Nasi niezawodni czytelnicy alarmują:
Katolicka telewizja PULS ma w swoim repertuarze program "Test na supermamę". Oto opis odcinka, który zostanie wyemitowany jutro (sobota, 31 października o 15:00)
W najbliższym odcinku (sobota 31 października, odc. 9):
Świeżo upieczone małżeństwo: Susan i Janine pragną w niedługim czasie sami założyć rodzinę. Tym chętniej decydują się na przystąpienie do „Testu na Super Mamę”. Podczas tego odcinka zaopiekują się dwoma córkami jednej ze swoich przyjaciółek. Oprócz dzieci, Susan i Janine dostaną pod opiekę ”Brutusa”- lalkę symulująca zachowania małego dziecka. Czy dobre chęci wystarczą aby podołać tak trudnemu wyzwaniu, które stoi przed Susan i Janine
Świeżo upieczone "małżeństwo" Susan Rae i Janine Davies to dwie lesbijki.
Dlaczego Ojcowie Franciszkanie propagują na swojej antenie homoseksualizm?
Panie Boże, jak długo jeszcze??????
------------------
Wskazane byłoby przypomnieć pewnej osobie, aby zainteresowała się swoją "działką"
Kuria Prowincjalna OO. Franciszkanów
ul. Zakroczymska 1
00-225 Warszawa
POLSKA
tel: 0 228 317 198
fax: 0 226 350 915
e-mail: Kuria.Warszawa@ofmconv.opoka.org.pl
O. Mirosław Bartos
- minister prowincjalny, adiunkt na Wydziale Teologicznym UKSW - Instytut Studiów nad Rodziną, wykładowca psychologii, asystent Konferencji Episkopatu Polski ds. Telewizji Puls, członek Zarządu TV Inwestycje
piątek, 30 października 2009
Tzw. Wigilia Paschalna, czyli show u rzeszowskich Saletynów
Ciekawa obserwacja z pewnego blogu;
Od wielu lat słyszałem o tym, jak bardzo uroczysta jest Wigilia Paschalna w rzeszowskim kościele Księży Saletynów. A że uroczystej i pełnej Liturgii Wigilii Paschalnej – serca Liturgii całego roku – od dawna poszukiwałem, od dłuższego już czasu chciałem w niej uczestniczyć. Udało się, że wreszcie w tym roku wraz z bratem wybrałem się na rzeczoną Wigilię Paschalną. I straszliwie się rozczarowaliśmy. Chwilami poważnie zastanawiałem się, czy to jeszcze Liturgia w rycie rzymskokatolickim czy show, jakiego nie powstydziłaby się np. Polska Telewizja.
Liturgia rozpoczęła się tradycyjnie o godzinie 21. Rozpoczęło się pięknie – uroczysta, spokojna Liturgia Światła (szkoda tylko, że służba liturgiczna wyszła przez zakrystię, a ludzie nie są nauczeni tego, że w Liturgii Światła należy uczestniczyć przy ognisku, a nie stojąc na swoich miejscach w kościele – koniec końców w Liturgii uczestniczyło około 30 osób, nie licząc asysty) z pięknie odśpiewanym na koniec, pełnym Exultetem. Niestety, później było już tylko gorzej. Jak napisałem na początku, chwilami robił się z tego totalny show.
Przed pierwszym czytaniem do ambony podszedł jakiś koleś i zaczął mówić „od siebie” wprowadzenie do czytania. Od razu zapachniało neonem (neokatechumenat). Niestety, tak było już przed każdym kolejnym czytaniem. Oczywiście tego typu udziwnień rzymska liturgia kompletnie nie dopuszcza. W dodatku te dowolne, wyrwane z kontekstu i pozornie odnoszące się do życia komentarze odebrały tej uroczystej Liturgii Słowa (7 czytań ze Starego Testamentu, Epistoła i Ewangelia) przede wszystkim jej logikę. Komentarze specjalnie przygotowane na tę okazję przez liturgistów, niesamowicie ukazują naturalne następowanie po sobie wydarzeń z historii zbawienia. Tutaj, mimo że Lekcje były odczytane w komplecie, żadnej logiki nie było. Było za to osiem wyrwanych z kontekstu tekstów.
Problem jest także taki, że w niektórych komentarzach neoni mówili kompletne bzdury. Z jednego z nich mogłem się np. dowiedzieć, że ja też jestem Abrahamem i też Bóg do mnie mówi – to, co mówi Bóg wyraża się w moich uczuciach. Ale jest też rozum, za którym często podążam, odrzucając Boży głos. Naprawdę, takiej właśnie treści był komentarz. Ktoś o takich poglądach jeszcze kilkadziesiąt lat temu zostałby uznany za heretyka. Dziś może swobodnie swoje herezje wypowiadać z ambony, w dodatku – o zgrozo – podczas Świętej Liturgii i mącić ludziom w głowach.
