niedziela, 15 stycznia 2012

Przewodnik Katolicki radzi: nie nawracaj się!

Wszystko mi opadło czytając to:

Przewodnik Katolicki 35/2010 » Ksiądz odpowiada » Konwersja
autor: ks. Jan Glapiak

Zostałam ochrzczona w Kościele prawosławnym w Rosji. Teraz mieszkam w Polsce. Mam narzeczonego, który jest katolikiem. Razem z nim uczęszczam na niedzielną Mszę św. do kościoła katolickiego. Pragniemy wziąć ślub kościelny, a potem dzieci ochrzcić i wychować po katolicku. Dlatego zastanawiam się także nad oficjalnym wstąpieniem do Kościoła katolickiego.

Nadia

Najpierw trzeba zaznaczyć, że nie ma konieczności, aby Pani zmieniała swoją wiarę. Jest przecież możliwy ślub kościelny osoby wyznania katolickiego z osobą wyznania prawosławnego. Poza tym prawosławni, jeśli są do tego odpowiednio dysponowani, mogą przystępować do sakramentów: pojednania, Eucharystii, namaszczenia chorych także w Kościele katolickim. (...)

Z powyższego wynikają fundamentalne zasady teologii posoborowej:
1) Osoba ochrzczona nie musi się nawracać do Kościoła, aby osiągnąć zbawienie wieeczne
2) Osoba ekskomunikowana i przywiązana do grzechu śmiertelnego (schizmy) może uzyskać rozgrzeszenie
3) Osoba ekskomunikowana jako schizmatyk i pozbawiona łaski uświęcającej może godnie przyjmować Komunię świętą oraz sakrament namaszczenia chorych

piątek, 13 stycznia 2012

Ojcowie soborowi, zahaczacie o groteskowość!

I kolejny list do redakcji:


Witam.Czasem zaglądam na portal Novus Ordo i muszę przyznać,że niektóre newsy czy tez zdjęcia potrafią mnie mocno zaskoczyć - ba - nawet zaszokować. Ale w zaden sposób nie jestem w stanie zgodzic sie z powrotem do dawnej Tradycji Kościoła Rzym.-Kat.Zupełnie nie wyobrażam sobie sprawowania liturgii w dawnym rycie - przecież to jest przegięcie w drugą stronę.Nie wracajmy do archaizmu w Kościele bo on i tak juz traci swoich członków.Nie jestem zwolennikiem pseudo-liturgii sprawowanej np.przez ,,neonów,, czy też mocno kontrowersyjnych poczynań niektórych duchownych,ale obrzędy sprzed Vaticanum II tez uważam za niestosowne,żeby nie powiedzieć zahaczające o groteskowość.

(adres email do wiadomości redakcji)

Szanowny panie,

Ma pan pecha - Ojciec święty nie dość, że wraca do tego "archaizmu" to jeszcze stwierdza wbrew propagandzie, którą futrowano nas przez lata, że te obrzędy nigdy nie były zabronione! Więc zauważam u pana jakiś dysonans poznawczy, ale to z czasem powinno przejść.
Kościół "traci swoich członków"? Jak to? A gdzie Nowa Wiosna? Gdzie odrodzenie, moralne i duchowe? Gdzie te nowe powołania kapłańskie i zakonne? Gdzie te tłumy "partycypujących aktuozalnie"?
Z drugiej strony proszę mi wyjaśnić pewną kwestię - dlaczego np. we Francji na "archaizmy" przychodzą masowo rodziny z małymi dziećmi wypełniając szczelnie kościoły a nawet stojąc na placach przed kościołami, jeśli katolicki biskup miejsca woli zamknąć kościół niż pozwolić, aby w nim - o zgrozo - odprawiono Mszę świętą, a na "Msze w formie zwyczajnej" przychodzi kilka osób, najczęściej w podeszłym wieku?
Na koniec proszę zauważyć, że te według pana "niestosowne" i "zahaczające o groteskowość" obrzędy wychowały przez wieki legiony błogosławionych i świętych, a święci którzy mieli pecha dożyć czasów posoborowej zawieruchy odmawiali porzucenia tych "archaizmów" i obstawali twardo przy ich celebracji - że wspomnę choćby św. Józef M. Escriva de Baaguera czy św. Piusa z Pietrelciny. Proszę zacząć oceniać po owocach. Owocem atrapy paschału może być tylko atrapa wiary. Owocem nieposłuszeństwa liturgicznego może być tylko nieposłuszeństwo duchowe. Owocem niewierności doktrynalnej może być jedynie ucieczka od Matki naszej, Kościoła katolickiego.

