „Lumen gentium”, 4). Ale właśnie rozmaitość i bogactwo łask udzielanych przez Ducha wzywa nas nieustannie do rozeznawania, jak dary te muszą być włączone we właściwy sposób w służbę misji Kościoła. Wy, drodzy kapłani, za sprawą sakramentalnych święceń, upodobnieni zostaliście do Chrystusa, Głowy Ciała. Wy, drodzy diakoni, zostaliście ustanowieni dla służby tego Ciała.

Wy, drodzy zakonnicy i zakonnice, zarówno kontemplacyjni, jak i oddający się apostolstwu, poświęciliście swoje życie naśladowaniu Boskiego Nauczyciela w wielkodusznej miłości i w pełnej wierności Jego Ewangelii. Wy wszyscy, którzy wypełniacie dziś tę katedrę, jak i wasi bracia i siostry w podeszłym wieku, chorzy czy na emeryturze, którzy przyłączają swoje modlitwy i swoje ofiary do waszej pracy, wezwani jesteście do tego, ażeby być siłami jedności w łonie Ciała Chrystusowego. Poprzez wasze osobiste świadectwo i waszą wierność posłudze bądź powierzonemu wam apostolstwu, przygotowujcie drogę Duchowi. Duch bowiem nie przestaje nigdy rozlewać swoich obfitych darów, wzbudzać nowych powołań i nowych misji oraz prowadzić Kościoła – jak Pan obiecał w dzisiejszym fragmencie Ewangelii – ku całej prawdzie (por. J 16, 13).

Zwróćmy więc nasze spojrzenie ku górze! I z wielką pokora i ufnością prośmy Ducha, by pozwolił nam każdego dnia wzrastać w świętości, która uczyni z nas żywe kamienie w świątyni, którą wznosi On teraz właśnie pośród świata. Jeśli mamy być prawdziwymi siłami jedności, zobowiążmy się do tego, aby być pierwszymi w poszukiwaniu wewnętrznego pojednania poprzez pokutę! Przebaczmy zaznane krzywdy i zduśmy wszelkie uczucie złości i kłótni! Weźmy na siebie zadanie, ażeby jako pierwsi okazywać pokorę i czystość serca, niezbędne, ażeby zbliżyć się do blasku prawdy Boga! W wierności depozytowi wiary, powierzonemu Apostołom (por. 1 Tm 6, 20), zobowiążmy się być radosnymi świadkami przeobrażającej mocy Ewangelii!

(...)

Wierzchołki wież katedry św. Patryka zostały znacznie prześcignięte przez drapacze chmur Manhattanu; jednakże w sercu tej zabieganej metropolii są one żywym znakiem, przypominającym o stałej tęsknocie ludzkiego ducha do wzniesienia się ku Bogu. W tej celebracji eucharystycznej pragniemy podziękować Panu, ponieważ pozwala nam poznać siebie w komunii Kościoła, współpracować w budowie Jego mistycznego Ciała i nieść Jego zbawcze słowo jako dobrą nowinę mężczyznom i kobietom naszych czasów. A kiedy wyjdziemy z tego wielkiego kościoła, pójdźmy jako zwiastuni nadziei w to miasto i do wszystkich miejsc, gdzie umieściła nas łaska Boga. W ten sposób Kościół w Ameryce zazna nowej wiosny w Duchu i wskaże drogę do innego większego miasta, nowego Jeruzalem, którego światłem jest Baranek (por. Ap 21, 23). Albowiem Bóg przygotowuje i teraz ucztę życia i radości bez końca dla wszystkich narodów.


W ramach komentarza pozwolę sobie zwrócić uwagę na kilka spraw:
1) Papież przypomina o wertykalnym wymiarze modlitwy i liturgii, o którym zdają się coraz częściej zapominać współcześni projektanci kanciatych hal zbornych, pełniących rolę świątyń katolickich.
2) Kościół istnieje od XX stuleci. Nasi przodkowie zostawili nam dziedzictwo wiary i dobrych dzieł. Apostołowie nakazali kapłanom strzec depozytu wiary. Nie trwońmy go już dłużej!
3) Papież wyraźnie wspomina iż jednym z największych (czyli z pewnością nie jedynym!) rozczarowań po Drugim Soborze Watykańskim jest podział zamiast jedności. Podział wewnętrzny w Kościele. Podział na "starych" i "nowych". Podział spowodowany tym, że na fali posoborowej fałśzywej dowolności "coś się komuś wydawało". Że "wie lepiej od Kościoła, jak powinno być". Czas z tym skończyć.
4) Pokora, Pokuta, Przebaczenie i wierność Depozytowi Wiary Katolickiej - oto lekarstwo na kryzys.
5) W Kościele każdy winien znać swoje miejsce, a charyzmat nie zastąpi ustalonego przez Pana Jezusa porządku hierarchicznego.

sobota, 19 kwietnia 2008

Na tacę? Nie płacę! Kiedy pusta kiesa, wyślij esemesa

Czyli metropolita Wiednia, Jego Eminencja Krzysztof kard. Schonborn podczas celebracji Przenajświętszej Ofiary Mszy świętej w "Kościele młodzieżowym" we Wiedniu. Koncelebrans również dzierży swój telefon liturgiczny. Numer, na jaki wierni mogą wysyłać "droższe" esemesy wyświetlany jest na telebimie widocznym na zdjęciu.

k5. mar1u5z G0rn1ak

Jak pisaliśmy niedawno, Jan Ludwik kard. Cypriani Thorne, metropolita Limy i prymas Peru zakazał był w swojej diecezji udzielania Komunii św. na rękę. Na Forum Frondy wywiązała się na ten temat dyskusja. Jeden z uczestników wymiany zdań, posługujący się nickiem mar1u5z nie omieszkał skrytykować księdza kardynała za „wychodzenie przed szereg” i zredukował sprawę Ciała Chrystusa znajdowanego na podłodze do „problemu organizacyjnego”, wykazując się jednocześnie rażącą nieznajomością prawa kanonicznego i przepisów liturgicznych dotyczących sposobu udzielania Komunii św.