Zostańmy przy Liturgii Słowa. Do pierwszego czytania podeszła młoda kobieta (gdzie służba liturgiczna?), czytająca bardzo pięknie, wręcz artystycznie. Słuchało się tego naprawdę wspaniale, aż do momentu, gdy słowa „I tak upłynął wieczór i poranek pierwszego dnia” zaśpiewał chór. I tak, ów chór przerywał niewieście po przeczytaniu każdego opisu, po drodze zdążył jeszcze zaśpiewać psalm. Wtedy to już nam się zrobiło słabo. Uczestniczyliśmy w tej Liturgii/oglądaliśmy ten show (trudno mi powiedzieć, czy bardziej czuliśmy się jak w Liturgii naszego Kościoła, czy raczej na jakimś nieznanym nam musicalu) już do końca z dużym niesmakiem. A nadużycia mnożyły się jedno za drugim. Psalmy śpiewał chór, czego również rzymskokatolicka Liturgia nie dopuszcza, ale w porównaniu z innymi przegięciami, to prawie jak nie błąd.
Bodaj po czwarty czytaniu, na środek wyszedł nagle Proboszcz parafii, będący jednocześnie celebransem. Wyszedł z prezbiterium i zaprosił do siebie dzieci. Zaczął im zadawać pytania dotyczące Liturgii Wigilii Paschalnej. A ludzie śmiali się prawie na cały głos. Na koniec dzieci miały zaśpiewać piosenkę, o tym dlaczego są na owej Liturgii. Zaśpiewały więc, że wszyscy tu jesteśmy, wszyscy pościmy (why??? – ja kolację zjadłem!), nie śpimy, ale ostatecznie odpowiedź na pytanie, dlaczego tu jesteśmy, do którego niby piosenka miała prowadzić, nie padła… Swoją drogą na początku oczekiwaliśmy, że ta rozmowa z dziećmi jest wprowadzeniem do kolejnego czytania. Ale nie, okazało się, że jest ona… tak o… Po zakończeniu piosenki, dzieci otrzymały od uczestników ShowLiturgii burzę oklasków. Jak to na występach bywa. W Liturgii na takie rzeczy miejsca nie ma.
To nie koniec atrakcji w Liturgii Słowa. Kazanie, które wedle jednoznacznych wskazówek liturgicznych powinno być 1. Krótkie, 2. O chrzcie, było długie i nie o chrzcie, ale o Unii Europejskiej. Swoją drogą w pewnych aspektach kazanie bardzo ciekawe, szkoda tylko że tak upolitycznione i nie na miejscu w Liturgii Wigilii Paschalnej.
Najgorsze mieliśmy za sobą – uroczysta Liturgia Słowa okazała się bowiem profanacją. Później było już nieco lepiej, ale elementy liturgiczne były przeplatane elementami show. Najpierw podczas słynnego chrztu dzieci przez zanurzenie (przy którym nota bene ludzie śmiali się w głos – ten brak szacunku do sakramentu woła o pomstę do nieba), ksiądz na koniec ukazywał dziecko wspólnocie, która witała je znów burzą oklasków.
Dalej, komunia nie mogła być rozdana normalnie, tylko nagle przed ołtarzem pojawiła się grupa świeckich szafarzy, która trzymała kielich z Najświętszą Krwią przy każdym z rozdających komunię kapłanów. Ani to liturgiczne, ani poprawne. No ale element show – a ludziom się podoba. Swoją drogą, ciągły ruch w Liturgii był po prostu straszny, do zakrystii bez przerwy ktoś schodził, osoby przechodziły przed ołtarzem, kręciły się. Żeby było jeszcze bardziej absurdalnie – jeden z członków Liturgicznej Służby Ołtarza zajmował się przy ołtarzu… swoim dzieckiem (sic!).
By dopełnić czary goryczy, na koniec na ogłoszenia wyszedł proboszcz i stwierdził, że on był w Brazylii i tam ludzie zdecydowanie bardziej żywo reagują na to, co się dzieje w Liturgii, a „nam jeszcze sporo brakuje”. W ten sposób zachęcił jeszcze ludzi, by w trakcie podziękowań zrobiło się już totalne show, aby wszyscy poczuli się jak w teatrze – wszyscy odegrali role, teraz należą im się oklaski. W Liturgii oklaski nie należą się przecież nikomu, bo wszystko robi się na chwałę Bożą, w spokoju i skupieniu, mając świadomość wielkich tajemnic, które się dokonują. (...)