Lektor - protektor

Z redakcyjnej poczty, zachowaliśmy pisownię oryginalną:

Króluj nam Chryste

Musze państwu wyznać że jestem zdruzgotany jako Katolik pastwą waszej kroniki przecież to wy jesteście heretykami to wy dożycie do rozbicia kościoła jestem Lektorem w mojej rodzimej parafii notabene obrażacie cześć bł. Jana Pawła II choćby w miejscach gdzie twierdziliście że kult publiczny przed beatyfikacją jest nie dozwolony z czym się zgadzam ale nie uważam że kultem publicznym jest zamieszczenie figury w ołtarzu wole być nauczany przez heretyków niż taką bandycką organizacje aha jeszcze na koniec chlałbym poruszyć temat obrażania bp. Pawła Cieślika i wykładowcy teologi moralnej oraz proboszcza parafii w pobliskim mi Wałczu jak można nazwać sie katolicką organizacją i rugać publicznie bp?
(adres email do wiadomości redakcji)

Szanowny panie Lektorze

Jestem zdumiony czytając, iż nasza praca polegająca głównie na domaganiu się, aby w Kościele zaczęto wreszcie przestrzegać prawa, aby Msze święte były celebrowane nabożnie, aby duchowieństwo przestało pajacować - że to wszystko jest, jak pan napisał "dożeniem do rozbicia kościoła".
Ma pan rację, wystawienie w ołtarzu czyjejś figury nie jest kultem publicznym. Po prostu "pan minister z Irenką przechodzili z tragarzami", nie było gdzie indziej miejsca, to postawili na ołtarzu. Proszę zatem uprzejmie o wyjaśnienie jaka jest według pana definicja kultu publicznego? Całowanie posągu po stopach? Obnoszenie w lektyce po transepcie? Cięcie wyrzynarką na relikwie?
Nie jesteśmy żadną organizacją, a tym bardziej bandycką. Pomijam już taki drobny szczegół, że jest to oszczerstwo z pańskiej strony, jak rozumiem wypływające z pańskiej pokory i miłości bliźniego. Pańska wola pobierania nauk katechizmowych u heretyków też jest cokolwiek znamienna.
Zastanawiająca jest również pańska bezkrytyczna postawa obronna bpa Cieślika i proboszcza z Wałcza, którzy odstawiają manianę liturgiczną, zamiast dawać kapłanom i wiernym wzór. Jeśli biskupi i kapłani mają za nic piękno, godność i autentyzm liturgii, to wszystkie inne wodotryski nie mają znaczenia.

Katolicy bez kalorii

Polecamy lekturę akukumenicznej laurki z Wisły zamieszczonej w Przewodniku Katolickim, a której czytamy m.in.

W Wiśle jest czternaście kościołów różnych wyznań. Nie ma takiego drugiego miejsca w Polsce, w którym tak mały obszar zamieszkują wierni tylu wyznań.

(...)

Ekumenizm? Tolerancja? Dlaczego te słowa właściwie tu się nie pojawiają? Bo nie trzeba akcentować tego, co jest codziennością. Małżonkowie podkreślają różnorodność wyznaniową tego miejsca. Większość w Wiśle stanowią ewangelicy, są też katolicy, świadkowie Jehowy, zielonoświątkowcy, adwentyści dnia siódmego, chrześcijanie baptyści. W mieście jest czternaście kościołów różnych wyznań.

(...)

– W niedzielę na godz. 9.00 katolicy idą na Mszę św. do filii kościoła parafialnego z Wisły Nowej Osady. Gdy wracają, po drodze spotykają ewangelików, którzy swoje nabożeństwo mają o 10.15 – wymienia Dariusz. Według Urbańskich każdy jest w swojej wierze z dziada pradziada i nie ma potrzeby tego zmieniać.