Jak napisał w scenariuszu "Misia" nieodżałowanej pamięci Stanisław Bareja
"Sprawdzić, czy nie ksiądz!"

Czy są państwo ciekawi kim jest ów tajemniczy mar1u5z? Otóż jeden z internautów odkrył, że jest to ksiądz (!) Mariusz Górniak ( foto za serwisem flickr.com ) z kurii archidiecezjalnej lubelskiej, pełniący funkcję zastępcy archidiecezjalnego konsultanta ds. komputeryzacji. Gdy w dyskusji padło słowo „Ksiądz”, mari1u5z usiłował jeszcze rżnąć głupa i wypierał się święceń kapłańskich pisząc <<"Ksiądz" to do mnie? Może być. W końcu powszechne kapłaństwo obowiązuje.>> Przyznał się dopiero przytłoczony niezbitym dowodem w postaci własnego zdjęcia przy ołtarzu.

To, że osoby duchowne występują incognito na forach dyskusyjnych – nie dziwi. To, że zdarza się, że właśnie duchowni są największymi wrogami Tradycji i najbardziej zaciekłymi piewcami sieciowymi posoborowych przegięć w Kościele – też nie dziwi. Przywykliśmy. Natomiast dziwi wypieranie się przez duchownego przyjętych święceń kapłańskich. To już nawet nie skandal. To żenada.

Ksiądz Górniak udziela się również na Wikipedii - z jego profilu wynika, że jest... sceptykiem (co w Polsce jednoznacznie wskazuje na zwolennika "oświeconego" racjonalizmu) a także, że "nie wierzy w astrologię", ale... "urodził się pod znakiem Wagi".

Natomiast dla kurii lubelskiej mamy zagadkę: „czy konsultant ds. komputeryzacji, który nie potrafi zadbać o własną anonimowość w internecie, jest fachowcem czy może dyletantem?”

====

aktualizacja: 19.04.2008 godz. 21:57

k5. mar1u5z na swoim "fotoblogu" zamieścił zdjęcie trzech małolat podpisane: Czy z okazji II klasy gimnazjum przejść na prawosławie, czy nie? Oto jest pytanie. Szkoda, że nie pada odpowiedź.

Zbigniew Nosowski i Józef Majewski popadają w lefebvryzm?

Obłudnik Powszechny obszernie cytuje z "Więzi":

„Która teologia laikatu jest normatywna – pytał Zbigniew Nosowski na łamach „Więzi” (nr 8-9/07) – starej liturgii, gdzie świeccy są biernymi uczestnikami Mszy celebrowanej przez kapłana, czy nowej, gdzie są (przynajmniej teoretycznie) aktywnym współpodmiotem celebracji; która teologia słowa Bożego i historii zbawienia jest obowiązująca: liturgii trydenckiej, gdzie praktycznie nieobecne są czytania ze Starego Testamentu, czy liturgii odnowionej, gdzie co niedziela (a nawet częściej) Kościół korzysta ze skarbów Pierwszego Przymierza; która wizja ekumenizmu jest właściwa: ta ze starego Mszału, gdzie modlimy się za »schizmatyków i heretyków«, czy ta, w której nazywamy ich »braćmi wierzącymi w Chrystusa«?”. Która – można pytać dalej – teologia judaizmu jest normatywna: starej liturgii, z modlitwą, by Bóg „oświecił ich [Żydów], aby poznali Jezusa Chrystusa” (tekst po zmianach Benedykta XVI, wcześniej modlono się o nawrócenie „ludu zaślepionego”), czy nowej liturgii, gdzie modlimy się, by Bóg, „pomógł im wzrastać w miłości ku Niemu i w wierności Jego Przymierzu”? Która teologia innych religii jest właściwa: starego Mszału, który ich wyznawców nazywa „poganami” i „bałwochwalcami”, z „nieprawością w sercach” czczących „swoje bałwany”, czy nowego Mszału, modlącego się, „aby niewierzący w Chrystusa, postępując zgodnie z sumieniem, znaleźli prawdę; i abyśmy przez wzrost we wzajemnej miłości (...) stali się w świecie doskonalszymi świadkami Twojej miłości”?

Zabawne... Faryzeusze Kościoła posoborowego zaczynają jednak zauważać jawne sprzeczności w nauczaniu Kościoła katolickiego i Kościoła posoborowego, ale czytajmy dalej, co pisze Józef Majewski, również redaktor "Więzi", autor artykułu w Obłudniku Powszechnym:

Pytania można mnożyć. Jeśli obie liturgie są normalne i normatywne, to czy oznacza to, że – przykładowo i z jednej strony – powinienem uważać innych chrześcijan i inne chrześcijanki za braci i siostry w Chrystusie, „których uświęcił jeden chrzest” (jak w nowej liturgii); że mogę się z nimi modlić i uczestniczyć we wspólnych nabożeństwach; że mogę czcić pamięć ich męczenniczek i męczenników; że mogę pamiętać, iż mój Kościół (w wyjątkowych sytuacjach) może udzielać im Komunii św., a jednocześnie i z drugiej strony – czy powinienem mieć ich za „schizmatyków i heretyków”? Jak jedna tożsamość katolicka może udźwignąć ciężar takiego napięcia, takiej wewnętrznej, mówiąc delikatnie, nieprzystawalności doktryn?

Nieprzystawalność doktryn? Czyżby ks. Józef Majewski by również kryptolefebvrystą? Kto mu dał prawo krytykować "Stary"/Nowy Porządek Mszy? Red. Majewski pisze dalej:

Kard. Ratzinger nie krył sympatii do tradycjonalistycznego ruchu „reformy reformy liturgicznej”. Uważał, że w samej odnowionej liturgii znajdują się miejsca niejednoznaczne, błędne, podatne na nadużycia itp. W klasztorze Fontgombault krytykował promowanie „fałszywej twórczości, która nie jest kategorią liturgii”. Chodzi o pozostawianie celebransom swobody w konstruowaniu – „robieniu”, jak z dezaprobatą lubił powtarzać kardynał – niektórych aspektów liturgii. „W nowym mszale – mówił – znajdujemy dość często sformułowania w rodzaju: sacerdos dicit sic vel simili modo [kapłan mówi w ten czy podobny sposób]..., albo: hic sacerdos potest dicere [kapłan może powiedzieć]... (...) wraz z tą fałszywą wolnością (...) niszczy się jedność liturgii i jej kościelność”. Kolejny liturgiczny krok Benedykta XVI zapewne skieruje się w stronę oczyszczenia liturgii z tego rodzaju formuł.