Polecamy niniejszą parafię uwadze Ordynariusza Rzeszowskiego i diecezjalnej Komisji Liturgicznej.
Od wielu lat słyszałem o tym, jak bardzo uroczysta jest Wigilia Paschalna w rzeszowskim kościele Księży Saletynów. A że uroczystej i pełnej Liturgii Wigilii Paschalnej – serca Liturgii całego roku – od dawna poszukiwałem, od dłuższego już czasu chciałem w niej uczestniczyć. Udało się, że wreszcie w tym roku wraz z bratem wybrałem się na rzeczoną Wigilię Paschalną. I straszliwie się rozczarowaliśmy. Chwilami poważnie zastanawiałem się, czy to jeszcze Liturgia w rycie rzymskokatolickim czy show, jakiego nie powstydziłaby się np. Polska Telewizja.
Liturgia rozpoczęła się tradycyjnie o godzinie 21. Rozpoczęło się pięknie – uroczysta, spokojna Liturgia Światła (szkoda tylko, że służba liturgiczna wyszła przez zakrystię, a ludzie nie są nauczeni tego, że w Liturgii Światła należy uczestniczyć przy ognisku, a nie stojąc na swoich miejscach w kościele – koniec końców w Liturgii uczestniczyło około 30 osób, nie licząc asysty) z pięknie odśpiewanym na koniec, pełnym Exultetem. Niestety, później było już tylko gorzej. Jak napisałem na początku, chwilami robił się z tego totalny show.
Przed pierwszym czytaniem do ambony podszedł jakiś koleś i zaczął mówić „od siebie” wprowadzenie do czytania. Od razu zapachniało neonem (neokatechumenat). Niestety, tak było już przed każdym kolejnym czytaniem. Oczywiście tego typu udziwnień rzymska liturgia kompletnie nie dopuszcza. W dodatku te dowolne, wyrwane z kontekstu i pozornie odnoszące się do życia komentarze odebrały tej uroczystej Liturgii Słowa (7 czytań ze Starego Testamentu, Epistoła i Ewangelia) przede wszystkim jej logikę. Komentarze specjalnie przygotowane na tę okazję przez liturgistów, niesamowicie ukazują naturalne następowanie po sobie wydarzeń z historii zbawienia. Tutaj, mimo że Lekcje były odczytane w komplecie, żadnej logiki nie było. Było za to osiem wyrwanych z kontekstu tekstów.
Problem jest także taki, że w niektórych komentarzach neoni mówili kompletne bzdury. Z jednego z nich mogłem się np. dowiedzieć, że ja też jestem Abrahamem i też Bóg do mnie mówi – to, co mówi Bóg wyraża się w moich uczuciach. Ale jest też rozum, za którym często podążam, odrzucając Boży głos. Naprawdę, takiej właśnie treści był komentarz. Ktoś o takich poglądach jeszcze kilkadziesiąt lat temu zostałby uznany za heretyka. Dziś może swobodnie swoje herezje wypowiadać z ambony, w dodatku – o zgrozo – podczas Świętej Liturgii i mącić ludziom w głowach.
Zostańmy przy Liturgii Słowa. Do pierwszego czytania podeszła młoda kobieta (gdzie służba liturgiczna?), czytająca bardzo pięknie, wręcz artystycznie. Słuchało się tego naprawdę wspaniale, aż do momentu, gdy słowa „I tak upłynął wieczór i poranek pierwszego dnia” zaśpiewał chór. I tak, ów chór przerywał niewieście po przeczytaniu każdego opisu, po drodze zdążył jeszcze zaśpiewać psalm. Wtedy to już nam się zrobiło słabo. Uczestniczyliśmy w tej Liturgii/oglądaliśmy ten show (trudno mi powiedzieć, czy bardziej czuliśmy się jak w Liturgii naszego Kościoła, czy raczej na jakimś nieznanym nam musicalu) już do końca z dużym niesmakiem. A nadużycia mnożyły się jedno za drugim. Psalmy śpiewał chór, czego również rzymskokatolicka Liturgia nie dopuszcza, ale w porównaniu z innymi przegięciami, to prawie jak nie błąd.
