poniedziałek, 31 grudnia 2007

Dlaczego warto być księdzem w czasach posoborowych?

Zmartwiona spadkiem powołań, diecezja katolicka w Leeds wydała kalendarz z fotografiami swych księży w trakcie ich ulubionych rozrywek. Chce w ten sposób pokazać młodzieży ludzką stronę kapłaństwa oraz różne drogi, które do niego prowadzą.
Inicjatywę opisał portal BBC News.

Kalendarz otwiera ksiądz Pat Wall z parafii Chrystusa Króla, sfotografowany z rękawicą baseballową i w czapce New York Yankees. Luty to ksiądz Eamonn Hegarty z parafii Świętego Serca w trakcie joggingu. Na marcowej stronie uchwycono księdza Neila Byrne'a z parafii św. Józefa zaczytanego w plotkarskim piśmie. Każdy z 12 księży mówi też, co robiłby w życiu, gdyby nie kapłaństwo.

Niektórzy wybraliby inne powołania, jak policjanta lub pielęgniarza. Inni nie wyobrażają sobie świeckiego zawodu. "Gdybym nie był księdzem, nie byłbym zdolny do czynienia dobra" - mówi pomysłodawca przedsięwzięcia, ksiądz na listopad, Simon Lodge.

- Księża nie biorą się z niczego - podsumowuje przesłanie kalendarza zwierzchnik jego bohaterów, biskup Leeds Arthur Roche.

PAP, BBC

sobota, 29 grudnia 2007

Jak powinna wyglądać typowa parafia

Dzięki naszym czytelnikom zamieszczamy kilka aktualnych zdjęć z kościoła św. Agnieszki w St. Paul, USA, o którym pisaliśmy niedawno na naszym blogu. Jak wynika z aktualnego biuletynu parafialnego (w którym zamiast egzaltowanych wypocin nawiedzonych animatorów oazowych możemy co tydzień znaleźć solidną katechezę autorstwa księdza proboszcza) - mimo iż w tej parafii na stałe pracuje tylko jeden kapłan (wikarzy tylko dochodzą "na godziny" - jeden w dni powszednie, inny w święta), jakoś nie ma w niej ani nadzwyczajnych świeckich szafarzy Komunii świętej, ani ministrantek, ani innych posoborowych wynalazków (nie licząc trzech stałych diakonów - ale diakon to zawsze jednak duchowny, a nie świecki - w dodatku wolałbym mieć w swojej parafii takich trzech dbających o liturgię diakonów niż trzech beznadziejnych wikarych, którym jest wszystko jedno). Jakby tego było mało - w dni powszednie są odprawiane dwie Msze święte, a w czwartki - nawet trzy! I jest pełne "obłożenie" intencjami! Czyli można. Wystarczy tylko chcieć. Przy okazji - średnia kwota zbierana z niedzielniej tacy wynosi ~13.000 USD. Obawiam się, że w okolicznych "sposoborowiałych" parafiach z ministrantkami, asystentkami parafialnymi, handkomunią, stolikami pseudoołtarzowymi, etc. jest to wynik zdecydowanie nieosiągalny.

prezbiterium


Msza święta (NOM) odprawiana w Uroczystość św. Szczepana, Rok Pański 2007

piątek, 28 grudnia 2007

...o dalszą, konsekwentną desakralizację naczyń liturgicznych...

Kościół Św. Anny w Sztumie, 27 grudnia 2007 r. (do wczoraj na stronie źródłowej wisiała data 7 grudnia, dzisiaj została zmieniona na właściwą - Dextimus) - Odświętna msza podczas której święcono wino.

wina i miody pitne przygotowane do święcenia




Podczas uroczystej mszy ks. Prałat Antoni Kurowski wygłosił homilię nt. obecności wina w Piśmie Świętym.



Na zakończenie odbyła się ceremonia poświęcenia
wina, po czym, wiernym, obecnym na Mszy św. podano do wypicia wino z kielichów.


Proponujemy następnym razem użyć kielichów mszalnych do dystrybucji wody mineralnej albo lemoniady. No bo w sumie - czemu nie? Przecież - jak widać - kapłanowi i wiernym jest obojętne, co z nich się pije. Czy zwykłe POBŁOGOSŁAWIONE wino, czy Krew Przenajświętszą. Napoje orzeźwiające koniecznie należy rozlewać nad stołem ołtarzowym. Jak uczta - to uczta!

--------------------------
aktualizacja 30.12.2007 - godz. 14:07

Dziękuję naszym P.T. Czytelnikom za żywiołową reakcję na powyższy wpis. Istotnie - w wielu parafiach (włącznie z kościołem św. Benona w Warszawie) zwyczajowo podaje się wiernym do wypicia wino w kielichu (kielichach) mszalnych (swoją drogą - proszę zwrócić uwagę, że u św. Benona błogosławiono i spożywano zwykłe wino PO Mszy świętej, a w Sztumie - PODCZAS Mszy świętej (w dodatku oprócz wina błogosławiono MIODY PITNE, które wytwarza się z wody, miodu pszczelego i spirytusu - może za rok pobłogosławi się piwo, koniaczek i wódeczki ziołowe?) czego (spożywania zwykłych pokarmów podczas Mszy św.) wyraźnie zakazuje instrukcja Redemptionis Sacramentum, N.77), ale w ramach riposty chciałbym zwrócić uwagę na kilka argumentów przemawiających za niestosownością utrzymywania tego dziwacznego obyczaju:

1) Naczynia liturgiczne (w szczególności kielich i patena) poprzez ich konsekrację (tak, wiem, że po reformie posoborowej już nie trzeba konsekrować, wystarczy pobłogosławić) zostały wyłączone z użytku do innych celów niż sprawowanie Najświętszej Ofiary (w wersji posoborowej należy im się specjalny szacunek - IGMR 327). Rozdzielania zwykłego wina (choćby pobłogosławionego, ale jednak substancjalnie - nadal wina) po zakończeniu Mszy świętej raczej nie można podciągnąć pod celebrację Mszy świętej. Gdyby ksiądz podczas nauki rekolekcyjnej przeszedł się po kościele i rozdał dzieciom cukierki z cyborium, chyba uznalibyśmy to za nadużycie, prawda?

2) Otrzymałem kilka sygnałów od czytelników iż podczas ceremonii w ich parafiach zdarzały się liczne przypadki przyklękania wiernych przed skosztowaniem wina św. Jana albo świadomego niepodchodzenia wiernych, którzy uprzednio przyjęli Komunię świętą. Świadczy to dobitnie o tym iż wierni widząc kielich mszalny nie do końca wiedzieli, co spożywają, czemu winny jest brak stosownej katechezy lub niezrozumienie.

3) Otrzymałem jeden sygnał iż zdarza się, że niektórzy wierni podchodzą po kilka razy :-)

4) W niektórych parafiach błogosławi się wino rozlane do małych plastikowych kubeczków, które następnie rozdaje się chętnym. Też jest to lepsze rozwiązanie, choćby ze względów higienicznych.

5) Jeden z czytelników, ministrant, zgłosił iż kościelny chciał mu wręczyć (do użycia przy obsłudze kielicha mszalnego z winem św. Jana) wilgotny puryfikaterz, który był używany przed chwilą podczas Mszy świętej !!!