(...)

Gdy się poznali, Dariusz nie od początku wiedział, że jego wybranka jest ewangeliczką. Małgorzata często mówiła, że w niedzielę chodzi z mamą do kościoła, on jednak nie skojarzył, że do ewangelickiego. Małgorzata nie dowierzała natomiast, że skoro pochodzi z Wisły, to przyszły mąż nie domyślił się, że jest ewangeliczką. W końcu do dzisiaj stanowią oni większość w tej miejscowości. – Mieliśmy wtedy po 24 lata i nie zamierzaliśmy nigdy przeciągać na swoją stronę drugiej osoby, swoją wiarę traktowaliśmy poważnie i nie chcieliśmy niczego zmieniać – opowiadają małżonkowie.

(...)

Daria w szkole miała kolegów i koleżanki różnych wyznań. Często była jedyną katoliczką w gronie przyjaciół, ale nigdy nie czuła się gorzej z tego powodu. – Czy miałaś w dzieciństwie lub gdy dorastałaś jakieś wątpliwości dotyczące wiary z powodu wielości i różnorodności wyznań albo tego, że tata jest katolikiem, a mama ewangeliczką? – pytam Darię. W odpowiedzi słyszę, że dorastanie w środowisku ekumenicznym uczyniło z niej osobę tolerancyjną i otwartą. Małżonkowie często wspólnie uczęszczają do swoich kościołów. W zeszłorocznym nabożeństwie wigilijnym uczestniczyli razem w kościele ewangelickim, a w drugi dzień świąt udali się razem do kościoła katolickiego. Najważniejsze, że spotkanie z Jezusem mogą przeżywać wspólnie, co jest dla nich bardzo ważne. – Nie myśleliśmy nigdy o doktrynach czy dogmatach, które dzielą nasze wyznania. Kochamy się i szanujemy nawzajem. Bóg jest jeden, dlatego chcemy razem przeżywać tak ważne wydarzenie, jak spotkanie z Nim – podkreślają.
Drodzy czytelnicy - jak widać nie trzeba się już nawracać. Możecie nawet wstąpić do Świadków Jehowy. Najważniejsze, żebyście byli dla siebie dobrzy i tolerancyjni. Żebyście mogli wspólnie przeżywać "spotkanie z Jezusem". Żebyście nie zadawali trudnych pytań. Żebyście nie myśleli o "doktrynach i dogmatach", bo przecież to może zaszkodzić waszemu małżeństwu, które jest przecież ważniejsze niż jakieś tam katolickie duperele typu "poza Kościołem nie ma zbawienia". "Każdy jest w swojej wierze od dziada pradziada i nie ma potrzeby tego zmieniać"! Nie próbujcie nigdy "przeciągać na swoją stronę drugiej osoby", bo przecież "swoją wiarę traktujecie poważnie" (tu należy się nagroda Złotego Gienka za brak logiki). Chodźcie sobie na "spotkania z Jezusem" tam, gdzie wam najwygodniej - do kościoła, do zboru, gdziekolwiek.

Jeśli to nie jest opis apostazji, to ja już nie wiem, co należałoby jeszcze wymyślić...

O diakonie, który woli być nauczany przez "heretyka"

z redakcyjnej poczty:

Szczęść Boże!
Czuję się zobowiązany, aby wyrazić pogląd, że wolę być nauczany przez
"heretyka", który traktuje mnie poważnie, niż być nauczany przez Pana
(Panią, nie wiem kim jest redaktor) Redaktora, obrażającego mnie katolika,
moich współbraci i pasterzy. Jak to mawia mój były biskup diecezjalny abp
Alfons Nossol (domyślam się że nielubiany przez czcigodnego Redaktora):
Prawdę należy czynić w miłości. U Was tej prawdy coś mało, a miłości w ogóle nie
widać. Wolę więc słuchać ks. Niemca, bo mimo, że nie trwa w Kościele
katolickim, to jednak mam wrażenie, ma więcej do czynienia z Chrystusem niż
osoby utożsamiające się z blogiem novus ordo.