Bodaj po czwarty czytaniu, na środek wyszedł nagle Proboszcz parafii, będący jednocześnie celebransem. Wyszedł z prezbiterium i zaprosił do siebie dzieci. Zaczął im zadawać pytania dotyczące Liturgii Wigilii Paschalnej. A ludzie śmiali się prawie na cały głos. Na koniec dzieci miały zaśpiewać piosenkę, o tym dlaczego są na owej Liturgii. Zaśpiewały więc, że wszyscy tu jesteśmy, wszyscy pościmy (why??? – ja kolację zjadłem!), nie śpimy, ale ostatecznie odpowiedź na pytanie, dlaczego tu jesteśmy, do którego niby piosenka miała prowadzić, nie padła… Swoją drogą na początku oczekiwaliśmy, że ta rozmowa z dziećmi jest wprowadzeniem do kolejnego czytania. Ale nie, okazało się, że jest ona… tak o… Po zakończeniu piosenki, dzieci otrzymały od uczestników ShowLiturgii burzę oklasków. Jak to na występach bywa. W Liturgii na takie rzeczy miejsca nie ma.
To nie koniec atrakcji w Liturgii Słowa. Kazanie, które wedle jednoznacznych wskazówek liturgicznych powinno być 1. Krótkie, 2. O chrzcie, było długie i nie o chrzcie, ale o Unii Europejskiej. Swoją drogą w pewnych aspektach kazanie bardzo ciekawe, szkoda tylko że tak upolitycznione i nie na miejscu w Liturgii Wigilii Paschalnej.
Najgorsze mieliśmy za sobą – uroczysta Liturgia Słowa okazała się bowiem profanacją. Później było już nieco lepiej, ale elementy liturgiczne były przeplatane elementami show. Najpierw podczas słynnego chrztu dzieci przez zanurzenie (przy którym nota bene ludzie śmiali się w głos – ten brak szacunku do sakramentu woła o pomstę do nieba), ksiądz na koniec ukazywał dziecko wspólnocie, która witała je znów burzą oklasków.
Dalej, komunia nie mogła być rozdana normalnie, tylko nagle przed ołtarzem pojawiła się grupa świeckich szafarzy, która trzymała kielich z Najświętszą Krwią przy każdym z rozdających komunię kapłanów. Ani to liturgiczne, ani poprawne. No ale element show – a ludziom się podoba. Swoją drogą, ciągły ruch w Liturgii był po prostu straszny, do zakrystii bez przerwy ktoś schodził, osoby przechodziły przed ołtarzem, kręciły się. Żeby było jeszcze bardziej absurdalnie – jeden z członków Liturgicznej Służby Ołtarza zajmował się przy ołtarzu… swoim dzieckiem (sic!).
By dopełnić czary goryczy, na koniec na ogłoszenia wyszedł proboszcz i stwierdził, że on był w Brazylii i tam ludzie zdecydowanie bardziej żywo reagują na to, co się dzieje w Liturgii, a „nam jeszcze sporo brakuje”. W ten sposób zachęcił jeszcze ludzi, by w trakcie podziękowań zrobiło się już totalne show, aby wszyscy poczuli się jak w teatrze – wszyscy odegrali role, teraz należą im się oklaski. W Liturgii oklaski nie należą się przecież nikomu, bo wszystko robi się na chwałę Bożą, w spokoju i skupieniu, mając świadomość wielkich tajemnic, które się dokonują. (...)
Polecamy niniejszą parafię uwadze Ordynariusza Rzeszowskiego i diecezjalnej Komisji Liturgicznej.
czwartek, 29 października 2009
Kardynał kondomiarz zesłany do Rzymu !
Jego Eminencja Piotr Kodwo Appiah kardynał Turkson, do niedawna metropolita Cape Coast i Prymas Ghany, znany szerszej publiczności z prokondomiarskich wypowiedzi na niedawnym Synodzie, które to wypowiedzi były potem nieudolnie "odkręcane" przez watykańskie biuro prasowe, został 24 października 2009 r. "awansowany" na funkcję przewodniczącego Papieskiej Rady Iustitia et Pax, dzięki czemu został całkowicie odsunięty od kierowania Kościołem w Ghanie oraz działalności duszpasterskiej, przy swoim nowym watykańskim biurku nie będzie zasadniczo w stanie niczego poważniejszego popsuć, a Ojciec święty ma go teraz pod ręką i może kontrolować wszystkie jego poczytania.
Świńska grypa niechcący zwalcza modernizm
Komisja Liturgiczna archidiecezji Bostońskiej z powodu epidemii "świńskiej grypy" wydała zarządzenie, jak niżej:
- kropielnice z wodą święconą należy regularnie opróżniać, dezynfekować odpowiednim płynem, po czym napełniać nową porcją wody święconej. Zebraną przed dezynfekcją wodę święconą należy wlać do piscyny.