Skandal! Jak można tak pisać o zatwierdzonym przez Stolicę Apostolską rycie? Gdzie jest Konferencja Episkopatu Polski? Gdzie jest Komisja Liturgiczna Episkopatu? Bromu dla red. Majewskiego, bo chyba pobłądził w krytyce! :-)

Ale najciekawsze na koniec:

Determinacja Benedykta XVI, by uwolnić liturgię trydencką, doprowadziła go do nieznanej wcześniej formy papieskiej ingerencji w historię liturgii. A jest to również ingerencja, która dokonała się bez odwołania do zasady kolegialności biskupów, tj. do zasady ich wspólnego, na czele z biskupem Rzymu, kierowania Kościołem.

No tak. Ojciec święty jak widać nie dorósł do demokracji, tylko podejmuje samodzielnie, bez konsultacji środowiskowo-branżowych jakieś niezrozumiałe decyzje mimo iż...

...wielu biskupów krytycznie odnosiło się i odnosi do powrotu Mszy trydenckiej.

Dziękujemy red. Majewski. Przynajmniej teraz wiemy co was tak naprawdę boli i uwiera. I dlaczego tak tęsknicie za Poprzednikiem, który by wam takiego numeru z pewnością nie wywinął, tylko najpierw zadzwonił i się skonsultował.

czwartek, 17 kwietnia 2008

Ojciec Święty będzie odprawiał na ołtarzu, a nie na stole!

Jak informuje jeden z blogów, Ryan Mullen i Jan Paweł Mikolajczyk - projektanci papieskiego ołtarza, na którym jutro zostanie odprawiona Msza święta, przewidzieli w jego mensie zagłębienie na portatyl (kamień ołtarzowy z zamurowanymi relikwiami męczenników - niezbędne wyposażenie każdego katolickiego ołtarza ) oraz postarali się, aby tenże znalazł się tam podczas celebracji. Jak informuje blog, Benedykt XVI odprawi Mszę na portatylu należącym niegdyś do pierwszego biskupa USA, Jana Carrolla. Portatyl został na początku lat 80-tych usunięty z jednego z ołtarzy bocznych w katedrze i przekazany do muzeum przy Carroll High School ( w Kościele posoborowym portatyle traktuje się mniej więcej na równi z amuletami) gdzie przez ostatnie 20 lat czekał na lepsze czasy w zakurzonej szafie. Widać, że lepsze czasy wreszcie nadeszły!

Wy jesteście nadzieją Kościoła! Wy jesteście moją nadzieją!

czyli Światowe Dni Młodzieży w Toronto - Rok Pański 2002

środa, 16 kwietnia 2008

Prymas Peru zakazał handkomunii

Jak informuje serwis PapaNews, Jan Ludwik kard. Cypriani Thorne, metropolita Limy i prymas Peru podjął decyzję o wprowadzeniu w swojej archidiecezji zakazu udzielania Komunii św. na rękę:

Wasza Eminencjo, czym jest prawdziwa liturgia?

Powiem krótko: Jest obliczem prawdziwej wiary. To nie jest zaledwie jakiś zewnętrzny obrzęd ujęty w formalizm, ale jest to radosna celebracja Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Dlatego taka ważna jest właściwa i godna celebracja Mszy świętej, wierna kanonom Kościoła, przede wszystkim przez szacunek dla Pana Jezusa. Cieszę się, że Ojciec święty Benedykt XVI bezustannie zwraca na to uwagę.

Ostatnimi czasy wzrasta zaniepokojenie nadużyciami liturgicznymi. Jak Eminencja tłumaczy ten trend?

Utraciliśmy poczucie grzechu, stąd nadużycia również podczas ofiary Mszy świętej, pojawiają się różne wywrotowe trendy w myśleniu, również w Kościele, toleruje się i usprawiedliwia kreatywnością różne kontrowersyjne pomysły i obszerne celebracje liturgiczne. Myślę, że jakaś część odpowiedzialności za to spada na Kurię Rzymską po Drugim Soborze Watykańskim, na rozluźnienie w ramach swoistej interpretacji Soboru. Ta sytuacja wymaga natychmiastowej naprawy, myślę że wertykalny wymiar Eucharystii jest absolutnie niezbędny, aby wierni zrozumieli ten wielki dar Chrystusa. Obecnie wierni są często gorszeni różnymi Mszami przekształconymi w show, podczas których w imię wolności i kreatywności uprawia się różne odmiany nieprawości.

Pomówmy o sposobach udzielania Komunii Świętej

I znowu, "rozluźnienie zasad" przez wielu kapłanów obniża w oczach wielu katolików wartość Eucharystii. Osobiście uważam, że najlepsza metoda udzielania Komunii świętej to udzielanie jej na język. W mojej archidiecezji zabroniłem udzielania Komunii na rękę, ponieważ w przeszłości znajdowaliśmy na posadzkach kościołów wiele konsekrowanych Hostii lub ich fragmentów.

Serwis Petrus interesuje się także neokatechumenatem - Droga Neokatechumenalna wzbudza zarówno podziw, jak i podejrzenia

Nie mam wątpliwości, że intencje neokatechumenów są chwalebne i że oni szczerze, z gorliwością i radością szukaja Boga. Myślę, że trzeba z nimi prowadzić zdrowy dialog, zakorzeniony w prawdzie. Watykan szuka jakiegoś rozwiązania, które pozwoli zatwierdzić ich statut. Jakkolwiek podczas celebrowania przez neokatechumenat Mszy świętych zdarzają się rzeczy absolutnie niedopuszczalne. Przypominam i powtarzam: Liturgia jest czymś wyjątkowym i musi być przez wszystkich traktowana w ten sam sposób. Powiem krótko: tolerancja wobec neokatechumenów: tak, ale obowiązkiem Kościoła jest dbać o szacunek dla Eucharystii.


