czwartek, 31 maja 2007

Zagadka liberalna

Co to jest?


Rozwiązanie zagadki znaleźć można na stronie internetowej Diecezji Płockiej

sobota, 26 maja 2007

Spowiadać każdy może...

...trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi.

Jak donosi Polska Agencja Prasowa, na Śląsku grasował jakiś oszust podający się za katolickiego kapłana.

Bez trudu przekonał księży z dwóch parafii, które zdecydowały się go gościć, że również jest kapłanem. Policjanci ustalili, że już wcześniej działał w podobny sposób, załatwiając darmowe noclegi i posiłki na plebaniach. Zgodnie z przyjętym zwyczajem, w odwiedzanych parafiach odprawiał msze i spowiadał.

to znaczy: symulował odprawianie Mszy świętych i symulował sakrament spowiedzi.

Swoim rozmówcom mężczyzna pokazywał liczne zdjęcia ze swojej rzekomej kapłańskiej praktyki. Fotografie przedstawiały go podczas mszy świętych, w towarzystwie innych księży lub w konfesjonale. Osoby, które się z nim zetknęły, zapewniały policjantów, że nic w zachowaniu księdza nie wskazywało na to, iż nie jest prawdziwym kapłanem. Nabierał nawet innych księży.

I nikt nigdy nie poprosił go o celebret? Na krzywy ryj dopuszczali oszusta do posługi? I pozwalali mu nawet usiąść do konfesjonału nie sprawdzając, czy pacjent ma jurysdykcję na danym terytorium? Czy to tak trudno sprawdzić?

Tak się zastanawiam, co by się stało, gdyby na którąś z parafii zawitał jakiś podróżujący kapłan z Bractwa św. Piusa X i pokornie poprosił o pozwolenie na odprawienie katolickiej Mszy świętej przy bocznym ołtarzu. Oj, bez telefonu do kurii i przyjazdu policji by się chyba nie obyło.

Odnoszę też dziwne wrażenie, że gdyby taki oszust trafił na mnie (albo na któregoś z Was, Drodzy Czytelnicy), to w pół minuty rozpracowalibyśmy łobuza. Wystarczyłoby mu zadać kilka prostych pytań, na które każdy katolicki kapłan zna odpowiedź. Tylko obawiam się, że sporo prawdziwych kapłanów o posoborowej (de)formacji mogłoby nie zdać.

Jak myślicie, Drodzy Czytelnicy? Czy któryś z kapłanów, którzy z taką łatwością wręczali temu oszustowi klucz do tabernakulum - oddałby mu z podobną beztroską kluczyki od własnego samochodu?

Nadzieja zgasła, dalszy rejs odwołany...

Chyba wszyscy znają latynoamerykańską rzewną pieśniczkę gitarową, której słowa działacze tzw. Oazy przetłumaczyli na język polski, pod tytułem "Barka". Była to ponoć "ulubiona piosenka" świętej pamięci Jana Pawła II.

Jak czytamy na stronie JP2Wielki:
Po śmierci Ojca św. Jana Pawła II ks. Biskup Józef Zawitkowski napisał jeszcze jedną zwrotkę "Barki":

O Panie, dalszy rejs odwołany
Bo Sternika do Siebie wezwałeś
A nam brak siły
Nadzieja zgasła

Refren:


O Chryste, przecież burze szaleją
Ratuj Barkę, bo bez Ciebie zginiemy
Nie lękajcie się, a wypłyńcie na głębię
Cała naprzód, nowy świta już dzień.


Członkom kryptosedewakantystycznej :-) sekty ślepych wielbicieli Papieża Wojtyły przypominamy, że od 19 kwietnia Roku Pańskiego 2005, katolicką Łodzią Piotrową kieruje nowy sternik, który nosi imię Benedykt. I nikt żadnego rejsu nie odwołuje, Łódź dalej płynie do portu Zbawienie, i tylko coraz więcej łachmytów próbuje się dostać na statek, służbowo; a nielicznych wiosłujących, którzy zamiast krążyć w kółko - chcą płynąć naprzód i jeszcze nadzieję mają, wciąż wyżsi rangą załoganci biją po łapach, albo urządzają im podchwytliwe konkursy wiedzowe, na których robią ich w patataj...