6) W parafii czasów mojego dzieciństwa, przed obrzędem wino rozlewano do małych zakręcanych flaszeczek, które wraz zawartością były błogosławione po zakończeniu Mszy świętej, nie na ołtarzu, tylko na przykrytym białym obrusem stoliczku obok ołtarza, po czym kapłani rozdawali je chętnym, aby mogli zanieść do domu i spożyć w gronie rodzinnym. Bezpośredniej konsumpcji w kościele sobie nie przypominam.

7) W książce The Twelve Days of Christmas, (Elsa Chaney, The Liturgical Press, Collegeville, MN, 1955) czytamy iż wino pobłogosławione w kościele bądź w domu, przez ojca rodziny, spożywa się w domu do wieczerzy; wszyscy wstają, najstarsza osoba nalewa wino do kieliszka i podaje młodszej mówiąc "Pij miłość św. Jana", ona odpowiada "A gdzie panuje miłość, tam jest i Bóg" i przekazuje kieliszek kolejnym członkom rodziny przy stole itd. Podobny opis obrzędu znajdziemy w książce How to Make Your House a Home (o. Bernard Stokes OFM, Family Life Bureau, Washington D.C., 1955) - Wydaje się, że ten domowy sposób świętowania z użyciem pobłogosławionego wina jest godniejszy i właściwszy niż stanie w kolejce po jeden łyk w kościele.

--------------------------
aktualizacja 30.12.2007 - godz. 15:36

Otrzymaliśmy informację iż błogosławieństwo wina u św. Benona było celebrowane według posoborowej Agendy Liturgicznej, a kielich używany do konsumpcji nie jest kielichem używanym do celebracji Mszy świętych - został przez o. Krzysztofa Stępowskiego CSsR specjalnie na tę okoliczność przyniesiony z refektarza klasztoru, co zostało objaśnione wiernym podczas kazania.

Nadal czekamy na komentarze naszych Czytelników!

czwartek, 27 grudnia 2007

"wtajemniczeni" w "wiarę"

Czy ktoś z naszych Drogich Czytelników orientuje się może, w jakie to "tajemnice" zostali "wtajemniczeni" przez neońskich katechistów ci (dawno już przecież ochrzczeni) ludzie ze zdjęcia (zaczerpniętego z gazetki parafialnej)? Cóż się takiego stało, kto i co zaniedbał, iż do tej pory byli "niewtajemniczeni"? Po co ten paraliturgiczny obrzęd z otrzymaniem białej szaty i światła? I na czym polega "gwarancja wiary" udzielana przez "katechistów" z nadania ich guru - pana Kiko Argüello?

poniedziałek, 24 grudnia 2007

Puer natus est nobis et Filius datus est nobis (Iz 9:5)

Pamiętajmy, że to On jest przyczyną, dla której świętujemy.
Że to dla nas i dla naszego zbawienia stał się człowiekiem.
Pokazał nam, jak być cichym i pokornego serca,
a jednocześnie jak być gorliwym o Dom Boży,
jak miłować błądzących i zwalczać błąd
i jak traktować tego, kto jest praprzyczyną błędu
kto już na początku czasu stwierdził, że nie będzie Mu służył.

Błogosławionych Świąt Narodzenia Zbawiciela
Wielu Łask Bożych w Nowym Roku Pańskim 2008

życzy
redakcja portalu


środa, 19 grudnia 2007

Komisja Ecclesia Dei upomniała Konferencję Episkopatu...

...Niemiec za ograniczające prawa kapłanów i wiernych "wskazania" dotyczące wdrożenia motu proprio Summorum Pontificum - poinformował portal kreuz.net za grudniowym numerem InitiativKreis-Nachrichten, w którym tę informację opublikował Wolfgang Waldstein, emerytowany profesor uniwersytetu w Salzburgu.
Mając na względzie fakt, iż Konferencja Episkopatu Polski praktycznie skopiowała niemieckie "wskazania", możemy podejrzewać, że na ręce Bpa Budzika wpłynął już lub wpłynie w najbliższych dniach podobny w swej wymowie dokument.

Czy Celestyn kard. Migliore jest rabinem?

Jak podaje serwis News-Press, podczas niedawnego nabożeństwa w Synagodze Judea (w Fort Myers, USA) kard. Migliore, w czarnej (jak na kardynała przystało), eleganckiej jarmułce wniósł procesyjnie zwój tory (czynność ta jest w judaizmie zarezerwowana dla kantorów lub rabinów), po czym otrzymał w prezencie miniaturkę wielkiej synagogi we Florencji.

Ks. kardynał jest stałym obserwatorem Stolicy Apostolskiej przy ONZ.

foto (c) Marc Beaudin/news-press.com

Te(chn)ologia Katolicka w Australii

Konferencja Episkopatu Australii właśnie zakończyła obrady, podczas których przyjęła m.in. "strategię walki ze zmniejszającą się liczbą wiernych biorących udział w niedzielnych Mszach świętych" (o dniach powszednich warto wspomnieć tyle, że w większości australijskich parafii w te dni Mszy świętych się po prostu nie odprawia, oficjalnie z powodu braku "frekwencji"). Strategia owa jest wynikiem badań socjologicznych przeprowadzonych na 41-osobowej grupie "katolików". Z badań "wyszło" m.in., że ludzie przestają przychodzić na Msze święte, gdyż zauważają nieprzystawanie Kościoła do obecnej rzeczywistości, uważają, że głoszone kazania są kiepskie, mają różne osobiste starcia i niesnaski z kapłanami, problemy z zaakceptowaniem nauczania Kościoła lub z osobistą wiarą, są rozczarowani falą skandali związanych z molestowaniem seksualnym, etc. Do tego dochodzą czynniki kulturowe i wspólnotowe, poprzez które Msza święta nie jest już dla nich priorytetem. Połowa respondentów przyznała, że uczęszcza na Msze święte od czasu do czasu i nie wyklucza powrotu do uczęszczania cotygodniowego.

A oto 4 kluczowe elementy powyższej "strategii naprawczej":

1. Budowanie społeczności - lepiej kontrolować, rozwijać, angażować i kierować wykorzystaniem zasobów parafialnych, aby lokalne społeczności lepiej poznały swoich członków i mogły o nich dbać.
2) Identyfikacja personalna - zadbać, aby na każdym poziomie współpracy ustanowić forum dialogu ułatwiające wsłuchiwanie się w różnorodne potrzeby ludzkie
3) Przywództwo - rozszerzenie na szczeblu zarówno parafialnym jak i diecezjalnym formacji świeckich i duchownych dla osiągnięcia współpracy przywódczej dla dobra szerzenia wiary.
4) Misja - wznowienie wysiłków służących głoszeniu Dobrej Nowiny i rozwoju formacji wiary, szczególnie poprzez nowoczesne technologie i zasoby rozwijane przez Krajowe Biuro Ewangelizacji.