Ciekawe co na to inny kardynał, Prymas innego dużego kraju na literę P., który parę lat temu nielegalnie (bez stosownego dekretu z Watykanu) zezwolił na handkomunię w swojej archidiecezji i któremu nie przeszkadzają neony przyjmujące Komunię świętą na siedząco?

wtorek, 15 kwietnia 2008

Msza święta w zwyczajnej formie rytu...

W naszej nieustającej galerii przedstawiamy "procesję na wejście" podczas Mszy św. Niedzieli Wielkanocnej w Malawi (Afryka). Ubranego w prześcieradło z dziurą na głowę celebransa można rozpoznać po szaliczku niedbale przewieszonym przez szyję.

96 z 211 "katolickich" uniwersytetów w USA promuje homoseksualizm

Jak informuje serwis Citizenlink, 96 z 211 amerykańskich koledżów i uniwersytetów, formalnie "katolickich", prowadzi w swoich kampusach kluby dla homoseksualistów. Najstarszy amerykański "katolicki" Uniwersytet Georgetown planuje w najbliższym czasie otwarcie nowego Centrum Studentów Homoseksualistów.

Przypomnijmy, że wyżej wspomniane uniwersytety i koledże znajdują się w tzw. "pełnej łączności". Chyba z lobby homoseksualnym...

Głosimy UFOka zmartwychwstałego?

No bo chyba przez myśl Wam, Drodzy Czytelnicy nie przeszło, że poniższy bohomaz, prezentowany na stronie głównej Misjonarzy św. Józefa z Mill Hill, może przedstawiać Chrystusa Pana?

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Co to jest Msza święta?

CO TO jest MSZA ŚW.?

Msza Św. jest najwyższym szczytem religii czyli stosunku człowieka z Bogiem. Zaczyna się w tym stosunku od wiary i od modlitwy a kończy się na ofierze. Ofiara jednak by i najszczersza, jest w oczach Bożych bezwartościowa, i dlatego sam Pan Jezus w imieniu naszym składa ofiarę z samego Siebie we Mszy św. Bogu Ojcu, w której my wszyscy uczestniczymy, kiedy jesteśmy na Mszy św.

KONIECZNOŚĆ MODLITWY

Tylko głupi jak mówi Pismo św. rzekł w sercu swoim: Niema Boga. Człowiek mądry wierzy w Boga, i oddaje Mu cześć i chwałę, uznając swą odeń zależność zwłaszcza przez swoją ciągłą modlitwę. CZCIĆ Pana Boga jako swego Stwórcę, Pana i Dobroczyńcę jest naprzód głosem natury ludzkiej, a potem pierwszym przykazaniem Boskim, danym ludziom przez Mojżesza. DZIĘKOWAĆ Bogu za wszystkie łaski otrzymane przez nas od niego zarówno w porządku naturalnym przyrodzonym, jak i w porządku nadnaturalnym, nadprzyrodzonym, jest również głosem natury ludzkiej, i przykazaniem samego Boga. PRZEPRASZAĆ BOGA za grzechy nasze jest instynktownym poczuciem naszym samozachowawczym, bez względu nawet na obowiązek. MODLIĆ SIĘ DO BOGA, aby Mu przez to oddać naszą cześć należną i uprosić Go o przebaczenie nam grzechów naszych i o łaski nam potrzebne, jest koniecznością naszego życia, jeżeli ono niema być przez nas zmarnowane i jeżeli chcemy swą duszę zbawić.

KONIECZNOŚĆ OFIARY

Modlitwę swoją, jako stworzenie Boskie złożone nie tylko z duszy, ale i z ciała, człowiek wyraża nie tylko usty, ale i czynem, a mianowicie ofiarą swoją. To jest konieczność wypływająca z natury rzeczy. Od samego początku, jak tylko ludzie byli stworzeni, wnet sami z siebie różne ofiary Bogu składali, chociaż wiedzieli, że Pan Bóg ofiar nie potrzebuje. Palili oni na chwałę Bożą te swe ofiary, czuli bowiem nieprzepartą wprost potrzebę, aby poddaństwo swoje wobec Boga w ten sposób chociaż Bogu wyrazić i uzewnętrznić. Człowiek czuł zawsze, że musi Bogu nie tylko służyć, lecz i dar jakiś mu ofiarować na znak poddaństwa, czci, i wdzięczności, i ciągłej swojej łączności z Bogiem.

WARTOŚĆ OFIERZE NASZEJ dał JEZUS CHRYSTUS

Z Powodu grzechu pierworodnego i z powodu grzechów naszych uczynkowych zarówno modlitwy, jak i ofiary składane Bogu przez ludzi nie mogły być miłe Bogu. Wobec tego, ażeby zerwany z Bogiem związek rodzajowi ludzkiemu znowu nawiązać, Pan Bóg w miłosierdziu swoim Syna Swojego jednorodzonego zesłał na świat, który narodził się z N. Marii Panny i jako Bóg-Człowiek, Jezus Chrystus, stał się głową całego rodzaju ludzkiego, aby w imieniu naszym złożyć Bogu ofiarę miłą i godną Boga. Ta ofiara krzyżowa Najwyższego Kapłana naszego Boga-Człowieka, Chrystusa Pana przywróciła ludziom znowu łaskę u Boga i nawiązała pomiędzy nimi a Panem Bogiem związek religii rzeczywistej i prawdziwej. Przez tę ofiarę Bóg był uczczony w sposób zaiste tylko samego Boga godny, bo w tej ofierze Bogu sam Bóg też za grzechy ludzkie się ofiarował.