Z wyrazami szacunku
dk. (...)
(dane do wiadomości redakcji, z zakazem publikowania danych personalnych,
oraz danych wskazujących na konkretną osobę, w tym inicjałów).


Dziękujemy za otrzymaną korespondencję. Spieszę z wyjaśnieniami:
1) Kościół od zawsze nauczał, że Szatan, który jest ojcem nieposłuszeństwa, kłamstwa, odszczepieństwa i herezji zawsze traktuje swoich słuchaczy bardzo poważnie. Ba, nawet doskonale zna Pismo Święte i głosząc je z ambony potrafi umiejętnie dobierać cytaty, por. chociażby sytuację opisaną w Mt 4:1n.
2) Chciałbym przypomnieć, że pastor Niemiec NIE jest żadnym księdzem. Jest zwykłym etatowym pracownikiem wynajętym do wykładania "po swojemu" (czy istnieje jakiś luterański katechizm lub inne urzędowe pisma egzegetyczne?) zapisów Pisma Świętego oraz do symulowania sakramentów (np. symulowania sakramentu Eucharystii). Zakładając, że pan Niemiec jest ważnie ochrczony, a więc podlega pod przepisy Kodeksu Prawa Kanonicznego, nie muszę chyba przypominać, jakie sankcje KPK przewiduje za symulowanie sakramentów, że nie wspomnę o sankcjach za herezję.
3) Pastor Niemiec nie jest "heretykiem", tylko heretykiem. Takim bez cudzysłowu. Definicję herezji znajdzie Diakon w KPK 751.
4) Jakże mam nie lubić i nie szanować abpa Alfonsa Nossola, skoro przez bez mała 20 lat byłem jego podwładnym, jako mieszkaniec Bytomia. No ale Diakon oczywiście zna lepiej moje poglądy, więc pewnie ma rację.
5) Obowiązek każdego katolika, obowiązek głoszenia prawdy wynika z miłości bliźniego. W końcu każdego z nas Pan Bóg na Sądzie rozliczy za tych, których spotkaliśmy pobitych i ograbionych duchowo na swej drodze, a nie pomogliśmy im w duchowej rekonwalescencji. Jaką "prawdę" będzie głosił nie posiadający misji kanonicznej od biskupa pan Niemiec? Czy będzie mówić okrągłymi zdaniami o "jedności w różnorodności", aby wszystkim było miło?
6) Jak już wspominałem, Kodeks Prawa Kanonicznego wyraźnie zakazuje głoszenia kazań przez osoby świeckie. Pastor Niemiec nie posiada święceń diakonatu, więc jest osobą świecką. Dopuszczając taką osobę do głoszenia kazania celebrans (nie ważne jakiej rangi) daje czytelny sygnał Ojcu świętemu: NIE BĘDĘ CI SŁUŻYŁ, a do diakonów przygotowujących się do kapłaństwa pójdzie czytelny sygnał: CHŁOPAKI, TEN CAŁY KODEKS TO PIC NA WODĘ. NIE PRZEJMUJCIE SIĘ NIM.

W liście św. Pawła do Efezjan, na którym najprawdopodobniej wzorował się Abp Alfons Nossol czytamy:
On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa. [Chodzi o to], abyśmy już nie byli dziećmi, którymi miotają fale i porusza każdy powiew nauki, na skutek oszustwa ze strony ludzi i przebiegłości w sprowadzaniu na manowce fałszu. Natomiast żyjąc prawdziwie w miłości sprawmy, by wszystko rosło ku Temu, który jest Głową - ku Chrystusowi. Z Niego całe Ciało - zespalane i utrzymywane w łączności dzięki całej więzi umacniającej każdy z członków stosownie do jego miary - przyczynia sobie wzrostu dla budowania siebie w miłości. (Ef. 4:10n)

W jaki sposób lansowanie heretyków, którzy uporczywie odrzucają doktrynę i dyscyplinę Kościoła oraz łączność z Ojcem świętym, w przytomności katolickiego biskupa ma się przyczyniać do wzrostu i zespolenia Mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa czyli Kościoła katolickiego - jest dla mnie jedną wielką niewiadomą. No, ale ja w końcu prosty człowiek jestem.