Czyli tłumacząc z postępowego na polski:

1) Traktujemy proboszczów jak dyrektorów fabryk, wymyślamy im kolejne bzdurne raporty, które będą musieli przygotowywać przy pomocy całego stada współpracowników i regularnie nam wysyłać.
2) Ustanawiamy jeszcze więcej rad parafialnych, grup fokusowych, zespołów posynodalnych, kółek dyskusyjnych, aby ludzie wyrazili swoje pomysły, jak ma wyglądać wyznawanie wiary i Jeszcze Nowsza Nowa Msza.
3) Degradujemy kapłana do roli specjalisty ds. konsekracji, promujemy model parafii: świecki administrator, świecki zespół duszpasterzy i ekspertów, dojeżdżający na godziny specjalista ds. konsekracji.
4) Plazma i zespół muzyczny "ewangelizacyjny" w każdej parafii.

O modlitwie jakoś nie wspomnieli...

...A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?...
(Łk 18:7n)

Coś pozytywnego

Malkontenci znowu zaczęli marudzić, że koncentrujemy się na samych "minusach", które przesłoniły nam "plusy", które gdzieś tam się mimo wszystko jednak pojawiają...

No to dzisiaj będzie pozytywnie - oto kilka przykładów na to iż obrzędy według "odnowionego rytu" można sprawować godnie, nabożnie i w całkowitej zgodzie z przepisami liturgicznymi. Wystarczy tylko chcieć i kochać Matkę naszą, Kościół.

Parafia św. Agnieszki w St. Paul, USA

Jak widać, do prezbiterium nie wstawiono żadnych dodatkowych klamorów i gratów. Bo i po co?


Lekcja odczytywana z niewielkiego przenośnego pulpitu

Homilia głoszona z miejsca, z którego winna być głoszona, czyli z ambony. Proszę zwrócić uwagę, że ołtarze boczne oraz balaski są na swoim miejscu i mają się dobrze. No bo przecież żaden przepis Kościoła nie nakazał ich wyburzyć - to tylko radosna twórczość biskupów barbarzyńców!

Jak widać, kapłan używa manipularza, którego dzisiaj "można nie używać". Warto zauważyć, że to biskup odprawia Mszę świętą, pozostali kapłani mu tylko asystują w dalmatykach, spełniając obowiązki diakonów. Naprawdę nie trzeba przy każdej nadarzającej się okazji stawać do koncelebry!


Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata... Wszystko zgodnie z rubrykami. Biskup w ornacie, asysta w dalmatykach lub w eleganckiej kapie.


Uroczyste nieszpory...


Adoracja Najświętszego Sakramentu - montrancja stoi na ołtarzu, a nie na stole, jak w wielu kościołach...


I jeszcze zdjęcie wnętrza tego samego kościoła z lat 50-tych ubiegłego stulecia. Nic się nie zmieniło. Bo Kościół nie nakazał nigdy niczego zmieniać. To tylko samowolki wandali liturgicznych.

A to już zwykła Msza święta...

...jaka jest odprawiana w tejże parafii każdego dnia.

A teraz zastanów się drogi czytelniku, czy Msze święte celebrowane w Polsce nie mogłyby tak właśnie wyglądać? Dlaczegoby nie odbudować wyburzonych i zdemontowanych ołtarzy, ambon i balasek? Dlaczego nie wywalić stołu z prezbiterium i nie powrócić do sprawowania Najświętszej Ofiary na Ołtarzu? Spytaj swojego proboszcza, kto mu (albo jego poprzednikowi) i na jakiej podstawie prawnej nakazał dewastację wnętrza kościoła? A może właśnie zbliża się remont, podczas którego ma się odbyć demolka, rzekomo "dostosowująca" wnętrze kościoła do "potrzeb odnowionej liturgii"? Pokaż proboszczowi powyższe zdjęcia, skontaktuj się z lokalnym konserwatorem zabytków, nie pozwól barbarzyńcom na działanie!

Optymizm mimo trudności

W dniu 14 września br. wszedł w życie dekret „Summorum Pontificum” Ojca Świętego Benedykta XVI umożliwiający każdemu kapłanowi rzymskokatolickiemu korzystanie z ksiąg liturgicznych bł. Jana XXIII z 1962 r. W niedziele i święta w każdej parafii może odbywać się jedna taka celebracja, nie ma także przeszkód przeciw udzielaniu wiernym innych sakramentów zgodnie z ich przedsoborowymi, wielowiekową tradycją uświęconymi rytami. Rozpoczynający się właśnie adwent, a więc także i nowy rok kościelny, stanowi dobry moment na zastanowienie się nad recepcją Motu proprio Benedykta XVI w Polsce i na świecie..

Bezsprzecznie był to dobry czas dla rodzimych tradycjonalistów. Decyzji Ojca Świętego towarzyszy pozytywne zainteresowanie mediów, które skutkuje wzrostem świadomości wiernych w tej sprawie. W dniu 24 listopada br. odbyła się kolejna coroczna pielgrzymka tradycjonalistów na Jasną Górę. Wydarzenie to okazało się znaczącym sukcesem środowiskowym: do Matki Boskiej Częstochowskiej przybyło 2-3 razy więcej pątników niż w latach, a samych duchownych było kilkunastu! Wspomnijmy jeszcze pokrótce także o innych promykach nadziei.

Dzięki staraniom wydawnictwa „Pallottinum” ukazał się już mszalik, skromna, ułatwiająca uczestnictwo w nabożeństwie książeczka zawierająca łaciński i polski tekst Mszy trydenckiej. Organizowane są już pierwsze konferencje przybliżające młodzieży liturgię klasyczną i łacinę (Bytom, spotkanie tzw. „Diakonii Liturgicznej”), kursy chorału gregoriańskiego, który ma stanowić oprawę Mszy trydenckiej (Wigry), dowiadujemy się, że w kilku seminariach rozważa się nauczanie kleryków celebrowania Mszy w rycie nadzwyczajnym. Jest to bardzo wielka zmiana jakościowa względem jakże niedawnych lat, kiedy to przedstawiano czasy przedsoborowe jako mroczną erę mamrotania niezrozumiałych formuł i palenia czarownic na stosach.

Zgodnie z postanowieniem Benedykta XVI tak powinna wyglądać praktyka współistnienia „podwójnego użycia jednego i tego samego rytu”: to nadzwyczajny ryt trydencki powinien stanowić punkt odniesienia przy podnoszeniu świadomości religijnej wiernych przyzwyczajonych dotąd do rzeczywistości posoborowej. I łacinników powinna cechować otwartość względem reszty Kościoła, gdyż tworzenie zamkniętych, pseudoelitarnych enklaw nie może prowadzić do niczego dobrego. Byłoby zakopywaniem otrzymanego talentu w ziemi, a nie inwestowaniem go, by profity przynosił. Przywracanie tradycji liturgicznej nie może łączyć się z podziałami na szczeblu parafii i wartościowaniem ludzi na gorszych i lepszych.