MSZA ŚW. jest NIEKRWAWĄ OFIARĄ KRZYŻA

Msza Św. jest odnowieniem, raczej przedłużeniem i uwiecznieniem w sposób niekrwawy tej samej krzyżowej i krwawej ofiary Chrystusa Pana, którą On złożył za grzechy ludzkie Panu Bogu na Kalwarii. Wszystko, co na Kalwarii dokonało się w sposób krwawy i widomy, rzeczywisty,-wszystko to we Mszy św. powtarza się w sposób niekrwawy i niewidomy, chociaż niemniej rzeczywisty. Tak jak tam umarł na krzyżu za grzechy nasze sam Pan Jezus, tak i we Mszy św. tę swoją ofiarę on sam odnawia i za grzechy nasze znów umiera. Hostia złożona przy Mszy św. na ołtarzu po konsekracji już nie jest hostią, ale tym samym Najświętszym Ciałem Pana Jezusa, które rozpięte było na krzyżu. Pamiątką męki, owszem nie tylko samą pamiątką, ale prawdziwym i rzeczywistym jej odnowieniem, jak na Kalwarii, złożeniem Bogu ofiary godnej Samego Boga z Syna Bożego, Boga-Człowieka, który zstępuje z nieba na ołtarz podczas Mszy św. i ukrywa się pod postaciami chleba i wina., aby się za nas znów ofiarować,-tym jest Msza św. ofiarą Bogu, a na dodatek ucztą, miłości, bo we Mszy św. Pan Jezus Ciało i Krew Swoją Przenajświętszą nie tylko Bogu oddaje, jako Hostię ofiarną, Hostię swą żywą, chociaż dla Boga na śmierć wydaną, ale i ludzi tymże swym Ciałem i Krwią Najświętszą, z miłości ku nim, karmi i poi. Miłość rozpieła Chrystusa Pana za nas na krzyżu, i miłość również składa go na ołtarzu podczas Mszy św. jako ofiarę dla Boga Ojca, a jako pokarm na żywot wieczny dla duszy naszej.

MSZA ŚW. jest RZECZYWISTĄ OFIARĄ

Msza Św. nie jest tylko figurą, albo symbolem, albo pamiątką krwawej ofiary Pana Jezusa, ale jest ona rzeczywistą i prawdziwą tą ofiarą, tylko niekrwawą. Kapłan, Mszę św. nam sprawujący, to tylko zastępca Pana Jezusa, to tylko człowiek, który z Chrystusem Panem przy Mszy św. tak dokładnie utożsamia się,-że jest, jak gdyby,-tylko postacią, tylko ustami, żywym organem Pana Jezusa. Krew Przenajświętsza od Najświętszego Ciała Pana Jezusa jest podczas Mszy św. mieczem niejako słów Chrystusowych przy konsekracji tak rozdzielona, że choć pod obu postaciami, a więc i chleba i wina cały jest Chrystus, to z drugiej strony ten Chrystus jednak i we Mszy św. na ofiarę Panu Bogu życie składa, krew przelewa, i umiera, tak jak umarł na Kalwarii. Dlatego też Msza św. jest istotną, rzeczywistą i prawdziwą ofiarą Nowego Testamentu, nowej religii, ustanowionej i nawiązanej z Bogiem przez ludzi w Chrystusie Panu przez tę Mszę świętą.

CZEMU trzeba chodzić na MSZE ŚW.?

Ponieważ Msza Św. jest nie tylko prawdziwą, ale i jedyną miłą Bogu ofiarą nawiązującą stosunek z Bogiem w niebie ludzi na ziemi, przeto koniecznie trzeba jej słuchać i osobiście w niej uczestniczyć, jeśli się niechce od Boga odejść i związku swego z nim zatracić. Msza św. daje nam związek z Bogiem, czyli niejako całą religię. Ona nas czyni religijnymi. Na Kalwarii na krzyżu dokonała się tajemnica odkupienia świata, a we Mszy św. ta tajemnica wciąż się odnawia i wciąż z niej życie swe biorą, i odradzają się i korzystają, i owoce jej zrywają, i wodę żywota wiecznego czerpią ci, co na Mszę św. przychodzą i co w odprawianiu jej uczestniczą.


z modlitewnika Akcji Katolickiej
„Mój niedzielny mszalik”
Ułożył: Ks. Józef F. Stedman
Przełożył: Ks. prałat Alexander Syski

Imprimatur
+ Thomas E. Molloy
Bishop of Brooklyn
January 6, 1938

zachowano pisownię oryginalną

Tybetańska Wyrocznia z braterską wizytą w klasztorze trapistów

"Christo omnino nihil praeponant"- "Niech nic nigdy nie będzie dla nich ważniejsze od Chrystusa" (Reguła św. Benedykta, LXXII, 11) - no może oprócz dialogu międzyreligijnego i umizgów dla jakiegoś pogańskiego kacyka...


Powyżej fotka ze strony internetowej klasztoru trapistów Gethsemani w USA.

niedziela, 13 kwietnia 2008

Radom mówi "non possumus"