- wstrzymuje się do odwołania udzielanie Komunii świętej pod Postacią Wina, nie dotyczy to osób, które z przyczyn zdrowotnych nie mogą przyjmować Postaci Chleba. Wiara Kościoła uczy nas, że przyjmując tylko jedną z Postaci, przyjmujemy również całego Chrystusa.
- Podczas obrzędu przekazania "znaku pokoju" należy przekazywać go bez fizycznego kontaktu z innymi wiernymi. Jeśli celebrans wezwie do przekazania "znaku pokoju", wierni zamiast uścisku dłoni, mogą się pochylić się w kierunku osób znajdujących się w pobliżu.
- (...) szafarzom Komunii Świętej radzi się, aby rozdzielali Komunię świętą z uwagą, uważając, aby nie dotknąć języka ani dłoni komunikowanego.
- Przypomina się parafianom, że jeśli chorują, lub podejrzewa się u nich chorobę zakaźną, nie dotyczy ich obowiązek świętowania niedzieli. Powinni oni pozostac w domu, a pojawić się w kościele dopiero wtedy, gdy będą już zdrowi.
Miejmy nadzieję, że te zalecenia pozostaną w mocy również po opadnięciu epidemii. W Polsce by się też podobne zalecenia przydały, zwłaszcza to ostatnie, gdyż w okresie jesienno-zimowym nasze kościoły są pełne osób pociągających nosem, kaszlących i kichających, rozsiewających wokół siebie bakterie i wirusy, "bo do kościoła iść trzeba".
Ciekawe, czy w archidiecezji bostońskiej działa neokatechumenat? Bo przecież u nich "Pascha" bez Postaci Wina się ponoć "nie liczy"...
- kropielnice z wodą święconą należy regularnie opróżniać, dezynfekować odpowiednim płynem, po czym napełniać nową porcją wody święconej. Zebraną przed dezynfekcją wodę święconą należy wlać do piscyny.
- wstrzymuje się do odwołania udzielanie Komunii świętej pod Postacią Wina, nie dotyczy to osób, które z przyczyn zdrowotnych nie mogą przyjmować Postaci Chleba. Wiara Kościoła uczy nas, że przyjmując tylko jedną z Postaci, przyjmujemy również całego Chrystusa.
- Podczas obrzędu przekazania "znaku pokoju" należy przekazywać go bez fizycznego kontaktu z innymi wiernymi. Jeśli celebrans wezwie do przekazania "znaku pokoju", wierni zamiast uścisku dłoni, mogą się pochylić się w kierunku osób znajdujących się w pobliżu.
- (...) szafarzom Komunii Świętej radzi się, aby rozdzielali Komunię świętą z uwagą, uważając, aby nie dotknąć języka ani dłoni komunikowanego.
- Przypomina się parafianom, że jeśli chorują, lub podejrzewa się u nich chorobę zakaźną, nie dotyczy ich obowiązek świętowania niedzieli. Powinni oni pozostac w domu, a pojawić się w kościele dopiero wtedy, gdy będą już zdrowi.
Miejmy nadzieję, że te zalecenia pozostaną w mocy również po opadnięciu epidemii. W Polsce by się też podobne zalecenia przydały, zwłaszcza to ostatnie, gdyż w okresie jesienno-zimowym nasze kościoły są pełne osób pociągających nosem, kaszlących i kichających, rozsiewających wokół siebie bakterie i wirusy, "bo do kościoła iść trzeba".
Ciekawe, czy w archidiecezji bostońskiej działa neokatechumenat? Bo przecież u nich "Pascha" bez Postaci Wina się ponoć "nie liczy"...
Z cyklu: Są jeszcze inni kandydaci na ołtarze

...doprawdy, nie można pomyśleć nic zaszczytniejszego,
jak należeć do świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła Rzymskiego,
przez który stajemy się członkami jednego tak czcigodnego Ciała,
gdzie rządzi nami jedna tak dostojna Głowa,
jeden przenika nas Duch Święty,
jedna wreszcie zasila nas nauka,
jeden karmi Chleb Anielski na tej ziemi wygnania,
póki nie przejdziemy do jednej wiecznej szczęśliwości w Niebie...
(Pius XII, encyklika Mystici Corporis Christi, N. 78)
jak należeć do świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła Rzymskiego,
przez który stajemy się członkami jednego tak czcigodnego Ciała,
gdzie rządzi nami jedna tak dostojna Głowa,
jeden przenika nas Duch Święty,
jedna wreszcie zasila nas nauka,
jeden karmi Chleb Anielski na tej ziemi wygnania,
póki nie przejdziemy do jednej wiecznej szczęśliwości w Niebie...
(Pius XII, encyklika Mystici Corporis Christi, N. 78)
Subskrybuj:
Posty (Atom)