W ten właśnie sposób, prawidłowy i pokojowy, Msza trydencka powraca do naszych świątyń. Nie jest to oczywiście proces masowy, bowiem wymaga przygotowania celebransa, przeszkolenia ministrantów, zorganizowania grupy zainteresowanych wiernych i zgromadzenia niezbędnych do tego celu przedmiotów (w szczególności mszału wydanego przed 1965 r.). Mimo to, od wejścia w życie „Summorum Pontificum” pojawiło się już kilka nowych lokalizacji, w których uczestniczyć można we Mszy przedsoborowej: Toruń, Łomianki, Licheń. Byłoby ich bez porównania więcej, gdyby nie fakt, że decyzja papieża w wielu miejscach napotyka na opór ze strony jego podwładnych. Proces ten nie jest charakterystyczny wyłącznie dla Polski, dotyczy niestety całego świata. Niektóre episkopaty narodowe opublikowały wytyczne dążące do ograniczenia woli Benedykta XVI, mimo że podpisany przezeń dekret zawiera uroczystą formułę: „Zarządzamy, aby wszystko to, co zostało postanowione przez Nas w tym Liście Apostolskim wydanym w formie motu proprio, było obowiązujące i prawomocne oraz było zachowywane (..) bez względu na wszelkie przeciwne zarządzenia.” I tak, wskazówki Konferencji Episkopatu Polski w zasadzie stanowią tłumaczenie z analogicznego dokumentu biskupów niemieckich. Główne zastrzeżenia względem „Wskazówek” są związane z:

* wprowadzeniem wymogu, by Msza trydencka odprawiana była w niedzielę jako dodatkowa w parafiach, a zatem może przypaść jej jedynie jakaś egzotyczna, nikomu niewygodna godzina – 5 rano, 14 lub 22:30,
* faktycznym przeniesieniem z proboszcza na biskupa możliwości wyrażenia zgody na celebracje w rycie nadzwyczajnym, przy czym to biskup określa rodzaj i wielkość grupy mogącej starać się o odprawianie dla niej takiej liturgii,
* weryfikowaniem znajomości obrządku i łaciny potencjalnych celebransów przez Diecezjalne Komisje Liturgiczne (składające się z kapłanów, którzy w rycie trydenckim Mszy odprawiać nie potrafią).

Te istotne utrudnienia stoją w jawnej sprzeczności z literą i intencją Benedykta XVI. Nietrudno wskazać tu także sprzeczność z życzeniem wyrażonym przez Ojca Świętego Jana Pawła II w Motu proprio Ecclesia Dei (1988): „wszędzie należy uszanować nastawienie tych, którzy czują się związani z liturgiczną tradycją łacińską, poprzez szerokie i wielkoduszne zastosowanie wydanych już dawniej przez Stolicę Apostolską zaleceń co do posługiwania się Mszałem Rzymskim według typicznego wydania z roku 1962”. Trudno się zatem dziwić, że sekretarz Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów abp Malcolm Ranjith wprost mówi o rebelii części biskupów przeciw Benedyktowi XVI. Według watykańskiego hierarchy jej przyczyny to z jednej strony uprzedzenia natury ideologicznej, a z drugiej strony najcięższy grzech: pycha. „W szczególności to biskupi przysięgali wierność Ojcu Świętemu: czy nie mogą być konsekwentni i wierni swym zobowiązaniom?” – retorycznie pyta arcybiskup w wywiadzie udzielonym włoskiemu portalowi internetowemu Petrus (http://www.papanews.it ).

Dla porządku należy napisać, że przynajmniej w czterech polskich diecezjach istnieją obecnie zorganizowane grupy, przed którymi piętrzone są trudności co do uczestnictwa we Mszy Św. w rycie klasycznym. Te diecezje to: Łomża, Łódź, Poznań i Radom. Wierni nie tracą ducha i zapowiadają, że jeśli kurie nadal będzie piętrzyć przeszkody, powiadomią Watykan. Wiedzą, ze wypełniają wolę Benedykta XVI.

Michał Buszewski

tekst ukazał się w tygodniku Najwyższy Czas! Nr 50 (917) / 2007

poniedziałek, 17 grudnia 2007

biskupi austriaccy wstydzą się krzyża

za serwisem Kleine Zeitung: Podczas niedawnej wizyty austriackich biskupów w Ziemi Świętej, aż siedmiu z 15 obecnych hierarchów "zwiedziło" sobie meczet na wzgórzu świątynnym w Jerozolimie. Warunkiem umożliwienia zwiedzania był strój całkowicie świecki i zdjęcie pektorałów. "Siedmiu wspaniałym" przypominamy, że niecałe dwa tysiące lat temu niektórzy ludzie woleli umrzeć niż wyrzec się krzyża. No, ale - jak nam wypominają posoborowcy - to było bardzo dawno temu...

sobota, 15 grudnia 2007

XIX-wieczny lefebrysta atakuje Sobór

"Prawda nie inaczej się narzuca jak tylko siłą całej prawdy, która wnika w umysły jednocześnie łagodnie i silnie."

"Powinna więc władza państwowa przez sprawiedliwe prawa i inne odpowiednie środki otoczyć skutecznie opieką wolność religijną wszystkich obywateli."

Sobór Watykański II, Deklaracja o wolności religijnej "Dignitatis humanae".

"Lichej wartości jest środek ku usunięciu nietolerancji, stworzony przez liberalizm (ob. XII, 193), mianowicie owa niczym nieograniczona wolność wyznania, sumienia i kultu, czyli równość wobec państwa wszelkich religii i kultów. Pominąwszy już tę okoliczność, że owa wolność opiera się na gruncie najgrubszego indyferentyzmu religijnego i zwraca się nadto wyraźnie przeciwko nauce wiary katolickiej (por. encyklikę Piusa IX: “Quanta cura” z d. 8 grud. 1864 r., u Denzingera. n. 1638), sprzeciwia się ona wprost najoczywistszym zasadom prawa naturalnego. Chcieć na równi tolerować wszystkie religie i kulty, to znaczy wydać państwo bezwarunkowo na pastwę żywiołów zatracenia; nie masz bowiem najobrzydliwszego bezeceństwa (jak oddawanie czci bożkom, Molochowi, ofia­ry z ludzi, palenie wdów, wspólność kobiet, kult Astarty i t. p.), któreby swojej szpetności nie okryło płaszczykiem religii (por. Walter, Naturrecht und Politik, Bonn 1863, 492). Stąd nawet rewolucja fran­cuska nie miała odwagi przyjąć do swej konstytucji z r. 1791 zasady nieogarnionej wolności sumienia. Na próżno wolnodumcy odwołają się do pociągającej siły prawdy, która swą wyższą mocą w wolnej walce przekonań zdolna jest zatriumfować nad błędami religijnymi bez popar­cia ramienia świeckiego. Konsekwentnie idąc, należałoby uznać także prawo konkurencji czyli wolnego współzawodnictwa i w dziedzinie moral­ności, a stąd skasować i prawodawstwo karne i kary więzienia, i tułaj bowiem wyższa moc cnoty musiałaby odnieść zwycięstwo nad występ­kiem. Zaprawdę, ani cnota, ani religia nie potrzebują opieki pań­stwowej, lecz, jak głosi surowe doświadczenie, pozbawiony pomocy obywatel nie jest zdolny sam oprzeć się przemocy fałszu i uwodzicielstwa; podobnież i państwo, poddając się jawnym machinacjom występku, tylko by sprowadziło własną ruinę (por. Hergenroether, 629, 649; Simar, Gewissen und Gewissensfreiheit, Freibarg 1874; Lehmkuhl, Gewissens und Cultusfreiheit w Stimmen aus M. Laach Xf, 1876, 184)."

x. Ignacy Charszewski, rektor kościoła w Żurominie. Cytat za: Encyklopedia kościelna podług teologicznej encyklopedii Wetzera i Weltego z licznemi jej dopełnieniami przy współpracownictwie kilkunastu duchownych i świeckich osób wydana przez x. Michała Nowodworskiego, Tom XXVIII, hasło: TOLERANCJA, Warszawa 1905.

piątek, 14 grudnia 2007

Skoropontyfikał

W nazwiązaniu do skoromszytów - oto "skoropontyfikał" wyszperany przez kol. Gryzonia w zasobach diecezji Coutances (Francja), używany podczas udzielania święceń kapłańskich

Co dalej? Może ktoś z naszych czytelników znajdzie konsekracje biskupie celebrowane z segregatora? Albo jeszcze lepiej - z luźnych kartek spiętych zszywkami?