Na dzisiejszą niedzielę zaplanowany został w Radomiu, po blisko miesięcznej przerwie, kolejny odcinek koszmarnego, liturgicznego snu, w czasie którego nad Mszałem św. Piusa V oraz nad wiernymi zgromadzonymi w kościele, pastwił się liturgiczny sadysta ks. Kula. W przedsięwzięciu tym wzięła udział topniejąca grupa wiernych, która spadła już do ok. 30 osób, z czego w trakcie kazania opuściło kościół jeszcze kilkoro z nich.
Dość powiedzieć, że dla ks. Kuli nie wypadała dzisiaj III niedziela po Wielkiejnocy, jak to jest w tradycyjnym kalendarzu, lecz IV niedziela Wielkanocna zw. Niedzielą Dobrego Pasterza. Wykorzystał więc, tak jak zwykle, czytania z Novus Ordo Missae, przypadające na ten dzień.
Tak jak ostatnio ekstrawagancjom ks. Kuli wtórowała organistka, która wykazując nie mniejszą od celebransa ignorancję dla tradycyjnej liturgii, skutecznie zagłuszała Mszę pieśniami zupełnie niedopasowanymi do jej etapu i charakteru. Podczas zaintonowanego przez księdza "Gloria" organistka pociągnęła dalej pieśń "O niewysłowiony cud..." a po intonacji "Credo in unum Deum", zaczęła wyć "Ja wiem w kogo ja wierze...". Po co śpiewać trudne kwestie po łacinie, skoro można polecieć z dowolnymi, oazowymi piosenkami?
Poza talentem liturgicznym dziś ks. Kula postanowił pokazać swe talenty oratorskie. Próbując podczas kazania powiedzieć coś na temat Dobrego Pasterza, ku zdumieniu zgromadzonych, z nieukrywaną satysfakcją przeszedł do cytowania ni z gruszki ni z pietruszki tzw. Komunikatu Kurii Krakowskiej, zawierającego zarzuty wobec Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. Swoją orację ks. Kula okraszał jednocześnie niewybrednymi i złośliwymi komentarzami z wyraźnymi aluzjami pod adresem zgromadzonych wiernych.
Na zakończenie tego specyficznego kazania ks. Kula próbował wywołać dyskusje ze zgromadzonymi wiernymi na temat ustalenia nowego terminu celebracji Mszy, koniecznie zgodnego ze wskazaniami KEP! Wśród pomysłów był także ten, aby przenieść w ogóle Mszę z niedzieli na jakiś dzień powszedni. Ks. Kula był zdziwiony brakiem polemiki, a wierni tym, że podczas Mszy urządza się jakąś debatę, gdy próba poczynienia jakichkolwiek ustaleń z księdzem poza Mszą jest przez niego zawsze torpedowana.
O tym, że ks. Kula zrobił sobie z liturgii Kościoła katolickiego jakiś prywatny spektakl, najlepiej świadczy fakt, że przed Mszą wezwał do siebie człowieka, który posiada zezwolenie biskupa na robienie fotografii z wszystkich wydarzeń, mających miejsce w diecezji, do specjalnie prowadzonej diecezjalnej kroniki i stanowczo zabronił mu robić zdjęcia, bo jak stwierdził, jest potem szykanowany w internecie.
Ks. Kula w mistrzowski sposób spełnia swoje zadanie narzędzia mającego skutecznie zrazić wiernych do uczestnictwa w Mszach św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Cel ten chce osiągnąć poprzez odprawianie liturgicznych hybryd i inwektywy wypowiadane pod adresem zgromadzonych. O tym wszystkim doskonale poinformowana jest kuria diecezjalna oraz ks. Biskup ordynariusz. Czynniki te postanowiły zwyczajnie nie reagować, powierzając zapewne ks. Kuli zupełne spacyfikowanie krnąbrnych "tradycjonalistów".

sobota, 12 kwietnia 2008

Czy...

Już za parę dni rusza ogólnopolska naukowa ofensywa mająca wykazać, że ponadtysiącletni, nieprzerwany i organiczny rozwój łacińskiej tradycji liturgicznej jest tak naprawdę jednym wielkim nieporozumieniem. Sympozja uniwersyteckie na ten temat organizują w dniu 17 kwietnia równocześnie KUL w Lublinie oraz Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu.

Co charakteryzuje te dwa przedsięwzięcia?
1. Przede wszystkim kuriozalny temat sympozjów: "Mszał Piusa V czy mszał Pawła VI?" w Lublinie oraz "Eucharystia - tradycja czy teraźniejszość?" we Wrocławiu. Jak więc widać, już na wstępie organizatorzy sympozjów założyli istnienie sprzeczności między zwyczajną formą rytu rzymskiego, a nadzwyczajną, pomiędzy tradycją, a współczesnością. Sprzeczność ta wydaje się nie do pogodzenia, skoro w temacie sympozjów użyto spójnika "czy", który zgodnie ze słownikiem języka polskiego "łączy równorzędne, ale wykluczające się wyrażenia". Ciekawe więc, jak tak postawione pytanie ma się do treści Summorum Pontificum Benedykta XVI, którego główną myśl zdradzają słowa Papieża z załączonego do niego Listu: "Nie ma żadnej sprzeczności miedzy jednym a drugim wydaniem Mszału Rzymskiego." - "Wszystkim wyjdzie na dobre zachowanie bogactw, które wzrastały w wierze i modlitwie Kościoła i przyznanie im należytego miejsca."
2. Nie ulega wątpliwości, że dla organizatorów sympozjów pytanie postawione w ich temacie jest jedynie retoryczne. Udział w nich wezmą wyłącznie osoby, które znane są z tego że nigdy nie wyrażały swojego szczerego zainteresowania odprawieniem Mszy św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Nigdy także nie było ich stać na publiczną wypowiedź w przychylnym dla niej duchu. Co więcej, powszechnie znany jest ich brak obiektywizmu w podejściu do posoborowego kierunku zmian liturgicznych, a wręcz otwarte uprzedzenia i brak elementarnej wiedzy na temat tradycyjnej liturgii Kościoła. Rażącą przesłanką, uprawniającą do postawienia takiego twierdzenia jest także pominięcie w planie sympozjów celebracji Mszy św. wg Mszału św. Piusa V.
3. Zastanowienie budzi także fakt, że dwa sympozja, zasadniczo o tej samej tematyce, odbywają się w tych samych dniach równocześnie w dwóch ośrodkach akademickich. Jakoś nie bardzo chce się wierzyć, że cele tej inicjatywy, wyznaczone przez organizatorów, stanowią tylko i wyłącznie przypadek. Postawić można śmiało nawet dalej idącą tezę o świadomym zorganizowaniu szeregu sympozjów, których celem jest odpowiednie urobienie słuchaczy w duchu jedynego słusznego podejścia do liturgii. Gdy skończyły się pomysły na prawne restrykcje wobec orędowników tradycyjnej liturgii Kościoła, przyszedł zapewne czas na walkę ideologiczną, na ukryte pod pseudonaukowymi hasłami zohydzanie i obrzydzanie liturgii, która wychowała wszystkich Świętych Pańskich od końca epoki starożytnej do dzisiaj.