No i te dialogi...
Niedobre...
Bardzo niedobre...

wtorek, 22 maja 2007

Chaos liturgiczny

Wielu prominentnych "działaczy" Kościoła Posoborowego sprzeciwia się powrotowi Mszy św. w rycie "trydenckim" utrzymując, iż jej powrót spowoduje "liturgiczny chaos".

Jak dobrze wiemy, Mszę Trydencką można odprawić na JEDEN sposób - czyli ściśle stosując się do rubryk. W rubrykach (i nigrykach ;-) Mszału promulgowanego przez bł. Jana XXIII nie ma "opcji", "możliwości do wyboru", "fragmentów, które można pominąć" i podobnych temu posoborowych wynalazków wesołej ferajny pod batutą o. Hanibala Bugniniego CM.

Policzmy zatem, na ile sposobów można odprawić "Nową Mszę"?
- zagajenie (powitanie) - 5 wariantów
- akt pokutny - 4 warianty
- trzeci wariant aktu pokutnego - 11 rodzajów wezwań do wyboru
- razem: 14 wariantów aktu pokuty
- kyrie - 2 warianty (a nawet 3, bo jeśli użyto 3 lub 4 aktu pokuty, to Kyrie "wylatuje")
- Credo - 2 warianty (a nawet 3, jeśli podczas Mszy św. sprawuje się sakrament Chrztu)
- Modlitwa Wiernych - 4 warianty (ponoć jest więcej)
- przygotowanie darów - 2 warianty
- prefacje - 10 wariantów
- Modlitwy Eucharystyczne - 18 wariantów ( w Polsce. W innych krajach jeszcze więcej )
- doksologia - 2 warianty
- Wprowadzenie do Modlitwy Pańskiej - 8 wariantów
- Domine, qui dixisti - 5 wariantów
- modlitwa przed Komunią - 2 warianty
- rozesłanie - 2 warianty

Podsumowując: Nową Mszę w Polsce można (delikatnie szacując) odprawić na 5x4x14x2x2x4x2x10x18x2x8x5x2x2=516096000 (pięćset szesnaście milionów dziewięćdziesiąt sześć tysięcy) sposobów.

Chaos liturgiczny... Doooobre...

środa, 16 maja 2007

...to było Pani tak trudno zrobić ten krok do przodu i wyciągnąć rękę?

Za gazetą internetową Polskie Jutro:

Sobota 17 marca 2007 roku, Berlin. Tego dnia tradycją tutejszą jest tak zwany Marsz Pokutny, urządzany rokrocznie przez Diecezję Berlińską. Jest to swoista manifestacja „resztek” katolicyzmu! - w tym spoganiałym mieście. Procesja, z Krzyżem wielkości około 5 metrów, niesionym tradycyjnie już przez kilkunastu członków Misji obcojęzycznych, porusza się ulicami przez dzielnice blisko centrum leżące, wzdłuż trzech kolejnych Parafii i trwa ten marsz około 1,5 godziny, kończąc się w bazylice św. Jana Chrzciciela, która od ponad roku stała się siedzibą Polskiej Misji Katolickiej w Berlinie. Mottem tegorocznej Procesji było: „... ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich” (Łk 6; 19). Jak na prawie 4-milionowe miasto, kościół mieszczący około 3 do 4 tysięcy wiernych był wypełniony w 80 procentach; było jeszcze dużo wolnego miejsca dla stojących. Był chór i cała uroczysta oprawa. Procesji i Mszy św. ją wieńczącej przewodniczył ks. kardynał Sterzynsky - bp ordynariusz diecezji berlińskiej. Obecny był również Nuncjusz Stolicy Apostolskiej w Berlinie. (...) O homilii kardynała Sterzynskiego wspomnę tylko tyle, że wychodząc od Motta, usłyszeliśmy, jak Pan Jezus uzdrawiał przez dotknięcie - zebrane chyba ze wszystkich Ewangelii i w teatralnych gestach po prostu przypominane, a więc trudno mi jest po prostu powtórzyć tak naprawdę, o czym mówił tak dokładniej ks. kard. można było odnieść wrażenie, że chce nas przekonać o wielkiej Mocy Uzdrawiającej Pana Jezusa abyśmy tylko się Jego dotknęli, i już cały nasz świat musi być uzdrowiony. Mamy tego tylko pragnąć, ale nie usłyszałem ani joty o sensie procesji – pokutnej przecież – ani słowa o skrusze i pokucie, nie, starczy dotyk. (...) Komunii udzielano dosyć spontanicznie, od ołtarza i kilku księży udało się do tyłu, aby uniknąć nadmiernego stłoczenia. Pozostałem w ławce, aż na tyle się rozluźni, że będę mógł bez tłoku, przyjąć Komunię św. Ustawiłem się w ostatnim rzędzie, obok mnie po lewej stronie było jeszcze cztery osoby i ja nieco na prawo, bezpośrednio przed tym wielkim Krzyżem procesyjnym. Osoby po lewej stały z wyciągniętymi rękoma, pomiędzy nimi klęczała moja znajoma, skupiony na krzyżu, nie widziałem, co się obok działo, wiem tylko, że ksiądz udzielający Komunii odszedł od tych osób i patrząc na mnie zupełnie mnie zignorował, jakby mnie tam nie było. Jeden z księży znany mi, również Polak Kamilianin, widząc to i myśląc, że może to jakieś nieporozumienie, ale po wymianie wzroku z ks. kardynałem i kilkoma innymi przy stole ofiarnym spuścił głowę i zamarł w bezruchu. Chcę tu jednoznacznie podkreślić, że tu nie może być mowy o nieporozumieniu. NIE. Nie było żadnego komunikatu jak i gdzie będzie udzielana Komunia św., a więc każdy, kto podszedł do Komunii – otrzymał ją z wyjątkiem nas dwojga – klęczących! Widząc, że nikt nie wyraża najmniejszego zainteresowania jakimiś tam klęczącymi – skłoniłem się i czyniąc znak krzyża z pokorą przyjąłem zdarzenie oddając je PANU BOGU i powróciłem do ławki. Znajoma natomiast zupełnie zdezorientowana i niepogodzona z zaistniałą sytuacją, czemu się wcale nie dziwię, pozostała na klęczkach aż do błogosławieństwa, po czym udała się do zakrystii, aby wyjaśnić nieporozumienie. Ksiądz z PMK rozumiejąc sytuację, bez żadnego komentarza, ubrał się i udzielił Jej komunii, z pełnym zrozumieniem sytuacji. Natomiast później zagadnięty ks. proboszcz PMK pouczył ją, że: „... to było Pani tak trudno zrobić ten krok do przodu i wyciągnąć rękę”! Znajoma zaniemówiła, bezradna odwróciła się i udała się w stronę wyjścia. Po kilkunastu krokach dogonił Ją ks. proboszcz i zaczął prosić: „... niech Pani nie bierze sobie tego tak do serca (...) bo jeszcze Pani wiarę straci”!? – Znajoma, która mi to wszystko potem relacjonowała, odpowiedziała bez namysłu: „O mnie, to się ksiądz nie martwi ja wiary tak szybko nie tracę , ale o wiarę tych kapłanów i o siebie, to jak najbardziej (...)” – w tym czasie byłem już na zewnątrz kościoła i próbowałem poukładać myśli, i uznałem – to co się stało – za świadome działanie kapłanów, co z kolei wyklucza jakąkolwiek próbę dyskusji – bo takowa mogła się zakończyć tylko dopełnieniem poniżenia już zadanego, niczym więcej...