Przy okazji - kilka fotek z tej samej diecezji:


Jak widać na załączonym obrazku - średnia wieku francuskich kapłanów rośnie z roku na rok. Młodych kapłanów w zasadzie nie spotyka się.


Francuskim kapłanom też już nie wystarcza zwykły, pszenny, biały, mały chleb ołtarzowy. Muszą koniecznie wydziwiać. Bez wydziwiania Msza byłaby nudna.

Dawniej pozłacane cyboria z hostiami do konsekracji ustawiało się na ołtarzu. Dzisiaj gliniane miseczki z grzankami ostawia się na drewnianych ryczkach obok stołu.

No co? Pełny kościół i wszyscy chcą pojeść i popić! Skończyła się trydencka epoka gdy tylko zajadaliśmy bez popicia!


Piękny widok na "zgromadzenie celebrujące samo siebie". Stary ołtarz znajduje suę z tyłu, za plecami "koncelebrujących" kapłanów.

poniedziałek, 10 grudnia 2007

Muzułmańskie harce w kościele wotywnym

Jak donosi kreuz.net, we wiedeńskim kościele wotywnym (pisaliśmy już wcześniej o wykorzystywaniu go do niecnych celów) odbyła się ceremonia "Mevlevi Sema" (taniec derwiszów).

Jak podaje Wikipedia, ...w tradycji sufickiej, sema przedstawia mistyczną podróż, wznoszenie ducha poprzez rozum i miłość do stanu doskonałości. Podczas owej podróży szukający symbolicznie obraca się ku prawdzie, wzrasta przez miłość, opuszcza swoje własne "ja", odnajduje prawdę i przybywa do miejsca doskonałości, po czym powraca z podróży duchowej jako osoba dojrzalsza, aby kochać i służyć całemu stworzeniu nie dyskryminując nikogo z powodu wiary, rasy, wykształcenia i narodowości...

Nic z tego nie zrozumiałem, ale to pewnie dlatego, że nic jeszcze dzisiaj nie piłem. Tylko tak się zastanawiam, czy muzułmanie z wzajemności nie udostępniliby katolikom na godzinkę bazyliki św. Zofii w Konstantynopolu? Tylko na jedną, malutką Mszę świętą...

A król Jan III Sobieski to się chyba w grobie przewraca...





Neokatechumenat nieposłuszny Ojcu świętemu

3 grudnia 2007 r. minął dwuletni okres przejściowy wyznaczony przez Stolicę Apostolską sekcie neokatechumenalnej na nauczenie się przyjmowania Komunii świętej w sposób zgodny z obowiązującymi wszystkich katolików przepisami liturgicznymi. Jak można się było spodziewać, wspólnoty neokatechumenalne gremialnie olały papieski nakaz i - jak się nieoficjalnie przyznają neokatechumeni na forach dyskusyjnych i - oficjalnie - donosi związanyz neokatechumenatem serwis korazym.org, nadal przyjmują Komunię Świętą "zwyczajowo", "po staremu", czyli w pozycji siedzącej. Przypominamy iż Neokatechumenat od lipca bieżącego roku funkcjonuje bez "Ustawy zasadniczej" - Statutu, nowego na horyzoncie jakoś nie widać, więc wygląda na to iż Stolica Apostolska za bardzo nie wie, co z tym fantem zrobić, a boi się podejmować gwałtowne decyzje, aby towarzysztwo nie poszło gdzieś w formalną schizmę (bo w materialnej tkwi od dawna).

niedziela, 9 grudnia 2007

Pierwszy polski biskup uczestniczy w tradycyjnej liturgii

W drugą niedzielę Adwentu, w Mszy św. odprawianej w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w Lublinie, uczestniczył Metropolita lubelski JE ks. abp Józef Życiński. Szacowny gość przybył do szczelnie wypełnionego przez wiernych Kościoła Niepokalanego Poczęcia NMP, błogosławiąc zgromadzonym w czasie procesji do ołtarza.
Ks. Arcybiskup odmówił modlitwy u stopni ołtarza oraz odczytał Introit. Po Ewangelii, wygłoszonej przez kapłana celebrującego Mszę św., J. Ekscelencja zwrócił się do zgromadzonych z kazaniem.
W pierwszych słowach abp Życiński podziękował miejscowemu środowisku, za troskę wkładaną w zachowanie tradycji liturgicznej. Wskazał na konieczność przedsięwzięcia takiej misji, za co wyraził swoją wdzięczność zgromadzonym. Stwierdził także, że w Kościele jest miejsce dla wielu rytów, obrządków i form kultu. Jako przykład przywołał liturgię w rycie ambrozjańskim, sprawowaną po dziś dzień w Mediolanie. Ta różnorodność świadczy bowiem o bogactwie Kościoła.
Nawiązując do słów Ewangelii, przypadającej na II niedzielę Adwentu, abp Życiński przywołał postać św. Jana Chrzciciela, zauważając, że misją świętego było głoszenie Chrystusa, natomiast kwestią w gruncie rzeczy nieistotną z punktu widzenia tej wielkiej misji, był ubiór tego wielkiego męża. Św. Jan Chrzciciel nie chlubił się przed ludźmi, że odziany jest w skórę z wielbłąda i żywi się szarańczą. Naśladując wzór dany nam przez proroka, powinniśmy my także, w pierwszym rzędzie, skupić się na Chrystusie, który ma być głównym celem naszego chrześcijańskiego życia. Nie możemy zaś ulegać pokusie, by najważniejszą dla nas rzeczą stały się formy, poprzez które zbliżamy się do Zbawiciela. Musimy kontemplować Pana Jezusa, a nie kształt liturgii, która jedynie wyraża wiarę w Niego.
Abp Życiński przestrzegł osoby przywiązane do tradycji przed pokusą wyróżniania się od innych, podkreślania różnic, które wprowadzają zamieszanie w Kościele. Ostrzegł także przed idealizowaniem okresu przedsoborowego, oraz kierowaniem się w codziennej działalności sentymentalizmem za czasami minionymi. Zaznaczył, że gdyby nie Sobór, nie mielibyśmy Papieża Polaka, nie mielibyśmy tylu wspaniałych encyklik, nie mielibyśmy także takiego wspaniałego rozkwitu ruchów i inicjatyw katolickich. Osoby chorobliwie spoglądające za siebie Arcybiskup porównał do żony Lota, która przez takie postępowanie zamieniła się w słup soli. "A my mamy być przecież solą ziemi!" - apelował pasterz Kościoła lubelskiego.
Kaznodzieja stwierdził, że chrześcijanie w swojej pracy nad uświęceniem, nie powinni skupiać się na rzeczach drugorzędnych. Jako przykład przywołał zdarzenie z czasów rewolucji październikowej; w dniu gdy władzę w Rosji przejmowali bolszewicy, synod kościoła prawosławnego radził nad kolejnością zajmowaną przez swoich dostojników w czasie procesji. Także my, w dzisiejszych czasach, musimy starać się rozeznać istotne wyzwania współczesności, a nie udawać, że czas stanął w miejscu. „Wicher dziejów jest symbolem działania Ducha świętego” – zaznaczył Arcybiskup, zachęcając wiernych do zaangażowania się w rozwiązywanie problemów, które aktualnie stoją przez Kościołem.
Po wygłoszonym kazaniu abp Życiński udzielił zgromadzonym specjalnego błogosławieństwa odpustowego w języku łacińskim. Niestety, obowiązki nie pozwoliły mu wziąć udziału w całej Mszy św., którą zmuszony był opuścić przed Offertorium. Obecność dostojnego gościa i ciepłe słowa skierowane do zgromadzonych na długo pozostaną w pamięci uczestników liturgii. Miejmy także nadzieję, że ojcowskie przestrogi wypowiedziane przez Arcybiskupa ze szczerą troską, pobudzą wszystkich do głębokiej refleksji i przemyśleń.