Czego więc możemy się spodziewać po takich imprezach? Może lepiej warto się zapytać - czego możemy się spodziewać po autorytetach liturgicznych, które w momencie ukazania się Summorum Pontificum włożyły głowę w piasek, którym było niezmiernie daleko do wyrażenia synowskiej radości z tego dokumentu Ojca Świętego? Jaki może być efekt debat podejmowanych na uczelniach, które dotychczas prowadziły swoje studia na tematy liturgiczne w sposób skrajnie jednoznaczny? Parafrazując - jakiej odpowiedzi możemy się spodziewać podczas organizowanego przez jakiś protestancki uniwersytet sympozjum pt. "Reformacja czy Kontrreformacja"?

Miejmy nadzieję, że nasze przypuszczenia okażą się błędne, a uczestnicy sympozjów będą świadkami jakiegoś cudu. Będziemy wdzięczni naszym czytelnikom, którzy wezmą w nich udział, za przesłanie na naszego maila relacji z ich przebiegu.

Czy te dzieci jeszcze w cokolwiek wierzą?



pytanie raczej retoryczne

Osoba wrzucająca filmik na YouTube dopisała komentarz: Z tym winem to powinniśmy poćwiczyć.

Bo dla posoborowików to tylko zwykłe wino. Tak samo, jak konsekrowana Hostia to zwykły chleb, skoro się ją dostaje do łapy.

"konserwatywny" "katolicyzm" po niemiecku

Jak donosi niemieckie Zwierciadło (Der Spiegel), w tym "katolickim" kraju właśnie uchylono zakaz hodowli nowych embrionów do celów "naukowych" (produkcja komórek macierzystych), który obowiązywał od 2002 roku. Z uchylenia zakazu bardzo cieszy się federalna minister ds. badań i rozwoju, pani Annette Schavan (jak informuje nas gazeta - jest to ponoć konserwatywna katoliczka).

Aż się boimy pomyśleć, jakie poglądy mają niemieccy postępowi katolicy, albo postępowi ateiści...

czwartek, 10 kwietnia 2008

Neokatechumenat działa bezprawnie!

Dzisiejszy serwis Radia Watykańskiego przyniósł informację potwierdzającą brak podstaw prawnych dla funkcjonowania Neokatechumenatu - posoborowej wspólnoty osławionej z licznych nadużyć liturgicznych i wypaczeń doktrynalnych. Co ciekawe, informacja ta wisiała na internetowej stronie Radia Watykańskiego dosłownie kilkadziesiąt minut. Komuś bardzo wpływowemu w watykańskich mediach bardzo przeszkadzało ujawnienie prawdy, dlatego wiadomość została szybko zdjęta. Osoby zapisane na newsletter Radia Watykańskiego dostały jednak nieocenzurowaną wersję dzisiejszego serwisu z tą niezwykle interesującą wieścią, którą poniżej zamieszczamy:

Na definitywne zatwierdzenie „Statutu Drogi Neokatechumenalnej” trzeba będzie jeszcze poczekać – powiedział włoskiej gazecie internetowej „Petrus” sekretarz Papieskiej Rady ds. Świeckich. Dykasteria ta zatwierdziła „ad experimentum” statut wspólnot neokatechumenalnych już blisko 6 lat temu – 29 czerwca 2002 r. – na okres pięciu lat. Termin ten minął już ponad 9 miesięcy temu, ale rada nie przewiduje definitywnego zatwierdzenia dokumentu w najbliższym czasie. „Gdyby tak było, jako jej sekretarz byłbym o tym jako jeden z pierwszych poinformowany” – stwierdził bp Josef Clemens.

Tyle fakty, o których mowa w pierwszej części informacji. Poniżej druga część, zawierająca ich zmanipulowaną interpretację, która komuś wpływowemu w Radiu Watykańskim i tak wydała się zbyt naiwna:

Na stronie internetowej „Petrus” podkreślono jednak, że nie oznacza to odrzucenia statutu przez watykańską dykasterię czy osobistej krytyki wobec tych wspólnot, obecnych dziś w parafiach na całym świecie. Zwrócono uwagę, że w grę wchodzi kwestia dostosowania neokatechumenalnej liturgii do norm wydanych w grudniu 2005 r. przez Kongregację ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Przypomniano ponadto, że pod koniec marca 2008 r. w ośrodku Drogi Neokatechumenalnej „Domus Galilaeae” nad jeziorem Genezaret odbyło się spotkanie 170 biskupów i 9 kardynałów z całej Europy. Wyrazili oni wdzięczność wspomnianym wspólnotom za ich wkład w nową ewangelizację naszego zdechrystianizowanego kontynentu. Przy okazji spotkania poświęcono tam kaplicę wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu.

środa, 9 kwietnia 2008

Czciciele kuchennego stolika i encyklopedii tańca

Czyli "forma zwyczajna" rytu rzymskiego

Z pism przedstawicieli ruchu liturgicznego w Polsce

"Wszelkie dążenia sekciarzy w kierunku zaprowadzenia ojczystego języka na liturgii są skutkiem błędnego ich poglądu na cel liturgii, głoszą bowiem, że liturgii pierwszorzędnym celem nie jest chwała Boża, lecz pouczanie i zbudowanie wiernych. Wnioskują zatem, że jeżeli budzenie religijnego uczucia jest głównym celem liturgii, to musi się ona opierać w języku zrozumiałym przez wszystkich. Wiadomo, jak takie pojmowanie liturgii jest sprzeczne z katolickim pojęciem o celu kultu liturgicznego, i dlatego też Kościół nie uznaje potrzeby porzucać swego dotychczasowego w kwestii języka liturgicznego stanowiska."

Ks. dr Andrzej Wronka, Liturgia na ambonie. Zasady i wskazówki, Poznań 1933, s. 10.

niedziela, 6 kwietnia 2008

Prawda w duchu Soboru Watykańskiego II

Kiedyś był taki kawał: "Są trzy rodzaje prawdy: szczyra prawda, tysz prawda i g... prawda", dzisiaj zaś możemy powiedzieć, że są już cztery rodzaje prawdy, do trzech pozostałych dochodzi: "prawda w duchu Soboru Watykańskiego II".