Relacja została napisana wyłącznie z pamięci, bez robienia notatek. Jej treść stanowi jedynie odbicie wrażeń zebranych na gorąco przez autora tekstu.

sobota, 8 grudnia 2007

Msza święta "ekumeniczna"

21 stycznia 2007 r. w parafii św. Elżbiety w Haren pod Brukselą (Archidiecezja Bruksela-Mechelen, dekanat Bruksela Północny-Wschód) została odprawiona przez ks. Bernarda Lenaertsa "Msza święta" "ekumeniczna", w której aktywny udział wzięli heretycy i schizmatycy najróżniejszych obediencji - protestanci, anglikanie i prawosławni.


Czołówka transmisji:
Niedziela ekumeniczna
Aby wszyscy byli jedno
nabożeństwo z udziałem duchownych
z różnych kościołów chrześcijańskich

ks. Bernard Lenaerts
wprowadzający

wprowadzenie do zagadnienia ekumenizmu w postaci obrazkowej


Nie, nie pomyliliście się. Ten stoliczek w sam raz dla iluzjonisty, ze świecą, po lewej, to posoborowy "ołtarz". Proszę również zwrócić uwagę na niewiasty-chórzystki, siedzące ze znudzeniem, z założonymi nogami, w prezbiterium. Zapewne w przytomności Najświętszego Sakramentu w tabernakulum za ich plecami.

A oto "ołtarz" w całej swej mizerii. Obok wiszący na ścianie Chrystus bez krzyża.

Lekcję (1Kor 12:12n) odczytał pastor Steven Fuite z "kościoła" protestanckiego.

Informacja na ekranie przypomina iż widzowie oglądają transmisję z kościoła św. Elżbiety w Haren na przedmieściach Brukseli.

Po Ewangelii (poprzedzonej wstępem komentatora, dłuższym niż sam ustęp ewangeliczny) jakiś starszy facet z publiczności odmówił ze zgromadzeniem dialogową formułkę przypominającą wyznanie Wiary, acz starannie oczyszczoną z elementów nieakceptowalnych dla kacerzy. Znalazło się w niej m.in. wyznanie wiary w "kościół Jezusa".

A to już "modlitwa powszechna" odmówiona od początku do końca przez świeckich,z towarzyszeniem chóru. Modlono się m.in. o zjednoczenie w przyszłości "czterech wyznań chrześcijańskich: protestantyzmu, anglikanizmu,prawosławia i katolicyzmu".

Zamiast Przygotowania Darów odbyły się cztery krótkie prelekcje na temat symboli, które poszczególne "wyznania" przynoszą do stołu, wokół którego się wszyscy mamy zebrać. Pastor Johan Troukens, przedstawiciel "kościoła" protestanckiego zagaił o Biblii, którą przyniosła jego asystentka.

Lektor William Hekkers ze schizmatyckiego Kościoła Prawosławnego nawijał o ikonach i ich wpływie na duchowość.

Oto stoliczek z przyniesionymi przez przedstawicieli poszczególnych "wyznań" - "symbolami"

Ta podstarzała baba w dalmatyce to "diakon" Anna Babb z "kościoła" anglikańskiego. Przyniosła do stoliczka "symbol charakterystyczny dla anglikanizmu, czyli pusty krzyż symbolizujący zmartwychwstanie"


A to już asystentka pastoralna Lucienne Maes, reprezentująca Kościół katolicki. Nawijała o chlebie i winie, które symbolizują Obecność Pana wśród nas.

(nie)wierni w taki sposób odpowiadają na kapłańskie wezwanie "W górę serca!" przed prefacją. Czyli wznoszą swoje serca do Pana podczas gdy ich sempiterny nadal tkwią na wygodnych siedziskach. W Belgii siedzi się praktycznie przez całą Modlitwę Eucharystyczną aż do momentu konsekracji, podczas której na minutę się... wstaje. A wy myśleliście, że klęka? Tam po konsekracji nie klęka nawet celebrans (do zobaczenia na filmie - minuty 39-40)! No bo kto to widział klękać przed "symbolem", jeśli się nie wierzy w Rzeczywistą Obecność...


Konsekracja chleba, odklepana na szybko, jak zakup biletu do kina... O pokłonie lub choćby pochyleniu głowy można zapomnieć.


Konsekracja wina - podobnie. Ksiądz wygląda, jakby wznosił toast za zebranych.

Kontynuując jakąś dziwaczną "modlitwę eucharystycznopodobną", starannie oczyszczoną z takich reakcyjnych przeżytków, jak przywołanie imienia Benedykta XVI i kard. Daaneelsa (zamiast tego celebrans użył zwrotu "wraz ze wszystkimi pracownikami winnicy Pana") czy wspomnienie Najświętszej Maryi Panny (była mowa tylko o Maryi), celebrans żywo gestykulował i starał się utrzymać kontakt optyczny z widownią.

Doksologia końcowa - wygłaszana wspólnie przez kapłana i zgromadzenie - co słychać na nagraniu i o czym świadczą...

...napisy na ekranie. Pani "diakon" też sobie na siedząco odmówiła, a co...


Celebrans do Modlitwy Pańskiej zaprosił na scenę (to znaczy - chciałem powiedzieć: do prezbiterium) zebrane kacerstwo i trzymając się za rąsie odśpiewali sobie razem "Ojcze nasz..."

...przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na ziemi...


...i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom...

...i nie wódź nas na pokuszenie, ale zbaw nas ode Złego...

Akcja przekazywania sobie znaku pokoju (hotelowego)

Pastor przegryzł sobie nieco Ciała Chrystusa, po czym łyknął sobie Przenajświętszej Krwi. Pani "diakon" też skorzystała z okazji i łyknęła sobie. W końcu u siebie w parafii pije zwykłe wino.