Jak bębnią z zachwytem serwisy internetowe wszelkiej maści ekumaniaków, dzisiaj w katowickim Spodku rozpoczyna się "największe nabożeństwo Europy", "wielkie wydarzenie ekumeniczne", czyli mówiąc wprost: wołające o pomstę do Nieba święto bezbożnictwa, indyferentyzmu, irrenizmu, relatywizmu i obojętności religijnej. Uczestniczyć w nim będzie około 70 tysięcy osób - bezpośrednio i za pomocą łączy satelitarnych. Polska jako pierwszy kraj będzie bowiem gospodarzem międzynarodowego projektu ProChrist, który do tej pory odbywał się tylko w Niemczech. W jego przygotowanie włączyło się 17 "Kościołów" i organizacji religijnych. Nie zabrakło wśród nich także Kościoła posoborowego.

Wypowiadając się na temat tego przykrego incydentu metropolita górnośląski abp Damian Zimoń podkreśla: "To coś niezwykłego, że pomimo różnic potrafimy wspólnie mówić o Bogu. Przyznaje, że chrześcijanie różnie pojmują Chrystusa. Ale dochodzimy do prawdy w duchu Soboru Watykańskiego II i rozmawiamy ze sobą". Podkreśla on także, że jest to wielkie wyzwanie dla świata, by chrześcijanie wypowiadali się jednym głosem, a nie na skutek historycznych podziałów działali na zasadzie "każdy sobie rzepkę skrobie". Arcybiskup Zimoń jest przekonany, że ku wspólnej drodze prowadzi chrześcijan Duch Święty.

Są to kuriozalne słowa w ustach posoborowego hierarchy. Fałszywe i heretyckie wykoślawienie nauki chrześcijańskiej, bezczelnie wymieszanej z nieomylną nauką katolicką nazywa on "wspólnym mówieniem o Bogu", "różnym pojmowaniem Chrystusa".
Odważne głoszenia Prawdy, mężne zwalczanie herezji, wytrwałe przekazywanie depozytu wiary, bezkompromisowe dawanie świadectwa na wzór świętych, którzy oddali swe życie za pozornie najmniej ważny dogmat chrześcijański - to wszystko nie umywa się nawet dla posoborowego biskupa wobec jakiegoś potwornego teologicznego neologizmu, który brzmi "dochodzenie do prawdy w duchu Soboru Watykańskiego II".
Straszne, heretyckie bluźnierstwa wobec Eucharystii, Najświętszej Maryi Panny, Sakramentu Kapłaństwa, nauki o usprawiedliwieniu, itd. to dla niego tylko jakieś "historyczne podziały" i infantylne brednie o jakiejś "rzepce".
Wg apba Zimonia Duch Święty nie prowadzi już Kościoła, poza którym nie ma zbawienia, który jest jedyną ostoją Prawdy, którego głównym celem jest doprowadzeni wszystkich ludzi do zbawienia wiecznego, który jako jedyny założony jest przez Chrystusa. Nie ma się temu co dziwić, gdyż już nawet papieski kaznodzieja o. Raniero Cantalamessa OFMCap w tegorocznym kazaniu wielkopiątkowym stwierdził, że dziś Duch Święty działa pośród wierzących niemal wszystkich wyznań chrześcijańskich.
Jest to właśnie największy dramat posoborowych pasterzy, którzy na użytek bajki o posoborowej odnowie, zwątpili w misję jaką powierzył Kościołowi Pan Jezus, obiecując Swojej Oblubienicy nieustanną obecność Ducha Świętego.

"Gdzie Kościół, tam Duch Boży, gdzie Duch Boży, tam Kościół i wszystka łaska. A Duch prawdą jest; przeto którzy z nim zgodności nie mają, piersiami się matki swej na żywot nie karmią, nie biorą z ciała Chrystusowego wychodzącej pięknej wody, ale sobie kopią jezioro szpetne w dołach błotnych i piją śmierdzącą wodę, uciekając od wiary katolickiej."
św. Ireneusz, biskup Lugduński

"Tylko Kościół katolicki jest Ciałem Chrystusowym. Chrystus jest Głową i Zbawicielem swojego Ciała. Poza tym ciałem Duch nie ożywia nikogo."
Św. Augustyn. Epistola CLXXXV n. 50.

"Dalmatyki" lektorskie - nowa odsłona

"Dalmatyki" lektorskie były niedawno widziane w Białymstoku. Jak widać na "dalmatyce" lektorskiej mozna nosić także czarny "ornat" ministrancki wg. św. Polara.


Msza nie-święta

Msza nie-święta w jednej z belgijskich parafii.


Zdjęcie ze strony interntowej.

wtorek, 1 kwietnia 2008

Z dziejów odnowy charyzmatycznej

"Z nauką o zewnętrznym doliczaniu zasługi Chrystusa, pozostaje w związku panująca u sekt [protestanckich końca XIX wieku] teoria i praktyka ożywiania (revivals). Człowiek usprawiedliwiony samą tylko wiarą posiada pewność swego odkupienia i oznaczyć może ściśle chwilę swego przejścia ze śmierci do życia. Pewna liczba połączonych ze sobą kaznodziejów i wiernych przysposabia zebranie osób, pragnących nawrócenia, za pomocą długich, gwałtownych i podniecających kazań, pieśni, modlitw i zaklęć, wprawia je w stan wyczerpania umysłowego i fizycznego, w którym oddają się całkiem biernie wznieconym w sobie uczuciom i mimowolne wykrzykniki, przypadłości cielesne poczytują za rękojmię łaski, ich wyczerpanie uchodzi za pokój duszy, po uzyskaniu pewności zbawienia."

Józef kard. Hergenröther, Historya powszechna Kościoła Katolickiego, Tom XVII, Warszawa 1904, s. 24.