A tu już w akcji Nadzwyczajni Świeccy Szafarze Komunii świętej, ustanowieni ad hoc przez celebransa - czyli pan pastor i pani "diakon". Prawosławny lektor siedzi sobie smutny (ciekawe, czemu jego nie wyznaczono?)


Pastor w akcji, dumny i blady. W końcu nie codziennie trzyma w rękach Ciało Chrystusa...


Pani "diakon" też przejęta rolą, grzecznie daje do łapek...

...każdemu, kto tylko poprosi...

...naści, proszę pana!

Na koniec nabożeństwa zamiast udzielenia kapłańskiego błogosławieństwa celebrans zaproponował zebranym, aby każdy sobie wykonał znak krzyża.


Jeśli ktoś chce zobaczyć na własne oczy to świętokradzkie nabożeństwo połączone ze świętokradzką interkomunią, zapraszamy na stronę tej "katolickiej" parafii lub na stronę Agencji Informacyjnej Konferencji Episkopatu Belgii.

Kościół cały tydzień stoi zamknięty na cztery spusty, za to 14.12.2007 o 20.30 odbędzie się w nim... koncert Martyna Josepha, walijskiego rockmana, który zaśpiewa m.in. piosenki Elvisa Costello i Zuzanny Vega..

Czy ktoś ma jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do faktu iż posoborowie to zupełnie inna religia niż katolicyzm?

święto Niepokalanego Poczęcia NMP

Ta sama Francja, co w poprzednim poście, ale parafia "schizmatycka" (czyli: nie znajdująca się w "pełnej łączności" z garniturkami z Konferencji Episkopatu Francji) prowadzona przez - znienawidzonych przez postępowy kler - "lefewrystów". Jak widać na filmie z 2004 r. - są jeszcze we Francji parafie, do których przychodzą tłumy katolickich wiernych - starszych i młodszych, świeckich i z zakonów, nie obawiające się wyjść procesyjnie na ulicę i zaświadczyć o swojej wierze.

Zwyczajna forma rytu rzymskiego

Oto kilka zdjęć ze Mszy świętej odprawionej (z okazji 20-lecia Festiwalu Cyrku) w katedrze NMP w Auch (Francja), transmitowanej niedawno przez program 2 francuskiej telewizji. Nudną celebrę NOM-owską urozmaiciły występy grupy cyrkowej Pop Circus. Proponujemy następnym razem zaprosić treserów lwów (nawiązanie do pierwszych chrześcijan) i jakiegoś Teksańczyka z piłą (nawiązanie do św. Jana Chrzciciela). W wygłoszonej homilii, ks. Krystian Delorme (na zdjęciu, proboszcz parafii w Pierre Bénite, Francja) osoby przestrzegające sciśle przepisów kościoła przyrównał do faryzeuszy, a wesołkowatych klaunów pochwalił za świadczenie o wierze.

Na transmisję Mszy św w znienawidzonej przez francuski episkopat nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego chyba sobie jeszcze trochę poczekamy.



piątek, 7 grudnia 2007

Salezjanie z Brazylii

Brazylijska Inspektoria Salezjanów pw. św. Piusa X, z której witryny pochodzą poniższe zdjęcia, ceni sobie dokładność w dziele recepcji ducha aggiornamento.


A potem wziął w swoje ręce mikrofon, podregulował głośność, przystawił do ust i relacjonował co robi towarzyszącym dziewczętom...



Ornat skrojony z piżamy, mikrofon i gliniane kubki - wszystko jak za czasów pierwszych chrześcijan.


Msza koncelebrowana z 5 paniami.


Komunia nie-święta.


Odświętnie przystrojona mensa ołtarzowa.

środa, 5 grudnia 2007

Witraż ku czci św. Piksela

Proszę nie regulować monitora i nie klikać w "odśwież". Obrazek załadował się w całości :-)

Niemiecki "artysta", niejaki Gerhard Richter (jak sam siebie określa: ateista ze skłonnością do katolicyzmu) 25 sierpnia 2007 r. (podczas uroczystej Mszy świętej) podarował archikatedrze w Kolonii swoje "arcydzieło" (koszt: 370.000 €, w całości pokryty przez ponad 1.000 sponsorów) w postaci witrażu złożonego z 11.500 kolorowych szkiełek, ułożonych w pseudolosowym porządku, wygenerowanym komputerowo. Pan "artysta" twierdzi, że to "dzieło" stanowi nawiązanie do jego innego "dzieła" pod tytułem "4096 kolorów" (obecnie wypożyczone do Państwowych Zbiorów Sztuki w Dreźnie).

Pomijając milczeniem kard. Meisnera, który podobno ma wpływ na wystrój wnętrz w tym obiekcie sakralnym - jesteśmy bardzo ciekawi, co pali pan Gerhard Richter i gdzie to można legalnie nabyć.


A oto "arcydzieło" w dużej rozdzielczości (uwaga, duży plik!)

wtorek, 4 grudnia 2007

Nie bójmy się zabawy w Pana Boga!

Znany lubelski Filozof, Abp Józef Życiński, w wywiadzie dla PAP-y stwierdził:

Medycyna nie ma żadnej wiedzy, by żywność zmieniona genetycznie niosła jakieś zagrożenia (...) lęk przed żywnością zmodyfikowaną genetycznie rozpowszechniają środowiska radykalnych ekologów. - Ich poglądy są odosobnione (...) Tyle razy uczestniczyłem w Stolicy Apostolskiej w dyskusjach o żywności zmodyfikowanej genetycznie (...) i nigdy nie usłyszałem opinii, by żywność, którą zmieniono genetycznie była zagrożeniem dla ludzkiego życia (...) tego rodzaju żywność jest już w Polsce spożywana, m.in. okazałe truskawki, czy twarde pomidory sprowadzane z zagranicy. - Wszyscy korzystamy już z tych pokarmów i nie ma powodu, by wpadać w panikę i przeżywać lęki, dlatego, że ktoś nas straszy (...)

Metropolita lubelski podkreślił, że dzięki genetycznemu modyfikowaniu żywności można walczyć z chorobami. Wskazał na program naukowców z Fryburga, którzy uzyskali ryż zawierający witaminę A i inne korzystne związki, których nie ma w zwykłych odmianach tej rośliny. Jest to ważne tam, gdzie ryż jest podstawą wyżywienia. - Dzieci karmione tym ryżem w biednych krajach nie zapadają na choroby oczu - mówił.


Ciekawe, co ksiądz arcybiskup miałby do powiedzenia na temat użycia do Mszy świętej hostii wypieczonej z mąki ze zmodyfikowanej genetycznie pszenicy, której ziarna zawierają np. "witaminę A i inne korzystne związki, których nie ma w zwykłych odmianach tej rośliny"? Albo na temat użycia do konsekracji wina upędzonego na zmodyfikowanych genetycznie winogronach, np. zawierających substancje trujące dla szkodników i grzybów?

Jak bardzo trzeba zmodyfikować pszenicę, ile aminokwasów w łańcuchach pozamieniać, aby przestała być pszenicą? Gdzie leży granica?

KPK Kan. 924
§ 1. Najświętsza Ofiara eucharystyczna powinna być sprawowana z chleba i wina, do którego należy dodać trochę wody.
§ 2. Chleb winien być czysto pszenny i świeżo upieczony, aby nie było żadnego niebezpieczeństwa zepsucia.
§ 3. Wino powinno być naturalne z owocu winnego i nie zepsute.

RS 48
Chleb, którego używa się przy sprawowaniu Najświętszej Ofiary eucharystycznej, powinien być niekwaszony, czysto pszenny i świeżo upieczony, tak aby nie było żadnego niebezpieczeństwa zepsucia. Wynika z tego, że chleb wykonany z innej substancji, nawet zbożowej, lub taki, do którego została dodana znaczna ilość materii różnej od pszenicy, tak że zgodnie z powszechną opinią nie może być nazwany chlebem pszennym, nie stanowi ważnej materii dla sprawowania Ofiary i sakramentu Eucharystii. Poważne nadużycie stanowi dodawanie do chleba przeznaczonego do Eucharystii innych substancji, jakimi są owoce lub cukier czy miód.

IGMR 322
Wino do celebrowania Eucharystii powinno być z owocu winnego krzewu (por. Łk 22,18), naturalne i czyste, to jest bez jakichkolwiek dodatków obcych substancji.

Aberracje umysłowe kard. Kaspera

Kard. Walter Kasper wypowiedział się krytycznie o możliwości przyjęcia do Kościoła katolickiego grupy anglikańskich wiernych zrzeszonych w Tradycyjnej Wspólnocie Anglikańskiej (Traditional Anglican Communion - TAC).

Duchowni tego ruchu jesienią wystosowali list do Kongregacji Nauki Wiary, w którym zadeklarowali wolę pełnej jedności z Rzymem. Według informacji samej Wspólnoty, skupia ona 400 tys. wiernych.

Jak donosi brytyjski tygodnik "Catholic Herald", przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan stwierdził, że "jesteśmy w dobrych relacjach z arcybiskupem Canterbury i robimy co możemy, by pomóc mu utrzymać w jedności Wspólnotę Anglikańską". Stwierdził, że jako katolik cieszy się, "jeśli jakaś osoba dołącza do Kościoła katolickiego", wyraził jednak wątpliwość, by tak duża grupa rzeczywiście chciała przejść na katolicyzm. Dodał jednocześnie, że przyciągnięcie tak wielu anglikanów nie jest "polityką" Kościoła katolickiego.

Według Tradycyjnej Wspólnoty Anglikańskiej, po ogłoszeniu treści listu do Kongregacji Nauki Wiary, ok. 60 parafii anglikańskich dołączyło do ruchu tradycjonalistycznego. Według anonimowych źródeł w Watykanie, na jakie powołuje się "Catholic Herald", inicjatywa grupy anglikanów cieszy się poparciem papieża Benedykta XVI. Miał on przesłać swoje błogosławieństwo na październikowe zgromadzenie 60 biskupów TAC, na którym podpisali oni jednogłośnie list do watykańskiej kongregacji.

Zdaniem brytyjskiego tygodnika, w Watykanie trwają szczegółowe badania nad możliwością przyjęcia takiej grupy wiernych Kościoła anglikańskiego. Jednak zdaniem kard. Kaspera należy być ostrożnym w przypadku gestów, które mogą wywołać niepokój liderów innych Kościołów chrześcijańskich.

KAI; wiara.pl

Co mi tu będzie Benedykt bruździł...

Jak donosi serwis ks. Jana Zuhlsdorfa, Juliusz kard. Darmaatmadja SJ, metropolita Dżakarty w liście do swoich kapłanów i wiernych jasno wskazał, w którym miejscu swojego przewodu pokarmowego ma ustawę promulgowaną przez Ojca świętego, pisząc m.in.:

...Stwierdzam iż obecnie w archidiecezji Dżakarta należy używać wyłącznie jednej formy rytu rzymskiego. Decyzję powyższą motywuję tym iż powód przywrócenia Mszału Rzymskiego 1962 r. nie ma zastosowania w archidiecezji Dżakarta. Nie ma u nas grup lefebvrystów. Nie ma konieczności pojednania w Kościele w archidiecezji Dżakarta, które to pojednanie stanowiło powód wydania motu proprio. Przy obecnie używanym Mszale Rzymskim nadal istnieje możliwość używania chorału gregoriańskiego. Dlatego zadecydowałem, aby na całym terenie naszej archidiecezji stosowano zwykłą formę Mszału Rzymskiego...

Miejmy nadzieję, że ksiądz kardynał już wkrótce pokornie złoży rezygnację (którą Benedykt XVI wspaniałomyślnie przyjmie) i uda się na zasłużoną emeryturę. Tradycyjnie już proponujemy placówkę w Teheranie.

Pan Jezus ofiarą kompromisu

Jak informuje KAI pomysł włoskiej pani burmistrz Thiene koło Vicenzy - Marii Rity Busetti, by w urzędach komunalnych umieścić krzyże bez figury Jezusa spotkał się z uznaniem władz kościelnych. Celem tej inicjatywy miałoby być rzekome okazanie szacunku osobom niewierzącym bądź wyznawcom innych religii. Tak oto okazało się, że Pan Jezus godzi w szacunek pogan i apostatów, więc w drodze kompromisu, należy usunąć go z pola widzenia.

"Uzasadnienie podane przez panią burmistrz jest poważne" - oświadczył proboszcz miejscowej katedry ks. Livio Destro. Podkreślił przy okazji, że niezbędna jest obecność w miejscach publicznych "znaku naszej wiary i naszych tradycji". Duchowny zauważył, że "żyjemy w czasach przywiązujących wagę do znaków" i wyraził przekonanie, że całkowite usunięcie krzyży oznaczałoby wyrzeczenie się własnych korzeni.

Rezygnacja z figury ukrzyżowanego Pana Jezusa świadczy, według niego, "o naszej tolerancji", która zostanie kiedyś wynagrodzona. "Uciekając się do nietolerancji nie wygramy nigdy" - podkreślił ks. Destro.

poniedziałek, 3 grudnia 2007

Skoromszyt, a może skoromszał?

IGMR 349. W szczególny sposób należy dbać o to, aby księgi liturgiczne, zwłaszcza Ewangeliarz i lekcjonarz, służące do głoszenia słowa Bożego i z tego powodu otaczane szczególnym szacunkiem, podczas sprawowania liturgii były znakami i symbolami rzeczywistości nadprzyrodzonej, a więc odznaczały się poważnym i pięknym wyglądem.

Kan. 846 § 1. Przy sprawowaniu sakramentów należy wiernie stosować się do ksiąg liturgicznych zatwierdzonych przez kompetentną władzę. Z tej racji nikomu nie wolno własną powagą czegokolwiek do nich dodawać, w nich pomijać lub zmieniać.


Jak widać poniżej, w Archidiecezji Lubelskiej powyższe przepisy są zachowywane z największą gorliwością. Również przez biskupów.

Mogę się założyć, że w tym skoromszycie / skoromszale jest "do wyboru" wyłącznie Druga Modlitwa Eucharystyczna...